ignorant11
20.11.09, 00:15
Sława!
www.rp.pl/artykul/392884_Rosja_nie_wygralaby_wojny_z_Polska_.html
Rosja nie wygrałaby wojny z Polską
Piotr Zychowicz 16-11-2009, ostatnia aktualizacja 16-11-2009 17:14
Ostatnio Kreml przeprowadził symulację nuklearnego ataku na wasz
kraj! To niebywałe! A mimo to wasz premier cały czas mówi o poprawie
stosunków z Moskwą — zdumiewa się rosyjski obrońca praw człowieka w
rozmowie z Piotrem Zychowiczem
autor zdjęcia: Rafał Guz
źródło: Fotorzepa
Władimir Bukowski w 2005 roku
+zobacz więcejSkomentuj
Dmitrij Miedwiediew potępił sowieckie czystki z 1937 roku. Wiele
osób w Polsce było bardzo zaskoczonych i chwaliło rosyjskiego
prezydenta.
Władimir Bukowski: Nie ma za co, bo to tylko gra. Miedwiediew nie
jest niezależnym człowiekiem, nie jest prawdziwym prezydentem. On
został mianowany na prezydenta. W reżymie panującym obecnie w Rosji
ma specyficzną funkcję. Ma reprezentować rzekomą liberalną twarz
reżymu. Zwodzić ludzi. To, co mówi, nie ma więc żadnego znaczenia.
To tylko słowa. Miedwiediew lubi opowiadać, że w kraju powinno być
więcej demokracji, że sądy powinny być niezależne i tym podobne.
Miedwiediew i Putin – to stara gra w złego i dobrego policjanta. Nie
nabierajcie się na to.
Dla kogo prowadzona jest ta gra?
Oczywiście, aby zmylić Zachód oraz rosyjskich intelektualistów,
którzy są sfrustrowani brakiem demokracji i wolności w ich państwie.
Słyszą takie rzeczy, ekscytują się nimi, i dzięki temu siedzą cicho
i spokojnie. Nie występują przeciw reżymowi, bo uważają, że jest w
nim liberalny nurt, który może kiedyś dojść do głosu. Mogą sobie
powiedzieć: skoro nasz prezydent mówi takie rzeczy, to nie jest
wcale tak źle. Sytuacja się poprawi. Choć to oczywiście mrzonki.
Słowa Miedwiediewa mogą niektórym przypominać rok 1956 i referat
Chruszczowa.
To prawda. Jeżeli uważnie przeanalizować to, co powiedział, to
rzeczywiście widać, że on mówi Chruszczowem. Że jego wypowiedź była
w duchu słynnego referatu z XX Zjazdu. Czyli że w roku 1937 doszło
do godnych ubolewania „błędów i wypaczeń”, ale nie powinny one
przysłaniać wielkich zdobyczy i sukcesów Związku Sowieckiego. Tak
czy inaczej reżym Putina nawiązuje do tradycji sowieckiej. Czasami
do stalinowskiej, czasami do chruszczowowskiej.
Czym jest więc państwo znajdujące się dziś pomiędzy Ukrainą a
Alaską. Rosją czy też jakimś tworem postsowieckim?
To twór postsowiecki. Sowiecka nomenklatura – po kilku latach
zamieszania na początku lat 90. – przegrupowała się bowiem,
przystąpiła do kontrofensywy i przejęła najważniejsze stanowiska w
państwie. Zarówno w świecie polityki, jak i biznesu. Działając za
kulisami, a motorem były tu sowieckie służby specjalne, komuniści
wrócili do władzy. Można powiedzieć, że jesteśmy obecnie w fazie
restauracji reżymu sowieckiego. Coś w stylu powrotu Burbonów po
krótkim okresie rządów Napoleona.
Ale przecież godłem tego kraju jest dwugłowy orzeł, jego flagą jest
trójkolorowy sztandar...
...a hymnem stary sowiecki hymn napisany przez Siergieja Michałkowa
dla Stalina. W armii nadal używa się czerwonego sztandaru, a na
ogonach samolotów bojowych maluje czerwoną gwiazdę. O tym, z jaką
historyczną schizofrenią mamy do czynienia w Rosji, najlepiej
świadczy sprawa Petersburga. Miasta, któremu przywrócono jego
prawowitą nazwę, ale które nadal jest stolicą... Okręgu
Leningradzkiego. Gdy Putin odsłaniał pomnik niesławnego szefa KGB
Jurija Andropowa, powiedział, że sowieckie organy
bezpieczeństwa „zawsze broniły interesów ludu”. Czyli także w 1937,
gdy wymordowali kilka milionów jego przedstawicieli...
Rosja nie zaatakuje Polski, bo nie ma czym. Rosyjska armia się
degeneruje i rozpada. To właściwie nie jest wojsko tylko horda
maruderów
Jak można łączyć dwie sprzeczne ze sobą tradycje, rosyjską i
sowiecką?
Taki eksperyment skutecznie przeprowadził już Józef Stalin. Gdy w
1941 roku zaczęła się wojna z Niemcami, sowieccy żołnierze masowo
przechodzili na stronę nieprzyjaciela, poddawali się Niemcom całymi
dywizjami. W sumie kilka milionów ludzi! To była świadoma polityczna
decyzja. Ci ludzie nie identyfikowali się z reżymem komunistycznym i
ze Związkiem Sowieckim. Wprost przeciwnie – nienawidzili go z całego
serca i chcieli jego zniszczenia. Nie zamierzali bronić kołchozów i
gułagu. Państwa, które sprowadziło na nich tak straszliwe
nieszczęścia...
Sądzi pan, że gdyby Hitler lepiej traktował Rosjan, to wygrałby
wojnę na Wschodzie?
On był zaślepiony przez swoją ideologię, uważał Słowian za podludzi
i nie wykorzystał antysowieckiego nastawienia Rosjan i innych
narodów uciemiężonych przez Sowiety. I to go zgubiło. Hitler
niewiele różnił się od komunistów, był dogmatykiem i fanatykiem.
Wracając jednak do Stalina: on szybko zorientował się, że jeżeli
będzie walczył tylko pod sztandarem komunizmu, to przegra wojnę. Aby
się ratować postanowił więc odwołać się do znienawidzonych
rosyjskich uczuć patriotycznych. W słynnym orędziu zwrócił się do
narodu słowami „bracia i siostry”, a nie towarzysze. Rosjan, których
przez tyle lat terroryzował i ciemiężył, poprosił o pomoc. Otworzył
Cerkiew, wprowadził ministerstwa zamiast komisariatów oraz
przywrócił stopnie oficerskie i epolety. A przecież wcześniej samo
słowo oficer było wyklęte! A skoro stary gruziński bolszewik mógł w
latach 40. odgrywać rolę rosyjskiego patrioty, to dlaczego nie
mieliby tego robić teraz byli agenci KGB?
Czyli powtórka z historii?
To ta sama gra. Przy okazji opowiem panu o pewnej ciekawej historii
związanej z sowieckimi służbami i rosyjskim nacjonalizmem. Na
początku lat 90. KGB założyło, a następnie kierowało i sterowało,
najbardziej skrajnymi i szowinistycznymi organizacjami rosyjskich
nacjonalistów. Chodziło o przedstawienie „obrzydliwej twarzy
rosyjskiego ludu”, złych instynktów, które miały w nim drzemać. Po
co? W ten sposób chcieli zastraszyć liberalnych
intelektualistów. „Jeżeli pójdziecie za daleko w walce z sowiecką
spuścizną, jeżeli nie pójdziecie z nami na jakiś kompromis, to w
Rosji do głosu dojdzie faszyzm”.
Jak rosyjskie społeczeństwo reaguje na dziwaczną politykę
historyczną reżymu?
Ludzie są zdezorientowani. Wystarczy zajrzeć do jakiejś nowszej
encyklopedii. Za bohaterów narodu rosyjskiego uznawane są tam
postacie, których w żaden sposób nie można ze sobą pogodzić. Z
jednej strony biali generałowie Denikin, Wrangel czy Kołczak z
drugiej Lenin, Stalin, Beria czy Chruszczow. A więc śmiertelni
wrogowie, którzy reprezentowali dwa przeciwne sobie obozy. Z jednej
strony Rosjanie, z drugiej nienawidzący Rosjan bolszewicy. To
sytuacja jak z Kafki. Ostatnio reżym znalazł gdzieś szczątki
jakiegoś białego generała, sprowadził je do Rosji i pochował z
honorami. I podczas uroczystości odegrano sowiecki hymn! Dziwię się,
że ten człowiek nie wyskoczył z grobu, gdy to usłyszał!
Wyobraźmy sobie, że wsadzamy Putina i jego współpracowników do
maszyny czasu i przenosimy do roku 1919. Po której stronie by
walczyli. Białych czy czerwonych?
Oczywiście, że po stronie czerwonych! Ci ludzie wywodzą się z
sowieckich służb specjalnych. Nie ma żadnych wątpliwości, komu
sprzyjaliby podczas Wojny Domowej. Przecież to dzięki zwycięstwu
czerwonych mogli zbudować swoją pozycję i osiągnąć dzisiejsze
wpływy. Zresztą dziadek Putina był w Czeka, a ojciec w NKWD. To klan
czekistów, który od kilkudziesięciu lat zwalczał rosyjski
patriotyzm.
Dlaczego Kreml prowadzi taką dziwną grę w sprawie Zbrodni
Katyńskiej?
Bo na początku lat 90. rosyjscy politycy byli na tyle głupi, że
ogłosili dzisiejszą Rosję spadkobierczynią prawną Związku
Sowieckiego. Zrobili tak, bo dało im to pewn