Dodaj do ulubionych

nie ma juz akcji serca a hcg wolno rośnie....

27.11.10, 17:39
witam!
przez miesiąc od zrobienia testu cieszyłam się że jestem w ciąży...
pierwsze usg w 8 tyg (od OM) a tam że ciąża wygląda na 5/6tydz , tętno tylko 60 uderzeń za minutę ....i zaczął się koszmar który trwa do dzisiaj, nie ma końca.....
po tygodniu szpital, ponowne usg - ciąża urosła trochę ale nie widać serduszka.... pierwsze badanie hcg -hormon odpowiada 6 tyg ciąży- lekarze mówią że może ciąża jest trocha młodsza niż myślę i że serduszko się pojawi.... drugie badanie hcg - hormon wzrósł troszkę ale nie podwoił się jak to powinno być w prawidłowej ciąży..... w czwartek kolejne usg..... jeśli nie będzie widać serduszka to zalecają podanie tabletek na wywołanie poronienia..... sad
proszę powiedzcie mi dlaczego w takim razie hormon rośnie, wolno ale rośnie...
gdyby moje dziecko nie żyło to by chyba malał???
nie zgodzę się na podanie tabletek, jeśli hormon rośnie mam wrażenie że bym zamordowała moje maleństwo....
mam już synka 5,5 roku, gdyby nie to, to chciałbym umrzeć.....
Obserwuj wątek
    • 4aniela123 Re: nie ma juz akcji serca a hcg wolno rośnie.... 27.11.10, 18:29
      W jakim jesteś szpitalu?
      Na wywołanie poronienia jeszcze masz czas wg.mnie. Moja ciaża pozamaciczna szyjkowa została zatrzymana dopiero w 15 tygodniu a płód rozwijał się prawidłowo. Teraz czekam na jej wydalenie i odklejenie łożyska, leżę już ponad 7 tygodni w szpitalu.
      Twój organizm jeszcze sam nie odrzucił ciaży, moim zdaniem nadzieja jeszcze jest, poczekaj jeszcze trochę , nie poddawaj się tak szybko. Na razie nic Ci nie grozi, masz normalną ciażę, nie pozamacziną, powalcz jeszcze, poczekaj.
      Więcej nie umiem Ci poradzić, dlaczego hcg rośnie wolno, pytaj lekarzy, idz najlepiej sama bezpośrednio do prowadzącego, ja lerzałam cicho tyle czasu płakałam, słuchałam położnych , teraz wiem że trzeba chodzić i pytać bezpośrednio prowadzącego, zadawać pytania wkońcu to nasz organizm, nasze życie.
      • tylkolondon Re: nie ma juz akcji serca a hcg wolno rośnie.... 27.11.10, 18:51
        jestem z miasta 60km od w-wy...
        prowadząca mówiła , że nie chcą się spieszyć, mówiła że całkiem niedawno mieli podobny przypadek i że ciąża okazało się zdrowa....
        każą czekać..... ja chyba nie mam siły wierzyć że będzie dobrze po tym co usłyszałam....
        jestem zła, że jestem bezsilna , nie mogę nic pomóc mojemu dziecku................
        podobno nadzieja umiera ostania..........................
        czasami myślę że dziewczyny które nagle dostają krwotoku są szczęściarami w nieszczęściu sad mój koszmar zaczął się tydzień temu i końca nie widać........
        taka niepewność mnie wykańcza...............
        • mikusia_k Re: nie ma juz akcji serca a hcg wolno rośnie.... 27.11.10, 20:35
          u mnie beta hcg rosła do samego końca, choć w 6tc widziałam serduszko a w 7tc już go nie było...

          do szpitala poszłam w 8tc- lekarze kazali czekać mi jeszcze 3 dni... beta codziennie była większa ale za mało rosła(coraz bardziej oddalała się od prawidłowych norm) a usg 2 prywatnie + 2 w szpitalu dawały obraz tego,że dzieciątko już nie żyje...

          wezwał mnie wtedy na rozmowę ordynator i wytłumaczył,że beta rośnie,bo łożysko jeszcze pracuje ale jak było serduszko-co jest udokumentowane w 6tc a teraz po 6 usg ciągle nie ma i nie ma a na dodatek widać jak się zarodek nie rozwija prawidłowo a nawet się już zmniejsza to sytuacja jest jasna...

          poszłam jeszcze na 1 usg dla świętego spokoju-dzieciątko było już mniejsze niż na usg w 6tc-kiedy jeszcze żyło i serduszko biło...

          przykro mi,bo wiem jak się to przeżywa - u mnie 2 x taka sama historia i gdyby nie córcia -7 lat w domu to też nie wiem,czy byłabym w stanie dalej żyć...

          M.
          • tylkolondon do mikusia 27.11.10, 22:20
            sama poroniłaś??? czy miałaś wywoływane, zabieg....?
            w pierwszej chwili jak dotarło do mnie że to się dzieje naprawdę, powiedziałam że nie chcę więcej dzieci, nie zniosę strachu przed kolejna ciążą i jej ewentualna stratą...
            bardzo chciałam drugie dziecko, żeby mój synek miał rodzeństwo a teraz to ....
            może kiedyś odważę się na kolejna ciążę ale zaczynam się bać że jak będę miała zabieg to będzie mi trudniej zajść , szczególnie że jestem po cc i mam już 27 lat sad
            mąż rozumiał cię co przeżywasz??? mój twierdzi że "trzeba żyć dalej" i "że to tylko zarodek"
            dla mnie to śmierć upragnionego dziecka- czekałam prawie 6 lat żeby mąż się zdecydował...
            nie jestem w stanie mu tego wybaczyć.......
            • 4aniela123 Re: do mikusia 28.11.10, 08:32
              Nie obwiniaj męża, bo jemu jest tak samo pewnie ciężko. Musisz myśleć pozytywnie, na pewno jest Ci bardzo trudno, ale nie masz na to wpływu, bo sama nic nie wymyślisz ani nic nie możesz zrobić, musisz tylko pogodzić się z sytuacją i mieć nadzieję. Uwierz, ja ciągle przechodzę piekło, moje dziecko zostało zabite w 15 tygodniu przez wstrzyknięcie chlorku potasu do serduszka, mój żal, smutek, płacz był i jest nadal i teraz jak piszę też lecą mi łzy.
              Wcześniej przeszłam koszmar, wziełam 4 chemie, straszyli mnie że mogę umrzeć bo macica może pęknąć, leki na zatrzymanie ciaży 4 chemie nie działały. Jak chcesz to napisz do mnie na adres: afaze@autograf.pl podam Ci adres swojego bloga.
              Dla każdej z nas jej sytacja jest inna i ważna i jest koszmarem, jednak musisz pamiętać że masz dla kogo żyć bo masz już dziecko tak jak ja.
              • tylkolondon Re 28.11.10, 11:02
                nie jestem w stanie myśleć teraz pozytywniesad
                wiem że dziecko które jeszcze noszę w sobie prawdopodobnie nie żyje...... moje wyczekane, wymarzone....
                w grudniu kończy mi się umowa w pracy, gdyby ciążą była zdrowa dostałabym umowę do dnia porodu.... a teraz...nie jestem w stanie wrócić do tej pracy, nie zniosę tego że za moimi plecami będą powtarzać -"to ta co poroniła", albo słów " jesteś jeszcze młoda i będziesz mieć jeszcze dzieci"
                a co z pochówkiem??? pewnie tutejsi lekarze mnie wyśmieją....
                • mikusia_k Re: Re 28.11.10, 19:59
                  oba moje poronienia były identyczne-zatrzymane i w obu przypadkach miałam zabiegi w szpitalu...

                  zabieg nie wpływa na dalszą płodność, możliwość/niemożność zajścia w ciążę... tym bym się raczej nie martwiła...

                  każda z nas żegnała się przedwcześnie z wymarzonymi i wyczekanymi dziećmi więc każda zrozumie i Ciebie i Twojego męża-on mimo wszystko mówiąc "trzeba iść dalej" chce Tobie pomóc,chce Ci pomóc (na swój sposób) wyjść z traumy i jak najszybciej wrócić "do żywych"
                  • tylkolondon Re: Re 29.11.10, 18:22
                    koszmar trwa dalej..............
                    następne usg w czwartek........
                    cholernie się boję.....
                    nie chce zabiegu............ wolałabym żeby się to stało w domu.....
                    mój aniołek usnął we mnie...........
                    koszmar.....................................
                    • 4aniela123 Re: Re 30.11.10, 12:19
                      Oj koszmar na pewno, wiem co czujesz, bo ja przeżywam koszmar od dawna. Jakoś daję radę, funkcjonuję, bo co mogę zrobić, nic, tylko czekać.
                      Już czasami myślę, że może szkoda ze mi tej macicy nie usunęli wtedy bym już dawno była w domu z synkiem.
                      Także nic nie możemy zrobić, czasu nie przyśpieszymy.
                      Dla mnie to największa też tragedia w moim życiu.
                    • schnappikt Re: Re 30.11.10, 19:39
                      Kochana nie zadręczaj się, bądź dzielna! We mnie też usnęło dzieciątko rok temu i chciałam usnąć razem z nim i nigdy się nie obudzić. Gdyby nie mąż (tylko dla niego chciałam żyć) nie wiem czy bym dziś do Ciebie pisała...Przez 7 miesiący nawet nie chciałam słyszeć o kolejnym dziecku, a każda rocznica była okupiona łzami. Po dacie porodu zaczęłam myśleć inaczej, a przede wszystkim zaczęłam myśleć o kolejnym dziecku. 5miesięcy starań (choć tak na prawdę mniej bo po drodze było wiele sytuacji niesprzyjających) i teraz noszę w sobie maleństwo. Denerwuję się bardzo, ale i wierzę, że wszystko będzie dobrze, choć to dopiero początek, a tamten Aniołek odszedł ode mnie po 13 tygodniach.
                      Teraz musisz to przetrwać i mieć nadzieję, a później uwierzyć, że po każdej burzy wschodzi słońce i będzie dobrze (choć trudno będzie Ci tak myśleć teraz).
                      Wysyłam Ci pozytywne i dobre promyki ciepła.
                      • tylkolondon Re: Re 30.11.10, 21:55
                        nie jestem w stanie się pogodzić ,że mąż (myślałam dotąd że najbliższa mi osoba) mówi o śmierci mojego dzieciątka - że robię aferę, to nie dziecko tylko zarodek..............
                        koleżanki i mama próbują podtrzymać mnie na duchu,
                        a on............. brak mi słów jak to boli...............................
                        próbuję sobie tłumaczyć że gdyby dziecko miało urodzić się chore i miało cierpieć to może i lepiej że usnęło teraz jak jest malusie...... ale z tymi słowami męża nie pogodzę się nigdy.........
                        gdyby nie starszy synek nie dałabym rady, wczoraj przed snem gdy widział że jestem smutna powiedział : "mamusiu kocham cie ponad życie i aniołka też "
                        • kinu-lka Re: Re 01.12.10, 08:33
                          Kochana, bardzo mi przykro z powodu tego co Cię spotkało.
                          Jeśli chodzi o zachowanie Twojego męża, to nie oceniaj go tak ostro. Każdy radzi sobie ze stratą dziecka inaczej. Ty mówisz o śmierci Twojego Dzieciątka i masz do tego pełne prawo. Twój mąż, z jakiś powodów, nie nazywa tego w ten sposób, być może łatwiej jest mu zaakceptować, to co się stało, mówiąc o stracie zarodka....To zupełnie normalne. Nie znaczy to, że straciłaś w nim wsparcie i zrozumienie.
                          • marioleczka34 Re: Re 01.12.10, 10:18
                            wiesz, chyba Cie rozumiem, mój mezczyzna tez podszedł do tego tak mi sie wydaje "zimno" - " no coz stalo sie, trzeba zyc dalej", pewnie ze trzeba, chociaz wtedy potrzebowałam Jego ramienia by moc sie jawnie wyplakać, On zawsze powtarzał ze nie moge tak reagowac itd. Mialam zal bo czulam ze jestem sama ale wiesz co, z perspektywy czasu chyba troszke mnie to postawilo na nogi, bo potrząsnął mną i chyba zadzialalo. Oczywiscie ze mysle stale o stracie (ponad rok temu), tymbardziej ze od 9 m-cy bezskutecznie staramy sie o kolejne ale jest inaczej, i jeszcze jedno, chyba wiekszosc mezczyzn tak reaguje co nie oznacza ze nie cierpią. Pozdrawiam mocniutko.
                    • sofi75 Re: Re 01.12.10, 11:03
                      nie chce zabiegu............ wolałabym żeby się to stało w domu.....
                      - przeciez nie musisz go miec. Na tym etapie ciazy mozesz spokojnie przejsc poronienie w domu. Porozmawiaj o tym z lekarzem i znajdz polozna, ktora C w tym pomoze.
                      • tylkolondon Re: Re 01.12.10, 16:48
                        dzięki dziewczyny że jesteście........... że mogę się wygadać przed wami......
                        jak jestem z wami na forum to cały czas ryczę , ale za to później mam siłę żeby pobawić się z moim starszym synkiem.
                        jutro kolejne usg, cholernie się boję co będzie dalej....
                        • nikt111 Re: Re 01.12.10, 21:06
                          witaj. Rozumiem Twój ból i strach. Ja straciłam dwoje moich dzieci. Dziś miała się urodzić Sylwunia a za 2 tyg Adaś kończyłby 4 latka sad((
                          to jest prawdziwy koszmar. Trudne chwile przed Tobą ale dasz radę.
                          (*) dla Twojego Aniołka
                          • tylkolondon Re: Re 02.12.10, 10:29
                            dziś na usg już nie było widać wyraźnie konturów zarodka........ kazali mi zostać od razu na zabieg, nie zgodziłam się......
                            wolę żeby to stało się samoistnie sad pozwolili mi czekać do następnego czwartku....
                            to miał być 10 tydz ciąży....
                            mojemu dzieciątku serduszko nie bije już ponad tydzień sad
                            przestał rosnąć jak maił 5/6 tygodni...
                            dlaczego????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????
                            • dagmaralodz77 Re: Re 02.12.10, 11:02
                              tylkolondon... jestem jeszcze w 9 tygodniu ciazy... niestety mojemy dziecku w 90 procentach bije zle serce... wystepuje tzw blok komorowo-przedsionkowy... i wiadomo ze nic z tego dobrego nie bedzie... nie jestes jedyna w takiej sytuacji... ale moim zdaniem powinnas poddac sie łyzeczkowaniu a materiał powinien byc oddany do badan histopatologicznych...
                              w tym roku w polowie ciazy stracilam tez blizniaki... to boli... serce boli... ale przestanie.... pozdrawiam cie Dagmara
                            • kobietka_29 Re: Re 02.12.10, 12:39
                              tylkolondon, trzymaj sie. ale jak zauwazysz, ze nie wytrzymujesz, zglos sie do szpitala. ja tez probowalam sama sobie z tym poradzic i nie zdolalam. trafilam do szpitala z krwotokiem. chyba tuz przed finalem, bo mialam piekielne skurcze juz co 2 minuty. pobyt w szpitalu byl straszny, ale konieczny. pozatym, gdy patrze na to teraz, to mysle tez, ze dobrze, ze jednak tam trafilam, bo oszczedzono mi widoku mojego martwego malenstwa. nie wiem, co bym zrobila, gdybym sama do konca musiala ronic. chyba bym totalnie sfiksowala. jakoze trafilam w trakcie poronienia, zabieg przebiegl szybko- nie musiano otwierac mechanicznie szyjki albo wspomagac lekami. dlatego mysle, ze mozesz sprobowac ronic w domu, ale obiecaj, ze zglosisz sie szybko do szpitala, gdy cos bedzie nie tak.
                              • sofi75 nie strasz dziewczyny 02.12.10, 21:37
                                bo oszczedzono mi widoku mojego martwego malenstwa

                                na etapie 5/6 tc nie bedzie zadnego 'widoku martwego malenstwa', bo to 'malenstwo' ma wtedy 5 mm.
                                A roniac naturalnie oszczedzi sobie mechanicznego usuwania sluzowki, co przynajmniej dobrze rokuje na przyszlosc.
                                Mnie lekarz proponowal ronienie naturalne w 9tc (plod mial 23mm) - sprobowalam - niestety nie udalo sie, bo prawdopodobnie bylo juz na to za pozno. A teraz w nagrode walcze od 3 lat ze zbyt cienkim endometrium.
                                • kobietka_29 Re: nie strasz dziewczyny 03.12.10, 10:39
                                  Nie strasze. I nie pisze wcale, ze powinna sie bac widoku ciazy 5-6 tygodniowej. Napisalam jedynie o moich odczuciach. A ja bylam w 11 tygodniu. I nie strasze przed poronieniem naturalnym. przeciwnie, dziwi mnie wrecz, ze niektore kobiety od razu po diagnozie dezyduja sie na lyzeczkowanie nie majac nawet plamien. Wowczas szyjka jest jeszcze zamknieta. A przy mechanicznym rozszerzaniu moze dojsc do urazow. Dokladnie to napisalam. Pisze jedynie, zeby uwazala i jezeli cos bedzie nie tak, zglosila sie do szpitala o pomoc. Bo ja przed pronieniem wiele sie naczytalam takich opinii na forach, ze lepiej ronic naturalnie i jak glupia czekalam na to naturalne poronienie. Meczylam sie prawie 2 tygodnie. Dopiero gdy dostalam krwotoku i drgawek, chcac nie chcac trafilam na operacyjna. Lekarz mnie ostrzegal, ze tak moze sie stac. Ale ja obstawalam przy swoim, bo kobiety na forum tak radzily. Z jednej strony nie zaluje, ze tak dlugo czekalam, bo nie potrzebne byly zadne dodatkowe leki i kilka godzin pozniej wyszlam do domu. Z drugiej strony, gdyby poczekala jeszcze troche, moze dzis nie pisalabym na tym forum.
                                  Kazdy inaczej przechodzi poronienie naturalne. Sama piszesz, ze tez nie dalas rady. Pozatym to, ze poroni naturalnie wcale nie oznacza, ze nie bedzie sie musiala zglosic do lekarza na ze tak powiem "doczyszczanie". Ryzyko zawsze jest, zarowno w przypadku lyzeczkowania jak i wprzy poronieniu naturalnym.
                                  • sofi75 Re: nie strasz dziewczyny 03.12.10, 11:17
                                    Sama piszesz, ze tez nie dalas rady.

                                    > nie tyle nie dalam rady, co po prawie 5 tygodniach czekania i 8 cytotekach kompletnie nic sie nie dzialo. Lekarz zdecydowal, ze dluzej czekac byloby idiotyzmem.
                            • akpih1 Re: Re 02.12.10, 17:02
                              tak mi przykro,
                              idz do szpitala na zabieg, macica nie zawsze sama oczyszcza się całkowicie, lepiej być pewną, że nic nie zostało ....
                              • tylkolondon Re: Re 02.12.10, 19:36
                                panicznie się boje zabiegu............. boję się że coś pójdzie nie tak, albo że będą zrosty itp... że jak kiedyś spróbuję się starać o drugie dziecko to mi się nie uda....
                                przed pierwszym usg które pokazało że serduszko bije za wolno i dziecko jest za małe też się okropnie bałam......................
                                nie wiem już sama....
                                jak na razie to cały czas wymiotuje, nie mogę spać w nocy i prawie nie jem......
                                w dzień udaje mi się spokojnie przespać jak mój starszy synek położy się koło mnie......
                                czasami zaczyna mnie boleć brzuch tak jak przy @, po takich bólach - skurczach pojawiała się krew a teraz nic..........
                                • kobietka_29 Re: Re 03.12.10, 10:48
                                  tylkolondon, gdzie mieszkasz? W Polsce czy za granica? Bo obawiam sie, ze to wielka roznica. z tego, co widze, lekarze w Polsce traktuja pacjentki jak przedmioty. Zabiegi lyzeczkowania tez pozniej tak przeprowadzaja- rutynowo i na odwal. Ja mieszkam za granica i tu mialam zabieg. Oczywiscie, jak pisalam, zglosilam sie juz pod koniec poronienia i byc moze dlatego zabieg przeszedl bez powiklan. Ale generalnie tez nie spotkalam tu nikogo, kto by mial problemy zdrowotne po lyzeczkowaniu. Urazu mozna dostac przy mechanicznym otwieraniu szyjki lub gdy lekarz jest dyletantem. Od zabiegu bylam niezliczona ilosc razy na badaniach ( u roznych lekarzy) i wszystko jest w porzadku. Jedyny problem, jaki mam od poronienia, to zaburzenia hormonalne. Ale to nie ma nic wspolnego z lyzeczkowaniem.
                                  • tylkolondon Re: Re 03.12.10, 11:37
                                    mieszkam 60 km km warszawy...
                                    boje się zabiegu , chyba dlatego że potrzebuje czasu aby się z tym pogodzić i pożegnać się z dzieckiem.....
                                    czy umawiając się na zabieg mogę prosić o konkretnego lekarza tzn moją prowadzącą lub takiego któremu ufam???? w naszym szpitalu pracuje lekarz który nie mając uprawnień zrobił cesarkę dziewczynie i prawie się wykrwawiła...było to nad ranem, gdy ja trafiłam do szpitala po odejściu wód, na szczęście kazał mi czekać aż przyjdzie kolejna zmiana i cesarkę mi robił ówczesny ordynator.
                                    w poniedziałek będę widzieć się z moją prowadzącą i poproszę ją o to
                                    powiedzcie mi czy lekarze mogą podać tabletki i od razu na zabieg? czy też mogę czekać ewentualnie prosić o drugą dawkę żeby samo zaczęło się coś dziać.....
                                    niektóre dziewczyny pisały że dostały tabletki i poszły do domu....jak to jest?
                                    • mikusia_k Re: Re 03.12.10, 11:56
                                      ja nigdy nie plamiłam...

                                      w obu straconych ciążach wyroki padły na usg po braku wcześniej bijącego już serduszka...

                                      za 1 razem czekałam tydzień na samoistne poronienie (dzieciątko nie żyło już 3 tygodnie) - nic się samo nie ruszyło - lekarz zdecydował,że nie ma na co dłużej czekać...

                                      za 2 razem nie chciałam już czekać-to czekanie było dla mnie katorgą psychiczną-codziennie wstawałam z myślą,że moje martwe dzieciątko jest w moim brzuchu a już nic tego nie zmieni i nie przywróci już mu życia-choć dałabym wszystko,żeby tak się stało...

                                      od razu więc wzięłam skierowanie do szpitala i zgłosiłam się na drugi dzień...

                                      i tu nie ma się dziewczyny o co kłócić-każdy przeżywa rozstanie z ukochanym,upragnionym dzieciątkiem na swój sposób, szpitale nie pomagają-nie ma opieki psychologicznej,lekarze są rutyniarzami a pocieszenia pielęgniarek w stylu "jeszcze sobie urodzisz następne" wcale nie pomagają... ale ja wolałam być już po tym,co nieuniknione, po rozstaniu z moim Aniołkiem,by On mógł pójść do nieba a ja żebym była w stanie się pozbierać dla mojej córci,która jest tu ze mną na ziemi i potrzebuje mnie teraz i natychmiast...

                                      zdaniem lekarza nie mam żadnych komplikacji po łyżeczkowaniach, nie robi się ich przecież,żeby kobietę okaleczyć tylko,żeby jej pomóc zdrowotnie...
                                      ale operacja jak każda inna-zawsze mogą być komplikacje... tak samo jak po poronieniu w domu-wielokrotnie słyszę o koniecznych łyżeczkowaniach "po",bo nie wszystko się oczyściło...

                                      niech dziewczyna sama wybierze,co dla niej odpowiednie...
                                      ja zrozumiem każdą jej decyzję i uważam,że żadna inna nie powinna jej podważać...

                                      pzdr i życzę siły,bo niestety doskonale wiem jak dużo jej trzeba,żeby się podnieść po takiej tragedii sad

                                      M.
                                      • marioleczka34 Re: Re 03.12.10, 13:10
                                        Ja poroniłam w 10tc .Podczas usg lekarz stwierdził brak akcji serca, według badania moje dzieciątko odeszło 2 dni przed wizytą. Skierował mnie natychmiast do szpitala, wtedy nie wiedzialam ze mogłabym samoistnie ronic, zresztą kolezanki z pracy tez radziły szybko udac sie na zabieg. Nie wyobrazalam sobie wtedy funkcjonowac z martwym dzieckiem we mnie. W szpitalu wieczorem dostalam cytotec, skurcze zaczeły sie prawie od razu. Nastepnego dnia rano, podczas usg okazalo sie ze macica do konca sie nie oczysciła wiec wskazany był zabieg. Gdy sie obudzialam juz po wszystkim nie czułam bólu fizycznego, psychicznie było gorzej ale to chyba normalne. Podejmij sama decyzje, ja z jednej strony cieszylam sie (jesli tak to mozna nazwac) ze mam to juz za sobą, nie wyobrazalam sobie tego czekania. Badz silna !
    • tylkolondon Re: nie ma juz akcji serca a hcg wolno rośnie.... 06.12.10, 16:58
      w czwartek znów szpital sad podadzą mi tabletki i jak się coś zacznie to zabieg, jak nie to czekam do piątku, znów tabletki i czy się coś samo zacznie czy nie to i tak zabieg..... sad
      po jakim czasie pojawiają się skurcze po "cytoteku"????
      podobno nie zawsze tabletki wywołują krwawienie, możliwe jest że lekarz będzie musiał mechanicznie otwierać szyjkę macicy... obawiam się tego sad ale moja lekarka stwierdziła że jak w pierwszej ciąży nie było niewydolności szyjki to po takim zabiegu też nie będzie ..............
      jak to było u was???????????
      • tylkolondon i jescze.... 06.12.10, 17:03
        pytałam co później , czy będziemy musieli z mężem zrobić badania przed kolejną próbą, powiedziano mi że nie sad że wystarczy łykać folik. A jeśli chodzi o witaminy to nie ma to dużego wpływu na ciążę po poronieniu i "co ma być to będzie" sad
        zmienię chyba lekarza po tym koszmarze sad
        • a.b1 Re: i jescze.... 07.12.10, 09:53
          jeśli to było Twoje pierwsze poronienie, to nie musisz robić tych wszystkich badań.......po prostu zadziałał natura, coś było nie tak
          Jeśli jednak to Cię nie przekonuje, możesz zrobić badania hormonalne, toxoplazmoze i inne pierwotniaki
          Lekarze zawsze do pierwszego poronienia podchodzą jak do bardzo naturalnej sprawy.... no chyba, że są jakieś przesłanki
          Po zabiegu, będziesz musiała iść do lekarza, który oceni jak wszystko się wygoiło i powie Ci, czy możesz się już starać czy jeszcze poczekać, zazwyczaj lekarze proszą, żeby 3-4 miesiące odpocząć
      • babe007 Re: nie ma juz akcji serca a hcg wolno rośnie.... 06.12.10, 18:28
        Cytotek miałam założony ca o 22:00. Skurcze zaczęły się po jakiejś godzinie, dwóch. Około 2-3 w nocy podczas wizyty w toalecie (dostajesz specjalne naczynie do którego wolno Ci się załatwiać - nie do muszli) "wypłynął" ze mnie pęcherzyk płodowy (u mnie to było puste jajo - 9 tydzień - bez żadnych wcześniejszych objawów poronienia - zero krwawień, zero skurczów). Skurcze są bolesne, ale w moim przypadku (zabieg na Żelaznej w W-wie), przemiła pielęgniarka co jakiś czas wchodziła spytać czy bardzo boli i zrobiła mi zastrzyk przeciwbólowy. Rano USG, sprawdzające, czy oczyściło się samo. Koło południa zabieg łyżeczkowania (płytka narkoza - nic się nie czuje i nie pamięta), po którym paradoksalnie przestaje boleć zupełnie. A o 17:00 do domu. Fizycznie da się przeżyć. Psychicznie - to już zupełnie inna sprawa...
        • marioleczka34 Re: nie ma juz akcji serca a hcg wolno rośnie.... 07.12.10, 08:40
          tak, jakbym czytała o sobie, ten sam szpital, mniej wiecej te same godziny
      • a.b1 Re: nie ma juz akcji serca a hcg wolno rośnie.... 07.12.10, 09:47
        nie nakręcaj się za wcześnie, poczekaj na założenie tabletki
        ja dostałam jedną i po 4 godzinach od założenia zrobiło się bardzo nieprzyjemnie (coś co mogłabym porównać do bardzo ostrych bóli w pierwszym dniu okresu) Dowiedziałam się od pielęgniarek, że jeśli do 6 godzin nic się nie będzie działo dostanę następną dawkę
        Po samym zabiegu nic nie bolało.....fizycznie
        wyszłam na drugi dzień ze szpitala
        Bardzo Ci współczuje zabiegu, bo było to dla mnie jedno z gorszych przeżyć w życiu, nie myśl o najgorszej stronie zabiegu i nie nastawiaj się źle
        Na pociechę dodam, że 1,5 miesiąca później zaszłam w zdrową ciąże
        • ann.afrodyta Re: nie ma juz akcji serca a hcg wolno rośnie.... 07.12.10, 20:30
          bedzie dobrze kazda z nas wie co mowi, ja osobiscie staram sie nie rozpamietywac zdazen z przed 8 laty, tez bylo serduszko a pozniej jego brak i poronienie... maz mnie wspieral ale jak to mezczyzna na swoj sposob, a dzis mam 2 dzieci
          • sofi75 Re: nie ma juz akcji serca a hcg wolno rośnie.... 08.12.10, 09:43
            a dzis mam 2 dzieci

            - bo Ci sie udalo. Spiewalabys inaczej, jakbys po takim zabiegu juz nigdy w ciaze nie zaszla. Tez latwo by bylo nie rozpamietywac?
            • tylkolondon Re: nie ma juz akcji serca a hcg wolno rośnie.... 08.12.10, 13:55
              nie wiem jak wy ale ja nie chcę zapomnieć... za bardzo pragnęłam tego dziecka żeby teraz mówić że nic się nie stało...
              z czasem ten ból może będzie mniejszy, będę bardzie opanowana mówiąc o tym ...
              już teraz płaczę mniej niż na samym początku...ale zapomnieć nie chcę
              • agulina-7 Re: nie ma juz akcji serca a hcg wolno rośnie.... 08.12.10, 15:15
                ja myślę, że kiedy bardzo pragnęło się dziecka, które umarło, nie ma możliwości, żeby zapomnieć, można nie myśleć, ale zapomnieć się nie da, ja straciłam mojego synka w 16 tc i wiem, że nigdy Go nie zapomnę, nawet gdybym bardzo chciała. inna sprawa, że nie chcę zapomnieć, bo Go kocham i na zawsze pozostanie moim pierwszym dzieckiem.
              • kobietka_29 Re: nie ma juz akcji serca a hcg wolno rośnie.... 08.12.10, 15:40
                Zgadzam sie z Toba. Moze jezeli nie planowalo sie ciazy lub gdy stracilo sie ja bardzo wczesnie albo gdy sie zglosilo od razu na zabieg i nie musialo przechodzic przez cala gehenne poronienia, to latwo jest sie z tym pogodzic. Bo moze nie zdarzyly sie jeszcze wyksztalcic pewne wiezi z ciaza, moze nie ma sie az tylu negatywnych wspomnien. Ale jezeli sie robilo wszystko, zeby ciaza byla zdrowa i pomimo to stracilo planowane i kochane dziecko, gdy poronienie przebiegalo z powiklaniami i bylo zagrozeniem dla naszego zdrowia, to nie sposob jest zapomniec i wogole pogodzic sie ze strata. A co dopiero, gdy po tej stracie ma sie problemy z zajsciem w kolejna ciaze lub tak, jak sofi75 wogole nie ma szans na zajscie (bo rozumiem, ze tak jest w Twoim przypadku, sofi)? Jak mozna wtedy zapomniec taka tragedie? Bo dla mnie i dla wielu innych to jest tragedia.
                Babcia mojego meza pomiedzy urodzeniem mojej tesciowej i jej brata tez poronila ciaze. To bylo 60 lat temu. Do dzis pamieta kazdy szczegol. Chociaz miala potem jeszcze 2 dzieci.
            • ann.afrodyta Re: nie ma juz akcji serca a hcg wolno rośnie.... 12.12.10, 20:25
              nie rozumiem zazdoscisz?
              • ann.afrodyta Re: nie ma juz akcji serca a hcg wolno rośnie.... 12.12.10, 20:29
                sofi to ze nie rozpamietuje nie oznacza ze nie pamietam, poprostu staram sie zyc dalej , kocham swoje dzieci i nie moge pozwolic sobie na ciagle rozpamietywanie dawnych zdarzen gdyz codziennie sie modle aby nic zlego nie spotkalo moich (zyjacych) dzieci, wiec nie rozumiem zlosci
                • sofi75 Re: nie ma juz akcji serca a hcg wolno rośnie.... 13.12.10, 12:32
                  > sofi to ze nie rozpamietuje nie oznacza ze nie pamietam, poprostu staram sie zy
                  > c dalej , kocham swoje dzieci i nie moge pozwolic sobie na ciagle rozpamietywan
                  > ie dawnych zdarzen gdyz codziennie sie modle aby nic zlego nie spotkalo moich (
                  > zyjacych) dzieci, wiec nie rozumiem zlosci

                  - alez z mojej strony to nie zadna zlosc. Pronuje Ci jedynie wytlumaczyc, ze duzo trudniej byloby Ci pogodzic sie z poronieniem, gdybys szans na ciaze juz nie miala. Chociazby z tego powodu: "nie moge pozwolic sobie na ciagle rozpamietywanie dawnych zdarzen gdyz codziennie sie modle aby nic zlego nie spotkalo moich (zyjacych) dzieci".
                  • ann.afrodyta Re: nie ma juz akcji serca a hcg wolno rośnie.... 18.12.10, 21:28
                    ok zle odebralam smile
    • tylkolondon koszmar się skończył 10.12.10, 19:29
      koszmar się skończył o północy sad
      położyli mnie na sali z 9 kobietami w ciąży..... które ciągle gadały o dzieciach, oglądały programy telewizyjne o dzieciach... a ja czekałam na poronienie...................................
      wczoraj rano podali mi tabletki, po godzinie zaczęłam krwawić ale słabo, koło 14 znów tabletki - wszystko zamiast się nasilić zatrzymało się
      o 20ej usg i nadzieja że może obejdzie się bez zabiegu, najwyżej rano kroplówka na wywołanie skurczy, pozwolono mi zjeść i .... się zaczęło....
      zdążyłam dojść od łóżka do łazienki i z powrotem - i tak w kółko do 23:30, myślałam że się wykrwawię, skurcze i ból coraz silniejsze. Lekarze nie dali mi żadnej nakładki na sedes o której pisały dziewczyny.... wszystko wylatywało ze mnie do sedesu i na podłogę....
      w końcu lekarz mnie zbadał i pytanie czy się zgadzam na zabieg................ jak dotąd dobrze się trzymałam to w tym momencie nerwy mi puściły i zaczęłam ryczeć...uśpili mnie, za parę minut się ocknęłam i znów płacz......
      bardzo się cieszę że trafiłam na sympatyczną pielęgniarkę/ położną, nawet nie znam jej imienia..., cały czas przychodziła do mnie, jak byłam w zabiegowym pocieszała ... DZIĘKUJĘ JEJ ZA TO.....
      o w pół do pierwszej w nocy byłam już w łóżku, rano po obchodzie wypis do domu....
      faktycznie po zabiegu ból fizyczny minął, a psychicznie to był NAJWIĘKSZY KOSZMAR W MOIM ŻYCIU...............
      czekając na wypis zwolnienia ( dostała na 2 tyg) pytałam się teraz kiedy na kontrolę itp, usłyszałam że wszystko będzie napisane na wypisie ze szpitala....i koniec rozmowy
      nawet nie wiem na co mam uważać, jakie mogą być niepokojące objawy, nie wiem nic.............

      • 4aniela123 Re: koszmar się skończył 10.12.10, 20:58
        Jejku dobrze że masz to za sobą. Ja niestety nie.
        Pozdrawiam Cię ciepło, też jesteś silna i dzielna, miałaś siłę to przetrwać.
      • a.b1 Re: koszmar się skończył 10.12.10, 23:12
        -jeśli dostaniesz temperaturę
        -jeśli krwawienie będzie narastać
        -jeśli będziesz odczuwać jakieś bóle
        wtedy szybko zgłoś się do swojego gina, lub na izbę przyjęć do szpitala
        natomiast jeśli krwawienie będzie powoli zanikać i się skończy wtedy możesz zgłosić się do gina na kontrole, mi zalecono po pierwszym okresie
        Bardzo współczuje przebiegu zabiegu, ja byłam na sali z 2 kobietami, po zabiegach ginekologicznych, więc rozpamiętywania nie było, lekarz szczegółowo opowiedział mi o zabiegu
        widział, że mało do mnie dociera dlatego przyszedł po kilku godzinach i jeszcze raz zapytał, czy wszystko jest dla mnie jasne
        anestezjolog opowiadał kawały i wprawił w tak dobry nastrój, że zupełnie nie bałam sie tego co będzie
        Natomiast wkładki do toalet, to chyba dla wybranych i w wybranych szpitalach
        Staraj się teraz wypoczywać, niczego nie dźwigać, za jakieś dwa, trzy tygodnie fizycznie powinno być dobrze
        • tylkolondon Re: koszmar się skończył 11.12.10, 20:50
          dzięki za podpowiedź na co uważać, mój lekarz, który jest ordynatorem oddziału nie powiedział mi o tym sad już nie pójdę do niego !!!!!!!!!!!!!!
          to że boli tak jak na @ to chyba normalne, bo zabieg był o północy z 9 na 10 grudnia ?
          mam pytanie odnośnie zrostów, one się pojawiają po źle wykonanym zabiegu czy w wyniku złego gojenia ????? bardzo chcę drugiego dziecka i panicznie się boję, a chciałabym zacząć starania już marzec/kwiecień
          • mojafasolinka Re: koszmar się skończył 11.12.10, 21:06
            kochana chciałam cie tylko wesprzeć...rok temu dokładnie przeżywałam to co ty...brak serduszka...przyrost był na poczatku a potem zanikł...u mnie obyło sie bez zabiegu-poronienie samoistne-1 grudnia świat się zawaliłuncertain ale nie poddałam się bardzo chciałam zajść w kolejną ciąże...jak najszybciej...mimo że lekarze zalecają odczekac 3-6 miesięcy zaryzykowałam. kolejną ciąże liczono mi od 29 grudnia...dziś mój synek ma 2,5 miesiąca...udało siętrachu było dużo ale było wartosmile tobie też się uda tylko się nie poddawaj
          • tylkolondon Re: koszmar się skończył 12.12.10, 08:49
            po zabiegu jest gorzej niż przed.... mogłam się nie zgodzić na zabieg, ale byłam w takim szoku że podpisałam zgodę, a teraz się zastanawiam że bym wytrzymała w tych bólach do rana i pewnie by się obyło bez zabiegu.... nikt mi nie powiedział ile to może trwać ani że będzie się ze mnie lało aż tak...bałam się że się wykrwawiam.....
            • gwiazdeczkaznieba84 bardzo mi przykro 12.12.10, 09:24
              że tak wyglądał Twój pobyt w szpitalu i zabieg. Na Twoim miejscu zmieniłabym lekarza. Ja zabieg miałam w środę, podali mi wcześniej mizoprostol(cytotec) jednak nie było skutku w postaci krwawnienia i skurczy. Jednak rozszerzył szyjkę i można było zrobić zabieg. Wyłyżeczkowali mnie smile więc od początku do końca. Moja lekarka też jest ordynatorem i będę Jej do końca życia wdzięczna za to jak się mną zajęła.
              Może trudno Ci w tej chwili tak myśleć ale staraj się nie zamartwiać o następną ciążę. Ja też BARDZO chciałam tego dziecka ale czasem nie wszystko idzie po naszej myśli. W pierwszej ciąży (byłam, jak sądzę bardzo młoda bo urodziłam mająć 21 lat) nie miałam pojęcia o zagrożeniach jakie mogą wystąpić w ciąży i wogóle nie brałam pod uwagę, że coś może pójść nie tak. Teraz bardzo doceniłam to, że mam jedną zdrową córkę ale jestem pewna, że uda nam się jeszcze urodzić zdrowe dzieci. Ściskam Cię mocnosmile
              • tylkolondon Re: bardzo mi przykro 12.12.10, 10:20
                jest mi cholernie źle sad
                muszę poszukać lekarza z Wyszkowa, Ciechanowa lub Makowa
                nie zniosę już lekarzy z tego "mojego " szpitala sad
          • a.b1 Re: koszmar się skończył 13.12.10, 00:35
            mnie po zabiegu nic nie bolało, więc trudno mi powiedzieć
            co do zrostów
            nie miałam czasu się przekonać wink
            Prawda jest taka, że musisz się oszczędzać, nic więcej nie możesz zrobić, nie wsadzisz sobie jakiejś maści, czy coś
            bardzo dbaj o siebie, dużo odpoczywaj
      • kobietka_29 Re: koszmar się skończył 13.12.10, 09:32
        tylkolondon napisała:

        > koszmar się skończył o północy sad
        > położyli mnie na sali z 9 kobietami w ciąży..... które ciągle gadały o dzieciac
        > h, oglądały programy telewizyjne o dzieciach... a ja czekałam na poronienie....

        Kochana, tak bardzo Ci wspolczuje. Nie rozumiem, jak mozna byc tak nieczulym i dopuscic do takiej sytuacji. caly czas sie o tym mowi i nic sie nie zmienia. Przeciez na ginekologii leza tez kobiety z roznymi dolegliwosciami. I mozna roniace z nimi w jednej sali polozyc. Tak bylo w moim przypadku. Lezalam na dwoosobowej sali z kobieta, ktora tego samego dnia co ja przeszla operacje na cyste. W podobnym wieku, co ja. Tez bez dzieci, ale z planami powiekszenia rodziny. Chociaz rozne problemy, to jednak wiele mialysmy ze soba wspolnego i wzajemnie sie pocieszalysmy. Lekarze potraktowali mnie bardzo rutynowo, jak przedmiot. Ale tez mialam przy sobie jedna pielegniarke, ktora byla przy mnie przed narkoza i gdy sie wybudzilam, ocierala moje lzy. Tez nawet nie wiem, jak miala na imie. Ale nigdy nie zapomne tego, co dla mnie zrobila. Bo poza nia nikt sie mna absolutnie nie zajal. Z doswiadczenia powiem Ci- uwazaj, azebys sie nie przemeczala. Mnie nikt przed tym nie ostrzegal, a ze pozornie czulam sie zaraz po zabiegu lepiej, wrocilam od razu do codziennych zajec. I to byl blad. Jesli dostalas zwolnienie, skorzystaj z tego czasu, odpoczywajac. Przez nastepne kilka dni moze znow powrocic krwawienie. wszystko sie goi, wiec mozesz tez wydalac rope i miec przy tym dosc mocne skurcze. Moje byly czasami nawet porownywalne z tymi w trakcie poronienia. Obserwuj, jak sie zachowuje temperatura, bo to moze byc sygnalem, ze sa jakies komlikacje. Ale wiedz, ze nie od razu bedziesz miala normalna temperature ciala. U mnie temperatura ciazowa spadla dopiero po 3 tygodniach od zabiegu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka