Dodaj do ulubionych

Zupełnie sama

18.06.11, 10:57
Prawie miesiąc temu straciłam wczesną ciążę.
Jestem osobą bardzo odporną psychicznie co nie znaczy, że nie czuję nic.
Płakałam mało choć bardzo mnie to bolało, widok bobasków, dziewczyn z brzuchami w szpitalu. One na porodówkę - ja na ginekologię. Przykre, smutne.
Od początku w tym moim nieszczęściu byłam sama. Sama autem pojechałam na IP krwawiąc bo mąż był zajęty.
Miałam torbę do szpitala i tylko to. Inne kobiety miały przy sobie mężów.
Nie mam w nikim wsparcia. Nit nie rozumie dlaczego ciągle chodzę rozgoryczona. Dla mojego męża jakby nic się nie stało. Poszła do szpitala, załatwiła sprawę, wyszła. Nazywa mnie "depresją" i twierdzi, że się nad nim znęcam swoimi humorami i że on tego znosić nie musi. Ani razu mnie nie pocieszył, nie przytulił. Nawet nie mówi o tym co się stało. Jakby nie stało się nic. Jakbym wyszła do sklepu po bułki i wróciła.
Jest mi ciężko. Nikt mnie nie rozumie, nikt mnie nie pocieszy. Mam wrażenie, że spadam w jakąś otchłań i co dzień jest gorzej.
Brak wsparcia jest straszny. Boli jeszcze gorzej niż poronienie sad
Obserwuj wątek
    • krolowa_kier Re: Zupełnie sama 18.06.11, 13:27
      Bardzo, bardzo ci współczuję. Tu na tym forum wszystkie wiemy co przeżywasz. Powinnaś mieć wsparcie w rodzinie i mężu, ale może on nie rozumie tego co czujesz? Spróbuj szczerze z nim porozmawiać, powiedz co czujesz, nie ukrywaj swojego bólu. Może wszyscy przyzwyczaili się, że jesteś twarda i nic cię nie rusza, więc nie rozumieją teraz, co się z tobą dzieje? I jeszcze większość osób boi się w ogóle wspominać o poronieniu, to jest temat tabu tak naprawdę, bo dotyka bardzo głębokich emocji, z którymi same sobie nawet nie radzimy.

      Ale tu na tym forum, a także np. na www.poronienie.pl możesz uzyskać pomoc i wsparcie osób w podobnym położeniu.
    • hmmm-mmm Nie jestes sama :) 18.06.11, 13:38
      witam cie bardzo serdecznie mimo iz okolicznosci sa bardzo przykre, pamietaj, ze nie jestes sama na tym i wielu innych forach znajdziesz kobiety ktore przezyly to samo i napewno otrzymasz wsparcie smile
      byc moze czujesz sie zle bo nie nie pozwolilas sobie odpowiednio przezyc zaloby pod twarda skorupa kryje sie pewnie bardzo wrazliwa osoba i ta skorupa nie pozwala ujsc twoim emocjom
      ja rowniez nie moglam liczyc na meza, prawie nie rozmawialismy na ten temat, zreszta on uciekal w prace, a mnie sie nawet nie chcialo zaczynac rozmowy bo przeciez on i tak nie mogl zrozumiec tego co ja czuje, rozmawialam natomiast bardzo duzo z rodzina, przyjaciolmi no i bardzo czesto chodze na cmentarz gdzie pochowalismy synka i tam jest doskonale miejsce na emocje, moge sie wyplakac , przemyslec sprawy i wyciszyc wewnetrznie.......
      na pocieszenie dodam ze od mojej tragedii minelo 6 miesiecy moja zaloba sie dopelnila i wreszcie optymistycznie patrze w przyszlosc czego i tobie zycze
      pozdrawiam
    • mama_aniolkow Re: Zupełnie sama 18.06.11, 14:04
      Droga chihuahuaa jestem w podobnej sytuacji i dlatego napiszę Ci, co mnie pomogło.
      Na początku myślałam, że to nic nie da...ale jednak. Pożegnanie. Napisałam list do moich dzieci, pożegnałam je a właściwie powiedziałam do zobaczenia, bo przecież kiedyś je przytulę. Bardzo mi pomogło. Od tamtej pory czuję ogromne zmęczenie fizyczne...chyba stres mnie puszcza i od 2 dni nie płaczę (dla mnie to sukces). Ja zabieg miałam półtora miesiąca temu i przez ten cały czas przeżywałam katusze. Pomogło mi forum i pożegnanie. Warto spróbować. 3mam kciuki i daj proszę znać...czy jest lepiej.
      Ściskam Cię mocno!
    • omeggi Re: Zupełnie sama 18.06.11, 21:21
      Brak wsparcia jest najgorszysadNasz rodzina i znajomi często nie zdają sobie sprawy z tego jak ważne jest to ,żeby byli z nami w tym czasie.To nasze ciało,nasze objawy,nasze nerwy przed pierwszym usg i później nasza strata.....nigdy nie zrozumiem dlaczego większość mężczyzn się odcina od tego tematu całkowicie i pozostawia nas samym sobie.Przy pierwszym poronieniu zastanawiałam się dlaczego do tylu rzeczy muszę narzeczonego zmuszać,dlaczego nie mówi o tym co się stało i dlaczego nie pyta mnie czy daję radę czy nie...Po jakimś czasie okazało się ,że on też to bardzo przeżył ale reaguje inaczej.Dopiero kolejna awantura i mój płacz pokazały że jego rozpacz jest równie duża ale nie potrafi jej pokazaćsadRaz tylko się rozpłakał i wyszło ,że nawet wizyty u znajomych z dziećmi małymi są dla niego męczarnią...a już mój widok z dzieckiem na rękach był nie do zniesienia...i naprawdę nigdy bym na to nie wpadła...dla mnie był bez uczuć,bez serca ,bez emocji.....
      Też jestem z tych twardych,nie załamałam się przy drugim poronieniu,nie płakałam bardzo chociaż jeszcze parę tyg wcześniej widziałam na usg serce bijące.Nie liczę na narzeczonego bo on nie powiedział ani słowa na ten temat ale mam wspaniałych przyjaciół.Najlepsza przyjaciółka wsiadła w auto ,przejechała 15 km i przywiozła mi misia przytulankę prawie w środku nocy, "bo każdy musi mieć swojego Kajtusia".Dzięki temu trzymam się jakoś,dzięki temu uśmiecham się i normalnie rozmawiam ze wszystkimi.
      Poszukaj bratniej duszy w otoczeniu,nie zastanawiaj się nad zachowaniem męża.....i pisz kiedy potrzebujesz się pożalić.

      17.05.2008 Kijanka 8tc
      11.06.2011 Fasolka 8tc
    • basiulka999 Re: Zupełnie sama 23.06.11, 21:46
      ja też pojechałąm i wróciłąm sama. ale mąż mnie odwiedził po. po trzech dniach już nie było tematu z jego strony i tak jest do teraz. wiadać podchodzą do tego na swój sposób. mi włąśńie zbliża się termin porodu i jakby wszystko powraca. myślę o tym często ale coraz częściej też myślę o tym że już nie chcę mieć więcej dzieci
    • panda_31 Re: Zupełnie sama 25.06.11, 23:09
      Doskonale Cię rozumiem sad( Strasznie to smutne, że w chwili kiedy cały świat wali się człowiekowi na głowę, kiedy potrzebuje tak bardzo wsparcia, jest ze swoim bólem zupełnie sam. Ja nie mogę do dzisiaj wybaczyć mężowi, że nie potrafił być ze mną kiedy tak bardzo go potrzebowałam. I to nie chodzi o to, że mężczyźni przeżywają stratę inaczej, tylko o to, że według mnie on nie przeżył tego wcale. Za dwa dni będzie dzień, w którym nasza córeczka miała przyjść na świat. Znowu wszystko do mnie wraca, ale muszę przeżywać to sama i płakać jak nikt nie widzi. Wszyscy inni dookoła też uważają, że skoro minęły 3 miesiące od straty, to nie powinnam już tego pamiętać najlepiej. Jest mi ciężko, bo tak naprawdę, to nie miałam okazji tak jak Ty wyrzucić z siebie tego bólu, tylko do dzisiaj trzymam go w sobie.
      • 333a13 Re: Zupełnie sama 27.06.11, 21:22
        Mimo, że mój mąż jest dla mnie oparciem w każdej sytuacji też czuję, że jestem sama i nic tego nie zmieni... Bo nikt nie zrozumie bólu matki która traci część siebie. Od mojej straty mija 5 miesiąc i wydaje mi się, że jest coraz gorzej... Po szpitalu jakoś się pozbierałam i po 2 tygodniach wróciłam do pracy bo nie mogłam znieść 4 kątów i samej siebie. Uciekałam w pracę przez jakiś czas, bałam się myśleć, pamiętać... Teraz wszystko wraca, ból, tęsknota, widok dzieciaków, kobiet w ciąży, chrzest w kościele... i płyną łzy... Huśtawka nastrojów, ataki złości i smutek... Nie duś w sobie tych negatywnych emocji. Porozmawiaj z mężem o tym co czujesz w związku ze STRATĄ, że się na nim zawiodłaś i masz do niego żal. Straciłaś już jedną MIŁOŚĆ, nie pozwól byś przez brak zrozumienia i niedomówienia straciła drugą.
    • ursz-ulka Re: Zupełnie sama 07.07.11, 13:47
      Brak wsparcia jest naprawdę okropny. Ogólnie sytuacja nie do pozazdroszczenia...
      Mogę tylko współczuć.
    • grochalcia Re: Zupełnie sama 07.07.11, 19:52
      wiesz
      przy pierwszym poronienu moj mąż zachowywal sie podobnie. Moj kochany, czuły mąż. W szpitalu bylam sama, bo on pracowal. Przytulala mnie mama kolezanki, bo moja nie raczyla sie pojawic, zadzwonic, zero zainteresowania. Potem wpadlam w depresje i tez slyszalam, ze mam humorki.
      Dopiero przy drugim poronieniu mąż dojrzal. Byl ze mna w szpitalu caly czas, trzymal za reke, plakal ze mna, jedzial po lekarzach, gl;askal po wlosach jak plakalam.
      Nie wiem dlaczego za pierwszym razem bylo inaczej. jakby sie odciął od problemów...
      • ursz-ulka Re: Zupełnie sama 09.07.11, 09:40
        A u mnie za pierwszym razem mój był "odporniejszy" ode mnie. Teraz jest odwrotnie. Teraz to ja go pocieszam.
        Myślę, że to nie jest tak, że się odcinają, tylko może działa jakiś mechanizm, że odsuwają od siebie świadomość tego co się stało i nie przyjmują tego do wiadomości, żeby nie czuć. A tak naprawdę i tak przed tą świadomością nie uciekną... Wróci kiedyś. U Twojego wróciło za drugim razem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka