wszystkich achow, ochow, zachwytow i oczekiwan odnosnie tranzytow imc Jowisza
Wielkiego Dobroczyncy.
Wczoraj zlokalizowalam w u siebie tranzytach zerowy trygon Jowisza do Slonca.
Pierwsza mysl: trzeba by cos pozytywnego zrobic!!
Druga mysl: chyba pojde cos zjesc...
Nie bylam w stanie wykrzesac z siebie nic wiecej!!
Od kilku dni mam faze na jowiszowe zarlokowanie, a dziwnym trafem w domu
objawiaja sie co i rusz jakies belgijskie pralinki, plesniowe serki,
chilijskie winko itp. przyjemnosci ze smakowitej i zabojczej serii pt. "minuta
w ustach, cale zycie w biodrach", a do tego za kazdym rogiem czai sie impreza
z laczonymi atrakcjami typu turecka knajpka, mile towarzystwo, orientalna
muzyczka i oczywiscie smakowita wyzerka. Tyje na potege i do tego (o zgrozo!!)
nawet nie potarfie udawac, ze sie tym faktem martwie!!!
Jedyna dlugofalowo pozytywna rzecz w tym calym tranzycie, to kilka nowych
ciuchow w szafie i babskich mazidel w lazience, i to bez drenazu kieszeni, bo
wiekszosc od darczyncow plci zenskiej pochodzena rodzinnego (Ksiezyc jest w I
domu; widac Jowisz postanowil zadbac, zeby sie nalezycie prezentowal).
Mimo wszystko... ja jednak jakas ostra KWADRATURE POPROSZE! I jeszcze Pana
Saturna jako atrakcje wieczoru, oby szybko wkroczyl do akcji! Kici, kici,
grzeczny Saturn, choc szybciutko na poczatek Lwa, bo ja pekne w koncu na tym
Jowiszu albo uniose sie jak nadmuchany balonik i poszybuje gdzies w
stratosfere

))))
P.S. Badzcie wyrozumiali dla powyzszego belkotu

Mars mi czlapie ruchem
wstecznym przez III dom. Musialam jakos wyladowac frustracje

))