witam!
przez miesiąc od zrobienia testu cieszyłam się że jestem w ciąży...
pierwsze usg w 8 tyg (od OM) a tam że ciąża wygląda na 5/6tydz , tętno tylko 60 uderzeń za minutę ....i zaczął się koszmar który trwa do dzisiaj, nie ma końca.....
po tygodniu szpital, ponowne usg - ciąża urosła trochę ale nie widać serduszka.... pierwsze badanie hcg -hormon odpowiada 6 tyg ciąży- lekarze mówią że może ciąża jest trocha młodsza niż myślę i że serduszko się pojawi.... drugie badanie hcg - hormon wzrósł troszkę ale nie podwoił się jak to powinno być w prawidłowej ciąży..... w czwartek kolejne usg..... jeśli nie będzie widać serduszka to zalecają podanie tabletek na wywołanie poronienia.....

proszę powiedzcie mi dlaczego w takim razie hormon rośnie, wolno ale rośnie...
gdyby moje dziecko nie żyło to by chyba malał???
nie zgodzę się na podanie tabletek, jeśli hormon rośnie mam wrażenie że bym zamordowała moje maleństwo....
mam już synka 5,5 roku, gdyby nie to, to chciałbym umrzeć.....