tami222
29.11.24, 18:48
Witajcie, mój problem od zawsze i źródło wiecznych sprzeczek z mężem. Pochodzę z rodziny gdzie ojciec nie miał kolegów, nie wychodził na przysłowiowe piwo. Mama też nie, nie pracowała. Wyszłam za mąż ponad 10 lat temu. Mąż domator. Czasami były jakieś wyjścia z pracy, ale zazwyczaj nie chodził bo ja nie chciałam. Im dalej w naszym małżenstwie tym większy problem sie z tego zaczął robić. I to nie tak ze wcale nie chodził. Chodził, ale rzadko i po naszych sporych kłótniach. Po skończeniu magicznej 40stki coraz częściej zaczął mówić o tym, że chce mieć czas na własne hobby, że ma prawo wyjść że znajomymi, że się stresuje jak ma mi powiedzieć o jakimś wyjściu itd. Oprócz wyjazdow sluzbowych i wyjść tu na miejscu doszły teraz spotkania że znajomymi z rodzinnego miasta.na wszystkie chce pójść, pojechać itd Obecnie jest to coś co myślę że doprowadzi do naszego rozstania ponieważ ja już psychicznie nie jestem w stanie tego udźwignąć. Tego napięcia że zaraz przyjdzie i znowu będzie chciał gdzieś wyjść. A dodam, że chodzi na boks kilka razy w tygodniu.wiec ma swój czas poza domem.
Z czego wynika moja postawa? Z domu, z tego że u mnie w rodzinie nie ma takich problemów, z tego że moi rodzice uważają że jak ktoś wychodzi wieczorem to zdradza, że nie wypada bo ma żonę i dzieci to po co ma się szlajać.z tego, że sama jeździłam na wiele wyjazdów służbowych i widziałam co tam się dzieje.wreszcie z tego że on stawia te wyjścia ponad nasze relacje.
Miałam terapię ale niewiele to dało. I szczerze zastanawiam się dlaczego to ja mam się zmieniać? Dlaczego mam się godzić na jego wyjścia?