Dodaj do ulubionych

Zaczynam się wstydzić....

10.10.11, 14:33
Lubię seks i moje pożycie z mężem zawsze było udane i satysfakcjonujące. Przypuszczam, że dla męża jest nadal, zresztą dla mnie też, ale coraz częściej zaczynam unikać pewnych sytuacji w łóżku czy poza nim, niektórych pozycji - bo nie lubię się już pokazywać "w całości". Nie mam już niestety tak szczupłego i jędrnego ciała jak kiedyś i ta świadomość czasem szalenie mnie krępuje i ogranicza w przeżywaniu seksu ... i tworzy nieporozumienia między nami, bo mąż odczytuje te moje uniki jako niechęć do seksu w ogóle. A mnie głupio powiedzieć mu: Tak, chcę się z tobą kochać, ale nie chcę pokazywać wystającego brzucha czy cellulitu na udach. Z drugiej strony - wiem, że on przecież ślepy nie jest i widzi mnie taką jaka jestem, a skoro nie komentuje, ani nie zmniejsza to jego chęci, to widocznie mu nie przeszkadza tak bardzo.... On oczywiście też się starzeje, ale jak to u faceta, i to szczupłego, te zmiany nie są tak ewidentne (w każdym razie nie ma cellulitu :))
Uprzedzam porady typu: weź się za siebie, schudnij i ćwicz : nie jestem za gruba i mam dużo ruchu. Ale nie odmłodnieję , tylko będę się bardziej starzeć. Jak się odblokować ? Ludzie uprawiają seks do późnej starości, jak się im udaje zaakceptować swoje ciało ? Zaczęłam się zastanawiać, czy to właśnie - a nie wygaśnięcie libido - jest przyczyną, że w pewnym wieku kobiety nie chcą już seksu uprawiać....

Obserwuj wątek
    • Gość: dari Re: Zaczynam się wstydzić.... IP: 212.160.172.* 10.10.11, 15:03
      Odpowiem ci jako facet, bo trochę znam ten problem z autopsji. Patrząc od naszej męskiej strony, przykro jest, jak nasza kobieta okazuje, że się własnego osobistego męża wstydzi. My z żoną rozmawiamy o wszystkim, także na ten temat. Wiem, że się krępuje, pomimo tego, że dla mnie jej ciało jest taką samą świętością teraz jak i dwadzieścia lat temu. Faceci kochają oczami, stąd widok ciała żony jest dla nich superwidokiem, zupełnie bez względu na wyolbrzymione przez nie lub zupełnie nieistniejące, czyli wymyślone mankamenty. Tak samo jest niewątpliwie w przypadku twojego męża. On pragnie cię kochać, pragnie cię widzieć, a twoje uniki sprawiają mu przykrość. Ja zawsze powtarzam swojej, że patrząc na nią, widzę jednocześnie jej ciało i jej duszę, a widok ten jest i pozostanie piękny.
      • pomarola Re: Zaczynam się wstydzić.... 10.10.11, 15:26
        Bardzo ładnie to napisałeś, dzięki. Mam nadzieję, że mój mąż myśli podobnie.... Tylko że my niestety nie rozmawiamy "o wszystkim" :( Nie chcę przez to powiedzieć, że coś jest między nami nie tak, kochamy się i żyjemy w zgodzie, ale tego rodzaju komunikacja JEMU przychodzi z trudem....
        • kelbalrai Re: Zaczynam się wstydzić.... 10.10.11, 15:31
          Dokładnie tak jak napisał kolega. Jestem ze swoją żoną prawie 20 lat i wciąż za nią szaleję. Nie przeszkadzają mi nawet niewielkie rozstępy, które pozostały po ciążach, bo są śladem po tym, że dała mi dwójkę wspaniałych dzieciaków.

          Poza tym, jak mężczyzna kocha się z kobietą, to szuka tych dobrych i podniecających rzeczy, a nie tych, które podniecenie mogą zabić. Więc wyluzuj, a Wasz związek tylko na tym zyska.
        • Gość: dari Re: Zaczynam się wstydzić.... IP: 212.160.172.* 10.10.11, 15:36
          Powiem ci wiecej. Moja żonka jest po poważnej operacji. Pozostawiła ona wyraźne ślady na jej ciele. Lecz nie czuje się okalaczona, bo wie, że ja akceptuję ją taką, jaka jest, z całym "dobrodziejstwem inwentarza". Dla mnie wciąż jest piękna.
          A co do komunikacji, no cóż małymi kroczkami można się jej nauczyć. Wtedy jest lepiej, znacznie lepiej. Wierz mi.
          • kopciuszek52 Re: Zaczynam się wstydzić.... 11.10.11, 08:42
            Pomarola ,Ty sobie wydrukuj to co napisali Koledzy i czytaj 3 razy dziennie:).To samo tłumaczę córce, która mimo młodego wieku ma całą masę kompleksów- nie przegladasz się w lustrze , tylko w oczach mężczyzny , który cię kocha.On widzi całość,kobietę ,którą kocha , której pragnie takiej jaka jest . Jestem 27 lat po ślubie, dla mojego męża wciąz jestem atrakcyjna, choć do figury modelki mi daleko :).
            Wyluzuj, powodzenia.
    • ewa.zeromska Re: Zaczynam się wstydzić.... 11.10.11, 09:06
      Twierdzisz,że to głupia porada typu - popraw swoje ciało, jeśli ci przeszkadza, ale tak naprawdę niczego innego zrobić nie możesz.
      To jest twój kompleks, nie ważne jak bardzo wymyślony, a na ile prawdziwy. Samo nic się nie naprawi, a chowanie się, unikanie zbliżeń i cierpienie jest bez sensu.
      Już poprzez sam fakt, że zapiszesz się na siłownię, że będziesz ćwiczyć brzuszki pod okiem trenera, podniesie twoją samoocenę. Poczujesz się lepiej ze sobą, będziesz świadomie "odganiać" czas.
      Teraz tylko myślisz o tym, że czas płynie, że się starzejesz, pewnie oglądasz się w lustrze, gdy nikogo nie ma w domu i użalasz się nad sobą.
      Co to ma dać, poza frustracją?
      Twoja młodość jest w twojej głowie, w tym jak o sobie myślisz, w twoim działaniu. Nie ma czarodziejskiej różdżki, która cofnie lub zatrzyma czas. I to dla nikogo jej nie ma, nie tylko dla ciebie.
      Popatrz dookoła. Są ludzie, którzy nie przejmują się wiekiem, są aktywni, pogodni, zadowoleni. więc bierz z nich przykład.
      Jeśli nadal będziesz tkwić w ponurych myślach, to twój problem stanie się nierozwiązywalny, a twoim największym wrogiem staniesz się ty sama.
      Pozdrawiam
    • tehuana Nie ma czego 13.10.11, 00:46
      Wszyscy sie starzejemy, niezaleznie od plci i trybu zycia. Jednak jak naprawde sie ludzie kochaja i sa ze soba przez lata to te zmiany sa niezauwazalne.
      Uwazam, ze mezczyzni nie sa drobiazgowi i nie przygladaja sie cialu partnerki z lupa, aby odkryc jej niedoskonalosci skory. My kobiety mamy sklonnosci do przesadzania. Pokazalam mojemu mezowi kilka takich wad, ale on tego wcale nie dosrzega jako cos, co odbiera mi atrakcyjnosc. Liczy sie caloksztalt i wiez psychiczna.
      Chcesz-to powiedz mezowi, co Cie dreczy, a jestem pewna, ze to nie bedzie mialo dla niego zadnego znaczenia.
      • n.wataha Re: Nie ma czego 13.10.11, 10:26
        Tutaj raczej kwestią nie jest to czy powinnaś poprawić swój wygląd czy też nie. Kwestią są narastające w Tobie kompleksy dot. Twojego wyglądu.
        Otóż nie chodzi przecież w życiu o to by do śmierci wyglądać jak osiemnastolatka, bo to jest niemożliwe. Chodzi o to by akceptować siebie i nieodwracalne zmiany jakie w nas z wiekiem zachodzą.

        Przyjrzyj się wielu zachodnim aktorkom, które starają się w sposób sztuczny (operacje plastyczne) odwrócić ten cykl. Często wyglądają żałośnie lub śmiesznie gdy np. szyja lub ręce pięćdziesięcioletniej kobiety, a twarz napuchnięta od terapii botoxowej. Sam z resztą mam kuzynkę, która z lubością wydaje ostatnie pieniądze na operacje plastyczne i botox i im więcej ich przeprowadza, tym wygląda gorzej, bo jakby była pokąsana przez osy.

        Kobiety, nie wiem czemu, swoją atrakcyjność oceniają z pozycji własnej osoby, a nie z pozycji osoby drugiej, czyli szczególnie z pozycji nas mężczyzn. Często możemy Wam jak mantrę powtarzać, że jesteście super, zadbane, atrakcyjne, ładne, a i tak w to nie wierzycie.
        Może w Twoim przypadku warto byłoby gdybyś wybrała się do psychologa i porozmawiała o swoim kompleksie, podbudowała w sobie nieco nadszarpnięty kompleksem wizerunek.
        Inaczej, jak z resztą sama piszesz, Twój problem już zaczyna wpływać na Wasze małżeństwo, a jeśli szybko go nie rozwiążesz, będzie on narastał.

        Przypuszczam, że jedynie we własnych oczach stałaś się osobą nieatrakcyjną, a mąż nie ma pojęcia co się z Tobą dzieje, bo z pewnością nie podziela Twojej opinii, że stałaś się nieatrakcyjna.
        Z resztą, czy atrakcyjność kobiety mierzy się WYŁĄCZNIE jej wyglądem? Powiem Ci, że dla niego stajesz się nieatrakcyjna właśnie przez to, że unikasz nagości, unikasz seksu i ogólnie zapewne stałaś się mniej spontaniczna w kontaktach z nim.
        • pomarola Re: Nie ma czego 14.10.11, 08:45
          n.wataha, myślę, że trafiłeś w sedno - dlatego w pierwszym poście pisałam, że nie proszę o rady typu "weź się za siebie". Bo dbam o siebie i obiektywnie rzecz biorąc wyglądam na mniej lat niż mam. Ale czasu nie zatrzymam, mając lat 50 nie sprawię ćwiczeniami i dietą, że odzyskam ciało 20-latki. Na pewno nie sięgnę nigdy po sposoby, o których piszesz - botox, operacje plastyczne, ja także uważam, że to obrzydliwe i żałosne, takie samooszukiwanie. Zresztą ja generalnie nie mam jakiegoś parcia czy obsesji na punkcie swojego wyglądu - zaczęłam się po prostu zastanawiać, czy i jak uda mi się zaakceptować i polubić moje starzejące się ciało.... Myślę, że gdyby mąż więcej i częściej werbalnie (a nie tylko fizycznie) wyrażał swoją aprobatę dla mojego wyglądu, byłoby mi łatwiej. Np. mój ojciec wielbił moją matkę do końca swojego życia, była dla niego zawsze najpiękniejszą kobietą na świecie i tak mocno wparł w nią to przekonanie, że moja matka dopiero po jego śmierci "zorientowała się", że ma 80 lat i jest pomarszczoną staruszką :) Do tej pory przeglądała się wyłącznie w jego oczach , a w nich była piękną, atrakcyjną kobietą....
    • Gość: Szym_W Re: Zaczynam się wstydzić.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.11, 11:22
      To ja Ci opowiem moją sytuację. Mam 28 lat a moja kobieta jest 4 lata młodsza, szczupła, zgrabna i bez kompleksów. Ale kiedyś było inaczej - była szczupła, zgrabna i z kompleksami. Twierdziła, że ma gruby brzuch i uda i że jest generalnie otyła. Śmiałem się i chichotałem z tego dość głośno no ale nie przynosiło to skutku. Ja uwielbiałem na nią patrzeć kiedy się kochamy, kiedy sie pzebierała i spawiało mi to ogromną frajde. I robię tak do dziś - jak jest tylko okazja to patrze. No ale wracając do kompleksów - ja ich nie dostrzegałem ale stwierdziłem, że skoro je ma to trzeba się ich pozbyć ale żeby nie było, że proponując jej "to może idz na basen" utwierdze ją w jej chorym pzekonaniu, zaproponowałem inne rozwiązanie. Tak się składało, że byłem na kilkudniowym szkoleniu z pracy i mojej ukochanej tam nie bylo. Kiedy wróciłem, ściemniłem jej, że akurat była też tam konferencja medyczna i można było sobie sprawdzić czy ma się dobrą kondycje i takie tam ściemy. Skłamałem, że lekarz, który tam był po wykonaniu badań powiedział, żebym zaczął o siebie dbać bo mam bardzo słabą kondycje i że mam zacząc chodzić na basen, więcej jezdzić na rowerze iitp. Ściema jak nic ale zadziałało. Poprosiłem, żebyśmy chodzili razem. I tak codziennie mamy aktywność ruchową, ja srzucłem kilka kg - moja ukochana zrzuciła 2 i jest jak skowronek. Chociaż osobiście tych 2 kg nie widzę bo dalej jest dla mnie najpiekniejsza i najseksowniejsza no ale ona je widzi. I jak twiedzi: zobacz, tu mam mniej, tu mi nie wisi. Ja się smieje bo nie wisiało wczesniej ale ważne, że ona czuje sie teraz tak jak chciała.

      Skoro masz brzuszek i jest on dla Ciebie kompleksem to się go pozbądź!

      A i jeszcze jedno - kiedys kochać się musiałem przy zgaszonym swietle, ew. jednej swiecy. Dzis swiatlo to jest rzecz najwazniejsza ;-)
      • pomarola Re: Zaczynam się wstydzić.... 14.10.11, 08:32
        To świetne rady, ale dla młodych ludzi. Kobieta 50-letnia, choćby codziennie pół dnia katowała się na siłowni i tak czasu nie zatrzyma. I o to mi właśnie chodziło - o nieumiejętność zaakceptowania tego nieuchronnego procesu...
        • Gość: dari Re: Zaczynam się wstydzić.... IP: 212.160.172.* 14.10.11, 10:08
          Pomarola, ja jeszcze dopowiem cosik. tak naprawdę zastanawiam się, co jeszcze po 22 latach wspólnego pożycia widzi we mnie moja połówka. +15 kg do przodu, włoski bardzo zsunęły się na tył głowy. A ona jednak coś widzi...
          • n.wataha Re: Zaczynam się wstydzić.... 14.10.11, 13:59
            Innymi słowy - nie porównuj swojego wyglądu z wyglądem jaki miałaś xx lat temu.
            Porównuj swój obecny wygląd z OBECNYM wyglądem swoich koleżanek.
            To wystarczy by sie wyleczyć z kompleksów.
        • n.wataha Re: Zaczynam się wstydzić.... 14.10.11, 13:58
          Gdzieś w innym wątku napisałem, że dla mężczyzny liczy się raczej sam fakt, że kobieta dba o siebie, a nie to czy to dbanie przynosi wymierne efekty.

          Innymi słowy, robisz coś co według Ciebie utrzymuje Twoją atrakcyjność, to już dla mężczyzny wystarczający powód, że kobieta jest atrakcyjna, nie zaś czy to co robisz daje wymierne rezultaty.

          Niestety są kobiety, które nie robią nic, ponieważ wpadły w zły nastrój, że ich dotychczasowe starania nie przyniosły im oczekiwanych rezultatów. Tyle, że mąż tak naprawdę nie oczekuje rezultatów, on oczekuje, że żona coś tam robi.

          A to, że jak piszesz, Twój mąż nie okazuje tego, że jesteś dla niego atrakcyjna.
          Takie rzeczy wynosi się właśnie z domu. Ty wyniosłaś takie oczekiwania, bo w domu Twoich rodziców było to standardem. Zapewne w jego domu nie było.

          Ale dużo gorzej dla związku jest gdy mąż zaczyna zauważać, że żona się zaniedbuje, "olewa" swój wygląd u ubiór. Wtedy zaczyna ją porównywać z innymi kobietami na ulicy i zaczyna mieć wątpliwości, czy ona jest jeszcze kobieca, czy raczej stała sie zaniedbaną kurą domową.

          Moim skromnym zdaniem, kobieta powinna w pierwszym rzędzie dbać o siebie dla własnego lepszego samopoczucia. Jeśli jej zabiegi ktoś zauważa (choćby kolega w pracy, obcy facet na ulicy, który "staksuje" ją swoim wzrokiem, to już ma powód do dumy, choćby jej mąż nie utwierdzał jej w tym.

          Jeśli nauczymy się podobać samym sobie, to już mamy 90% sukcesu.
          A jak to zrobić gdy siedzą w nas kompleksy? Ano po pierwsze porównać się z naszymi koleżankami/kolegami z dawnych lat szkolnych.
          Gdy ja zobaczyłem "dzisiejsze" zdjęcia moich kolegów na NK, to moje ego natychmiast wystrzeliło pod Mount Everest. W czasach szkolnych byłem raczej "brzydkim kaczątkiem", teraz to oni są utuczonymi brojlerami, ja zaś od 20 lat trzymam tę samą wagę, a staram się ubierać raczej elegancko, choć bez przesady.

          Proponuję byś i Ty zerknęła na obecne zdjęcia swoich koleżanek i od razu poczujesz się dużo lepiej.
          • ya-to Re: Zaczynam się wstydzić.... 17.10.11, 10:03
            Kochana, większość mężczyzn nie ma zielonego pojęcia o tym, co to jest cellulit, dopóki im tego nie pokażesz - więc nie pokazuj :) Niedawno na innym forum zapytałam koleżanek jak wygrać z cellulitem i wiesz co one mi napisały? - pokochaj! I to jest chyba sedno sprawy :) Ćwicz sobie jeśli masz ochotę, bo to poprawi Twoje psychiczne samopoczucie, ale nie patrz na siebie tak krytycznie, bo to Ci w niczym nie pomoże :) Jeśli chcesz by Twój mąż zamiast cellulitu widział boginię seksu, to zamiast światła zapal świece - do tego zwiewna tuniczka zakrywająca uda, szpilki (optycznie wydłużają i wyszczuplają nogi), nastrojowa muzyka i gwarantuję Ci, że tego wieczoru oboje nie zapomnicie! :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka