makbet1
16.02.09, 09:55
Artykuł w G.Z. pióra P.J. przeczytałam z niemałym osłupieniem. Bo
nie wiadomo tak naprawdę co z nim zrobić i jak potraktowac treści w
nim zawarte. Po dłuższym namyśle postanowiłam wykorzystać go
edukacyjnie. Zawołałam dzieci przed podwieczorkiem i zadałam proste
pytanie z wiedzy o społeczeństwie: czym różnią się zwykłe bandziory
od niektórych szanowanych polityków? Dzieci, jak to dzieci, za
bardzo nie wiedziały. Coś tam dukały o moralnosci, standardach i
przykazaniach. Więc dałam im ten artykuł do poczytania, a co mi tam,
niech się uczą za młodu. Po godzinnym czytaniu najmłodsza latorośl
rzekła, mamo ja juz wiem, bandzior to taki pan co przykłada nóż do
gardła i mówi "pieniądze albo życie". A polityk to ktoś zupełnie
inny. To osoba, która się brzydko nie wyraża. Za to mówi "posada
albo poparcie" i za to ich wyborcy szanują.
Następnie dzieci zapytały: mamo, a co to takiego jest "polityczna
prostytucja", bo taki pan w telewizji o tym POwiedział. Ale to już
temat na następną niedzielę.