Dodaj do ulubionych

nadwaga, kompulsy i mężczyzna

06.08.08, 21:48
Mój facet nie wie z czym sie borykam, nie chcę mu mówić bo to taka
moja tajemnica, o której moge powiedzieć koleżance (ale takiej
bliskiej), na forum ale nie jemu...dlaczego? może obawiam się że
stracęw jego oczach, że za każdym razem jak bede jadła będzie mi
głupio, że będzie mnie uważał za obżarciucha, i pewnie dlatego że
myśle że i tak nie zrozumie- on jest szczupły i mało je, nie zna
tego problemu.

Generalnie jak się poznaliśmy byłam nieco szczuplejsza, teraz
przybyło mi troche tu i ówdzie no i oczywiscie rewalacyjnie sie z
tym nie czuje...
Ale w czym problem? Ano w tym że mam wrażenie że jemu to też jakoś
przeszkadza, tzn nie inicuje seksu jak kiedyś (czuję się
nieatrakcyjna dla niego i to też mnie boli:( Może to jest we mnie,
ale nie do końca, ja się staram dobrze wyglądać mimo nadwagi, dbam o
siebie itp. Ale on nawet sobie w żartach mówi czasem, "żebym się nie
roztyła", i że ja "nie moge czegoś tam zjeść"... Krzywo patrzy na
otyłe dziewczyny...
Wiem, że mnie kocha, ale chyba nie akceptuje do końca...

Nie wiem, ale chyba mężczyźni co by nie mówić to jednak najbardziej
lubią szczupłe kobiety, zgrabne - też są przez media omamieni
dziewczynami z reklam i teledysków i niestety chyba mają takie
oczekiwania wobec kobiet. Tak to moim zdaniem wygląda.

Miłosć to jedna sprawa, on mnie kocha za to jaka jestem w środku.
Ale równocześnie nie chce mieć grubej kobiety... takie mam wrażenie.
Przykro mi z tego powodu trochę, a z drugiej strony to rozumiem, bo
ja sama tez chcę mu się podobać i dobrze wyglądać. A nie czuje się
dobrze jak mam nadwagę.
Nie jestem idealistką i nie myślę w stylu "jak śmiał mi tak
powiedzieć?!" itp. Wiem ,ze mnie kocha. Nie wiem na ile ta miłosć
jest dojrzała, ale kocha jak potrafi. Ma jakiś tam swój ideał, nie
lubi chudych kobiet ale grubych też nie i OK.

On nie wie tylko że to dla mnie nie jest takie proste jak musie
wydaje - schudnąć... Bo to nie jest kwestia diety i ćwiczeń ale
rózwnieź albo przede wszystkim pracy z emocjami- aby je przeżywać a
nie zajadać. On nie ma pojęcia żeja wieczorem kupuję siatkę słodyczy
i objadam się do mdłości.

Dlaczego jem mimo że mam kochającego chłopaka? Ano widzę wyraźnie że
związek nie gwarantuję wolności od ED. Facet daje mi dużą motywację
żeby coś z tym zrobić. Ale to wszystko.
Bo emocje, załamania, dołki są takie jak były. Są też inne niż jak
byłam sama- teraz dochodzą zmartwienia o nasz związek, o szczerość
jego uczuć, o jego uczucia do mnie itp... Także nie ma lekko ;)

No to musiałam się wygadać...:) Może coś napiszecie w temacie.
Obserwuj wątek
    • remain.in.light Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 08.08.08, 22:39
      Czasami zastanawiam się czy nie łatwiej byłoby się związać z
      kobietą*. Najpierw w domu rodzinnym, generalizując, nie jesteśmy
      akceptowane. Potem pan i władca ma problem z naszą większą lub
      mniejszą nadwagą/brakiem cycków/cellulitem/wpisać dowolne. A gdy już
      zaakceptujemy siebie w wersji, która NAM pasuje, pan i władca może
      się ulotnić. Choć w tym ostatnim przypadku przynajmniej czujemy się
      dobrze we własnej skórze :).

      * - tak sobie myślę na podstawie obserwacji związków znanych mi
      kobiet, pięknych i niepięknych
      • horlaa Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 09.08.08, 13:51
        hej, dziewczyny, nie tragizujmy.
        w ogole co to znaczy "pan i wladca"? piszesz powaznie czy ironizujesz? jak mozna o wlasnym partnerze myslec w takich kategoriach? przeciez zwiazek to nie meka...
        musze sie przyznac, ze od ponad 2 miesiecy jestem po raz pierwszy w zyciu w zdrowym bezproblemowym pelnym akceptacji zwiazku, i dopiero do mnie wszystko dociera i zaczyna sie na 100% ukladac.
        i na bazie tego, co juz wiem po tym moim przyspieszonym szkoleniu ze zdrowych zwiazkow (mam juz 28 lat a pierwszy raz w zyciu naprawde mi sie to trafilo :)), po pierwsze, nie ma zadnego pana i wladcy, tylko partner.
        to nie ty musisz sie do niego dopasowac (jakkolwiek, czy wygladem czy zachowaniem czy czymkolwiek), ani on do ciebie. po prostu jestescie razem, i mieszaja sie wasze cechy, a dlatego jestescie razem, bo one was do siebie przyciagaja. i nie ma innego powodu, a przynajmniej nie powinno byc.
        w tej chwili niewyobrazalne dla mnie (wreszcie) jest, ze moglabym sie pod mojego faceta jakos podpasowywac, tj. odchudzac itp. swoja wage mam, wiem, ze mam sklonnosc do tycia, ze mam zaokraglenia tu i tam, ale taka jestem i tego nie zmienie, bo lubie jesc i lubie swoje cialo. i moj facet tez je lubi. jesli robi sobie jakies zarty, to z moim pelnym przyzwoleniem, a ja wiem, ze to tylko zarty. byc moze, jesli bym sie roztyla, to zwrocilby mi uwage, czy zasugerowal np. wiecej ruchu itp albo spytal czy jest jakis problem - ale na zasadzie troski, a nie przystosowywania kobiety do jakiegos tam idealu.
        odwrotnie: jesli moj facet zaczalby nabierac piwnego brzuszka, to tez zwrocilabym mu na to delikatnie uwage - po to kwestia zadbania o siebie, zdrowia, ale na pewno nie modelowania czlowieka na podobienstwo wysnionego idealu. zreszta po co ideal - jak jest zywy, z krwi i kosci czlowiek, ze swoimi wadami i zaletami - i juz. wystarczy :)

        na marginesie, to donna_25 napisala, ze wydaje jej sie ze faceci wola szczuple kobiety - akurat! kazdy facet ma jakis tam inny typ, tak jak i my mamy rozne typy: jedne wola facetow z brzuszkiem, inne atletycznie zbudowanych, a inne chudzielcow.

        mi sie wydaje, na podstawie moich wlasnych przygod i procesu mojego zdrowienia, ze najpierw trzeba sie uporac sama ze soba - bez myslenia "co on na to powie" itp. - zrob porzadek ze swoja psychika, nie z dieta, tylko z psychika.
        w tym celu jak najbardziej mozna powiedziec facetowi o problemie - ale nie o jedzeniu, tylko o tym, co za tym stoi. opowiedz facetowi ze masz klopot z przezywaniem emocji, zwierz mu sie - jesli to jest porzadny czlowiek to zrozumie, okaze troske i wsparcie - wcale nie musisz mu mowic o jedzeniu, jesli cie to krepuje. mowisz, ze on by nie zrozumial, bo jest szczuply - szczuplosc nie ma tu nic do rzeczy!
        niech on cie wspiera, niech za toba stoi, niech cie akceptuje, i niech daje ci wyrazy swojej akceptacji - a ty w to uwierz, ze z jakichs powodow chce z toba byc (gdyby nie chcial dawno by sobie poszedl), a jak wreszcie to do ciebie dotrze, przestaniesz kupowac sobie siaty z jedzeniem. przeciez problemy to tez czesc zwiazku, dlaczego mozesz mowic o problemach kolezance a facetowi nie? na miejscu prawdziwego honorowego faceta obrazilabym sie :) zaufaj mu. przy okazji dowiesz sie, czy jest dojrzaly emocjonalnie, czy potrafi cie wesprzec.
        • remain.in.light Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 09.08.08, 15:54
          Ironizuję rzecz jasna ;).

          Inna sprawa, że jak się słyszy od każdego kolegi sformułowanie "X
          jest ładna? Tak? To wystarczy" to trochę trudno wierzyć
          w "przyciąganie" :).
          • horlaa Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 09.08.08, 17:53
            remain.in.light,
            wez pod uwage, ze co innego mowic, a co innego tak myslec czy robic. ludzie czesto sie przed innymi popisuja i graja twardzieli, kiedy w rzeczywistosci... zreszta daleko nie szukac, my tez gramy twardzielki, prawda? :)

            po drugie, nie trzeba wierzyc w zadne przyciaganie. po prostu rob swoje, zyj dobrze, zajmuj sie soba, i dbaj o bliskich - a cos sie kiedys wydarzy. ja tez juz prawie zwatpilam :) i w momencie jak obiecalam sobie, ze absolutnie, ale to absolutnie nie chce sie z nikim wiazac (niby swiadomie wybrana samotnosc), to poznalam kogos, kto cale te postanowienie przewrocil do gory nogami :)

            a po trzecie... jak masz takich kolegow to.. zmien ich na innych :)
            • remain.in.light Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 09.08.08, 18:44
              Nie, no, spoko, żyję dokładnie jak mówisz :). Tylko czasem, jak
              usłyszę od kumpla taki komentarz to mi gorzej się robi.
              Ostatnio zaprzyjaźniłam się z kimś strasznie fajnym, kto uznał, że
              jestem "ą i ę" i w ogóle piękną kobietą, mądrą i takie tam ;). Jak
              to kiedyś pisałyśmy w innym wątku, podejrzewam sabotaż i złe
              intencje ;) (trochę ironizuję), nawet nie dlatego, że nie wierzę
              sama w to co mówi (bo wierzę), tylko dawno nikt do mnie tak miło nie
              przemawiał. Zawsze zastanawiała mnie (i dawałam upust temu uczuciu
              na forum) rozbieżność między tym co sama o sobie myślę (załóżmy, że
              dobrze) i moim otoczeniem (źle). Zakładam, że to kwestia otoczenia.
              Choć z drugiej strony musiałabym mieć niezłego pecha ;).
              • horlaa Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 09.08.08, 19:00
                a wiesz, ze ja mam podobnie. moj facet jest po prostu mna zachwycony, a mnie sie wierzyc nie chce... :) chociaz ja tez jestem nim zachwycona i on tez niby w to nie wierzy... :)
                jakos zawsze latwiej uwierzyc w zle rzeczy niz w te lepsze, prawda? :)

                powodzenia w dalszym zaprzyjaznianiu...
                • remain.in.light Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 09.08.08, 19:11
                  Dzięki :). Raczej trudno wierzyć w "nowe" niż "złe" :).
    • donna_25 Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 10.08.08, 22:46
      > jesli robi sobie jakies zarty, to z moim pelnym przyzwoleniem, a
      ja wiem, ze to tylko zarty. byc moze, jesli bym sie roztyla, to
      zwrocilby mi uwage, czy zasugerowal np. wiecej ruchu itp albo spytal
      czy jest jakis problem - ale na zasadzie troski, a nie
      przystosowywania kobiety do jakiegos tam idealu.<

      Żarty żartami, ja też lubie sobie pożartować i często się nabijamy
      wspólnie z siebie nawzajem, to jest bardzo fajne w związku...

      Ale weź kobitę która jest jakoś tam przewrażliwiona na punkcie
      swojego wyglądu i wagi, z którą "walczy" całe dorosłe życie i
      powiedz jej (w dobrej intencji) cokolwiek w temacie że utyła...
      hello! nie oszukujmy się, choćby facet miał na myśli nasze zdrowie i
      co tam jeszcze, to zawsze to zaboli. Chyba że ty akceptujesz to że
      tyjesz i jest ci z tym dobrze, ale to raczej rzadko ma miejsce.
      Poza tym który facet przed 30stką martwi się o ewentualne zdrowie
      partnerki z powodu paru dodatkowych kg ???

      Wyobraż sobię dokładnie taką sytuację, że troszkę roztyłaś się i
      słyszysz od niego że że on to widzi (i bynajmniej nie jest to
      komplement...) Nie skaczesz a radości i nie móisz sobie" nie
      obchodzi mnie co on myśli, ja lubię siebie".
      Lubienie siebie to podstawa, zgadzam się, ale są też inni ludzie,
      którzy na nas wpływają, a zdanie partnera ma z reguły duże znaczenie.

      Mój chłopak na szczescie nie jest fanem wieszaków na ubrania
      (inaczej nie bylibyśmy razem:), ale to co napisałam, że faceci lubią
      szczupłe dziewczyny to nie jest jakaś głupota, tylko obserwacja
      życia. Bo ludzie ogólnie lubią to co jest estetyczne, zgrabne i
      powabne. I ciżeko mieć o to do nich żal, tylko czasem to niestety
      bywa przykre, jak człowiek zaczyna odstawać za bardzo... Puszyste
      dziewczyny wiedzą dobrze o czym mowa. Bez ściemniania piszmy, bo o
      to chyba chodzi.
      Są ponoć wieliciele rubensowskich kształtów, ale ja w czasie swojego
      28-letniego zycia jeszcze na takiego nie trafiłam który zachwycałby
      się moimi fałdami tłuszczyku na brzuchu ;))

      • horlaa Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 11.08.08, 16:51
        > Są ponoć wieliciele rubensowskich kształtów, ale ja w czasie swojego
        > 28-letniego zycia jeszcze na takiego nie trafiłam który zachwycałby
        > się moimi fałdami tłuszczyku na brzuchu ;))

        obydwaj mezczyzni, z ktorymi bylam w zwiazkach byli i sa wielbicielami kobiecych kobiet :) dopiero co moj obecny mezczyzna (dzisiaj!) powiedzial, ze widzi ze troche przytylam, ale duzo to nie jest - tak akurat. powiedzialam mu ze to dlatego, ze juz minela pierwsza faza zakochania, kiedy nic nie bylam w stanie zjesc z milosci :) i to prawda - odzywiam sie regularnie wiec nieco przytylam - czy cos sie stalo? nie...

        co innego przytyc i miec "kobiece" ksztalty (ktore lubi naprawde mnostwo mezczyzn), a co innego sie zaniedbac.
        ja mam np. "kobieca" sylwetke (i to nawet bez cudzyslowia, po prostu kobieca), ale staram sie nie miec celluitu i dbac o siebie. bo to o dbanie o siebie i zdrowie chodzi, a nie o cokolwiek innego.

        > Poza tym który facet przed 30stką martwi się o ewentualne zdrowie
        > partnerki z powodu paru dodatkowych kg ???

        no ja znam co najmniej paru takich. jesli facetowi na partnerce zalezy to martwi sie o jej zdrowie. a nie o wyglad, bo wyglad dla madrego faceta (i madrej kobiety) to tylko dodatek.

        > Bo ludzie ogólnie lubią to co jest estetyczne, zgrabne i
        > powabne.

        to prawda, lubia. ale mozna miec wiecej kg i wiekszy rozmiar ubran, a mimo to byc zgrabnym i powabnym. i estetycznym. nic tu sie z niczym nie kloci.

        nie pisalabym tego wszystkiego, gdybym nie byla aktualnie szalenczo zakochana w mezczyznie, ktory dokladnie spelnia wszystkie te warunki. dlatego wlasnie wiem, ze to mozliwe - bo wczesniej w to zupelnie nie wierzylam ;)
        • nienill Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 11.08.08, 22:34
          horlaa napisała:

          > ja mam np. "kobieca" sylwetke (i to nawet bez cudzyslowia, po
          prostu kobieca),
          a mozesz napisac jaki nosisz teraz rozmiar?
        • donna_25 Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 13.08.08, 22:30
          co do kobiecych kobiet to myślę że większości facetom się takie
          podobają. tylko zależy co się rozumie pod pojęciem "kobieca", kiedy
          jest jeszcze kobieca, a kiedy już otyła (okropne słowo, swoją drogą).

          dla mnie zgrabna i powabna może być kobieta większa, wszystko zależy
          jak się nosi, czy ma kompleksy czy nie... ale znowu - jest pewna
          granica, jak się ma naprawdę dużą nadwagę, to z reguły nie wygląda
          sie najlepiej i nie ma cudów, jak brzuch sterczy, skóra wisi a
          ubrania opinają fałdy tłuszczu, to trzeba naprawdę dużej siły ducha
          i samoakceptacji żeby sie dobrze z tym czuć... a do tego dochodzi
          problem otoczenia- krzywych spojrzeć, komentarzy itp.


          nie chodzi mi o to, że facet nie może lubić "większej" kobiety
          (wiadomo że może), ale jak to jest kiedy się zmieniasz (tyjesz) w
          trakcie związku, jak to wpływa...

          ja myślę, że facet jak kochał to nadal kocha, i nadal mu się
          podobasz, ale większy brzuch sam w sobie nie jest dla niego bardziej
          atrakcyjny, zwisy tłuszczu same w sobie go nie zachwycają (sorry za
          dosadność, ale staram sie dokładnie napisac co mam na myśli:)
          Dla niego jesteś ciągle tą samą kobietą, która mu sie podoba, ale
          coś się zmienia i to może nie być bez znaczenia.
          Jeśli przytyło ci się "nieco", 2-3 kg to OK. Ale jeśli to jest
          dodatkowe 10 kg (a już wcześniej nie byłaś chuda), i do tego jesteś
          niskiego wzrostu? To już nie jest tak fajnie.

          Facet nie powie wprost, że coś mu się nie podoba i że dawniej
          wyglądałaś lepiej, bo jest mądry i kochany i nie chce sprawić
          przykrości. (piszę cały czas ogólnie, nie personalnie:)

          I to wszystko to nie jest to żaden dramat w sumie, ale powoduje
          pewien dyskofort, przynajmniej u mnie.
          I o tym chciałam napisać, a nie spierać się czy faceci akceptują
          większą tuszę kobiety czy nie :)

          • horlaa Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 16.08.08, 18:17
            nienill,
            to jaki mam rozmiar nie ma znaczenia, bo w niektorych sklepach kupuje mniejsze, w innych wieksze, wiec ciezko mi powiedziec jaki wlasciwie rozmiar nosze (spodnie inny a na bluzki inny, w Polsce inny, a tutaj gdzie jestem teraz inny itp.)
            mysle ze niepotrzebnie zajmujemy sie kwestia wagi. OK, rozumiem, ze ona moze byc problemem, jak ktos duzo przytyl, zaniedbal sie itp.
            wlasnie wobec tego w tym rzecz, zeby o siebie po prostu dbac - zdrowo jesc, ruszac sie, lubic swoje cialo - i to dotyczy zarowno faceta jak i kobiety. przeciez kobieta jak np. zajdzie w ciaze to tez tyje, prawda? albo jak sie zaczniemy starzec - tez bedzie nam skora obwisala, robila sie pomarszczona, a oponek na brzuchu pewnie bedzie wiecej (nie mowiac o rozstepach i zwiotczeniach).
            a jednak wszyscy znamy ludzi starszych, ktorzy sa po prostu zadbani, atrakcyjni, widac, ze pogodzeni z soba.

            i nie mowie tu zadnych idealow i banialukow tylko to, co mozemy zaobserwowac dokola. oczywiscie jak chcecie, to dla was osoba "gruba" czy "zaokraglona" to moze byc gora tluszczu, oponki itp - takich slow uzywacie. ja znam osoby "przy kosci" ktore maja zadbane cialo - nie maja wbrew pozorom celluitu (albo maja go duzo mniej niz np. ja ktora jestem 'teoretycznie' szczuplejsza), maja zgrabne nogi, albo zgrabna talie, albo piekne wlosy - cos, co przyciaga uwage. kwestia tez odpowiedniego dobioru ubrania, fryzury itp - mowie tu rzeczy banalne, wiem, ale chcialabym tylko zwrocic uwage na to, ze wyglad nie jest w zwiazku najistotniejsza rzecza! ciagle skupiacie sie na wygladzie, jakby to bylo tak istotne.
            wiem, ze majac kompulsy i ciagle naprzemian tyjac i chudnac duzo sie o tym mysli, ale tak jak mowie ZDROWY i ROZSADNY facet nie bedzie opieral swoich uczuc na tym ile aktualnie masz kg... bo jesli jest z toba dla twojej osobowosci, to bedzie doskonale wiedzial, ze za 20 lat bedziesz wygladac byc moze duzo mniej atrakcyjniej, ale osobowosc nadal bedzie taka, jaka ja pokochal :)

            a, i jeszcze cos mi przyszlo do glowy: wazniejsze (dla partnera) jest nie tyle to, ze przytylas, tylko przyczyna i twoje podejscie do wlasnego ciala. jesli potrafi przyczyne przytycia zrozumiec (typu jakas choroba, ciaza, itp.) to dla niego bedzie sprawa w porzadku (przyczyna-> skutek). jesli przyczyny znac nie bedzie, i na dodatek dziewczyna zacznie sie wstydzic swojego ciala, miec jakies spadki nastroju, zly humor, bedzie sie wstydzic ladnie ubierac, zaniedba sie - niewatpliwie jest to powod do niepokoju (=cos sie dzieje).

            jesli facet daje wsparcie i akceptacje niezaleznie od tego jak wygladasz, to czujesz sie po prostu swobodnie i wtedy dbanie o siebie jest naturalne - kochasz i jestes kochana, jest dobrze. jak cos sie popsuje to tez daje wsparcie - i nadal jest ok. uzaleznianie wszystkiego od wygladu nie ma kompletnego sensu chyba ze chodzi o romans na jedna czy kilka nocy czy o "pokazywanie" sie z kims publicznie.

            ps. ja ostatnio na przekor wszystkim (przynajmniej tak mi sie zwykle wydawalo) zaczelam nosic spodniczki przed kolano chociaz cale zycie ich unikalam, uwazajac ze mam grube nogi (mam dosyc masywne, to jest prawda - czy grube - nie wiem). teraz, od pewnego czasu czuje sie na tyle dobrze i pewnie ze soba sama, ze zrobilam to, na co mam ochote - kupilam spodniczke przed kolano i chodze w niej wszedzie, czujac sie bardzo atrakcyjna, a przeciez ani nie schudlam, ani nie przytylam - jestem taka sama!
            wszystko tkwi w naszej glowie.
            • nienill Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 16.08.08, 21:15
              horlaa napisała:

              > nienill,
              > to jaki mam rozmiar nie ma znaczenia,
              dla mnie ma
              chce sie dowiedziec mniej wiecej co to twoim zdaniem jest ta kobieca
              sylwetka


              bo w niektorych sklepach kupuje mniejsze,
              > w innych wieksze,
              to napisz ten mniejszy i wiekszy

              > mysle ze niepotrzebnie zajmujemy sie kwestia wagi.
              to nie waga, tylko ogolny wyglad i w pewnych przypadkach takze
              zdrowie

              jak zawsze jestem wscibska i chcialabym sie dowiedziec jak ta sprawa
              konkretnie wyglada u osoby, ktora jest zdrowa


              > ciagle skupiacie sie na wygladzie,
              nie :)
              to TY napisalas tu cale pzremowienie w momencie, gdy ja zapytalam
              jedynie o dwie cyferki

              • horlaa Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 17.08.08, 09:41
                uparcie nie bede podawac cyferek.
                dla niektorych 46 to duzo, dla innych 42 a dla jeszcze innych 38.
                to jest kwestia wzgledna, dlatego podanie rozmiaru niczego tu nie wyjasni.
                • nienill Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 17.08.08, 13:56
                  horlaa napisała:

                  > uparcie nie bede podawac cyferek.
                  uparcie chce sie dowiedziec co dla CIEBIE, osoby ZDROWEJ,
                  oznacza "kobieca sylwetka"
                  nie interesują mnie zadni "inni" i ich teorie wzglednosci
                  • horlaa Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 20.08.08, 17:08
                    jesli pytasz co JA o tym mysle, to odpowiem, ze ja sie takimi tematami w ogole nie zajmuje i nie interesuje.

                    patrzac na dziewczyne nie potrafie odgadnac, jaki ma rozmiar, ale widze, czy jest sympatyczna, zadbana, usmiechnieta - i nie ma znaczenia, czy nosi dlugie spodnie, czy ma duzy biust, tylek, biodra, czy nosi okulary, krotkie czy dlugie wlosy. naprawde nie obchodzi mnie to, bardziej widze to jako calosc. jesli ktos jest z siebie, wlasnego ciala zadowolony, to od razu widac. i wtedy kobieta jest dla mnie "kobieca" a facet "meski". juz dawno nie mysle o ludziach w kategoriach "rozmiarow" czy "sylwetek", mam inne rzeczy do roboty.

                    to jest moja - osoby jak slusznie zauwazasz zdrowej - teoria wzglednosci.
                    • nienill Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 20.08.08, 17:19
                      horlaa napisała:

                      > jesli pytasz co JA o tym mysle, to odpowiem, ze ja sie takimi
                      tematami w ogole
                      > nie zajmuje i nie interesuje.
                      a najłatwiej to zauwazyc po przeczytaniu tego wątku, ktory osiagnal
                      niezwykle "zdrowe" rozmiary


                      > to jest moja - osoby jak slusznie zauwazasz zdrowej - teoria
                      wzglednosci.
                      nic nie zauwazam
                      przepisalam tylko twoje slowa


                      • horlaa Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 21.08.08, 09:42
                        to TY zapytalas mnie o rozmiar, bo lepiej wychodzi ci zadawanie pojedynczych pytan niz udzial w ciekawej dyskusji, ktora tu sie rozwinela (wg mnie ciekawej).
                        odpowiadam Ci, ze nie zajmuje sie tematem rozmiarow, bo kompletnie nie ma on dla mnie znaczenia, ale chyba do Ciebie to nie dociera?

                        otoz NIE podam Ci mojego rozmiaru, bo po prostu kompletnie mnie on nie obchodzi.

                        i uprzejmie informuje, ze nie bede juz odpowiadac na Twoje pytania skierowane do mnie, bo widze ze nie ma to sensu - prawdopodobnie nigdy sie nie zrozumiemy.

                        pozdrawiam
                        • nienill Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 21.08.08, 11:35
                          horlaa napisała:

                          > w ciekawej dyskusji, ktora tu sie rozwinela (wg mnie ciekawej).
                          wg mnie nie

                          > odpowiadam Ci, ze nie zajmuje sie tematem rozmiarow, bo kompletnie
                          nie ma on dl
                          > a mnie znaczenia, ale chyba do Ciebie to nie dociera?
                          a dociera, ze mnie zainteresowalo?

                          > otoz NIE podam Ci mojego rozmiaru, bo po prostu kompletnie mnie on
                          nie obchodzi
                          jesli to nie ma znaczenia, to go PODAJ
                          • horlaa Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 21.08.08, 15:52
                            > > w ciekawej dyskusji, ktora tu sie rozwinela (wg mnie ciekawej).
                            > wg mnie nie

                            to po co sie do niej dołączasz?

                            > > otoz NIE podam Ci mojego rozmiaru, bo po prostu kompletnie mnie on
                            > nie obchodzi
                            > jesli to nie ma znaczenia, to go PODAJ

                            nie podam, bo to w tej dyskusji wg mnie tak malo istotne, jak moj kolor wlosow i oczu.
                            poza tym jak wspomnialam wczesniej nie jestem pewna jaki jest moj rozmiar.
                            jesli tak lubisz cyferki, rozmiar moich butow moze chociaz troche poprawi ci humor: mianowicie 41,5.
                            • nienill Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 21.08.08, 16:00
                              horlaa napisała:

                              > to po co sie do niej dołączasz?
                              zadalam tylko pytanie
                              to ty dyskutujesz, krecisz sie i wiercisz na wszystkie strony

                              > nie podam, bo to w tej dyskusji wg mnie tak malo istotne,
                              dla mnie jest istotne

                              czesto slysze to okreslenie. kazdy rozumie je inaczej i filtruje
                              przez swoj bagaz doswiadczen.
                              nie mialam nigdy okazji zapytac osoby po terapii co to dla niej
                              oznacza, wiec to zrobilam

                              • horlaa Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 21.08.08, 16:08
                                odpowiem ci, skoro o to tylko chodzilo:
                                dla mnie w chwili obecnej rozmiar nie oznacza NIC. jest to tylko taka rzecz, ktora ulatwia robienie zakupow ubraniowych, ale nie wiaze z tym tematem po prostu zadnych skojarzen.

                                a tutaj nie podaje rozmiaru, bo TUTAJ, gdybym napisala ze mam 48 albo 38 mialoby to znaczenie (bo jest tu cala masa osob przed terapia albo w trakcie). to tak jak opisywanie swojego napadu: dla jednych jedna czekoladka to malo, a dla innych duzo. wszystko jest subiektywne i dlatego TUTAJ, na takim forum, lepiej mowic opisowo, niz dyskusje popierac przykladem "bo ja mam rozmiar .... i czuje sie super" - to nie tak. majac kazdy rozmiar mozna czuc sie i wygladac super, mozna tez bardzo zle.
                                gdybysmy sie spotkaly w realu od razu powiedzialabym ci ile nosze (bo w realu wiem, ze wygladam dobrze, i to mi wystarczy). ale tutaj nie. i juz :)
                                • nienill Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 21.08.08, 16:53
                                  horlaa napisała:

                                  > odpowiem ci, skoro o to tylko chodzilo:
                                  nie odpowiedzialas.
                                  chce te dwie cyferki, tyle

                                  > a tutaj nie podaje rozmiaru, bo TUTAJ,
                                  to wyslij mi na maila

                                  > gdybysmy sie spotkaly w realu od razu powiedzialabym ci ile nosze
                                  (bo w realu w
                                  > iem, ze wygladam dobrze, i to mi wystarczy). ale tutaj nie. i
                                  juz :)
                                  ?????????????????????????????????????????????????
                                  czyli nie chcesz, zebym cie ocenila "niesprawiedliwie"? dorobila
                                  sobie jakies wyobrazenie na temat twojej osoby? jakie to ma
                                  znaczenie, skoro wazne jest tylko to jak TY SAMA siebie postrzegasz?
                                  o co chodzi?
                                  • teterak Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 22.08.08, 10:30
                                    nie popadlas, Horlaa, w jakas skrajnosc: rozmiar NIC nie oznacza? a
                                    gdzie kwestie poczucia estetyki, identyfikacji z wlasnym cialem itp.
                                    Nie wspomne aspektu zdrowotnego bo (w przeciwienstwie do Ciebie) nie
                                    wierze, ze kompleks wagi ma w wiekszosci przypadkow cokolwiek
                                    wspolnego ze zdrowiem fizycznym (mozna miec zdrowe BMI i wygladac
                                    nienajpiekniej ale czuc sie z tym dobrze; i odwrotnie)
                                    To dla Ciebie oznacza zdrowie (psychiczne)?
                                    boisz sie, ze chore dziewczyny beda sie odniosily do Twoich cyferek.
                                    A co, malo na ulicy puszystych sprawiajacych wrazenie ze sie
                                    akceptuja?

                                    • horlaa Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 22.08.08, 13:42
                                      nie wiem, moze wyrazilam sie niejasno, moze sama za dobrze nie ulozylam w glowie tego, co chcialam powiedziec.

                                      jesli pytacie tak personalnie o mnie, to faktycznie teraz tak jest, ze ten rozmiar nie ma dla mnie znaczenia - chocby dlatego, jak juz pisalam wczesniej, ze on "wypada" roznie w roznych krajach i sklepach (a ja kursuje pomiedzy dwoma krajami) i to mi tak ewidentnie pokazuje, ze nie ma sie co okreslac rozmiarem ubrania. z racji mojej pracy tez mam do czynienia z roznymi ludzmi i widze, jak duzo ludzi po prostu nie przejmuje sie "wzorcami" i "kanonami" tylko po prostu mowiac krotko dobrze sie bawi zyciem.
                                      jak widac ten rozmiar nie ma dla mnie znaczenia ze wzgledow praktycznych tylko i wylacznie - po prostu nie jest mi potrzebny. jak biore spodnie w sklepie to szukam jak najwiekszych rozmiarow a potem sprawdzam ktore mi beda pasowaly - czy to bedzie taki rozmiar czy inny, a moze w ogole nie bedzie na mnie rozmiaru (jak jest w wielu miejsach) kompletnie mnie nie rusza, bo uwazam to za glupie dolowac sie z powodu tego, ze sie kupilo spodnie 44 zamiast 42 albo XXL zamiast L. tak jakby w zyciu nie bylo innych problemow.

                                      i to nie tak, ze sobie to wmawiam, ale naprawde mnie to nie rusza.
                                      gdybyscie w tej smiesznej dyskusji mi tego nie przypomnialy, to nadal bym o tym nie pamietala.

                                      kwestie poczucia estetyki? identyfikacji z wlasnym cialem?
                                      alez ja bardzo lubie swoje cialo. tylko ze ta milosc nie musi sie wyrazac w tym, ze oto osiagnelam swoje wymarzone 38 (na przyklad). po prostu fajnie sie ubieram, fajnie wygladam, fajnie czuje. dla mojego brata jestem np. puszysta, a dla innych osob "normalna" lub "zgrabna". sama dla siebie jestem po prostu fajna. normalna.
                                      jak sie zaniedbam od razu to WIEM - po tym, ze ubrania sa ciasniejsze i czesciej boli mnie brzuch od zlego odzywiania - to jest dla mnie sygnalem, ze nie mialam czasu albo nastroju na dbanie o siebie. a nie fakt, ze poszlam do sklepu i nie bylo spodni w moim rozmiarze.

                                      nie wiem jak to inaczej jeszcze moge ujac, moze nie ma takiej potrzeby rozgadywania sie (mam do tego sklonnosc) - po prostu mi jest dobrze w mojej skorze, nie dopisuje do tego zadnej teorii, nie przeliczam tego na cyferki, nie mysle o tym czy jestem zdrowa psychicznie czy nie. po prostu mi jest dobrze, jestem szczesliwa, co w przeciwienstwie do "dawnych czasow" jest dla mnie takim odmiennym stanem, ze czasami moze nadmiernie go uzewnetrzniam. i tyle.
                                      • nienill Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 22.08.08, 14:04
                                        sorry horlaa, ale zwyczajnie chrzanisz.....

                                        dlaczego z takim fanatycznym zacieciem nie chcesz podac informacji,
                                        ktora nie ma dla ciebie _zadnego_ znaczenia?
                                        • horlaa Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 22.08.08, 17:52
                                          bo ty z fanatycznym zacieciem o tą informację wypytujesz, jakby miala jakiekolwiek znaczenie. im ty bardziej wypytujesz, tym bardziej ja upieram sie, zeby jej nie podac. nazwij to wrodzoną złosliwoscia, ja juz nie bede sie wiecej tlumaczyc.

                                          i uciekam juz z tego wątku, bo po prostu mnie znudził.
                                          EOT.
                                      • teterak Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 22.08.08, 15:39
                                        > kwestie poczucia estetyki? identyfikacji z wlasnym cialem?
                                        > alez ja bardzo lubie swoje cialo. tylko ze ta milosc nie musi sie
                                        wyrazac w tym
                                        > , ze oto osiagnelam swoje wymarzone 38 (na przyklad). po prostu
                                        fajnie sie ubie
                                        > ram, fajnie wygladam, fajnie czuje. dla mojego brata jestem np.
                                        puszysta, a dla
                                        > innych osob "normalna" lub "zgrabna". sama dla siebie jestem po
                                        prostu fajna.
                                        > normalna.

                                        powtorze pytanie: a poczucie estetyki? a identyfikacja?

                                        piszesz, ze lubisz swoje cialo w rozmiarze jaki-tam-masz, bo jestes
                                        dla siebie 'fajna i normalna'. mysle, ze ta fajna normalnosc wlasnie
                                        u siebie lubisz i dlatego przeklada sie to na lubienie ciala - tak
                                        maja i zdrowi, i Ci mniej zdrowi. ale rozmiar to osobna bajka -
                                        kazdy ma SWOJ ktory go charakteryzuje tak jak kolor oczu czy dlugosc
                                        stopy (ktora podalas mimo ze tez NIC nie znaczy) czy rysy twarzy
                                        a estetyka przeciez moze miec niewiele wspolnego z 'lubieniem'.
                                        chyba nie musze tlumaczyc...
                                        • horlaa Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 22.08.08, 18:04
                                          > piszesz, ze lubisz swoje cialo w rozmiarze jaki-tam-masz, bo jestes
                                          > dla siebie 'fajna i normalna'. mysle, ze ta fajna normalnosc wlasnie
                                          > u siebie lubisz i dlatego przeklada sie to na lubienie ciala - tak
                                          > maja i zdrowi, i Ci mniej zdrowi. ale rozmiar to osobna bajka -
                                          > kazdy ma SWOJ ktory go charakteryzuje tak jak kolor oczu czy dlugosc
                                          > stopy

                                          ja juz uciekam z tej dyskusji, bo jej temat i sedno stalo sie dla mnie kompletnie niezrozumiale. mnie rozmiar nie charakteryzuje - to na pewno. wrecz absurdem jest dla mnie myslec, ze moze mnie charakteryzowac - moj rozmiar jest zmienny, bo moja waga zmienia sie i bedzie zmieniac. moja figura, sylwetka - owszem, mnie charakteryzuje, i moge ja opisac, ale rozmiar kompletnie nie. moze wymiary - moze o to wam chodzi? ale rozmiar?? nie czaje, nie kumam, kompletnie nie wiem o co wam chodzi.
                                          nie widze zadnego sensu w dywagowaniu nad tym, byc moze jestem za malo bystra. nie mam pojecia, wracam do swoich zajec :)
                                          jak powiedzialam wyzej, EOT jesli chodzi o mnie.
                                          • free123 Re: nadwaga, kompulsy i mężczyzna 03.10.08, 12:19
                                            Nie o bystrość tu idzie ;)
                                            Bynajmniej.

                                            Fajnie się czyta jak chory zdrowego nie rozumie ;) i nie zrozumie
                                            póki sam sie zdrowym nie stanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka