Kochane, pamietam, jak niedawno sledzilam to forum regularnie, szukalam odpowiedzi, pocieszenia, tracilam nadzieje. Dzis odwiedzam Was jako swierzo upieczona mamusia kochanego szkraba. Moja corka urodzila sie 30.09.2011 przez cesarskie ciecie. W dzien narodzin wazyla 2675 g i mierzyla 49 cm (urodzona o czasie). Dzien wczesniej trafilam do szpitala z ostra migrena i silnymi wymiotami- podejrzenie zatrucia ciazowego. Podejrzenie sie nie sprawdzilo, ale przy rutynowym badaniu ktg zaczelo zanikac tetno plodu. Badanie powtarzano i nic sie w zapisach nie zmienilo. Konieczne bylo cc. Potem okazalo sie, ze mala miala pepowine zacisnieta wokol szyi. Operacje przeszlam nienajlepiej. W jej trakcie nagle strasznie skoczylo mi cisnienie i doplynelam. Krotko po operacji znow stracilam przytomnosc. Od porodu musze zazywac leki na nadcisnienie i sie pilnowac.
Moja corcia jest kochana, chociaz do tej pory nie dala mi przespac ani jednej nocy i za dnia tez jest wymagajaca. Ale jej usmiech wynagradza wszystko. Wziela sobie do serca rady mamusi i rosnie jak na drozdzach. Obecnie wazy juz 3000g i ma 52 cm "wzrostu". Jak tak dalej pojdzie, to beda o niej pisac w gazetach.
Jednym slowem, doczekalam sie. Jestem przeszczesliwa, choc potwornie zmeczona. Trzymam za was wszystkie starajace sie kciuki. Nie traccie nadziei.