be81
29.09.04, 01:42
Czytałam gdzieś ,że: proces leczenia jest jak obieranie cebuli.
Po pozbyciu się jednej warstwy wpływającej na chorobę napotykamy następną od
której też trzeba się uwolnić Po chwilach dobrego samopoczucia i radzenia
sobie może wrócić ponowne przekonanie ,że jesteśmy nic nie warte itd. Można
doświadczyć wtedy pustki i braku wszelkich odczuć. Wszystko to jednak
wskazuje na przejście do kolejnej warstwy. Pełne uzdrowienie zajmuje dużo
czasu. Zdarza się ,że robiąc kroki do przodu cofamy się znów. Może to
wyglądać na zahamowanie uzdrawiania ale tak nie jest, oznacza to, że
schodzimy w głąb kolejnej warstwy(np. 1sze wizyty u psychologa często kończą
się objadaniem ).Za każdym razem kiedy sądzimy że proces ten dobiegł końca -
usunęliśmy w istocie tylko jedną warstwę, doznaliśmy cząstkowego uzdrowienia
na kolejnym poziomie. Dopóki nie zrozumiemy, ze leczenie zachodzi warstwą po
warstwie, będziemy błędnie interpretować nasze postępy. Wskutek tego możemy
rezygnować ze świadomego zgłębiania swoich odczuć. Zamiast leczyć chorobę
będziemy szukać chwilowej ulgi/ odchudzanie bądź napady/ tłumiąc emocje,co
doprowadzi do cierpienia przez resztę życia………..
Uzdrawianie to proces STOPNIOWEGO usuwania kolejnych warstw, jak myślicie?