Dodaj do ulubionych

PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI

11.11.08, 17:26
Witam!
Pilnie poszukuję polskiej rodziny w której przynajmniej jedno z rodziców zna język angielski (np. jest nauczycielem angielskiego ale niekoniecznie) i których dziecko od samego początku było uczone obu języków. Piszę w tym roku pracę magisterską dotyczącą tzw. „sztucznej” dwujęzyczności, czyli kiedy żaden z rodziców nie jest rodzimym użytkownikiem języka angielskiego a mimo to decyduje się na jednoczesne używanie obu języków w stosunku do dziecka. W związku z tym moja ogromna prośba, jeśli ktoś może mi pomóc w tym temacie to bardzo proszę o kontakt: a.m.5@o2.pl . Najlepiej gdyby rodzina mieszkała w Łodzi bądź województwie łódzkim ale niekoniecznie.
Obserwuj wątek
          • mr_cellophane Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 16.11.08, 22:09
            Wszystkie moje wypowiedzi sa zawsze wywazone lecz teraz musze odpowiedziec z
            cala stanowczoscia.
            Co nazywasz sztucznoscia?
            To ze moj syn gdy patrzy na mnie mysli i mowi po angielsku. To ze gdy ja patrze
            na niego tez mysle po angielsku. To ze potrafi snic w dwoch jezykach i to ze
            moje sny zwiazane z nim sa takze angielskie.
            To ze fenomenalnie przelacza sie pomiedzy rozmowacami polskimi i angielskimi,
            czy moze to ze moim ojczystym jezykiem jest polski a nie angielski.
            Jesli to wedlug Ciebie jest wyznacznikiem sztucznosci wychowania a nie
            naturalnosc relacji i zwiazku pomiedzy ojcem a synem to wtedy masz racje.
            Bo dla mnie sztucznoscia mowienia w obcym jezyku jest posylanie dziecka do
            szkoly jezykowej i kazanie wkuwania mu slowek bo tak poznany jezyk bedzie zawsze
            dla niego obcy. Oczywiscie ze taki model wychowania nie moze byc porownany do
            sytuacji gdy jedno z rodzicow jest nativem (przekazanie tla kulturowego i
            osobosciowego jezyka) ale to nie jest tozsame ze sztucznoscia!
            Powtorze to raz kolejny - jesli w ktoryms momencie zauwaze ze moje ralacje z
            synem zaczna ciepiec z powodu dwujezycznosci to bez wahania tego zaniecham. Lecz
            jak narazie o sztucznosci nie moze byc tutaj mowy.
            ----------
            • fogito Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 17.11.08, 14:21
              Nie wiem ile lat ma twój syn, ale skąd wiesz 'w jakim języku myśli i
              śni' surprised
              Sztucznośc uczenia języka obcego w ten własnie sposób polega na tym,
              że nie jest to dla rodzica język ojczysty i nawet jeśli płynnie się
              w nim wypowiada to z reguły robi to z akcentem. I tak jak sam
              napisałeś brak w takiej sytuacji tła kulturowego.
              Ja bym się nie oburzała na słowo 'sztuczność bo jak inaczej nazwać
              tworzenie dziecku sztucznego bądź co bądź środowiska do nauczenia
              się języka.
              Znam takich rodziców, których właściwie głównym problemem jest chyba
              trzymanie się zasady OPOL i w efekcie często słyszę jak dziecko mówi
              w jednym języku a rodzic odpowiada w drugim. Myślę, ze pomimo
              ogromnych chęci w wielu takich przypadkach rodzicom trudno jest
              całkowicie zrezygnowac z używania języka ojczystego i w efekcie
              dzieciom się trochę w głowie miesza.
              • mr_cellophane Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 17.11.08, 19:38
                Cinek ma 3latka (wiek jest w stopce). A odpowiedz na pytanie skad wiem jak mysli
                i jak sni, odpowiedz jest bardzo prosta. Slysze jak mowi przez sen (lub nawet
                krzyczy gdy przysni mu sie cos strasznego). Slysze takze jak potrafi bawic sie
                sam w swoim pokoju zabawkami i mowic do siebie pod nosem.
                Pozatym dla niego "lemon" nigdy nie bedzie znalezionym w slowniku slowem bedacym
                odpowiednikiem cytryny. Dla niego "lemon" to kwasny zolty owoc ktory wykrzywia
                mu usta gdy go smakuje i isnieje rownolegle z "cytryna". Taka zdolnosc poznawcza
                nalezy do najbardziej naturalnych dzieciecych zachowan - a nazwa przedmiotu jest
                jedynie jego abstrakcja.
                Co do tak pojetego "sztucznego" srodowiska to moze i masz racje - ale to samo
                mozna powiedziec o wiekszosci tych wielojezycznych rodzin gdy mniejszosciowy
                jezyk choc natywny jest slyszany tylko od jednego rodzica i dziecko nie ma z nim
                nigdzie wiecej do czynienia. Taka enklawa w obcojezycznym kraju tez wydaje sie
                byc sztuczna.
                Akcent tez nie moze byc tu wyznacznikiem - gdyz czesc z dzieci natywnych
                rodzicow ma akcent "silniejszego" jezyka - np. Kran wspominala tu o swoim synu.
                Mozemy tu sprzeczac sie i dyskutowac o semantyke - jednak dwujezycznosc to
                model wychowania a nie nauczanie jezykow. Jesli relacje pomiedzy rodzina sa
                naturalne obojetnie jakim jezykiem sie mowi to trudno mowic o sztuczosci tego
                modelu bo dla czlonkow tej rodziny jest najbardziej normalny na swiecie.
                Oczywiscie stopien dwujezycznosci w nie natywnym modelu bedzie ubozszy, jednak
                wszsytko zalezy od stawianych celow. Moim nigdy nie byly akcent,
                wielokulturowosc czy znajomosc jezyka pozbawiona wszelakich bledow.
                Ja jednak wyznaje zasade ze smiesznosc nie mowienia jest wieksza od smiesznosci
                mowienia.
                • fogito Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 17.11.08, 21:51
                  no cóz mój pięciolatek mówi przez sen w dwóch językach, więc do
                  końca nie wiem, który jest dominujący wink
                  Mnie nie chodzi o to, że taka dwujęzyczność jest zła tylko nie
                  oburzałabym się jeśli ktos nazywa ja sztuczną, bo przeciez tak
                  właśnie jest. Nie jest to naturalny proces tylko założenie w pewnym
                  momencie, że rezygnujesz z komunikowania się z dzieckiem w swoim
                  ojczystym języku.
                  • k.bazylejska Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 18.11.08, 05:05
                    Co jest sztuczne, jest sprawą bardzo subiektywną. Dla kogoś mówienie w obcym języku jest sztuczne, dla innego naturalne. W moim małżeństwie do komunikacji z mężem używam języka angielskiego. Angielski nie jest moim językiem ojczystym, angielski nie jest językiem ojczystym mojego męża. Czy nasze małżeństwo jest dlatego sztuczne, że porozumiewamy się ze sobą po angielsku? No cóż jest trochę nietypowe, ale chyba nie sztuczne. Prawdę mówiąc dla mnie czasami sztucznym jest rozmawianie z moim mężem po niemiecku, kiedy jesteśmy w towarzystwie niemieckojęzycznym i robimy to ze względu na innych ludzi.

                    Jeśli chodzi o dzieci, to my stosujemy OPOL. Dla niektórych, to że w domu używa się trzech języków w czasie jednego rodzinnego obiadu, też może wydawać się sztuczne, dla naszych dzieci jest naturalne, bo od małego do tego przywykły.

                    Bardzo podziwiam samozaparcie mr_cellophane, że zdecydował się na wychowanie dwujęzyczne. Zgadzam się z nim, że jest to bardziej naturalny sposób na naukę języka, niż wkuwanie słówek. Jego syn będzie mu za to w przyszłości bardzo wdzięczny. Wiem, że osoby takie jak on często spotykają się z krytyką rodziny, otoczenia, przypadkowych ludzi na forach dyskusyjnym. Nie każdego stać na wysłanie dziecka do internatu za granice (a to dopiero co za sztuczne wychowanie) lub posłanie do prywatnej szkoły z wykładowym angielskim. Nie natywna dwujęzyczność, nie jest łatwa do zrealizowania, ale dla praktykujących ją, nie jest bardziej sztuczna, niż wieża babel, która panuje u nas w domu.

                    k.bazylejska

                    Jaś 12.2002 Klara 02.2007 niemiecki, polski, angielski
                    • pinezka82 Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 21.11.08, 22:43
                      Bardzo rozsądny głos w odpowiedzi na pachnącą trollowaniem zaczepkę.

                      W literaturze przedmiotu nie ma takiego terminu jak sztuczna dwujęzyczność. Nie
                      ma i nie bez powodu smile Bo ona sztuczna nie jest. Mógł się pojawić przymiotnik
                      sztuczna jako element definicji, ale też wątpię żeby nie był on chociażby ujęty
                      w cudzysłów.
                      Zresztą można sobie wygooglować na polskich stronach, termin ten został ukuty
                      przez autora tego wątku chyba...
                      • quasi.modo co jest sztuczne a co nie 26.11.08, 16:04
                        Ja jeszcze nie mam dzieci, ale zamierzam jej mieć i wychowywać metoda OPOL
                        (ja-polski, przyszły mąż-niemiecki). Mieszkać będziemy prawdopodobnie w
                        Niemczech, ale między sobą porozumiewamy się po angielsku. Oboje spędziliśmy
                        kilka lat w USA, większość tego czasu razem. I chyba nie będziemy na siłę
                        przestawiać się na inny język, bo i my i dzieci skorzystać możemy na obecności
                        angielskiego w domu. W kontekście tego wątku zastanawiam się jednak, który język
                        byłby dla mnie bardziej "sztuczny" w stosunku do dzieci.
                        Angielski jest oczywiście tylko i wyłącznie językiem wyuczonym, choć uważam, ze
                        dzięki tym latom spędzonym w imersji jest to coś więcej niż tylko zasób słów i
                        wiedza o gramatyce. Niemniej jednak do poziomu natywnego mi daleko i oczywiście
                        nigdy tam nie dojdę.
                        Polski jest i pozostanie moim głównym językiem. Zastanawiam się jednak, na ile
                        naturalnie przyjdzie mi posługiwanie się nim w kontaktach z dziećmi, skoro w
                        kontaktach z najbliższą osobą - mężem (a także z otoczeniem) wcale go nie używam?
                        Jest to pewnie pytanie, przed którym stanęło większość rodziców z par
                        mieszanych. Tak mi tylko przyszło do głowy, że na podstawie mojego przypadku
                        stwierdzić można, że granica między tym co sztuczne a tym co naturalne jest
                        bardzo trudna do określenia. I jakoś nie jest mi już tak trudno wyobrazić sobie
                        mr_cellophane'a mówiącego do synka po angielsku.
                        • fogito Re: co jest sztuczne a co nie 26.11.08, 22:19
                          to proste - Ty mówisz do dzieci po polsku, mąż po niemiecku, rodzice
                          między sobą po angielsku i będziecie mieli dzieci władające trzema
                          językami. Jakie będą proporcje to będzie zależało od tego z kim będą
                          spędzać więcej czasu.
                          Ja bym z polskiego nie rezygnowała.
                          • quasi.modo Re: co jest sztuczne a co nie 01.12.08, 19:19
                            Wcale nie zamierzam rezygnować z polskiego! Jeśli już z jakiegoś języka
                            przyjdzie mi rezygnować, to raczej z angielskiego.
                            Tak się tylko zastanawiam, czy aby polski zawsze będzie dla mniej najbardziej
                            naturalnym językiem w komunikacji z dziećmi, skoro z mężem porozumiewać się będę
                            inaczej.
                            • fogito Re: co jest sztuczne a co nie 01.12.08, 20:28
                              Ja się porozumiewam z mężem po angielsku, ale bardziej naturalna
                              jest dla mnie rozmowa z dzieckiem po polsku, bo to mój język
                              ojczysty. Jak czasami wypsnie mi się cos po angielsku z rozpędu to
                              głupio się czuję. Ale to pewnie tylko ja tak mam.
            • risando Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 22.11.08, 18:30
              mr_cellophan, obojetnie, czy nazywasz Wasz model nauczanie czy
              wychowanie, moim zdaniem bardzo madrze postepujesz i zycze nadal
              wytrwalosci.

              Przy tej okazji kilka uwag z wlasnego podworka:
              Po prawie 3 miesiesach w pierwszej klasie podstawowki mozemy juz
              stwierdzic, iz dwujezycznosc nie ma zadnego ujemnego wplywu na
              postepy corki w szkole. Wyroznia sie ona nawet na plus, zarowno
              odnosnie jezyka polskiego jak rowniez nauki (obcego) jezyka
              angielskiego.

              Wydaje mi sie, iz nauka szkolna sluzy rowniez rozwojowi jezyka
              niemieckiego, chociaz oprocz czytania w tej chwili nie cwiczymy.
              Jest to chyba jakas rownolegla aktywacja biernej znajomosci. Moze
              dlatego w tej chwili rzadziej tutaj zagladam, poniewaz po prostu nie
              mamy problemowsmile

              Jesli chodzi o rzekomej sztucznosci jakiegos modelu wychowaczego,
              musze niestety powiedziec, iz jestesmy teraz rowniez swiadkami
              pieknego naturalnego wychowania dzieci na przykladzie kilku kolegow
              corki z klasy, czyli: ksiazki nie znaja, po drogie i w ogole nie
              lubia, doroslych nie sluchaja, poniewaz dzieci potrzebuja swobody i
              musza sie wyszalec. Pisac i czytac nie potrafia, bo przeciez w
              szkole maja sie nauczyc ... Poglady niektorych rodzicow na temat
              wychowania i zachowania ich dzieci naprawde sa przerazajace.

              Jestem przekonany, iz w wieku 6 lat syn mr_cellphane'a bedzie
              znacznie lepiej znac (rowniez) jez. angielski niz niektore inne
              dzieci w tym wieku jezyk polski, poniewaz on przynajmniej ma po
              prostu z kim rozmawiac na odpowiednim poziomie.

              Pozdrawiam
              • mr_cellophane Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 22.11.08, 22:10
                Oj lechce to moja meska proznosc lechce!
                A tak powaznie to chyba jak kazdy kochajacy ojcec chce przekazac mojemu synowi
                to co sam mam. Moje wartosci, moje umiejetnosci i moj swiat. Swiat ktory
                zwiazany jest z umilowaniem podrozy, smakow, zapachow i egzotyki. A przekazujac
                mu swoja umejetnosc mowienia po angielsku (moze nie tak piekna jak dziennikarze
                BBC) ale wystarczajaca aby otworzyc kolejne drzwi, drzwi do podrozy, poznania a
                czasmi i do ludzi ktorych nigdy nie pozna gdy z nimi nie porozmawia.

                Przyznac musze ze zaciekawila mnie ta dyskusja, bo jakos nikt nie neguje i nie
                pyta sie po co ? - gdy rodzice ucza swoje dzieci jak chodzic, jezdzic a rowerze,
                plywac, skakac, jesc sztuccami, mowic prosze przepraszam dziekuje, lecz gdy
                mowia do swoich dzieci w innym jezyku (nie zaniedbujac przy tym ojczystego) to
                zadawane sa pytania dlaczego?
                • nesla Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 02.12.08, 10:12
                  mr_cellophane napisał:

                  > Przyznac musze ze zaciekawila mnie ta dyskusja, bo jakos nikt nie
                  neguje i nie
                  > pyta sie po co ? - gdy rodzice ucza swoje dzieci jak chodzic,
                  jezdzic a rowerze
                  > ,
                  > plywac, skakac, jesc sztuccami, mowic prosze przepraszam dziekuje,
                  lecz gdy
                  > mowia do swoich dzieci w innym jezyku (nie zaniedbujac przy tym
                  ojczystego) to
                  > zadawane sa pytania dlaczego?
                  >

                  Ja mam pytanie, w jaki sposob uczysz jezyka obcego nie zaniedbujac
                  ojczystego? Bo z tego co wywnioskowalam (a czytalam ten watek juz
                  jakis czas temu wiec moglo mi cos umknac) to zwracasz sie do dziecka
                  po angielsku zgodnie z zasada OPOL? Zastanawiam sie jak mozna
                  rownoczesnie stosowac OPOL a z drugiej strony nie zaniedbywac
                  drugiego jezyka?
                  • mr_cellophane Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 02.12.08, 10:54
                    Jezyk polski jest jezykiem dominujacym Cinka. Mieszkamy w Polsce i to wlasnie w
                    tym jezyku moj syn komunikuje sie najczesciej. Z mama, dziadkami, wujkiem ciocia
                    i cala nasza ogromna rodzina. Do tego dochodzi przedszkole. Tak wiec nie o
                    polski sie martwie. Bo Tuwima i Brzechwe zna na pamiec, a po pierwszych
                    badaniach logopedycznych stwierdzono ze jego zasob slow i porawnosci mowienia
                    jest bardzo dobrze rozwiniery jak na 3 latka.
                    "Nie zaniedbywanie" polskiego dla mnie oznacza ze caly ciezar rozwoju jezyka
                    polskiego zostal przerzucony na mame i dziadkow i rodzine (a wywiazuja sie z
                    tego znakomicie) zas angieslkiego na mnie. Ale na tym wlasnie polega ta metoda -
                    oznacza poprostu 2 razy wiecej pracy. Wiec byc moze ja "zaniedubje" polski ale
                    na proces wychowania sklada sie cala najblizsza rodzina i jako calosc nie ma
                    mowy o brakach w Polskim. A kompetencji mamy Cinka a mojej zony nie smiem nawet
                    podwazacsmile
                    • nesla Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 02.12.08, 11:54
                      Ok, rozumiem, chyba myslalam ze mieszkacie za granica.
                      Jeszcze jedno pytanie - czy bedac wiernym zasadzie OPOL nie masz
                      wrazenia pewnego rodzaju wyobcowania ze swiata otaczajacego dziecko?
                      Stosujesz stuprocentowa konsekwencje w poslugiwaniu sie wylacznie
                      jezykiem angielskim w stosunku do synka pomimo, ze to nie twoj jezyk
                      ojczysty?
                      Gdzies tu wyczytalam, ze tylko w swoim jezyku ojczystym mozna
                      porozumiewac sie z dzieckiem w sposob na tyle zaawansowany
                      emocjonalnie aby w prawidlowy sposob budowac relacje rodzic-dziecko.
                      Czy uwazasz ze stopien opanowania przez ciebie angielskiego ta
                      kwestie wyklucza?
                      • mr_cellophane Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 02.12.08, 14:50
                        Wyobcowanie - chyba kazdy rodzic mowiacy innym jezykiem niz otoczenie gdy mowi
                        do swojego dziecka przy innych ma takie wrazenie. Dlatego jesli sprawa dotyczy
                        nie tylko mojego syna to tlumacze na polski, lub robi to coraz czesciej Cinek.
                        Musze przyznac ze od czasu gdy Cinek zaczal chodzic do przedszkola, jego polski
                        przezywa ekspozje - i jest wiele slow ktorych nie zna po angielsku - tak wiec
                        usilnie pracuje nad zbudowaniem pomostu pomiedzy przedszkolem i domem. Zagladam
                        czesto do sali, ogladamy przedszkolne zabawki, robimy wycieczke po zakamarkach
                        itp. Cinek wtedy szybciej podchwytuje angielskie znaczenie tych przedmiotow z
                        ktorymy styka sie codziennie w przedszkolu.
                        Co do konsekwencji, tak, zawsze mowie do syna po angielsku, obecnie jest to juz
                        automatyczne, gdy patrze na niego (a nawet na dzieci w jego wieku) wlacza mi sie
                        angielskie myslenie, wiec czasami "wymsknie" mi sie cos po angielsku do jego
                        kolegow.
                        Emocje i ich przekaz, to byla moja najwieksza obawa gdy Cinek sie urodzil. Po
                        angielsku mowilem juz do "brzuszka" ale gdy trzymalem Cinka na rekach moje
                        emocje byly polskie. Dalem sobie czas proby. Z biegiem czasu emocje stawaly sie
                        coraz bardziej naturalne. Po 1/2 roku zaczalem myslec o synu po angielsku, gdyz
                        wszystkie przedmioty zwiazane z dziecmi (butelki, smoczki, pieluszki,
                        grzechotki) mialy emocjonalne korzenie w angielskich slowach (Cinek jest moim
                        pierwszym dzieckiem wiec uczylem sie tych emocji jakby od poczatku). Obecnie
                        mysle i snie o synu po angielsku, a przekaz emocji i budowanie relacji jest taki
                        jak pomiedzy kochajacym sie ojcem i synem. Byc moze z biegiem czasu gdy zakres
                        tych emocji przekroczy moja zdolnosc poslugiwania sie angielskim zrezygnuje z
                        tego pomyslu, ale puki nie rozmawiamy o metafizyce czuje ze przekazuje Cinkowi
                        to co czuje i mysle.
                        Tak na marginesie moja rodzina jest "rozwojowa" i w maju sie powiekszy, a ja juz
                        teraz nie wyobrazam sobie abym mial zmienic nasz sytem. Gdyz wszystko co z
                        dzieckiem zwiazane jest dla mnie angielskie.
      • maska_pl Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 24.11.08, 10:44
        Jak to dobrze, że jest to forum, z ludźmi myślącymi i praktykującymi "dwujęzyczność" swoich dzieci, w tej czy innej formie.
        Niestety mnóstwo artykułów i literatury pisanych jest przez takich właśnie, zadufanych w sobie teoretyków, wypowiadających się na tematy, o których nie mają zielonego pojęcia.

        Buba (XI.2005), non-native bilingual, OPOL, ang (mama), pol (tata)
        • ranska Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 26.11.08, 21:58
          Bardzo ciekawa dyskusja. Pomyślałam, że przyłączę się, choć od dawna już
          właściwie tylko 'podczytuję' nasze forum (co daje mi ogromna wiedzę i służy pomocą)
          Moja córka Marianna w kwietniu skończy 3 latka. Wychowujemy ją w 'sztucznej'
          dwujęzyczności. Ja mówię do niej wyłącznie po angielsku (dużą w tym zasługa tego
          właśnie forum)a mąż po polsku. Choć oboje jesteśmy Polakami, nie jest to dla
          mnie sztuczna sytuacja. Być może dlatego, ze angielski nie jest dla mnie
          sztuczny i wydaje mi się, że posługuję się nim całkiem naturalnie. Nie o mnie
          jednak chodzi, lecz o córkę, dla której oba te języki po prostu współistnieją w
          NATURALNY sposób. Córka nigdy nie odpowiada mi w języku angielskim, do męża czy
          babci zwraca się jedynie po polsku. Nikt na niej tego nie wymusza. Co więcej, w
          kontaktach z innymi Marianna zaczęła wybierać język rozmówcy. Jeśli ktoś mówi do
          niej po angielsku, ona również w ten sposób odpowiada. Przyznam, że do niedawna
          było to problemem i w mojej obecności do wszystkich mówiła po angielsku, co
          szczególnie wśród obcych budziło nie zawsze pozytywne emocje.
          Pozdrawiam
        • piksi.dixi Re: szybka pomoc pilne!! mlody przedawkowac wapno 13.12.08, 23:33
          do mr_c i maski, please,

          mam prawie 2-letnia corke, meza
          mowiacego tylko po ang, ja zas mowie glownie po polsku.

          mam do was kilka pytan, jesli moznasmile

          zastanawiam sie jak sobie radzicie z akcentem?
          czy wasze dzieci maja polski akcent? (tak jak wy? - jesli
          taki oczywiscie macie)
          a co sie dzieje jak nie znacie slowa?
          czy wasze dzieci rozumieja native-ow?
          czy myslicie, ze wasze dzieci beda mowic kiedys lepiej od was?

          bo choc mysle, ze znam angielski b.dobrze, to
          watpie, ze nauczylabym moje dziecko mowic tak jak ojciec.
          zawsze bylaby gdzies ta granica.

          co sadzicie?


          • maska_pl Re: szybka pomoc pilne!! mlody przedawkowac wapno 15.12.08, 13:51
            Odpowiadając po kolei:
            akcent mam niestety polski, nad czym zawsze bolałam, i z tego co widzę mała również go przejęła - to co mówi mama i jak jest nie do pobicia przez bajki na dvd i inne osoby, w tym akurat przypadku niestety sad

            Jeśli brakuje mi słowa - stosuję zamiennik, prostszą wersję jakiegoś wyrażenia, ewentualnie jeśli jest to np. nazwa drzewa to albo chwilowo zmieniam temat (w tym wieku jeszcze można) i po sprawdzeniu w słowniku przy najbliższej okazji nazywam je poprawnie, albo mówię że nie wiem i sprawdzam - dotychczas mała nie zadaje jeszcze pytań typu co to jest? to raczej ja próbuję opowiadać jej o wszystkim co widzimy, więc jak zdaję sobie sprawę że czegoś nie wiem, to odkładam to na później, ale na pewno nie będę bała się przyznać, że czegoś nie wiem i muszę sprawdzić - przecież tak samo zachowujemy się gdy czegoś nie wiemy i sprawdzamy z dzieckiem jakieś informacje np. w encyklopedii

            czy rozumieją native'ów - trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie, bo za mało mamy z takowymi kontaktów, a gdy się zdarzyło mała nie była zainteresowana kontaktem ani z dziećmi, ani z dorosłymi, pewnie byłaby to kwestia osłuchania, w każdym razie bajki i te "wyraźne" angielskie i te "sepleniące" smileamerykańskie zdaje się rozumieć i czasem cytować.

            Chciałabym jeszcze uściślić jedną rzecz - nikt nie musi mnie przekonywać o wyższości nauki języka przez rodzica native'a. Tak naprawdę nie zamierzam nazywać mojego dziecka dwujęzycznym i staram się nie nazywać tego co robię stosowaniem nie-natywnej dwujęzyczności. Po prostu mówię do mojej córeczki po angielsku i obserwuję jak ona potrafi z tego skorzystać. Jeśli będzie w przyszłości tak samo uparta jak ja to na pewno będzie miała dużo większe szanse poznać go lepiej ode mnie. Co do akcentu wiem, że gdyby kiedyś udało mi się to jakoś zorganizować/lub los tak zrządził/ żeby miała więcej kontaktu z native'ami to miałby on jeszcze szansę się zmienić - a jak na razie robię to co mogę żeby było jak najlepiej, w miarę moich skromnych możliwości. Jeśli miałabym z kimś porównywać jej znajomość ang, to raczej z polskimi rówieśnikami, niż z native'ami lub dwujęzycznymi dziećmi native'ów - a w tym przypadku zawsze porównanie to wychodzi mi na plus.

            A tak w ogóle to zastanawiam się na czym ma polegać ta pomoc? Jeżeli ty mówisz po polsku, a ojciec po angielsku to w czym problem?
            • risando Re: szybka pomoc pilne!! mlody przedawkowac wapno 15.12.08, 15:14
              > akcent mam niestety polski, nad czym zawsze bolałam

              Czy kwestia akcentu naprawde jest az taka istotna? Oczywiscie osoba z wyraznym akcentem nie bedzie raczej lektorem czy moderatorem w telewizji, ale odnosnie wiekszosci zawodow (jesli chodzi o to) chyba nie ma zadnych przeszkod. W Stanach Zjednoczonych mozna nawet zrobic kariere polityczna (np. Henry Kissinger, Arnold Schwarzenegger)smile

              Istotne to opanowanie gramatyki, bogate slownictwo, dobry styl, ale akcent to moim zdaniem sprawa drugorzedna, zwlaszcza jesli mowimy o jezykach uzywanych w krajach, w ktorych i tak jest sporo dialektow i imigrantow.

              Pozdrawiam
              • piksi.dixi .. 17.12.08, 09:57
                problemu nie ma, no moze taski, ze mala jak na razie
                nie mowi w zadnym jezyku smile))

                a tak w ogole , to jestem dla was pelna podziwu. bo gdybym mieszkala
                w
                polsce z mezem polakiem, to chcialabym wlasnie tak wychowac dziecko.
                nie wiem tylko, czy wystarczyloby mi cierpliwosci i wiary we wlasne
                umiejetnosci lingwistyczne smile
                poadrawiam


            • piksi.dixi Re: 17.12.08, 10:46
              dzieki za odpowiedz, bardzo to wszystko ciekawe.

              tak myslalam, ze akcent dziecko bedzie miec po tobie.
              ale jak ktos juz napisal, akcent to nie problem. najwazniejsze, zeby
              mowic poprawnie i z sensem smile))
              w stanach otarlam sie o srodowisko tlumaczy sadowych i troche bylam
              zszokowana, slyszac akcenty niektorych osob! czasami trudno bylo ich
              zrozumiec, a jednak osoby te byly w brazny juz po kilkanascie lat.
              sama chcialabym mowic bez akcentu, ale doszlam do
              wniosku, ze jesli native ( najlepiej obcy) rozmawia ze mna bez
              specjalnego wysilku,
              to juz jest dobrze!




    • bomba001 a psychologicznie? 17.12.08, 16:56
      tak sobie przeczytalam z ciekawoscia ten watek. wszysscy w sumie z takim
      poparciem do osob wychowujacych dziecko w sztucznym (TAK to jest to slowo!). a
      ja z innej strony. czytalam kiedys opracowanie, ktore wyraznie mowilo, po
      przebadaniu statystycznie reprezentatywnej grupy takich rodzin, ze to jest
      bardzo szkoldliwe dl arozwoju psychili dzieci i ich relacji z rodzicem "UDAJACYM".
      zasada OPOL, to nie tylko nauka jezyka. podstawowe uczucia, relacje, stosunek do
      swiata, jestesmy w stanie wyrazic tylko w L1. a dziecko tego rodzica tak nie
      pojmuje, wiec w efekcie nie udaje mu sie zbudowac satysfakcjonujacej relacji. i
      juz. nie udaje mu sie tez zbudowac tozsamosci narodowej.
      znam osobiscie 2 rodziny, gdzie ojcowie mowia do dzieci po angielsku. porazka,
      lacznie szescioro dzieci w roznym wielu. mowia, choc niektore sie buntuja. ale w
      akurat tych rodzinach relacje wlasnie z tatusiami prawie nie istnieja. mimo, ze
      oni uwazaja, ze normalnie sie z dziecmi komunikuja, widac duzy nacisk bardziej
      na forme, a nie na "zalapanie komunkikatu". bardzo ograniczona jest komunikacja
      niewerbalna, bo oni caly czas zadaja odpowiedzi. taka relacja "zly nauczyciel
      -uczen".
      nigdy nie zdecydowalabym sie na taki eksperyment, nie pozwolilabym tez na to w
      stosunku do moich dzieci.
      w koncu jezyki to nie wszystko, ich mozna sie nauczyc.
      • maska_pl Re: a psychologicznie? 18.12.08, 07:34
        Ok. trudno mi w tym momencie powiedzieć z całą pewnością jaki wpływ na moje
        dziecko, lub moje relacje z dzieckiem będzie miała w przyszłości ta próba
        wychowania w "dwujęzyczności". Tak jak już wielokrotnie pisałam traktuję to jako
        pewnego rodzaju eksperyment a nie wyznacznik i priorytet na całe życie. I nie
        zamierzam tego traktować w ramach statystyk, ale naszego indywidualnego
        przypadku. Mogę natomiast z całą stanowczością powiedzieć, że nasze dni i
        relacje nie są podporządkowane "komunikacji w języku angielskim". Staram się
        stosować metodę OPOL i myślę że jestem dość konsekwentna, ale jak najbardziej
        reaguję na to co córka mówi do mnie po polsku, od czasu do czasu, jak bardzo się
        uprze czytam jej po polsku jakąś książeczkę, chociaż częściej staram się
        tłumaczyć tekst na ang, bajki na dvd wybiera w zależności od swojego
        widzi-mi-się, a nie sztucznie narzuconej zasady że przy mamie oglądamy tylko
        angielskie. Owszem mówię do niej po ang. ale przede wszystkim obserwuję moje
        dziecko, to jak rozwijają się jej relacje ze mną i z otoczeniem, słucham jak
        rozwija się jej język polski i jak na razie ani ja ani otoczenie nie zauważamy
        żadnych niepokojących objawów. Również zdaję sobie sprawę, że w niedalekiej
        przyszłości, gdy będę musiała wyjaśnić jej jakieś zawiłe relacje międzyludzkie,
        lub przeprowadzić tak zwaną "poważną rozmowę" z nastolatką nasz angielski może
        być do tego nie wystarczający, i na pewno wówczas nie zrezygnuję z takiej
        rozmowy tylko dlatego że nie może być przeprowadzona w j. ang.
        Piszesz o ojcach, którzy nie potrafią zbudować satysfakcjonującej relacji ze
        względu na to, że mówią "sztucznym" językiem. Nie przeczę, że tak może być, ale
        czy potrafisz odpowiedzieć mi na pytanie ilu - statystycznie - rodziców
        mówiących do dzieci w swoim ojczystym języku ma średnio satysfakcjonuje z nimi
        relacje?
        Myślę że zarówno ja, jak i mr_cellophane jesteśmy na tyle uważnymi rodzicami,
        mającymi na uwadze przede wszystkim dobro naszych dzieci, a nie kierującymi się
        chorą ambicją wychowania dziecka w dwujęzyczności za wszelką cenę, że mamy
        szanse powodzenia, a w przypadku braku powodzenia zdołamy to w porę zauważyć.
        • maska_pl Re: a psychologicznie? 18.12.08, 08:47
          Utkwiły mi w pamięci dwie historyjki, które przeczytałam kiedyś na tym forum. Jedna o ojcu profesorze, który po raz pierwszy w życiu odezwał się do swojej córki w ojczystym języku polskim gdy ta skończyła 18 lat. Córka miała do niego pretensje, że nigdy nie miała prawdziwego ojca, tylko właśnie "złego nauczyciela".

          I drugą o matce, która wbrew całemu otoczeniu mówiła do swojego synka od urodzenia po niemiecku. Później, gdy miał on już kilkanaście lat zamieniła to na kilkugodzinne lekcje niemieckiego, żeby w końcu pozwolić mu na samodzielną już naukę (lub pod przewodnictwem innych nauczycieli) i rozwijanie znajomości języka zgodnie z jego własnymi potrzebami. Syn był jej za to bardzo wdzięczny.
          Historie te mówią chyba same za siebie i nie wymagają komentarza smile
      • risando Re: a psychologicznie? 18.12.08, 09:06
        Witam,

        > ja z innej strony. czytalam kiedys opracowanie, ktore wyraznie mowilo, po
        > przebadaniu statystycznie reprezentatywnej grupy takich rodzin, ze to jest
        > bardzo szkoldliwe dl arozwoju psychili dzieci i ich relacji z rodzicem

        w nauce tak juz jest, iz na jeden temat jest sporo pogladow, poniewaz kazdy mlody naukowiec musi sie jakas nowa teoria wyrozniac. Tak jest u prawnikow i pewnie rowniez w lingwistyce. Generalnie bardzo ostroznie pochodzilbym do ferowania wyrokow na podstawie tylko jednego badania/wypracowania, chociaz oczywiscie kazdy ma tego prawo.

        > podstawowe uczucia, relacje, stosunek do
        > swiata, jestesmy w stanie wyrazic tylko w L1.

        Sadze, iz tak moze byc, ale jest przeciez sporo ludzi na swiecie, ktore sobie swietnie radza w jezyku dla nich obcym na wszystkich plaszczyznach zycia i potrafia w nim jak najbardziej wyrazic uczucia, emocje itp. Moje malzenstwo np. jest "polskie", poniewaz naszym "jezykiem malzenskim" od zawsze jest jezyk polski. Nigdy nie odczuwalem z tego powodu problemow.

        Rowniez nie mialbym problemow mowic do corki po polsku, jezeli z jakiegos powodu tak musialbym postepowac. Teoretycznie bylbym w takim samym stopniu w stanie z nia rozmawiac w tym jezyku obcym jak w swoim jezyku ojczystym.

        > nie udaje mu sie tez zbudowac tozsamosci narodowej.

        Najdzielniejszi dzialacze narodowi podczas zaboru pruskiego na Pomorzu wrecz doskonale znali jezyk niemiecki. Im ta narzucona okolicznosciami dwujezycznosc wcale nie przeszkadzala byc polskimi patriotami.

        Jesli wiec komus budowa tozsamosci narodowej potrzebna jest, to nie widze problemusmile Zreszta w przedstawionych tutaj na Forum przypadkach jest obok "forumowicza nie-nativa" jeszcze drugi rodzic i pozostala rodzina. Jak chca, to jakies tam wartosci narodowe po polsku przekaza dziecku.

        Pozdrawiam serdecznie
        • nesla Re: a psychologicznie? 18.12.08, 09:32
          Dla mnie to jest bardzo ciekawy temat, bo wreszcie mozna poczytac o
          dwujezycznosci niejako od drugiej strony, niz ta z ktora sie
          borykam. Ja na przyklad odnosze wrazenie, ze wlasnie jezyk polski
          (pomimo ze to moj jezyk ojczysty) jest dla moich dzieci czyms
          nienaturalnym i trudno nam bedzie w przyszlosci bazowac tylko i
          wylacznie na tym jezyku przy budowaniu wiezi emocjonalnych. Jestem
          praktycznie jedyna osoba mowiaca po polsku w codziennym otoczeniu
          moich dzieci, wszedzie poza domem posluguja sie holenderskim i w tym
          jezyku mysla. Starsza corka (4l) stara sie mowic po polsku i duzo
          rozumie, ale "zyje" w jezyku niderlandzkim i jak wraca ze szkoly to
          w tym jezyku chce opowiadac jak minal jej dzien i rozmawiac ze mna.
          Czasem odnosze wrazenie, ze pozostajac przy polskim strace pewna
          wiez emocjonalna, odizoluje sie od jej swiata..
          • jan.kran Re: a psychologicznie? 18.12.08, 11:06
            Moj syn czuje się Niemcem , mówi po niemiecku jak nativ i to jest Jego język.
            Ma 19 lat i od czterech lat może także rozmawiac po niemiecku ze mną.
            Mimo że mój niemiecki ma braki jestem w stanie oddać w tym jezyku absolutnie
            wszystkie moje uczucia.
            To co mnie wzrusza to fakt że B. spontanicznie mówi do mnie po polsku bo wie że
            to jest MÓJ język.
            Mamy tak dobre układy i porozumienie emocjonalne że nie odgrywa roli w jakim
            języku mówimy.
            Czasem nawet rozmawiamy po norweskuczy po angielsku który mój syn zna bdb a ja
            bardzo źle.
            Ważna jest więź między nami i to wykracza poza język.

            Młoda w tej chwili jest całkowicie niemieckojęzyczna. Studiuje czwarty rok w
            Monachium i Jej całe życiowe spektrum zarówno dotyczące studiów jak i życia
            codzienego to niemiecki.
            Do mnie nie odezwie sie nigdy po niemiecku i to jest Jej decyzja.
            Czasem brakuje Jej słów , zwłaszcz dotyczących studiów ale sie pyta i prosi
            żebym Ją poprawiała.

            Psychologicznie myśląc dzieci w pewnym momencie same wybieraja swoją drogę.
            I wierzę w to że język w jakim się komunikują jest ważny ale ważniejsze są
            emocje związane z rodzicami.
            W pewnym momencie znajomości jezyków następuje taki moment że można wyrazić
            emocje w kilku językach.

            Przyznam się że na początku byłam sceptyczna co do eksperymentu mówienia do
            dziecka w PL w innym języku niż polski.
            Ale śledząc to co pisze Maska i mr_cellophane zmieniłam zdanie.
            Kran
      • pinezka82 Re: a psychologicznie? 19.12.08, 00:58
        Bardzo ciekawe to opracowanie musi być. Można prosić o jego namiary?
        Bo ja z takimi tezami dotychczas się nie spotkałam w opracowaniach naukowych.
        Zresztą przy nie-natywnej dwujęzyczności problem tożsamości narodowej nie
        istnieje, bo i skąd? Bo tata mówi do mnie po angielsku, to mam się czuć
        Anglikiem, Amerykaninem, Australijczykiem i kima tam jeszcze? Toż to już czysty
        absurd. Nie o to tutaj kompletnie chodzi smile
        Natomiast faktem jest, że najłatwiej wyrażać emocje w swoim pierwszym języku
        (nie musi być to język ojczysty zresztą, chodzi o kryterium frekwencyjności
        użycia), ale jak już tu na forum wiele osób pisało i tego można się nauczyć.
        Zresztą każdy człowiek stając się rodzicem musi się nauczyć okazywać uczucia i
        przekazywać emocje na nowo, w relacji z nowym człowiekiem. To też nie jest
        raczej motywowane językowo.
    • edgar2005 Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 25.12.08, 18:52
      Cieszy mnie, ze takich rodzicow jest wiecej. Tak trzymac! Zawsze warto szukac
      analogii. Jest cala masa Hindusow czy Ganijczykow w UK, ktorzy do dzieci mowia
      wylacznie po angielsku, w jezyku dawnych kolonialnych oprawcow. Mowia, owszem, z
      akcentami, ale wiedza, ze dzieki temu dzieci beda znaly jezyk biegle i w szkole
      nie beda mialy problemow. Miejmy nadzieje, ze dzieci polskie znajace angielski
      tylko ze szkoly, nie beda musialy u nich potem sprzatac.
      Poza tym, w Polsce tez wielu rodzicow mowi niedoskonale po polsku (bledy,
      rusycyzmy, germanizmy, ciezkie akcenty) a jednak nie mowi sie tu o
      "sztucznosci". A rodzice emigranci, nauczeni perfekcyjnie gramatyki angielskiej
      czy niemieckiej na poziomie akademickim, niejednokrotnie mowia po angielsku
      poprawniej niz nauczyciele w szkolach, ktorzy zreszta czesto sa obcokrajowcami.
      Jestem pewnien, ze bede musial poprawiac bledy dziecka przyniesione ze szkoly,
      bo w panstwowej szkole poprawianie bledow nie jest politycznie poprawne...

      A do autora/ki watku, zjawisko to mozna badac np. na Podlasiu, gdzie oboje
      rodzicow czesto wychowywalo sie mowiac w domu po bialorusku, a jednak do dzieci
      mowia po polsku lub w obu jezykach, podczas gdy dziadlowie mowia po bialorusku.
    • mr_cellophane Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 25.12.08, 23:04
      W szale przeprowadzki znalazlem choc troche czasu aby zerknac na ten topik ktory
      rozgorzal na dobre.
      piksi.dixi - akcent - tak jak pisze jan kran - nigdy nie byl dal mnie czyms do
      czego dazylem w tym modelu wychowania. Wiadomo Cinek bedzie mial go po mnie
      (choc posilkujemy sie CD, DVD itp). W moim nie slychac slowianskich korzeni ale
      do natywnego mi daleko. Na tego typu pytania zwykle odpowiadam pytaniem. A jaki
      akcent mialby Cinek gdyby uczyl sie angielskiego gdyby chodzil w przyszlosci do
      szkoly jezykowej (na 99% polski nauczyciel)?? Napewno nie brytyjski.
      Co zas do nativiow i ich rozumieniu. Z cala pewnoscia moge powiedziec ze rozumie
      ich bez problemow. Oczywiscie wtedy kiedy tego chce (typowa sluch wybiorczy 3
      latka). Mialem mozliwosc obserwowania podczas obozu angielskiego bardzo szybko
      lapal kto jakim jezykiem mowil i swietnie lawirowal pomiedzy amerykanami aby
      zdobyc cukierki (koniecznie czekoladowe bo te owocowe mu nie smakowaly).
      Potrafil samodzielnie dowiedziec sie kto je ma i co musi zrobc aby je dostac.
      Dla mnie niesamowitym bylo to jak naturalne bylo dla niego taka zaglerka
      jezykowa, zapytany po angielsku odpowiadal po angielsku a gdy pytanie padalo po
      polsku odpowadal po polsku.
      Slowa, slowa, slowa - no coz - podbnie jak maska_pl - czasami mi ich brakuje, a
      na poczatku bylo to czesto. Prowadzilem wtedy zeszyt w ktorym zapisywalem slowa
      ktorych nie znalem (moj angielski byl bardzo techniczny) i wieczorem siadalem do
      tlumaczenia i nauki. Dzis gdy komunikacja jest juz dosyc intensywana, albo
      opisuje przedmiot, sprawdzam w slowniku (mam go w komorce wiec zawsze przy
      sobie), albo gdy sprawa dotyczy bardziej wyrafinowanych spraw (np. gatunki zab
      smile opowiadam sytuacje ogolnie i waracamy do niej pozniej (np. robimy zdjecie
      zabce i wieczorem ogladamy je z odpowiednimi slowami). Tak naprawde takie
      sutuacje to narazie zadkosc gdyz Cinek na 3 lata wiec i rozmowy sa na poziome 3
      latka.
      >>czy myslicie, ze wasze dzieci beda mowic kiedys lepiej od was?
      Chcialbym, i mysle ze to calkiem mozlwe gdyz Cinek nie ma "filtra" polskiego
      przy poznawianiu drugiego jezyka.
      >>watpie, ze nauczylabym moje dziecko mowic tak jak ojciec.
      Ja to wiem, ze Cinek nie bedzie mowil jak dzieci dwujezyczne z rodzin natywnych,
      ale nie taka jest moja skala porowawcza. Dla mnie skala jest dziecko dwujezyczne
      z nie natywnej rodziny i dziecko uczace sie angielskiego - a mysle ze tu bedzie
      ogromna roznica.

      bomba001 - relacja ojciec syn - no coz - naleze do tych ojcow ktorzy roznia sie
      od matek tylko tym ze nie karmili piersia - i zapewniam Cie ze moje relacje z
      synem sa bardzo silne i spojne. Wyrazanie uczuc bylo problemem na poczatku
      (pierwsze miesiace po urodzeniu), lecz z czasem stalo sie naturalne i przekazuje
      Cinkowi to co czuje. Ja jestem bardzo zwiazany z nim a on ze ma. Nigdy nie
      pozwolilbym sobie na to aby moje relacje mialy ucierpiec z powodu komunikacji,
      tak wiec jesli tak sie stanie ze nie bede w stanie przekazac Cinkowi tego co dla
      mnie waze z powodu bariery jezykowej, napewno porzuce ten pomysl.
      >>znam osobiscie 2 rodziny, gdzie ojcowie mowia do dzieci po angielsku. porazka,
      lacznie szescioro dzieci w roznym wielu. mowia, choc niektore sie buntuja. ale w
      akurat tych rodzinach relacje wlasnie z tatusiami prawie nie istniej<
      A jaka masz pewnosc ze przyczyna tego jest jezyk komunikacji a nie braki
      emocjonale rodziny. Idac tym tropem dlaczego tak duzo jednojezycznych rodzicow
      nie ma zadnych relacji ze swoimi jednojezyczymi dziecmi?

      >ja z innej strony. czytalam kiedys opracowanie, ktore wyraznie mowilo, po
      przebadaniu statystycznie reprezentatywnej grupy takich rodzin, ze to jest
      bardzo szkoldliwe dl arozwoju psychili dzieci i ich relacji z rodzicem "UDAJACYM".
      zasada OPOL<
      Albert Einstein mawial kiedys ze sa trzy rodzaje klamst - klamstwo, wierutna
      bzdura i statystyka. Chcialbym poznac zrodla wspomnianych przez Ciebie badan ale
      przypominaja mi sie te przeprowadzone w Szwecji pod koniec lat 60. Gdzie
      przebadano wiele dzieci dwujezycznych i wyszlo na to ze maja nizszy iloraz
      inteligencji, problemy w nauce a nawet problemy emocjonalne i spoleczne. Mit ten
      byl kultywoany nie tylko przez ministerstwo edukacji w Szwecji ale i pokutuje po
      dzien dzisiejszy w wielu krajach Europy. Dopiero po latach odkryto powazna luke
      w prowadzonych badaniach. Okazalo sie ze ta reprezentatywna grupa badanych
      dzieci pochodzila w wiekszosci z rodzin emigranckich bo tam dwujezycznosci bylo
      najwiecej (ktorych wiekszosc byla rodzinami robotniczymi bo takie masowo
      emigroway do Szewcji) gdzie edukacja i literatura nie stanowila priorytetu
      rozwojowego. A statystyka zrzucila to na dwujezycznosc.
      >>podstawowe uczucia, relacje, stosunek do swiata, jestesmy w stanie wyrazic
      tylko w L1<
      Byc moze jestem stronniczy ale sie nie zgodze - bo patrzac na znajome malzenstwa
      mieszane w ktorych przynajmniej jedno z nich komunikuje sie z drugim nie przy
      pomocy L1 to az mi sie wierzyc nie chce ze miedzy nimi nie ma glebokich relacji
      i milosci a ich mazenstwo jest sztuczne.
      • fogito Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 02.01.09, 18:15
        Małżeństwo mieszane może nie jest 'sztuczne' ale czasami jest
        szalenie trudno przekazać drugiej stronie niektóre odczucia nawet
        jak się świetnie zna język. W angielskim brak jest niestety wielu
        odpowiedników polskich wyrazów i dlatego komunikacja jest z
        założenia bardziej uproszczona.
        I dlatego czasami mąż nie rozumie mnie a ja jego pomimo, że znamy
        znaczenie poszczególnych słów w obu językach.
        • dee.angel Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 12.01.09, 13:33
          Ja bardzo przepraszam, ale komunikacja to nie tylko slowa (chyba, ze nagrywacie
          sie na dyktafon wink). Nawet jezeli brakuje czasem jakiegos slowa albo nie jest
          ono w 100% adekwatne do tego co sie chce wyrazic, pozostaje jeszcze cala gama
          srodkow, ktore w trakcie rozmowy wykorzystujemy, zeby lepiej zobrazowac sens
          wypowiedzi. Jezeli trudno wam sie zrozumiec, to moze wcale nie jezyk jest przyczyna?
          • fogito Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 13.01.09, 18:50
            Tak, są oczywiście inne formy porozumiewania zwłaszcza w opcji
            kobieta i mężczyzna wink Ale chodzi mi raczej o takie zrozumienie w
            locie i podkładkę kulturową, które nie da się sztucznie wyrobić.
            Jesteśmy małżeństwem już 8 lat i problem nie polega na braku
            zrozumienia, tylko na odmiennych kulturowo zachowaniach i reakcjach,
            których czasami nie da się wyrazić słowami pochodzącymi z innego
            języka.
            Wracając do problemu używania języka obcego w rozmowie z własnym
            dzieckiem chodzi mi o niemożność wyrażenia owych niuansów,
            niezależnie od stopnia znajomości tegoż języka.

            • maska_pl Re: PISZĘ PRACĘ MGR O "SZTUCZNEJ" DWUJĘZYCZNOŚCI 14.01.09, 10:03
              No właśnie, a my z małą funkcjonujemy w tej samej kulturze i swój język
              pozawerbalny znamy od podszewki. A to że nie ode mnie nauczyła się wierszyka
              "Siała baba mak" - na szczęście są dziadkowie i ciocie. Za to oglądając wraz ze
              mną polską bajkę poznała "kłobuka", którego nawet nie próbowałam tłumaczyć na ang.
              Fakt, czasem jak słucham jak mąż przekomarza się z małą stosując różne słowne
              przeinaczenia i zdrobnienia, to trochę mi żal, że ja jednak tak nie mogę, ale
              nie robię z tego problemu.
              Ale tak jak już wielokrotnie pisałam wszystko jeszcze przed nami, bo mała jest
              jeszcze mała i na razie jej świat i relacje z innymi ludźmi nie są zbyt
              skomplikowane, a w naszym małym światku radzimy sobie całkiem dobrze.









Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka