bolko_turan
12.02.04, 16:00
Znalezione w sieci
napisala: ~madame Mayflower, 2004-02-05 21:01
Nacjonalista Prus
Szperając w kronikach arcymistrza języka polskiego, autora "Lalki" i
"Faraona", Bolesława Prusa znalazłem następujący "kwiatek":
"Przed kilkoma laty ukazała się w języku francuskim broszura (autora nie
pamiętam), usiłująca objaśnić przyczyny - ubożenia, mieszania się, a nawet
znikania narodów.
Oto odpowiedzi na powyższe kwestie.
Rzeczywistym dochodem narodu są jego wytwory. A wiec zboże, które zbiera -
bydło, które hoduje na rzeż - minerały, które wydobywa z ziemi, wreszcie
tkaniny, odzież, sprzęty.
Suma tych rzeczy jest dochodem. Ale źródłem narodowych dochodów są:
Ziemia, rodząca zboże i kryjąca w sobie minerały.
Ludzie, których praca i rozum przerabiają materiał surowy.
Na koniec - motory i machiny, bez pomocy których praca ludzka byłaby bezsilna.
Otóż francuski autor broszury, o której mowa, twierdzi, że:
"naród chcący istnieć powinien sprzedawać cudzoziemcom tylko swoje dochody,
nigdy zaś źródeł dochodów".
Innymi słowy: naród może sprzedawać tkaniny, ale - musi zachować u siebie
machiny parowe i warsztaty tkackie. Może sprzedawać pszenicę, ale - musi
zachować ziemię.
Od chwili gdy cudzoziemcy wykupią nasze machiny, praca narodu stanie się
zależna od nich; cudzoziemiec będzie przedsiębiorca, naród robotnikiem. Od
chwili gdy zaczniemy sprzedawać ziemię, stracimy grunt pod nogami.
Cudzoziemiec stanie się właścicielem karmiącej nas śpiżarni, dachu, który nam
zasłania głowę, łóżka, na którym śpiemy, nam zaś pozostanie z dwojga jedno:
Albo zostać sługami nowego pana ziemi.
Albo wynosić się z kraju.
Takie mniej więcej poglądy od wielu lat kursowały w zachodniej Europie, zanim
Wschód zabrał się do ich praktycznego wykonania."
Bolesław Prus, "Kroniki "; t. 10, PIW, Warszawa 1960 ; s. 132-133; (Kroniki
Tygodniowe "Kurier Warszawski". R. 1887, nr 147; dn. 29 maja)
Uwagi starego Prusa zaniepokoiły mnie wielce, ale usłyszałem właśnie wypowiedź
rumianego i zadowolonego z siebie ministra finansów, która mnie zupełnie
uspokoiła.
"Polacy albo będą grzebać w śmietnikach, albo pracować u obcych." (Emil
Wąsacz, minister finansów III RP, 1999 r.). Kilka lat przed nim inny, czynnie
działający polityk, Henryk Goryszewski stwierdził:,, Nie jest ważne czy Polska
będzie biedna czy bogata. Ważne, aby była katolicka".
Z kolei w publicznej telewizji wyemitowano relację z Chicago autorstwa Doroty
Warakomskiej. Rozentuzjazmowana dziennikarka podawała, że mimo chwilowego
zastoju na amerykańskim rynku pracy, Polacy nie muszą się martwić, gdyż są
poszukiwani do ciężkich fizycznych robót budowlanych oraz do pracy pomocy
domowych. Ucieszyłem się. Wooow! Full success! Górą nasi!
Prus mnie zniesmaczył, gdyż zabrzmiał jak oszołom i skrajny nacjonalista.
Przecież my idziemy do Europy, już "przymierzamy fraki", ćwiczymy obce języki.
Właściwie już jesteśmy Europejczykami całą gębą. Przed nami otwiera się wielki
świat.... Praca na czarno na niemieckich budowach, zmywanie talerzy we
francuskich restauracjach, porcelany angielskich kibli i podłóg supermarketów,
praca służących we włoskich willach. Żyć nie umierać ! Rację miał były
minister oświaty i zasłużony senator IIIRP, prof. Stelmachowski, kiedy na
początku lat 90-tych w publicznej TV stwierdził otwarcie i bez żenady, że
Polakom potrzeba "4 klasy szkoły podstawowej, nauki obsługi komputera, prawo
jazdy i znajomość co najmniej jednego języka zachodnioeuropejsk iego." Po co
służącym i robolom Europy więcej? Szkoda pieniędzy. A przecież "nasze
pieniądze z podatków są najważniejsze", jak to niemalże codziennie słyszymy.
Tylko ten "nacjonalista"- Prus! Pobłądził biedaczek. Przecież wszyscy od co
najmniej 400 lat wiemy, że naród polski twórczo przyswoi wszelkie obce wpływy
i "że co Francuz wymyśli to Polak polubi". A cóż na to właśnie Francuzi. Otóż
jeden z nich, XVII wieczny pamiętnikarz, po wizycie w Polsce, która dopiero
rozpoczynała swój '' pikujący lot ku zagładzie'', całkowitej utracie
suwerenności i rozbiorom poprzedzonych totalnym rozkładem politycznym,
ekonomicznym , wojskowym, moralnym itd., m.in. zapisał : Polacy nie są
,,dobrymi gospodarzami i nie zadają sobie trudu, by powiększać dochody,,. Dają
się wykorzystać gospodarczo przez cudzoziemców (de Beaujeau, 1679r.).
Po co więc Polakom ich śmietnik, który tworzyli przez 50 lat tzw. PRL-u,
bohatersko walcząc z komuną ? Po co im ta ruina, zwana "majątkiem n
arodowym", którą sprzedaje się obcym od 10 lat i jeszcze trochę jej zostało?
Ponad pół tysiąca lat temu inny wielki polski artysta Jan Kochanowski
przestrzegał:
"Cieszy mię ten rym: "Polak mądr po szkodzie";
Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,
Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi".
Jan Kochanowski , Księgi Wtóre, Pieśń V, 1586 r.
Tedy siedzę sobie z głową nabitą przestrogami przodków, tych co marzyli o
silnej, Niepodległej i za nią przelewali krew i oddawali swoje życie.
Przyplątał mi się dziecięcy wierszyk.
"Kto ty jesteś?
Polak mały.
Jaki znak twój?.."
Głupim. Zaiste, głupiś! Nie należy bowiem grzebać w starych księgach.
Wystarczy dziennik TV, amerykańska telenowela o fascynującym życiu za Wielką
Wodą i hamburger u McDonalda.