2contra
07.10.12, 16:00
Tak panowie i panie,
Nasze społeczeństwo rozwija się nie tylko intelektualnie i materialnie, ale też moralnie. Podróżujemy, zamieszkujemy inne kraje, poznaliśmy inne kultury i obyczaje - z różnym skutkiem, jak widać.
My, mężczyźni, z naszym stosunkowo niskim morale z zasady jesteśmy bardziej skłonni do zdrady i pewnych (mniej lub bardziej) drobnych nieuczciwości w związku. Stąd uchodzimy w trwającym stereotypie za drani (nie będąc dosadnym).
Sam trwając w związku 20-letnim zastanawiam się, czy jego kontynuacja ma jakikolwiek sens. Jestem, staram się bynajmniej być, odpowiedzialnym mężczyzną, nie chcąc być egoistą. Założyłem rodzinę, mam dwójkę wspaniałych dzieciaków, ale w jej towarzystwie czuję się samotny. Wypełnia mnie nic i nie wiem, jak długo jestem w stanie sam sobie zadawać ten ból. Chcę się kiedyś obudzić i stwierdzić, że następne 20 lat spędziłem u jej boku, omijając tym samym szansę na poznanie kobiety, którą mógłbym obdarzyć miłością? Nie podjąłem jeszcze decyzji.
No ale do rzeczy.
W moich przemyśleniach nie potrzebuję ani psychiatry, ani tego forum, to jest indywidualna sprawa i muszę sam podjąć decyzję i potem znosić jej konsekwencje.
Niemnie jednak zaintrygowało mnie, jak inni podchodzą do takich decyzji. Przeczytałem kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt, wątków i powiem, że po wszystkim szczerze się uśmiechnąłem.
Zdziwiło mnie najbardziej podejście kobiet do tej sprawy.
Otóż gdy mężczyzna opisywał podobny przypadek jak mój, kobiety obrzucały go błotem. Pisały, że jest niedojrzały, nieodpowiedzialny, że nie dorósł. Na początku pomyślałem, że coś w tym faktycznie jest. Wybrałeś sobie kobietę, a że jej nie kochasz, to nie wystarczy chyba, w końcu ponosisz przecież odpowiedzialność za dom, rodzinę, dzieci.
Ale, zacząłem z ciekawości czytać posty kobiet, które porzucają swoich mężczyzn, bo już nie kochają, bo kochają kogoś innego bardziej, itd., i tu o dziwo odpowiedzi kobiet są diametralnie inne. Nie krytykują autorek treści, oceniając je negatywnie, nie. Piszą znów do mężczyzn - "zastanów się nad sobą, co było powodem, że odeszła", "pomyśl, czy nie byłeś za bardzo zajęty sobą (...)", itp. Co byś nie zrobił człowieku i tak jesteś winny - pomyślałem.
Uświadomiło mi to, iż dziś kobiety potrafią zupełnie bez skrupułów i jakiejkolwiek wrażliwości zdeptać męskie ja i jego uczucia - bez przymrużenia oka. Niestety stereotyp postrzegania takich przypadłości nie uległ emancypacji. Co więcej, kobiety są w sowim działaniu najczęściej wspierane przez swoje najlepsze przyjaciółki, siostry, generalnie inne kobiety (które znamy), które o wszystkim doskonale wiedzą. O zgrozo - to jest dopiero obłuda!
Tak więc dogi mężczyzno, gdy zdradziłeś swoją kobietę, jesteś sterowanym fiutem łajdakiem (mówiąc delikatnie) i miej również na uwadze, że gdy ona cię zdradzi - jest po prostu emancypantką na którą nie zasłużyłeś...
Nie chcę i nie mogę generalizować, że wszystkie kobiety tak myślą. Niemniej jednak pragnę wzbudzić świadomość, iż współczesne kobiety nie ulegają nam, mężczyznom, w niczym.
Kobieta 2.0 jest inteligentna, błyskotliwa, zaradna, ale potrafi być najpodlejszą suką (bez urazy).