marxx
01.07.05, 02:21
Pojechalem sie odprezyc, przeczytac polskie tygodniki a przy tym cos zjesc i
cos wypic.
No i traf chcial ze spotkalem znajome towarzystwo, dwie osoby siedzace przy
jednym stoliku...Booooze tak wystraszonych min nie widzialem dawno, pewnie
cisnionko podskoczylo tak, ze teraz w ruch ida leki uspokajajace.
Nic nie stalo na przeszkodzie z mojej strony aby sie przywitac, wiec
podszedlem , uscisnalem rece znajomych , powiedzialem "Czesc"...i usiadlem
dwa stoliki dalej.
Moje zdziwienie polega na tym, ze osoby te wychodzac z lokalu, nie powiedzaly
mi Czesc, do widzenia lub pocaluj mnie w dupe.
A kiedys, kolega dokladnie wiedzal gdzie szukac pomocy.....a teraz jego
dobre wychowanie lub swiatopoglad poszedl sie rozmydlac w polonijnej
rzeczywistosci.
Qrde gdybym Wam napisal dlaczego kolega nie chcial nic powiedziaec mi na "do
widzenia" padlibyscie ze smiechu.....ale nic nie napisze po prawdopodobnie
gdybym to zrobil peklby z wscieklosci...doslownie :(
uuuuuuu wstyyyd :-P