Gość: KK
IP: 150.254.72.*
14.06.11, 21:22
Mam dość nietypowy problem...
Otóż u mnie w domu podejście do ludzkiej seksualności było zawsze na nie - kobieta zawsze chce wykorzystać mężczyznę, współżycie jest grzechem, ludzie to robiący są zdemoralizowani, chłopcy powinni kolegować się z chłopcami etc.
Kiedy zacząłem odczuwać pociąg do kobiet, zacząłem się tego wstydzić; znienawidziłem się, czułem się jakbym był chory, był kimś gorszym, jakbym cierpiał na jakieś zboczenie. Nie akceptowałem ludzi, którzy wchodzą w jakiekolwiek relacje dwupłciowe (chociaż odnosiło się to tylko do osób spoza mojej rodziny i tych, które dopiero poznawałem), więc w końcu - nie akceptowałem nikogo i zostałem sam; w liceum kontrolowano - czy zeszyty pożyczam od kolegów, kiedy szedłem do sklepu ostrzegano, że ,,tam jakieś młode dziewczyny są, mogą się z ciebie śmiać".
Rodzice (zwłaszcza matka) zawsze byli dumni, że jestem taki spokojny, i mogę nawet księdzem zostać. A w sumie tłumiłem to w sobie.
Może to brzmi trochę jak wybujałe żale, ale w wieku 23 lat nie mogę nikogo znaleźć, do nikogo się zbliżyć ani nikogo do siebie dopuścić, zresztą - trudno byłoby mi się przed nimi przyznać, że mam takie potrzeby; jestem zgorzkniały, mam wrażenie, że wszystko w życiu mnie ominęło i nie jestem w stanie tego zmienić. Bardzo często pojawiają się stany przygnębienia paraliżujące jakąkolwiek chęć do pracy. Przez pewien czas leczyłem się na zaburzenia lękowe. W sumie z nikim nie utrzymuję bliższych relacji, poza swoją rodziną.
Generalnie, nie są to zbyt przyjemne wrażenia; czy da się coś z tym zrobić i do kogo ewentualnie to zgłosić?
K.K.