Gość: szpieg
IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl
22.05.03, 00:14
1. Co Pan odpowie niektórym wyborcom, którzy zarzucają zabrzańskiej PO, iż
powstała z inicjatywy byłego prezydenta Romana Urbańczyka?
Po pierwsze – jako członek Unii Wolności nie jestem najbardziej właściwą
osobą do udzielania odpowiedzi na to pytanie. Po drugie: zawsze z żałością
patrzę - jako historyk z wykształcenia – na wyznawców spiskowej teorii
dziejów. A taka właśnie jest myśl-sugestia, pojawiająca się w pytaniu. Po
trzecie – w zabrzańskiej PO jest sporo osób: wywodzących się z bardzo
różnorakich środowisk, o bardzo bogatej przeszłości i bardzo wyrazistych
poglądach – nawet Machiavelli nie dogadałby się z wszystkimi z nich.
2. Co, według Unii Wolności jest obecnie najistotniejszym problemem naszego
miasta? Jak go rozwiązać?
Niezależnie, jakiej partii zadać to pytanie odpowiedź musi być jedna –
problem bezrobocia w Zabrzu. Rozwiązanie tego zjawiska tylko w niedużej
części przynależy czy to nowemu prezydentowi, czy to nowej Radzie. W
pierwszym rzędzie decydować będą trendy ogólnopolskie, później regionalne. My
sami w Zabrzu musimy natomiast robić to samo, co do tej pory: budować lepszą
oświatę, poprawiać obraz miasta, szczególnie by przyciągnąć inwestorów,
tworzyć przyjaźniejszą im infrastrukturę. To samo - ale można to oczywiście
robić lepiej niż w przeszłości.
3. Czy widzi Pan zagrożenie w sytuacji: Prezydent lewicowy a większość
prawicowa w Radzie Miejskiej?
Myślę, że w sprawach głównych zawsze osiągniemy porozumienie, pokazały to już
pierwsze sesje nowej rady. Jeśli coś mnie martwi, to całkowity brak
doświadczenia samorządowego prezydenta Gołubowicza. Tym przykrzejsze było
powołanie pierwszego wiceprezydenta z grona osób również nieskażonych
doświadczeniami samorządowymi, za którym przemawiały jedynie racje
polityczne. Ale cóż, widocznie taka była cena za poparcie w wyborach ze
strony SLD.
4. Czym była argumentowana fuzja UW z zabrzańską Platformą Obywatelską?
Prawie całkowitą zbieżnością programową, podobnymi wizjami podejścia do
polityki i zdrowym rozsądkiem – jak widać zaskutkowało to w praktyce.
5. Jaką rolę będą spełniali radni z UW w obecnej radzie miejskiej i czy UW ma
jakieś własne projekty, pomysły dotyczące niektórych najbardziej drażliwych
kwestii w mieście?
Mam nadzieję, że będzie to rola radnych pozostających w kontakcie z
wyborcami, rozumiejących, że działa się dla swojego miasta, a nie tylko dla
swoich dzielnic (a przykład radnego Kaużyńskiego np., pokazuje, ze tej
oczywistości nawet przez 8 lat można się nie nauczyć). Mam nadzieję, że przez
cztery lata będziemy cały czas spoglądali na swój program wyborczy i
odhaczali kolejne jego zapisy jako zrealizowane. Program, jeśli ktoś jest
ciekawy, cały czas jest dostępny na mojej stronie www.sliwa.zabrze.pl. Jest
to oczywiście program i UW i PO.
6. A propos drażliwych kwestii – Kluczem do obniżenia bezrobocia jest...
Mogę tu rozwinąć jedynie myśl z punktu drugiego. Nowe miejsca pracy tworzą
jedynie nowe inwestycje. Zabieganie o inwestorów, promocja miasta, tworzenie
atmosfery przyjaźniejszej im niż w innych gminach – to musi być udoskonalane.
Kierunek drugi, to system edukacyjny wspomagający energię młodych ludzi
umiejętnościami otwarcia własnych przedsięwzięć lub umiejętnościami
skutecznego znalezienia pracodawcy – tu zawsze możemy jeszcze skuteczniej
pracować. Trzecia być może dźwignią wzbogacenia atmosfery i możliwości Zabrza
stanie się rozwój - niestety wciąż szczupłej - sfery organizacji
pozarządowych. Ale nic te nasze szarpnięcia nie dadzą, jeśli nie zaniknie
światowa recesja, a wraz z nią nie ruszy do przodu gospodarka krajowa.
I do samego pytania – „drażliwa kwestia” - to nie jest dobre określenie;
smutna, życiowa, pierwszoplanowa – te określenia wydają się właściwsze.
7. Jak ocenia Pan 4 lata własnego urzędowania w Zarządzie miasta. Czy czuje
się Pan odpowiedzialny za obecną sytuację Zabrza.?
Proszę mnie nie pytać publicznie o ocenę samego siebie, bo odpowiadając muszę
albo wyjść na chwalipiętę, albo na nieudacznika. Jakąś odpowiedzią jest fakt,
że ponownie zostałem wybrany do Rady Miasta (choć bardzo mi w tym pomógł
rewelacyjny wynik innego członka Zarządu – Adama Mosia).
Inna rzecz, że w demokratycznych wyborach często nie są wybierani najlepsi
kandydaci...
Druga część pytania – oczywiście, że czuję się odpowiedzialny za wszystko, co
zależy ode mnie jako radnego, byłego członka zarządu czy szarego mieszkańca.
Ale dziwna sprawa – w publicznych polemikach najczęściej żąda się
odpowiedzialności od samorządowców za rzeczy, które są sferą działań
rządowych lub wojewódzkich.
8. Co różni zabrzańskie „centrum” od „Stowarzyszenia Rodzin Zabrzańskich”?
Stowarzyszenie rodzin Zabrzańskich ma wiele wewnętrznych twarzy, czasem
bardzo od siebie odległych światopoglądowo. Ale jest w nim silna grupa osób o
poglądach przedwojennej chadecji, w czystej postaci spadkobierców Korfantego,
zarazem gospodarczych liberałów – pracować z nimi jest dla „centrysty” dużą
łatwością. I dlatego proszę mi pozwolić, że nie będę pisał o tym, co nas
różni. Zawsze wolę wyszukiwać punkty zbieżne, różnice pozostawiam pesymistom.
9. Jak ocenia Pan pracę mediów w naszym mieście? Czy opowiada się Pan za
zlikwidowaniem ZIS-u?
Dzięki, że są. W dużej mierze wolne, czasem tylko skażone autocenzurą czy
osobistymi poglądami. O ZIS mogę się wypowiadać tylko co do jego dokonań w
słowie drukowanym (nie mam w domu kablówki). Miesięcznik „Nasze Zabrze
Samorządowe” jest – wybaczcie zabrzańskie tygodniki – najlepszym w mieście
propagatorem wiedzy o kulturze i historii Zabrza. I wbrew zarzutom części
sldowskich radnych minionej kadencji, bardzo samodzielnym w poglądach i
oddającym głos wszystkim stronom. Nawet radny Kołacz, wielki krytyk ZIS w
minionej kadencji, swą wyborczą ulotkę budował na cytatach z „Naszego
Zabrza”, opisujących jego działalność samorządową. Ewentualna likwidacja ZIS,
czy ingerencje personalne, odbiorę więc z dużym smutkiem. Ale na razie, na
szczęście, nic o tym nie słychać.
10. Co powinno według Pana się stać przysłowiowym „towarem eksportowym”
Zabrza poza jego granicami?
Nie wierzę, że będzie nim Akademickie Centrum Medyczne. Boję się, że wszyscy
popierając publicznie ten projekt samooszukujemy się, a co roku olbrzymie
pieniądze marnotrawione są na utrzymanie istniejących obiektów. Nasze
możliwości natomiast to już istniejąca, na wielu poziomach świetna służba
zdrowia, i lepiej w nią inwestować, niż w marzenia.
Dalej myślę, że interesujący jest kierunek rozwoju kulturalno-turystyczno-
rekreacyjny. Skanseny „Luiza” i „Guido”, Centralna Sztolnia Dziedziczna, park
wodny, zmodernizowany obiekt „Górnika”, w nowych bądź odremontowanych
siedzibach działające teatr i filharmonia – to wszystko może przyciągać do
nas ludzi z zewnątrz, gotowych tu wydawać swe pieniądze.
A w tej kadencji marzę o jeszcze jednej inicjatywie – możliwości powstania w
oparciu o Instytut Ochrony Środowiska PAN – jego kadrę i wyposażenie -
ośrodka, który mógłby zmienić się w Śląską Akademię Rolniczą. Zainteresowanie
(wymierne w środkach finansowych) władz wojewódzkich i pomoc materialna
miasta mogą ten pomysł z końca poprzedniej kadencji uczynić realnym.
Rolnictwo przemysłowe, rekultywacja gleb, agroturystyka – tego naprawdę można
by się uczyć w Zabrzu. I Tego sobie życzmy.