Dodaj do ulubionych

Czytałam................

29.09.04, 01:42
Czytałam gdzieś ,że: proces leczenia jest jak obieranie cebuli.
Po pozbyciu się jednej warstwy wpływającej na chorobę napotykamy następną od
której też trzeba się uwolnić Po chwilach dobrego samopoczucia i radzenia
sobie może wrócić ponowne przekonanie ,że jesteśmy nic nie warte itd. Można
doświadczyć wtedy pustki i braku wszelkich odczuć. Wszystko to jednak
wskazuje na przejście do kolejnej warstwy. Pełne uzdrowienie zajmuje dużo
czasu. Zdarza się ,że robiąc kroki do przodu cofamy się znów. Może to
wyglądać na zahamowanie uzdrawiania ale tak nie jest, oznacza to, że
schodzimy w głąb kolejnej warstwy(np. 1sze wizyty u psychologa często kończą
się objadaniem ).Za każdym razem kiedy sądzimy że proces ten dobiegł końca -
usunęliśmy w istocie tylko jedną warstwę, doznaliśmy cząstkowego uzdrowienia
na kolejnym poziomie. Dopóki nie zrozumiemy, ze leczenie zachodzi warstwą po
warstwie, będziemy błędnie interpretować nasze postępy. Wskutek tego możemy
rezygnować ze świadomego zgłębiania swoich odczuć. Zamiast leczyć chorobę
będziemy szukać chwilowej ulgi/ odchudzanie bądź napady/ tłumiąc emocje,co
doprowadzi do cierpienia przez resztę życia………..
Uzdrawianie to proces STOPNIOWEGO usuwania kolejnych warstw, jak myślicie?
Obserwuj wątek
    • horlaa Re: Czytałam................ 29.09.04, 10:19
      zdecydowanie tak,
      podpisuję się obiema rękami :)

      na pewno w moim przypadku tak jest, wcześniej nie wpadłam na to, że można to okresli tak prosto. faktycznie: warstwa po warstwie. ciagle jestem już dalej i dalej, a są momenty, kiedy mam ochotę rzucić wszystko w cholerę i pozbyć się nadziei. :) ale brnę dalej - "brnę" to oczywiście złe słowo, bo tu chodzi o coś pozytywnego, samopoznanie, doświadczanie samej siebie - super przeżycie, polecam każdej osobie ciekawej świata i siebie...

      może za jakiś czas dojdę do sedna, na razie cierpliwie się do niego dokopuję :)

      fajnie, pozdrowienia, be81!

      ps. do zobaczenia w kraku? będę od soboty :)
    • kasiolda Re: Czytałam................ 29.09.04, 15:15
      dziwne...obudzilam sie dzisiaj i poczulam jakbym byla inna osoba,jakby bed nie
      bylo,przez caly dzien nie myslalam o sobie jako o osobie chorej na kompusywne
      jedzenie ale jakby tego problemu nie bylo,nie dotyczyl mnie,po prostu zylam,nie
      skupialam sie na obawach ze dzisiaj czy jutro moge sie objesc,nie myslalam o
      tym co bylo kiedys
      do tej pory chca nie chcac zawsze cos zwiazanego z bed przychodzilo mi do
      glowy,prawie kazde wydarzenie,kazde slowo,kazdy gest i zaraz myslalam o
      chorobie..
      bylo mi tak lekko na sercu i wesolo..czulam ze nie mam zmartwien,jestem wolna...
      znowu jestem sama w domu..mialam chwile zwatpienia..mama wspomniala ze kupial
      dzisiaj ciastka..gdy wszyscy wyszli jak zwykel poszlam buszowac po szafkach i
      znalazlam ciastka..pierwszy odruch byl taki zeby je zjesc..ale po chwilii
      zastanowienia..zamknelam barek wlaczylam muzyke i zaczelam tanczyc...poprawil
      mi sie nastroj i zpaomnialam o tym ze chcialam zjesc ciastka...
      nie wiem czy to przejsciowe czy moze przechodze do nastepnej
      warstwy..najfajniejsze w tym wszyskim jest to ze nic mnie to nie
      kosztowalo..nie musialam bic sie z myslami,powtarzac sobie ze jest ok..wstalam
      rano i bylo..a wy co o tym sadzicie??zdarzylo sie wam cos takiego???
      • horlaa Re: Czytałam................ 29.09.04, 15:54
        super, oby tak dalej...
        na pewno tak nie będzie bez przerwy, ale to już coś :)
        cały dzień! sukces, prawdziwy sukces.
        też tak czasami mam, a potem po dniu albo dwóch łapię się na tym, że nie miałam napadu i nie myślałam o żarciu. na ogół są to dni, kiedy gdzieś aktywnie działam, albo inaczej: kiedy doświadczam dużego zainteresowania swoją osobą, miłych słów itp.
        tak było po zdaniu magisterki w czerwcu - przez kilka dni z rzędu wszyscy mi gratulowali, cieszyli się - nie miałam czego sobie uzupełniać żarciem.

        innym razem, w maju, występowałam na pewnym koncercie - dowartościowałam się tym, że doszłam do chóru parę prób przed występem, i wszystkiego nauczyłam się w mig - a znajome osoby mówiły mi, że mam talent, i że to niesłychane... nie miałam po co jeść :)

        tak właśnie - oby tak dalej :))
    • mostena Re: Czytałam................ 29.09.04, 18:10
      Hm... a ja jeszcze do tego nie doszlam.
      Ja jeszcze ciesze sie z tego, ze sie odchudzam.
      I mowie sobie - przeciez normalni ludzie z nadwaga tez sie odchudzaja. CZy
      mysle caly czas o jedzeniu? Nie... Tylko do 18:00;)) Czyli ostatniego posilku.
      Wieczorem najwyzej uloze sobie menu na dzien nastepny, wiadomo, musze
      kombinowac, zeby bylo duzo bialka itp. Ale ukladam, zapisuje na jakims swistku
      i tyle. Lezy sobie.
      Gdy tylko jadlam, nie myslalam o jedzeniu z uczuciem. Gdy zaczelam jesc i sie
      odchudzac - wtedy stalo sie prawdziwym przeklenstwem, i tak je nazywalam. Bo
      sprawialo, ze jestem grubsza, coraz grubsza...
      Ale czy ja wiem, czy to jest tak bardzo zwiazane z psychika... Naprawde nie
      czuje tego zwiazku;-///
      • kasiolda Re: Czytałam................ 29.09.04, 19:19
        nie przejmuj sie...potrzebujesz nawyrazniej jeszcze czasu...
        kiedy sie odchudzalam tez planowalam co zjem..zarowno dzisiaj jaki i
        jutro,pojutrze,ukladalam w glowie jadlospis..rozwazalam co bylo by lepiej
        zjesc..najczesciej bylo tak ze mialam na cos innego ochote i sobie odmawialam
        na rzecz czegos zdrowszego,mniej kalorycznego i same wiecie jak to sie
        konczylo..a gdy juz nawet pozwalalam sobie na cos "zakazanego",potem ogarnialo
        mnie straszne poczucie winy,co wydaje mi sie dziwne,wieksze niz wtedy gdy
        pochlanialam mnostwo zarcia...i wiadomo..
        dzisiaj jest zupelnie inaczej..jedzenie jest obok..jest dodatkiem do tego co
        sie wokol dzieje..do tej pory wszystko sie toczylo wokol jedzenia..wszystkie
        mysli biegly ku temu,lubilam rozmawiac o nim..mowic co jest dobre a co nie itd.
        dawno juz sie tak nie czulam..naprawde cos wspanialego..robie cos i zapominam o
        jedzeniu..jem wtedy kiedy "musze"...
        mnie sie jednak wydaje ze ma duzo wspolnego...choc moze nie u wszystkich..u
        mnie na pewno..
      • horlaa Re: Czytałam................ 29.09.04, 20:26
        > Ja jeszcze ciesze sie z tego, ze sie odchudzam.
        > I mowie sobie - przeciez normalni ludzie z nadwaga tez sie odchudzaja.

        Tak, ale Ty, o ile dobrze stwierdzam, nie jesteś "normalną osobą z nadwagą" tylko z ED. A ED to zaburzenie, choroba, która ma podłoże psychiczne. Nie ma innej opcji, po prostu nie ma.
        Sama pisałaś, że różnisz się od kobiet, które na forach dotyczących odchudzania piszą o dietach i czujesz się niezrozumiana. No własnie.



        Gdyby Twoje jedzenie nie było związane z psychiką, powiedziałabyś sobie: przytyłam, więc muszę schudnąć. Powalczyłabyś troszkę z silną wolą, schudła, i już.

        Uświadomienie sobie, że jedzenie to tylko OBJAW to już jest duży krok do wyzdrowienia. Może już wkrótce... trzymam/y kciuki :)
      • be81 Re: Czytałam................ 30.09.04, 19:36
        Proste ,że ma związek z psychiką. Odchudzasz się przecież po coś ,bo zle sie
        czujesz psychicznie z taką waga(i tu zaczynają sie schody"dlaczego") bo nie
        masz chyba nadwagi zagrażajacej zdrowiu?:-0
        Aczykolwiek, Mostena -podoba mi sie,że konsekwentnie realizujesz swoje zamiary
        i sama tak robię w dobrych okresach - pilnuję kcal i posiłków ,ale powiem Ci
        szczerze,że dla mnie wyzdrowienie to po prostu śkonczenie ogólnie z tematem
        jedzenia a przynajmniej zminimalizowanie myślenia o nim do minimum ..czego
        Tobie i wszystkim nam życzę:))))))
        • mostena Re: Czytałam................ 30.09.04, 20:26
          Juz nie;) Ale 74 kg (a tyle mialam najwiecej) przy 162 wzrostu to BMI 28.20...
          To przez nadwage wypadek, ktory mialam, okazal sie w konsekwencji tak powazny.
          Uslyszalam to juz od pierwszego lekarza, ktory udzielal mi doraznej pomocy -
          'gdyby byla pani szczuplejsza'. Poza tym moje zycie od tego zalezy. Nie
          przesadzam;) Taki zawod sobie wybralam. Musze byc w swietnej kondycji. Ergo:
          (miedzy innymi) szczupla.

          To jest pierwszy moj 'dobry okres'. Wczesniej diety trwaly po kilka dni do
          dwoch tygodni. Pozniej jedna trzy tygodnie... mialam klopoty z jakby to nazwac
          elegancko... jelitami;), lyknelam jakas xenne czy cos, troche za duzo, i tego
          samego dnia sie objadlam. Przyjaciolka przyszla z cukierkami, pamietam. I
          wreszcie na studiach, do Bozego Narodzenia, szesc tygodni. Zaczynalam od
          tysiaca ilustam, skonczylam na max. 600 kcal. Schudlam malo, przytylam,
          blablabla. Wreszcie na wiosne jakos zaczelam to wszystko prostowac, i tak
          myslalam o jedzeniu, ale nieco mniej - zaczelam jesc warzywa, troche lepiej
          komponowac posilki, ale po pierwsze nie mialam pieniedzy, po drugie checi i
          sily na zabawy w kuchni. Duzo cwiczylam, opalilam sie... w sumie zrobilam sie
          zadbana, ale i tak wygladalam niezbyt fajnie. Mam akurat na komputerze zdjecia,
          wiec widze;)
          Poza tym nie zaczelo sie to wszystko w jakims konkretnym momencie, np. po
          odchudzaniu, jak u niektorych z was. Jadlam za duzo ZAWSZE. Jadlam, bylam przy
          kosci, ale w sumie nawet sie dosc sobie podobalam, dlugie (ale grube) nogi itd -
          ale w zyciu nie moglabym zalozyc topu i wielu innych ciuchow, zamiast wybierac
          ladne, musialam szukac tych w ktorych wygladalam szczuplo. No i czasem te
          komentarze... W kazdym razie jadlam non stop odkad pamietam. Odkad pamietam
          cierpialam, gdy jedzenia nie bylo. Wiec z odchudzaniem to tez nie ma wiele
          wspolnego. Tyle tylko, ze odchudzanie = zakaz jedzenia = rzucenie sie na
          jedzenie, rownie dobrze moglby to byc post religijny czy jakikolwiek.
          Nie wiem, co jeszcze napisac.
          Chyba to, ze mysle o jedzeniu NORMALNIEJ NIZ KIEDYKOLWIEK.
          Dzisiaj zjadlam szesc posilkow (sniadanie, 2x II sn. w szkole, obiad,
          podwieczorek, kolacje). Faza na cos jeszcze? Pomiedzy obiadem a podwieczorkiem
          i podwieczorkiem a kolacja. Normalka. Olalam to. Zadnego rozmyslania o tym,
          kiedy to juz bedzie mozna wepchnac w siebie tort czkoladowy i milion innych
          rzeczy (bo nigdy;P), ba! czekania z utesknieniem na pore nastepnego posilku. O!
          wlasnie sobie zdalam z tego sprawe! Tak bylo, nie jadlam miedzy posilkami, ale
          czekalam na nie.
          A teraz nie. Teraz jest NORMALNIEJ. Podliczylam kcal, ustalilam co jem na 2
          ostatnie posilki, zjadlam. Dziekuje. Ide potanczyc (kupilam nowa plyte;))

          P.S. Od lipca przekaske na miescie kupilam chyba trzy razy. Tzn takie dodatkowe
          jedzenie, batoniki itp. Dwa razy wtedy, gdy mialam ten napad. Raz batonik
          muesli. To akurat jest walka z zakupoholizmem, rozrzucaniem kasy. Dlatego nosze
          ze soba te dwa sniadania i butelke wody;)
          • kasiolda Re: Czytałam................ 30.09.04, 21:20
            czesc mostena!!!
            fajnie czytac o tym ze walczysz i odnosisz sukcesy....
            ale z drugiej strony przygnebia mnie to...widze ze wszytskie powoli otrzasacie
            sie z tego koszmaru..a ja mam wrazenie ze stoje w miejscu,ze nie uwolnie sie z
            tego bagna,ze juz do konca zycia bede 'zajadala' problemy i bede uciekac od
            odpowiedzialnosci,codziennie zaczynac zycie od nowa,zapominac o tym co glupiego
            zrobilam wczoraj,przedwczoraj,wypierac sie tego co czulam bo to bylo
            zle,naiwne itd..
            i kiedy wy bedziecie juz zdrowe,nie bedzie wam potrzebne to forum...zostane
            sama...ehhh przesadzam jak zwykle..przepraszam..chwilowe zalamanie..niestety
            skonczylo sie napadem..ale takim malym...i nie czuje sie calkiem
            bezndziejna...mozna by powiedziec ze zachowalam mimo wszystko troche godnosci...
            • mostena Re: Czytałam................ 01.10.04, 13:08
              Ale my nigdy nie bedziemy zdrowe. Pamietasz? Niepijacy alkoholik, 'czysty'
              narkoman...
              Z drugiej strony tak sobie mysle, ze 'zdrowi' tez powinni liczyc kcal, chocby
              orientacyjnie, liczyc bialko itp. Dla wlasnego dobra.

              Swoja droga, to paradoks - gdy jestem normalniejsza, nie mysle o jedzeniu itp
              itd, znalazlam to forum i zaczynam analize;-/

              Pewnie w Swieta bedzie dno... Zaczynam juz powoli kombinowac jakby tu
              powstrzymac sie przed napadami, ale nic mi do glowy nie przychodzi. Od poczatku
              bedzie kiepsko pewnie;-/// Boje sie.
              • kasiolda Re: Czytałam................ 01.10.04, 13:58
                tak...masz racje..
                nie wiem..nagle ogarnela mnie panika..odezwala sie ambicja..napisalam co mi
                slina na jezyk przyniosla nie myslac za bardzo...
                ale jak czytam o tym ze komus sie udaje..jestem zla na siebie ze ja tak nie
                potrafie..kiedys na poczatku potrafilam raz w tygodniu sie objesc a prze
                zreszte tygodnia trzymac sie diety..a teraz wyglada to odwrotnie..
                tak..ja tez zanim znalazlam forum nie analizowalam tego wszytskiego co sie ze
                mna dzialo,dopiero tutaj poznalam mechanizmy,zaczelam wszytsko co robie
                analizowac,doszukiwac sie pobudek,zrodel zachowania,zaczelam babrac sie w
                przeszlosci.mimo wszystko,mimo bolu,wstydu i poczucia winy,pomoglo mi to,jestem
                bardziej swiadoma siebie..wiem co czuje w tym momencie,co mnie boli,czego
                chce,co mnie interesuje,o co chce zapytac...i to juz cos..
                hmmm do swiat jeszcze daleko..nie martw sie na zapas..bedzie dobrze zobaczysz..
                • be81 Re: Czytałam................ 01.10.04, 17:05
                  ojeje Mostena niedobrze jak już masz wizję napadów w święta ..:-0 ale jak
                  pisała Kasiolda jeszcze trochę czasu do nich więc może się dużo zmienić na
                  lepsze, jest szansa,że nie będzie lęków:0
                  Wiem, to przez doświadczania i nasze historie wzlotów i upadków chorobowych
                  wszystkie się obawiamy jak to będzie.
                  Możliwe ,że nawet jak będzie ok już zawsze to nigdy nie będziemy zdrowe i
                  będziemy się musiały w pewien sposób pilnować.No to ja sobie przyjęłam metodę
                  udawnia przed sobą ,że jest spoko, jem normalnie i zachowuje się jakbym nigdy
                  nie była chora, po prostu rozdział zamkniety , choć wiadomo że się nie wymarze
                  tego , tych wszystkich lat.. no ale, ok dużo jest kwestią przyzwyczejania więc
                  po prostu się staram przyzwyczaić do zycia bez napadów aby za parę lat móc
                  stwierdzić ,że to jest właśnie normalność..bo wiem,że to kwestia lat.. skoro
                  choroba tyle trwa , nie wyleczymy się w 1 dzień w którym mówimy sobie"od dziś
                  koniec z tym".
                  • kasiolda Re: Czytałam................ 01.10.04, 17:37
                    to prawda zawsze bedzie istnialo ryzyko ze to wroci...dlatego trzeba sie
                    pilnowac,panowac nad soba,nie dac sie "poniesc" gdy cos idzie nie
                    tak,przyzwyczaic sie do normalnego jedzenia..
                    to smutne ze musimy oszukiwac same siebie..ze wszystko jest ok,zapominac ze cos
                    takiego jak bed mialo miejsce...ale innego wyjscia nie widze...
                    kiedys obudzilam sie ze swiadomoscia ze jestem normalna ;))),zapomnialam ze
                    mam problemy z jedzeniem..czulam sie wolna..ale to trwalo tylko
                    dzien...nastepnego dnia wszystko wrocilo i byl napad..dlatego same musimy
                    powtarzac sobie ze jestemy zdrowe,zaszczepic sobie myslenie o sobie jako o
                    osobie bez bed,skierowac mysli na inne tory..tylko w takim razie czy
                    odwiedzanie tego forum nie przeczy temu??nie przypomina o chorobie ktora nas
                    dreczy??ciezko mi wyobrazic sobie ze nie bede tutaj przychodzic i pisac o tym
                    co mnie dzisiaj spotkalo...co czulam..kurcze tak naprawde tylko tutaj moge sie
                    wyzalic,byc szczera,wy znacie moje mysli,przezycia,nikt inny..
                    niestety w jeden dzien nie da sie wyzdrowiec..chcialabym,chcialabym zeby to byl
                    sen,z ktorego sie mozna obudzic..i okaze sie ze wszytsko jest ok..ze bed to byl
                    tylko koszmar..

                  • mostena Re: Czytałam................ 01.10.04, 20:59
                    Hehe, nie mam 'wizji';) Mysle realnie po prostu. Ciasta, potrawy wigilijne,
                    slodycze jakie stad przywioze. Moze sie objem. A moze nie.
                    Rany. Wiecie, wlasnie stwierdzilam, ze... czuje sie niesamowicie. Jem kolacje,
                    koncze i - i juz! A zawsze bylo 'jeszcze bym cos zjadla'. Takie uczucie, ze
                    jeszcze odrobinke, jeszcze cos slodkiego, nooo?! A teraz nic! I nie czytam przy
                    jedzeniu, tzn czasem owszem;) ale moge tez po prostu jesc - i tak robie (kiedys
                    nie do pomyslenia). I w ogole jest dobrze, dobrze, dobrze. I nie zauwazam tych
                    zmian, dopiero jak wchodze na forum!
                    Swieta. Przyjade jakis tydzien wczesniej i pewnie bede kilka dni u
                    przyjaciolki. Wczesniej bede zwiekszac kcal - 1200, 1400, 1600... Moze 1800 w
                    same Swieta? I co sobie postanowic? Wigilia to zupa z kluseczkami - mozna sama
                    zupe, zeby mi odlali wczesniej bez smietany. To moje ukochane pierogi,
                    plywajace w tluszczu - zjesc tylko kilka?
                    O rany. Wiecie co? Nie wiem dlaczego, ale mam wrazenie - pierwszy raz w zyciu -
                    ze chyba dalabym rade! O - ra - ny... gdy czytalam o dziewczynach trzymajacych
                    diete w Swieta, wzruszalam ramionami. Ze nie dalabym rady na pewno. A teraz nie
                    marze o tym jedzeniu, mysle o nim po prostu, tyle ze bedzie i ze pyszne, moje
                    ulubione. Nie czuje jego smaku, zapachu, nie zaglebiam sie w 'ale bym sobie
                    zjadla'.
                    Jak to sie stalo? ;)))
                    Tyle mam przyjemnosci z jedzenia na codzien. Tost z pesto na sniadanie to jak
                    porcja frytek. Batonik muesli - ciastko lub czekoladka, zalezy jaki;) Jogurty
                    light sa tak samo pyszne jak kazde inne. Owoce sa o wiele wiele smaczniejsze,
                    jesli jem ich tak malo. No i tony slodyczy nie uniewrazliwiaja mnie na ich
                    smak. I tak dalej. Wiec jem pysznosci, nie jestem glodna, czuje sie swietnie.
                    I malo tego, ze mam pelna lodowke zarcia (zdrowego) i w ogole wielkie zapasy.
                    Cala kuchnia jest pelna slodyczy przeroznych! a ja a to cos podaje ktoremus
                    dziecku, a to sprzatam. I nie cierpie wcale. Nie moge to nie moge, tyle.
                    ---
                    Zaczne myslec pozytywnie. Zaczne ukladac 'menu', takie odchudzone, jakis plan.
                    Byleby zmiescic sie w kcal i nie jesc po 18. W 1800 kcal to i po kawalku
                    ciasta, i karpia, i pierogow mozna. A swiateczny obiad czy nawet wigilijna
                    wieczerza tez niejedzenia po 18 nie wykluczaja. Po 19 ostatecznie, zreszta tu
                    jest godzine wczesniej niz w Polsce;)
                    Zaczne sie martwic 2 tygodnie przed przyjazdem, i podyktuje mamie liste
                    zakupow;)
                    Trzymajcie kciuki, ja za was trzymam (lizus;P)
                    ;)

                    PS Dzisiaj 61 kg. Czyli teoretycznie jeszcze 7. Mam duuuzo czasu.
                    • kasiolda Re: Czytałam................ 01.10.04, 21:38
                      szczerze podziwiam...wiem ze gdybym byla na twoim miejscu nie powstrzymalabym
                      sie...u mnie nie ma gory zarcia ani mnostwa slodyczy a czasem sie lapie na tym
                      ze cos bym zjadla...
                      jestem pewna ze gdybym miala wszystko na wyciagniecie reki zjadlabym to...
                      hmmm al zrobilas mi smaka...pierogi...zjesc kilka? zaczelam sie zastanawiac czy
                      ja bylabym w stanie powiedziec stop...to by chyba zalezalo od dnia...
                      ale zauwazam ze coraz mniej mysle o jedzeniu..nie planuje co bym zjadla,nie
                      czekam zniecierpliwoscia od jednego posilku do drugiego jak kiedys...zajmuje
                      sie roznymi rzeczami..w ten sposob nie mam na to czasu...mam nadzieje ze tak
                      zostanie..ze zaczna sie studia bede miec nauke,moze znajde prace i w ten sposob
                      bede miec zajety caly tydzien...bede sie duzo ruszac..i jakos uda mi sie
                      schudnac..nie chce juz sie dluzej glodzic..odmawiac sobie liczyc
                      kalorii,podziwiam cie i 3mam kciuki ale to nie dla mnie...
                      • mostena Re: Czytałam................ 02.10.04, 11:51
                        1. Bywalo tak, ze nie myslalam o jedzeniu, bo nie mialam czasu. Ale to nie o
                        to chodzi. Chodzi o to, zeby nie myslec o nim PO PROSTU. Zeby zajmowac sie
                        roznymi pierdolkami, hobby itp, rowniez gdy MA SIE CZAS. To trzeba zmienic,
                        wewnetrznie. Brak czasu to tylko okolicznosci. Zawsze bedziesz miec 'chwile dla
                        siebie' czyt. chwile na napad. A to wolny weekend, a to przerwa miedzy
                        zajeciami...
                        2. Moze mi pomaga wlasnie to, ze mam to na wyciagniecie reki? Moja przyjaciolka
                        ma pelny dom pysznosci, zawsze sie dziwilam, ze w ogole jej sie udaje
                        powstrzymac (chociaz tez tyje i chudnie non-stop), chociaz przez kilka dni. Ale
                        jak sie zastanowilam: gdy ja postanawiam sie odchudzac, a mama przynosi cos
                        dobrego, to zjadam to, bo wiem, ze to jest okazja! I postanowienie rzucam w
                        kat, a sama lece do sklepu, albo wyzeram resztki z lodowki. A jak mam mnostwo
                        slodyczy, to juz je zjadam - bo trzeba, zeby mnie nie kusilo, jak bede na
                        diecie, prawda? A jesli sie naraz nie uda, to nastepnego dnia zjadam reszte,
                        okazuje sie za malo, wiec znow do sklepu... Brr!
    • be81 Re: Czytałam................ 03.10.04, 16:18
      Hej wróciłam właśnie z wypadu weekendowego:) I nie żałuję,że pojechałam
      (flirty, zabawa..;)))a niezbyt chciałam , bo jak pisałam od tamtego tygodnia
      kryzys jedzeniowy zapanował od 3 miesiecy "zdrowych".:)
      a jak Wam idzie, co porabiacie, jakie plany na nowy tydzien?:)
      A dziś się miotam..zmęczona.. niegłodna ,ale jem ehhhhhhh...
      • mostena Re: Czytałam................ 03.10.04, 16:51
        Niestety dzisiaj sie kiepsko czuje. Jakos po poludniu stwierdzilam, ze troche
        mi niedobrze, gardlo pobolewa itp. Mialam zamiar zjesc lyzeczke, dwie miodu,
        zjadlam z piec, albo wiecej. Wyzeralam ze sloika po prostu. Na szczescie sie
        powstrzymalam. Rodzinka pojechala na basen, poszlam na gore - zelki. Zjadlam
        dwie. Pozniej zrobilam sobie herbate, i skompletowalam kolekcje roznych zelek
        (zelkow?;)) z roznych paczek. Przy okazji zjadlam kawalatek ciasteczka
        owsianego z czekolada, zastanawiajac sie nad tym, ze 'ja to nazywam napadem'...
        Zanioslam te zelki i herbate do komputera i popadlam w zadume. Zaduma skonczyla
        sie nastepujaco: wzielam zdradzieckie cukierki w garsc, owinelam chusteczka i
        wypierdzielilam do kosza.
        Uf.
        A to bylo tak: miod mi rozwalil koncepcje jedzeniowa. Wiec zamiast pomyslec o
        lzejszej kolacji itp, od razu stwierdzilam, ze dzien dzisiejszy sobie
        odpuszczam. Niedoczekanie! Oczywiscie to wszystko brzmi groteskowo zwazywszy
        na 'prawdziwe' napady w przeszlosci... Ale tu chodzi o psychike, i nie
        zamierzam popuscic nawet odrobine. Nie pozwole sobie nawet na gram salaty, czy
        czegokolwiek, jesli to bedzie napadowe. Koniec.
        O piatej ciepla podwieczorko-kolacja.
        Punkt dla mnie.
        • kasiolda Re: Czytałam................ 03.10.04, 17:41
          brawo mostena!!!nie punkt..od razu dziesiec dla ciebie!!!
          dzisiaj i wczoraj troche poszalalam...
          ale to dlatego ze mialam troche stresow w zwiazku z ropoczeciem roku
          akademickiego..jak to dumnie brzmi ;)))
          poza tym bylam u babci..a babcia wiadomo wciska we mnie jedzenie a ja nie umiem
          jej odmowic..zreszta nawet mi to odpowiada..to jedyna osoba ktorej nie
          przeszkadza ile jem i nie powtarza mi ze jestem gruba i nie wypomina kazdej
          zjedzonej rzeczy...ale ciesze sie ze jem przy ludziach,ze nie obzeram sie w
          samotnosci,w ukryciu,nie wyzeram rzeczy z lodowki potajemnie a pozniej nie
          martwie sie czy ktos zauawazy ze czegos brakuje czy nie..no i jest taki moment
          ze mowie sobie stop..na dzisiaj wystarczy...jem duzo..ale duzo sie ruszam..z
          czasem bede sie starala redukowc ilosc zjedzonego pokarmu..przede wszystkim
          odzwyczajac sie od slodkich bulek,wafelkow,cist,ciasteczek itd..to
          mnie "zabija"..tez mi sie zdarzalo wyjadac miod ze sloika lyzeczka...albo
          nutelle..
          masz racje mostena..nie wolno sobie popuscic..jak sobie pozwolisz na cos
          zakazanego mozna pozniej odpuscic sobie calkiem...albo wszystko albo
          nic..moje..nasze..credo zyciowe...
          • mostena Re: Czytałam................ 03.10.04, 17:51
            Eee, tez nie tak. Musimy sobie pozwalac na rzeczy zakazane, ale POZWALAC. A ja
            sobie wcale NIE POZWOLILAM na ten miod i zelki. Ja to po prostu ZARLAM. O! To
            moze byc rozroznienie - mamy jesc, a nie zrec. Przepraszam, wiem, ze to
            wulgarne, ale chyba jednak pasuje do tego, co robimy. Ja wprawdzie nie wpycham
            w siebie szybko, niechlujnie (nawet nie umiem szybko jesc), ale ilosci sa
            takie, ze inaczej niz zarciem tego nazwac nie mozna.
            ZAWSZE bedzie okazja jakas, ktos nas poczestuje itp. i czasem nie bedziemy
            mogly odmowic, a czesto nie bedziemy mialy po co. Musimy sie nauczyc to
            rozrozniac, oddzielac jakos, nie wiem... Zreszta moze tylko ja to tak widze.
            Ten miod u mnie stoi od dawna, wczesniej przeziebiona tez go jadlam, ale po
            lyzeczce, tym razem tak sie rzucilam. Wtedy sie udawalo.
            O, albo dzisiaj batonik muesli czekoladowy. Slodkie, kaloryczne, 'zakazane'?
            Niee, dlaczego. Byleby nie za duzo. Byleby normalnie. Zjesc, a nie zezrec.
            Nutelle lyzeczka? Oj, zdarzalo sie, nie raz i nie dwa. Czesto kupowalam po
            sloiku. A jak nie mialam kasy to w dyskoncie typu Biedronka, sloik najtanszego
            kremu czeko-orzech... Teraz by pewnie bylo dla mnie za slodkie i 'zemglilo by
            mnie' jak to moja babcia mowi;) Ale wiem, ze wystarczy pare dni slodszych
            (chocby Swieta) i znow bede mogla...
            ***
            Jestem drugi tydzien na 1000kcal (3x w tyg. 1200, wtedy gdy mam zajecia).
            Planuje jeszcze 2 tyg - razem 4 tyg 1000, pozniej tydzien 1200, tydzien 1400
            (znow sie zaslodze na maxa), 4 tyg 1000, 1200, 1400, 1600... Swieta. Ciekawe
            jak to bedzie. Plan wydaje mi sie ok. Przy okazji stwierdzilam, ze chudlam
            niemalze 1 kg na tydzien! A wydawalo mi sie, ze jakos bardzo, bardzo powoli...
            • kasiolda Re: Czytałam................ 03.10.04, 18:27
              wiesz co..nie wiem..czasami wydaje mi sie ze rzeczywiscie lepiej pozwolic sobie
              na male co nie co zeby nie kusic losu,zeby znowu poczucie ze juz nigdy nie zjem
              tego i tego i cale zycie bede musiala sobie odmawiac a przeciez to jest takie
              pyszne..tak malo jest rzeczy ktore sprawiaja mi przyjemnosc itp...ale znowu
              czasami,teraz tez,jak przeczytalam twojego posta to doszlam do wniosku ze
              lepiej nie,ze jak juz sobie na cos pozwalam,to zwykle konczy sie "zarciem",bo
              skoro juz zjadlam to a to,to znaczy ze koniec diety,jestem slaba,beznadziejna
              itd..naprawde nie wiem...
              • mostena Re: Czytałam................ 05.10.04, 20:20
                Mysle, ze warto probowac. Wczoraj znowu czulam sie fatalnie, i znow miod. I
                dzisiaj tez. Ale zjadlam po troszeczku, i tyle. Gdybym sobie od razu
                powiedziala surowo 'dwie lyzeczki!' to i tak na pewno by sie udalo. Ale nie
                chcialam. Chcialam, zeby 'stop' wlaczyl mi sie sam. Zeby nie bylo takiej
                sytuacji, ze jem i az mnie ciagnie zeby przestac ze juz, JUZ!!! MAM PRZESTAC!!!
                ale ciagle jem i jem, i wreszcie bach! wyrywam wrecz sobie sama to jedzenie
                (albo nie-> napad). Boze, jaki to absurd........ ale tak jest;( No wiec wczoraj
                przez sekundke tak bylo, ale skonczylo sie ok, a dzisiaj w ogole rewelacja
                (hehe, nie mow hop, poki nie przeskoczysz;)) Obudzilam sie z wypchnietym
                brzuchem, tak mi sie wydawalo, ze taki gruby, i w ogole, nic nie schudlam,
                grrr! ale obejrzalam sie w lustrze i stwierdzilam, ze jest ok. A na wadze
                stanowczo 61, na pewno nie wiecej. W porzadku. Jest w porzadku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka