Gość: koza
IP: *.netbase.pl
30.12.10, 20:22
postaram się opisać wszystko w miarę dokładnie i przejrzyście choc nie wiem czy mi sie uda , to satrudne sprawy i ciężko o tym pisać......dlaczego to więc robię?....nie wiem ....może z bezsilności......ale do sedna..........
ja - 27 lata, wykształcona, mam stałą pracę , w miare dobrą, spełniam sie w niej
mąż - 35 lat, rencista
jesteśmy razem prawie 9 lat, mamy 5-letkiego syna , od poczatku naszego związku pewnie było tak ,że to ja bardziej chcialam, ja bardziej sie starałam, to była Wielka miłość, przeszlismy wiele trudnych i cięzkich chwil związanych z chorobą męża i mogłoby sie wydawać, że to scali nas na całe życie, że już gorszego "potwora" nie będzie...........a jednak
...................od 2 lat jest żle....coraz gorzej.........on - nigdy mu sie nic nie chce, ma tylko wymagania, nie robi w domu nic- naprawdę nic, jeśli poproszę go np. o wyrzucenie śmieci to robi to po wielu godzinach (i po moich usilnych interwencjach) i tak jest ze wszystkim , choc naprawdę wiele od niego nie wymagam........problem jest nawet z pójściem pod prysznic czy pójściem spać do łóżka jak normalny człowiek , a nie spaniem w fotelu - wszystkie taki "drobne" normalne życiowe sprawy są problemem i muszę o nie staczać codziennie batalię......jestem tym zmęczona.....................fizycznie i psychicznie...............na mojej głowie jest wszystko dom, rachunki, praca, dziecko..........wszystko.............na niego w ŻADNEJ sprawie nie mogę liczyć....................nie daje nawet samemu sobie pomóc........oczywiście nie sypiamy ze sobą od dawna, ostanie zblizenie było 7 miesięcy temu......próbowałam rozmawiać, prosić, grozić, wybralismy sie do psychologa i ...............nic.............czuję ,że jak mi przestanie zależeć do to wszystko się zozpadnie..........ja jestem nieszczęśliwa w tym związku i trudno mi dłużej tak wytrzymać....na moje próby rozmowy, bardzo często kończy się wyzwiskami typu jesteś dziw.....kur...su...., robi to nawet przy moich rodzicach, ja nie mogę tego juz wytrzymać, bo nie jestem osobą pokorną i pozwalającą sobie na coś takiego.....coraz częściej też okazuje mi agresję i przemoc fizyczną choc jeszcze mnie nie uderzył, ale sama świadomość tego ,że mógłby to zrobić powoduje, że czuję do niego odrazę........nie wiem co mam zrobić????pewnie pojawi się pytanie dlaczego z nim jestem............nie wiem.............on nadal jest chory ( guz mózgu w fazie stabilizacji ) .........ale ja juz nie mam sił tłumaczyć go przed innymi i samą sobą chorobą............nie wiem ...........jestem bardzo zmęczona...........ale boję się , że on mnie zniszczy....może to ja jestem nienormalna..........nic juz nie wiem ......