Dodaj do ulubionych

imprezy w związku

IP: *.dynamic.chello.pl 21.04.12, 22:26
Kiedyś już pisałam na forum, ale sprawa dotyczyła trochę czego innego. Teraz potrzebuję jakiejś obiektywnej opinii, bo nie wiem, czy jestem skrajną egoistką, czy mój partner po prostu aż tak kompletnie mnie nie rozumie...
Chodzi o to, że pod koniec grudnia przeprowadziliśmy się do innego miasta. Ja nie mam tu żadnych znajomych, zajmuję się 1,5 rocznym dzieckiem i całe moje życie kręci się wokół domu. Szukam pracy, ale z miernym rezultatem, a z racji jednej pensji nie jestem sobie w stanie pozwolić na jakieś dodatkowe atrakcje.
Partner pracuje- przenieśliśmy się tutaj ze względu na jego pracę, która jest dla niego jak najbardziej rozwojowa, lubi ją i względnie jest to to, co chciałby w życiu robić. W pracy ma miłą atmosferę i ludzi, których lubi.
Właśnie się bardzo pokłóciliśmy, właściwie z mojej próby rozmowy wynikła awantura z jego waleniem pięścią w stół i jakimiś psychicznymi pojazdami po mnie. Próbowałam mu coś wyjaśnić, potrzebowałam miłości z jego strony, a on jedyne co mi dał to masę obelg, oskarżeń i wypominania. Chciało mi się krzyczeć z bezsilności... Powodem są jego wyjścia z kolegami. Ok, nie wychodzi często, średnio raz na 2 tygodnie wieczorem, jak ma wolne (chociaż właściwie co tydzień szuka pretekstu to wyjścia), ale no właśnie. Moim zdaniem jego wyjścia w naszej sytuacji, są dość częste. Zwłaszcza, że ja na codzień siedzę sama, wieczorami w tygodniu jesteśmy oboje na tyle zmęczeni, że właściwie o 22 już zasypiamy. I problem w tym, że jego zdaniem to wcale często nie jest i że on potrzebuje wyjść i się rozerwać, bo inaczej się dusi (haha, a ja niby nie, siedząc non stop sama z dzieckiem w domu...). Nie wiem, jak mam mu to tłumaczyć, wszystkie moje argumenty wzbudzają w nim agresję, stwierdził nawet, że już nie może na mnie patrzeć ;] Tym bardziej, że nie mam nic przeciw jego kolegom (chociaż żadnego nie miałam okazji poznać), tłumaczę mu, że jak najbardziej byłabym zadowolona, żeby oni przyszli do nas, ja również spędzę jakoś miło czas, a jeśli chcą pogadać na tematy zabronione damskim uszom ;) to zwinę się spać o 23 i oni mogą sobie siedzieć do bólu. Fakt, że większość to obcokrajowcy średnio mówiący po polsku, a ja w ich języku nie mówię (ale się uczę! ;) ) ale ma też jednego kolegę Polaka (z którym z resztą dziś miał wyjść) . Szukał miliona argumentów, na nie, po czym przed wyjściem powiedział, że kolega nie może przyjść dziś do nas, bo umówili się do kina, a mi nie chciał o tym mówić, żeby mi przykro nie było :/
Problemem jest jeszcze to, że za każdym razem, jak wychodzi, wbrew naszym umowom, ma wyłączony telefon i ja za żadne skarby nie mogę się dodzwonić (a najczęściej dzwonię tylko, jak się dużo spóźnia lub zapytać o której mniej więcej planuje wrócić ). Nie chodzi tu o jakieś wydzwanianie co 5 min, tylko zwyczajnie na zasadzie, gdy się spóźnia, bądź chcę zapytać, o której wróci...
Mam wrażenie, że to taka beznadziejna sytuacja, bo każde ma swoje racje i każde widzi tylko swój punkt widzenia... Na prawdę jestem aż tak egoistyczna???
Obserwuj wątek
    • jola-kotka Re: imprezy w związku 22.04.12, 00:07
      Nie wiem o co ty masz pretensje,maz to nie niewolnik.
      Zostaw go w spokoju bo wychodzi bardzo rzadko,moj chlopak robi to dwa,trzy razy w tygodniu,czesto wychodzimy razem,ale nie mamy dzieci.
      Nigdy nie zwracam mu uwagi,nie mam pretensji czasami jak mi sie nie chce siedziec samej,albo nigdzie wychodzic np.z kumpela,dzwonie do niego jak jest jeszcze w pracy,pytam jakie ma plany,jak mi mowi piwo z kumplem,rozklejam sie i autentycznie placzac na zawolanie mowie,ale ja teskinie,zawsze naprawdę zawsze slysze "spokojnie malutka bede za godzine",prosba wiecej zyskasz niz wypominaniem,awantura.
      Zreszta ja nie umiem sie klocic od czterech lat jak jestesmy razem nigdy na siebie nie podnieslismy glosu.
      Powinnas wyjsc do ludzi np.raz w tygodniu kiedy maz jest w domu,poznac jakies dziewczyny,zdobyc wlasne towarzystwo,zorganizowac sobie swoj wlasny odrebny swiat,masz do tego prawo inaczej zatrujesz zycie mezowi i sobie.
      Zwariujesz w domu.
      • Gość: fcuk Re: imprezy w związku IP: *.dynamic.chello.pl 22.04.12, 01:34
        hm.. właśnie wiem, że nie niewolnik, ale ja niewolnikiem w domu też nie jestem. dlatego, jako kompromis, wymyśliłam rozwiązanie, żeby jego koledzy wpadali do nas.
        Ja nie twierdzę, że mi tak dobrze i on ma się do mnie dostosować, bo ja chcę całe życie gnić w domu. Mam 22 lata, moje młode lata uciekają mi przez palce, moi znajomi imprezują, a ja siedzę z dzieckiem, zajmuję się praniem, gotowaniem i pieluchami. I nie chodzi mi o to, że żałuję, że mam dziecko, tylko, że póki co, to tylko ja ponoszę tego konsekwencję i to ja się muszę dostosować, bo partner się rozwija, robi karierę i się socjalizuje. Cieszę się, że on ma na to szansę- ale z jego strony nie ma żadnego wsparcia mnie, w mojej sytuacji, poza pustymi słowami, które nic nie wnoszą, bo on i tak robi swoje.
        Znajomych pewnie kiedyś tu znajdę. Ale póki co, to ich nie ma, nie wiem, co rozumiesz przez hasło "wyjdź do ludzi", bo na razie mam małe szanse na poznanie kogokolwiek.
        • Gość: fcuk Re: imprezy w związku IP: *.dynamic.chello.pl 22.04.12, 01:42
          aha i jeszcze jedno, a propos własnego świata. Problem w tym, że nasz wspólny świat, to tylko obowiązki- dom, dziecko, rachunki itp. Nie mamy wspólnych znajomych, nie mamy wspólnego życia towarzyskiego. A, mimo wszystko, gdy jest się w związku, często jednak część znajomych jest wspólna- bo ostatecznie nie jesteśmy współlokatorami z seks-układem, tylko rodziną. Owszem, ma się też własnych znajomych, ale tak czy inaczej powinno się raczej dążyć do tworzenia wspólnego życia, a nie dwóch oddzielnych (w granicach rozsądku). A nasze życie, póki co zaczyna się rozchodzić na dwa oddzielne tory- jego praca, jego znajomi, jego spotkania towarzyskie; moje gotowanie, moje sprzątanie, moje pranie, moje zajmowanie się dzieckiem, mój czas spędzony w samotności, jedyny kontakt z dorosłymi ludźmi to gadki z babciami na placach zabaw albo paniami w spożywczym. Dlatego uważam, że to nie fair.
          • jola-kotka Re: imprezy w związku 22.04.12, 22:01
            Gość portalu: fcuk napisał(a):

            > aha i jeszcze jedno, a propos własnego świata. Problem w tym, że nasz wspólny ś
            > wiat, to tylko obowiązki- dom, dziecko, rachunki itp. Nie mamy wspólnych znajom
            > ych, nie mamy wspólnego życia towarzyskiego. A, mimo wszystko, gdy jest się w z
            > wiązku, często jednak część znajomych jest wspólna- bo ostatecznie nie jesteśmy
            > współlokatorami z seks-układem, tylko rodziną. Owszem, ma się też własnych zna
            > jomych, ale tak czy inaczej powinno się raczej dążyć do tworzenia wspólnego życ
            > ia, a nie dwóch oddzielnych (w granicach rozsądku).

            Zgadzam sie z toba tylko jak sie nie da wspolnie trzeba ratowac siebie i dzialac na wlasna reke.
            Wspolnych znajomych mam ze swoich partnerem a i tak wole wypady w swoim towarzystwie.
            Zaproponuj mezowi,wspolne wyjscie itp.dziecko ok zalatw opiekunke na dwie trzy godziny,zacznij wychodzic z domu,pokaz facetowi,ze ty tez potrafisz.
            Zobaczysz czy cos sie zmieni,rusz sie kobieto potem samo sie wszystko ulozy.
            Siedzac w domu gotujac te obiady,w oczach partnera tracisz na atrakcyjnosci,o kurde kiedy ja ostatni raz gotowalam obiad?
            Dobrze,ze nikt tego nie wymaga ode mnie.
            U ciebie tez swiat sie nie zawali jak nie ugotujesz czy nie wyprasujesz,bo to nie jest sposob na szczescie.
            Obiad mozna zjesc w knajpie wracajac z pracy.
            A kolacje z zona w restauracji,albo w domu przy swiecach nawet zwykle sushi na telefon i juz cos sie dzieje,udowodnij,ze nie jestes tylko kura domowa.
            • Gość: fcuk Re: imprezy w związku IP: *.dynamic.chello.pl 23.04.12, 13:48
              ,o k
              > urde kiedy ja ostatni raz gotowalam obiad?
              > Dobrze,ze nikt tego nie wymaga ode mnie.

              cieszę się wraz z Tobą z tego powodu...

              > U ciebie tez swiat sie nie zawali jak nie ugotujesz czy nie wyprasujesz,bo to n
              > ie jest sposob na szczescie.

              A kto powiedział, że dbanie o dom to mój sposób na szczęście??? to jest jedynie mój obowiązek, a nie spełnianie siebie jako kobieta.
              Jak nie ugotuję świat się nie zawali, ale dziecko będzie chodzić głodne. O ile głodny partner problemem nie jest, bo, jak piszesz można od czasu do czasu coś zamówić, to raczej dziecka sushi nie nakarmię.
              Aha. Prasować, nie prasuję w ogóle. wychodzę z założenia, że jak coś komuś trzeba, to wie, gdzie jest żelazko i deska.

        • jola-kotka Re: imprezy w związku 22.04.12, 21:49
          Gość portalu: fcuk napisał(a):
          nie wiem, co roz
          > umiesz przez hasło "wyjdź do ludzi", bo na razie mam małe szanse na poznanie ko
          > gokolwiek.

          Wyjdz do ludzi,czyli kawiarni,na dyskoteke,koncert,albo na plac zabaw z dzieckiem,gdzie poznasz laski,z ktorymi bedziesz mogla organizowac wypady w rozne fajne miejsca.
    • enith Re: imprezy w związku 22.04.12, 08:24
      Kompromisem nie będzie zapraszanie znajomych do domu, a równowaga w ilości waszych wyjść. Raz w tygodniu wychodzi mąż. W kolejnym wychodzisz ty, a cały kram związany z dzieckiem i domem zostawiasz na głowie męża i przez klika godzin relaksujesz się poza domem. Nie dziwię ci się, że dostajesz do głowy, skoro non stop, 24 godziny na dobę siedem dni w tygodniu siedzisz z dzieckiem, a twoje życie kręci się koło zupek, kupek i jeżdżenia na szmacie. Każdy by wymiękł po pewnym czasie takiego kieratu bez możliwości odcięcia się choćby na parę godzin w celu naładowania baterii. Jeśli mąż chce wychodzić 2 razy w tygodniu, tyle samo masz wychodzić ty. A raz na jakiś czas zapłaćcie opiekunce i idźcie razem, choćby do kina czy do parku, bez dziecka, tylko was dwoje. No i poznaj wreszcie jego kolegów. Dla mnie to niepojęte nie znać w ogóle nikogo ze środowiska z pracy mojego męża.
      • Gość: fcuk Re: imprezy w związku IP: *.dynamic.chello.pl 22.04.12, 08:50
        Twoje rady byłyby idealne, ale niestety na razie ani ja nie mam gdzie wyjść sama, ani za co tym bardziej (poza tym, szczerze mówiąc nie trzeba mi kolejnych godzin spędzonych samotnie np w kinie czy innej bibliotece), dlatego wymyśliłam pomysł z kolegami do domu. A na nianie niestety nas już w ogóle nie stać.
        Również chciałabym poznać znajomych mojego partnera, zwłaszcza, że też łatwiej byłoby mi gdyby wychodził z ludźmi, którymi poznałam- tak to równie dobrze może wychodzić z panią X, ostatecznie nawet nie słyszę, jak się umawia z kolegami, bo nie dzwoni przy mnie. On niestety ma jakieś obiekcje co do tego poznawania jego znajomych, raz mówi, że zaprasza, ale wymyśla setki "ale", wczoraj stwierdził, że on chciałby przedstawić mi kogoś wartościowego, jakąś parę na przykład, bo póki co ci jego koledzy to są fajni tylko na imprezy... :/ (panowie w okolicach 30, wolni, z naturą, która krąży wokół dup i seksu tylko... jeden nawet zdaje się spotyka się z 4 laskami równocześnie, także ja mam tylko nadzieję, że mój facet z nich przykładu nie weźmie.)
        • jola-kotka Re: imprezy w związku 22.04.12, 22:12
          przeczytalam kolejne twoje posty,i piszesz farmazony,samotna kawa w kawiarni dziala cuda,do tego gazeta i relaks gwarantowany,kawa w np.szczecinie to wydatek okolo 10zl w super knajpie,nie majatek.
          Samotny spacer po parku=0zl
          Ta kawa w kawiarni czesto tylko zaczyna sie samotnie a konczy w towarzystwie jakiegos przystojnego pana,ktory wlasnie zapodzial zapalniczke.
          Z wlasnego doswiadczenia to pisze,takze wiem jak jest.
          Przestan wymyslac kolejne bzdurne powody,na dalsze siedzenie w domu,tylko wskocz w jakies fajne ciuchy,pomaluj sie i zamknij drzwi z drugiej strony.

          A teraz drugi problem,zaczynam myslec,ze ty jestes zazdrosna o faceta boisz sie,ze wywinie ci jakis numer na tych wypadach,a nie chodzi ci o koniecznosc twojego wyrwania sie z domu.
          Odpusc jak bedzie chcial zrobi to bez tych wypadow z kumplami.
          Na to nie ma rady.
          Albo kocha i jest uczciwy,albo lazi na boki wtedy wystawiasz walizki,albo sama sie wyprowadzasz.
          Pilnowanie,zazdrosc nic nie da,zatruje ci zycie.
          • Gość: fcuk Re: imprezy w związku IP: *.dynamic.chello.pl 23.04.12, 14:42
            samotna kawa w kawiarni dz
            > iala cuda,do tego gazeta i relaks gwarantowany,

            wybacz, ale nie każdy musi podzielać Twoje formy spędzania wolnego czasu. Ja po prostu nie lubię sama gdzieś wychodzić, nie cieszy mnie samotna kawa z książką (zwłaszcza, że w miejscu publicznym nie umiem skupić się na tym, co czytam), ewentualnie jestem w stanie zgodzić się, że samotne wybrane się na zakupy i grzebanie w ciuchach jest spoko (ale to akurat już robię).

            > A teraz drugi problem,zaczynam myslec,ze ty jestes zazdrosna o faceta boisz sie
            > ,ze wywinie ci jakis numer na tych wypadach

            a jaką mam gwarancję, że tego nie zrobił/ nie zrobi?

            nie chodzi ci o koniecznosc twoje
            > go wyrwania sie z domu.

            to się mylisz.

            > Odpusc jak bedzie chcial zrobi to bez tych wypadow z kumplami.

            dopóki spotkania z kumplami będą polegały na wypiciu piwa, pogadaniu, jakie te baby są straszne i podniecaniu się nowym modelem ferrari, a ja też będę miała jakąś alternatywę, to niech siedzi z nimi do upadłego. Ale wybacz, jeśli spotkaniom z kolegami singlami zawsze towarzyszą jakieś dupy poznane w klubie/pubie, to już zaczynam mieć coś przeciwko.
    • Gość: Kaja Re: imprezy w związku IP: *.ssnet.pl 22.04.12, 10:53
      Moim zdaniem problem tu opisywany jest szerszy niż "imprezy w związku", w ogóle dotyczy w rzeczywistości czegoś innego. Prawdopodobnie nie przeszkadzałyby Ci jego wyjścia, gdyby czasem wychodził gdzieś z Tobą, gdybyś Ty miała jakieś inne własne zajęcia, znajomych i gdybyś nie czuła się tak samotna.
      Generalnie nie wiem, jakie to miasto, ale jeśli jakieś większe to na pewno są tam różne możliwości poznania jakichś dziewczyn w Twojej sytuacji, nie wiem; jakiś aerobic, basen? Często różne ciekawe zajęcia prowadzi np dom kultury. Ewentualnie jakieś lokalne forum internetowe. Chodzi o to, że jak będziesz miała koleżanki to już też będziesz miała z kim wyjść, a to jest Ci chyba bardzo potrzebne. Piszesz, ze na nianię Was nie stać, moim zdaniem, jeśli stać Was na wyjścia męża, to na nianię też by było, ale można to rozwiązać inaczej - jak już będziesz miała jakieś znajome możecie się umawiać, ze raz one się zajmą Twoim dzieckiem, raz Ty ich, przypuszczam, że znalazłoby się sporo chętnych na taki układ, tylko musisz jakoś po prostu zacząć mieć kontakty z ludźmi. Oczywiście mąż jakoś powinien Cię wspierać, ale z tego co mówisz w waszym związku w ogóle nie jest najlepiej, bo nie macie ze sobą nic wspólnego. Jeśli to się nie zmieni, to pewnie i tak trzeba by go zakończyć, a żeby się zmieniło, to w sumie konieczne jest wspólne spędzanie czasu, po prostu bycie ze sobą.
      • Gość: fcuk Re: imprezy w związku IP: *.dynamic.chello.pl 22.04.12, 14:35
        w sumie, to niedawno właśnie o tym rozmawialiśmy- że przede wszystkim potrzebujemy spędzić więcej czasu ze sobą na luzie i mieć więcej bodźców dla naszego związku. tylko on niby wie, a swoje robi. i to jest dla mnie najbardziej przykre, że deklaruje ogromną miłość (z resztą, jest to jedna z niewielu rzeczy, które nas łączą mimo wszystko, poza dzieckiem, oczywiście;) ) chce pomóc, mówi, że mnie rozumie, ale nie potrafi czegoś dla mnie poświęcić. jednego głupiego wyjścia. Fakt, za każdym razem mówię mu, że nie lubię, jak wychodzi, bo szlag mnie trafia od tej samotności, on już to chyba zaczął jako takie fochy odbierać... ale właściwie to zdarzyło się tylko raz, żeby zrezygnował (a właściwie tu nie ma mowy o rezygnacji- jest przełożenie na np przyszły tydz) z wyjścia dla mnie, najczęściej jest tak, że on mi powie, że "jak chcesz, to ja zostanę z tobą, powiedz tylko, czy mogę wyjść się odprężyć z kolegami na piwo i sobie odpocząć, czy mnie potrzebujesz dziś w domu." i mi mimo wszystko jest głupio powiedzieć zostań (żeby nie było, że ze mnie już całkiem zaborcza wiedźma), tylko zawsze ostatecznie wychodzi, z tym, że później. I najczęściej, coś tam ustalamy ( w ramach kompromisu), na zasadzie godzinę jego powrotu, czy, że ma włączony telefon... a on i tak się z tego nie wywiązuje. Dziś mówił, że nie będzie później niż 3.30, a wrócił o 5.30... Ja wiem, że to głupie 2h, że i tak spałam, ale tu bardziej chodzi o zasadę- ja daję coś od siebie i chcę żeby on też dał. a on regularnie ma to w tyłku i zawsze łamie wszystkie nasze ustalenia.
    • lady-z-gaga Re: imprezy w związku 22.04.12, 14:07
      Teoretycznie w wyjściu raz na dwa tygodnie z kolegami nie ma nic złego.
      Teoretycznie. Bo w tym wypadku mamy pana, który "dusi się" w domu (mimo, że pracuje i ma kontakty z ludźmi), a równoczesnie kompletnie ignoruje potrzeby żony.
      W dodatku nie ma żadnego dowodu na to, że są to męskie wyjścia, jest wyłączanie telefonu, krętactwo i trzymanie żony na dystans, tak aby nie mogła nawet poznać rzekomych kolegów.
      Ja bym się mężulkowi przyjrzała dokładniej.
      • Gość: fcuk Re: imprezy w związku IP: *.dynamic.chello.pl 22.04.12, 14:43
        nawet jakby mnie zdradzał, to ja i tak się nie dowiem... On wychodzi, a ja nie mam jak tego sprawdzić. Ja jestem mało ufną osobą (z resztą właśnie o tym był poprzedni wątek, który tu założyłam), nie ukrywam, że nie raz zdarzyło mi się sprawdzać mu maile itp, ale nigdy nic nie znalazłam- wniosek: albo się dobrze maskuje, albo jest fair. Sama już nie wiem, co mam myśleć, zwłaszcza po wczorajszej awanturze i furii, jak poprosiłam, żeby został.
        z tym telefonem, to on się zawsze tłumaczy brakiem zasięgu (z winy telefonu- no prawda, już troszkę emeryt- lub z winy tego, że większość lokali w centrum znajduje się na poziomie piwnicy- fakt, jak raz udało mi się wyjść do klubu, to zasięgu nie miałam przez cały czas, jak byłam w środku.)
        To nie jest tak, że ja nigdy kompletnie nie słyszałam ( lub nie widziałam ) jak się z kolegami umawiał, nt kilku wyjść, jestem pewna, że był, tam gdzie mówił. Ale najczęściej telefony wykonuje na papierosie lub wracając z kupionym doładowaniem ze sklepu. Dlatego, potencjalnie, równie dobrze mógłby powiedzieć mi, że spotyka się z królową brytyjską, a ja musiałabym uwierzyć na słowo. ;)
        • lady-z-gaga Re: imprezy w związku 22.04.12, 15:02
          Przede wszystkim powinnaś zorganizowac sobie wyjścia.
          Nawet gdybym miała parę godzin przesiedzieć na ławce w parku, albo w kawiarni z książką, nad jedną herbatką, zrobiłabym to. Dla męża jesteś kwoką, ktora zawsze wita go i żegna w gnieździe, z dzieckiem na ręku ;) tylko tak mu się kojarzysz - sama pisałaś, że nigdzie nie wychodzicie. To naprawdę nie służy związkowi.
          Poza tym mąż zostawiony z dzieckiem na parę godzin inaczej spojrzałby na Twoją pracę w domu i Twoje problemy. Może wolałby częściej zrezygnować z własnego wyjścia, niż "odpracować" Twoje samotne wieczory :)))
        • Gość: autorka Re: imprezy w związku IP: *.centertel.pl 22.04.12, 16:43
          Wisisz na nim! jesteś beznadziejnie uzależniona! nie masz na siebie żadnego pomysłu, nie masz pozycji w rodzinie, a twój facet ma w dupie to że niedługo zwariujesz w tych 4 ścianach sama z dzieckiem. Na prawdę tego nie widzisz? Weź się ogarnij kobieto, bo jeżeli sama tu czegoś nie zdziałasz to swoim miałczeniem nic nie uzyskasz.
          • Gość: autorka Re: imprezy w związku IP: *.centertel.pl 22.04.12, 16:48
            a z pomysłów i tez bardziej konstruktywnych - poszukaj ludzi w necie. Z tego co pamiętam pisałaś chyba że jesteś za granicą i nie znasz języków? To poszukaj polaków w tym mieście - np. w polskim kościele, albo po prostu przez internet. Poznaj jakieś kobiety. Koniecznie zapisz się na kurs języka obcego - na pewno kogoś poznasz! a jeśli to wszysko dzieje się w polsce - to jak boga kocham, masz kupę opcji. działaj, poznawaj. będzie fajnie.
    • enith Re: imprezy w związku 22.04.12, 16:57
      Wymówki twojego męża są z dupy wzięte. Jeśli stać go na wyjścia dwa razy w miesiącu, gdzie, jak rozumiem, nie siedzi do piątej nad ranem nad jedną filiżanką kawy, to i na nianię raz w miesiącu was stać. Więc nie opowiadaj, że was nie stać, bo to bzdura. Kolejna rzecz to jego znajomi z pracy. Co za brednia, że nie ma tam nikogo, komu można cię przedstawić. Nikt z tych ludzi nie ma żony, partnerki, dziewczyny, z nikim sie nie spotyka? Obawiam się, że to kolejny kit, który wciska ci mąż, bo z jakiegoś powodu nie chce cię wprowadzić w środowisko znajomych. I teraz pomyśl, dlaczego tak jest. Wstydzi się ciebie przed współpracownikami? A może wcale nie wychodzi z nimi? A może z nimi, ale pospołu łasi się do tych "dup", o których tak barwnie opowiadają chłopcy z firmy?
      Następne wyjście ma być z tobą, choćbyś z dzieckiem na ręku do piątej rano wysłuchiwała w jakimś szemranym barze wynurzeń szukających wrażeń trzydziestolatków. Postaw męża przed faktem dokonanym i nie dawaj się zbyć! Przecież widać jak na dłoni, że twój mąż coś ukrywa. Nikt normalny nie izoluje żony w domu, sam dając sobie prawo do wyjść z ludźmi, których żona nie widziała nigdy na oczy, a każde jej próby ich poznania są notorycznie torpeduje bzdurnymi wymówkami.
      A tak na marginesie, to gdzie mieszkasz? Może znajdą się na forum dziewczyny z twojej okolicy i w końcu kogoś poznasz?
      • Gość: amb Re: imprezy w związku IP: *.braniewo.vectranet.pl 22.04.12, 19:02
        enith napisała:

        > Wymówki twojego męża są z dupy wzięt


        tylko to nie jest jej maz, ale partner.
        co ona ma tam za zycie? sama w czterech scianach z dzieckiem i facet, ktory mowi, ze juz patrzec na nia nie moze?
        • enith Re: imprezy w związku 22.04.12, 19:20
          Status formalny nie ma chyba większego znaczenia, prawda? Znaczenie ma fakt, że 22-letnia dziewczyna siedzi udupiona w domu z półtorarocznym dzieckiem, a jej partner ma jej potrzeby głęboko w de. Niepojęta to dla mnie sytuacja, zwłaszcza, że sama jestem na obczyźnie i wiem, jak trudno się zaaklimatyzować. Z tym, że mnie mój partner od pierwszego dnia tutaj wspierał w tej aklimatyzacji, a zaczął od wielkiej imprezy, gdzie przedstawiona zostałam chyba z 60 jego znajomym. Na początku zawsze wychodziliśmy razem, potem ja zaczęłam poznawać ludzi i zbudowałam własną bazę znajomych. Teraz od czasu do czasu wychodzę sama, ale wszystkich praktycznie znajomych męża znam. Dlatego sytuacja, gdzie partner wychodzi na całą noc ze znajomymi, wyłącza telefon, odcina partnerkę od siebie i znajomych, to dla mnie jakiś kosmos! Patrząc na bardzo młody wiek autorki wątku zastanawiam się, czy nie są ze sobą wyłącznie ze względu na dziecko, bo pan najwyraźniej nie dorósł do roli ojca, skoro ważniejsze są dla niego wyjścia w celu resetu ze znajomymi, zamiast budowanie realcji z partnerką, choćby i w formie niedzielnych wyjść do parku czy restauracji.
          • Gość: amb Re: imprezy w związku IP: *.braniewo.vectranet.pl 22.04.12, 19:59
            ! Patrząc na bardzo młody wiek autorki wątku zastan
            > awiam się, czy nie są ze sobą wyłącznie ze względu na dziecko, bo pan najwyraźn
            > iej nie dorósł do roli ojca, skoro ważniejsze są dla niego wyjścia w celu reset
            > u ze znajomymi, zamiast budowanie realcji z partnerką, choćby i w formie niedzi
            > elnych wyjść do parku czy restauracji.

            najprawdopodobniej tak wlasnie jest.
            dziewczyna nic z tego zycia nie ma i miec nie bedzie.
            on swietnie zdaje sobie z tego sprawe, wiec robi, co chce a ona nie bedzie mogla zrobic nic, poniewaz nie ma tu nikogo.
            • jola-kotka Re: imprezy w związku 22.04.12, 22:14
              Gość portalu: amb napisał(a):

              >
              > najprawdopodobniej tak wlasnie jest.
              > dziewczyna nic z tego zycia nie ma i miec nie bedzie.
              > on swietnie zdaje sobie z tego sprawe, wiec robi, co chce a ona nie bedzie mogl
              > a zrobic nic, poniewaz nie ma tu nikogo.

              Dwa razy ruszy sie z domu i bedzie miala znajomych tylko niech wreszcie wyjdzie.
          • trinna Re: imprezy w związku 25.05.12, 14:03
            "przyzwyczajenia, schematy zachowań, zerwać z nałogiem. Wspiera w czasie zmian (miejsca zamieszkania, szkoły, pracy, partnera) i przechodzenia do kolejnych faz rozwojowych (np. ząbkowanie, trening czystości, dojrzewanie, pierwsze związki, studia, małżeństwo, ciąża, wychowywanie dzieci, praca, przekwitanie...). Chroni również ludzi, narażonych na wpływy innych osób i ich pomysłów, przekonań, ocen - pozwala zachować autonomię myślenia i nie ulegać nastrojom innych. Zalecany dla podróżników - dzięki ekstraktowi łatwiej przystosują się do innej strefy klimatycznej, czasowej, kuchni, obyczajów, itd. Może towarzyszyć w trudnych chwilach związanych ze zmianami - utrata przyjaciół, starzenie się, żałoba. W czasie zmian: ułatwia aklimatyzację." źródło: www.drbach.pl
    • Gość: fcuk Re: imprezy w związku IP: *.dynamic.chello.pl 23.04.12, 14:31
      dziękuję za rady, każda z nich dała mi jakieś nowe pomysły oraz spojrzenie na sprawę z innej strony.
      Mieszkam w Polsce, partner po prostu pracuje z ludźmi pochodzącymi z kraju, w którym się wychował (ale jest Polakiem).
      Wydaje mi się, że ja nie jestem typową kurą domową. Szczerze mówiąc, to nie lubię, nigdy właściwie nie lubiłam prac domowych, robię to, co muszę, ale nie należę do osób, które codziennie piorą firanki;) Gdy jest ładna pogoda wolę wyjść z dzieckiem na spacer, niż sprzątać- ogólnie staram się spędzać z Małym na świeżym powietrzu 3-4h dziennie. Nie mam problemu z pogadaniem z sąsiadami, ludźmi na ulicy, na placu zabaw, czy w sklepie- także ja nie milczę przez cały dzień;) I, mam nadzieję, że nie wyglądam jak typowa matka-polka, bo dbam o siebie, codziennie staram się dobrze wyglądać, manicure to nie jest dla mnie francuska potrawa ;) no i mimo wszystko mam rozmiar 34/36. Podobno jestem atrakcyjną dziewczyną, wiem, że podobam się partnerowi i nie tylko jemu;)
      To nie jest tak, że ja nie mam pomysłu na siebie. Staram się organizować sobie zajęcia we własnym zakresie, uczę się języka, w którym mówi mój partner, od października mam zamiar iść na studia (tylko się boję, że się nie dostanę, bo to najlepszy uniwerek w Polsce), także wiem, że sytuacja jest tymczasowa. Po prostu trudno mi jakoś przetrwać do tego października;)
      Wczoraj udało nam się porozmawiać szczerze, na spokojnie. Ja wytłumaczyłam mojemu partnerowi mój punkt widzenia, bez zbędnych emocji;) na spokojnie wyjaśniła mu, czemu mam czasem coś przeciwko jego wyjściom oraz, że przez niektóre sytuacje nie mam pewności, czy mogę mu ufać. Doszliśmy do jakiegoś porozumienia, postanowiliśmy bardziej pracować nad związkiem (bo to była taka długa rozmowa nie tylko na temat wyjść), wyjaśniliśmy sobie kilka kwestii i ustaliliśmy parę rzeczy. Zobaczymy, czy to podziała. W tej chwili właściwie sama mam trochę mętlik w głowie, sama nie wiem, czy jest wobec mnie fair, czy nie (powiedział mi o sytuacji, gdy jakaś laska w pubie chciała z nim iść do domu... :/), poza tym stwierdziłam wczoraj, że on ma jak dla mnie zbyt racjonalne podejście do miłości... Może jestem dziecinna i z głową w chmurach, ale ja chciałabym takiego szalonego romantyka, który by dla mnie skoczył z mostu, hehe ;) Dlatego sama muszę zastanowić się, czy na dobrą sprawę, on jest tym, czego ja chcę od życia, czy nie lepiej szukać swojego Romeo ;)
    • arth1987 Re: imprezy w związku 28.04.12, 23:06
      Ja bym na Twoim miejscu sprawdził co to za koledzy z którymi umawia się do kina. Czy nie jest to trochę dziwne, że facet umawia się z innym do kina?! xD I jeszcze to wyłączanie telefonu. A tekst, że nie może na Ciebie patrzeć rozbroił mnie całkowicie. Może to subiektywne ze względu na moje wcześniejsze przeżycia ale ja bym zaczął węszyć trzecią osobę w związku. Tylko głośno myślę.
      • Gość: weronika Re: imprezy w związku IP: *.play-internet.pl 25.05.12, 22:51
        Witaj kochana,jeśli jeszcze tu się zjawisz jeszcze napisz z jakiego miasta jesteś?może z mojego?chętnie bym z tobą się gdzieś przeszła,mam/miałam podobne problemy i doskonale cie rozumiem...nie potrzebne są ci te beznadziejne komentarze,bo to i tak nic nie da.Jesteś za młoda na takie życie,ja mam teraz 27 lat,dziecko urodziłam jak miałam 22.Wiem,co znaczy ta beznadziejna samotność,kiedy facet nie jest taki jakim być powienien...odezwij się papa
        • jola-kotka Re: imprezy w związku 26.05.12, 00:11
          jak ze szczecina to dawaj do mnie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka