edi54
11.04.10, 07:27
W świetle już znanych okoliczności - choć to czas żaloby ,cierpienia
i smutku- postawic należy pytanie czy musieli zginąć? Otóż jestem
przekonany,że ta tragiczna katastrofa wcale nie musiała się zdarzyć.
Wystarczyło zastosować sie do poleceń kontrolerow lotow na lotnisku.
Wszelkie proby obarczania winą pilotów za popełniony błąd uważam
za potwarz , za skandaliczne moralne nadużycie.Nikt rozsądnie
myślący nie uzna,że przystapili do lądowania z włąsnej inicjatywy
i na włąsna odpowiedzialność - mając na pokładzie Prezydenta RP,
politykow i generałow. O błędzie można by mowic ,gdyby piloci
rozbili sie przy pierwszym podejściu do lądowania.Oni jednak
podjeli kilka takich prób.Jest więcej niż pewne ,że otrzymali
rozkaz lądowania ( nie wykluczam,że im nawet grożono ).Casus z
ladowania prezydenckiego samolotu w Gruzji
dowodzi do jakich granic absurdu był zdolny posunąć się Lech
Kaczyński , grożąc pilotowi odpowiedzialnością,podczas gdy pilot
działał li tylko zgodnie z procedurami ( w trosce o bezpieczenstwo
Prezydenta RP).
O trafności mojej hipotezy ( w osobistym przeświadczeniu
graniczącym z pewnością) świadczy kontekst sytuacyjny.
Polecono pilotowi lądować,gdyż wybór innego lotniska (Minsk,Moskwa)
oznaczał ogomne opoźnienie w rozpoczęciu Uroczystości Katyńskich.
Nie wykluczam,że dyspozycje z wieży kontrolnej w Smoleńsku
potraktowano w polskim gronie jako zamysł natury "politycznej,
by sparaliżować uroczystości".Jeśli zapisy z czarnych skrzynek
potwierdzą taki scenariusz rozwoju sytuacji to byłby to przypadek
zbrodni kierowniczej ,dowód nie tyle brawury rozkazodawcy , co
skrajnej głupoty.
Jest dla mnie rzeczą nie do przyjęcia by organizując wylot TU-154
z Prezydentem RP i licznymi politykami,generałami,biskupami
do Smoleńska odpowiednie służby wojskowe nie posiadały rozeznania
co do lotniska w Smoleńsku ( dlugosci pasa startowego,wyposazenia
technicznego w zakresie sprowadzania samolotow).
pewnością )