kukim
29.05.08, 16:42
Co czuję? Czy da się to opisać słowami? Nie da się, bo to tylko
słowa, bezdźwięczne słowa... nie da się opisać tego rozrywającego
żalu, nie da się opisać tej ciągłej niepewności, nie da się opisać
tej złości i wściekłości na samą siebie. Mam męża, wspaniałego
przyjaciela, wspierającego jak nikt... nawet on-będąc częścią mnie,
znając mnie najlepiej, nie jest w stanie zrozumieć co się dzieje w
mojej głowie. Tysiące myśli nakładających się na siebie, tysiące
pytań bez odpowiedzi! Gdy nadchodzi wieczór przestaję być żoną,
przestaję być matką, przestaję być kobietą, przestaję być
człowiekiem. Jestem jak roślina, rosnąca z dala od wszystkiego,
podlewana jedynie morzem łez... Siedzę i wariuję, obok bawi się
synek, a ja wbijam tępy wzrok w podłogę. Dziecko czuje, że mama się
zmieniła, przytula mnie, ja odwzajemniam-wtulam się w moje małe
szczęście i nie chcę wypuścić z objęć. Jak dobrze, że jest! Budzi
się we mnie siła, która znowu ulatuje z nadchodzącą nocą. Boże gdzie
jesteś? Jesteś w ogóle? Dlaczego?DLACZEGO???? Wczoraj wieczorem
wtuliliśmy się w siebie z moim przyjacielem-mężem, plakaliśmy razem
i razem się do Ciebie modliliśmy o naszego malutkiego aniołeczka.
Dlaczego zabrałeś nam nasze szczęście? Dlaczego zabrałeś cząstkę
nas? No właśnie...pytania bez odpowiedzi...tylko strumień gorzkich
lez!