Dodaj do ulubionych

Po prostu udana misja

04.03.04, 10:13
Po prostu udana misja



Zbombardowanie Drezna przez aliantów nie było aktem bestialstwa na niewinnym
mieście, tylko operacją mającą pełne uzasadnienie w realiach toczącej się
jeszcze wojny. Zanim się ulitujemy nad losem stolicy Saksonii, pamiętajmy o
miastach zrównanych z ziemią przez Luftwaffe.


MICHAEL BURLEIGH


7.02.2004


Trzynastego lutego 1945 roku około szóstej po południu samoloty elitarnej 5.
grupy Dowództwa Lotnictwa Bombowego RAF wystartowały ze Swinderby w
Lincolnshire. Wśród nich znajdował się zespół 244 bombowców lancaster z
pełnym ładunkiem bomb, nazwany kryptonimem Plate Rack Force. Po godzinie
flotylla ta połączyła się nad Reading z innymi grupami, tworząc armadę, która
skierowała się na Niemcy i przekroczyła granicę Francji krótko po ośmej. Tej
nocy nad Niemcami użyto 1400 samolotów alianckich, przy czym wiele z nich
uczestniczyło w nalotach pozorowanych, mających ukryć główny cel ataku.
Dzięki skomplikowanym manewrom powietrznym udało się zakamuflować cel
uderzenia 5. grupy aż do samego końca. Niemcom nie udało się odgadnąć, czy
obiektem ataku będzie Berlin, Lipsk, Chemnitz czy też zakłady paliwowe na
południowym wschodzie. Nie wiedzieli zatem, gdzie mają skierować swoje
przetrzebione dywizjony myśliwskie.

Celować w czerwone

Tuż przed dziesiątą syreny odezwały się w Dreźnie, historycznej stolicy
Saksonii nazywanej „Florencją nad Łabą”. Wysoko nad miastem w nieuzbrojonym
brytyjskim samolocie mosquito dowódca skrzydła Maurice Smith, główny
bombardier tej nocy, będący w kontakcie radiowym z kwaterą główną Dowództwa
Lotnictwa Bombowego w High Wycombe oraz flotyllą bombowców, rozkazał
pierwszym samolotom zrzucić pojemniki ze znacznikami celu. Następnie wydał
brzemienny w skutki rozkaz: Kontroler do Plate Rack Force: zrzućcie bomby
zgodnie z planem na światło czerwonych znaczników. Zbombardujcie czerwone
punkty według planu. W ciągu dwóch minut samoloty alianckie zasypały miasto
bombami różnego typu, m.in. potężnymi ładunkami burzącymi, wyszarpującymi
dziury w dachach i ścianach, przez które wpadały do wnętrza budynków
dziesiątki tysięcy mniejszych ładunków zapalających. Okazały się one bardzo
skuteczne, wypróbowano je bowiem w Wielkiej Brytanii na replikach niemieckich
domów, umeblowanych w sposób typowy dla niemieckich mieszkań. Drezno
rozbłysło jasnym światłem tysiąca małych pożarów.

Kiedy jednostki obrony cywilnej Drezna próbowały poradzić sobie ze skutkami
tego ataku, nad miastem pojawiła się jeszcze większa grupa 550 bombowców, aby
dokonać drugiego, definitywnego uderzenia, stosowanego w tego typu nalotach
na centra miast. Jego celem było obezwładnienie sił obrony cywilnej w tym
właśnie momencie, gdy były zaabsorbowane desperackimi próbami gaszenia
pożarów. Ponieważ centrum paliło się już na tyle jasno, że było je widać z
odległości 80 km, bombowce drugiej fali zdecydowały się rozszerzyć obszar
zniszczeń, przelatując nad miastem w formacji wachlarza.

Drezno szybko utonęło w gigantycznym pożarze, a jego mieszkańcy dusili się
lub palili żywcem w piwnicach. W południe następnego dnia – była to akurat
środa popielcowa – armada amerykańskich bombowców B-17 starła w pył te
wszystkie części Drezna, które nie były zasłonięte dymem. W wyniku tych
nalotów zginęło 25 tys. osób – takie są najniższe oszacowania – a 33 km
kwadratowe Drezna zamieniły się w gruzy
Obserwuj wątek
    • demko2 Re: Po prostu udana misja 04.03.04, 10:16
      NRD uczy się od Goebbelsa

      Już dwa dni po ataku podjęto próby przedstawienia bombardowania Drezna jako
      zbrodni wojennej dokonanej na niewinnych mieszkańcach historycznego centrum
      kulturalnego, nie mającego żadnego znaczenia przemysłowego czy wojskowego. Była
      to koronkowa robota szefa nazistowskiej propagandy Goebbelsa, którego spece od
      kłamstw czterokrotnie zwiększyli liczbę mieszkańców miasta, aby uzasadnić
      zupełnie niedorzeczne twierdzenie, że naloty zaskoczyły w mieście dwa miliony
      uciekinierów ze wschodu, i zafałszowali liczbę spalonych ciał (dzięki pomocy
      SS, która miała pewne doświadczenie w takich zadaniach), dopisując zero do
      rzeczywistej liczby 6856.

      Reżim, który cele nalotów na terytorium brytyjskim wybierał z przewodników
      Baedekera, rozpaczał nad zniszczeniami dokonanymi w kulturowym dziedzictwie
      Niemiec.

      Wióry poleciały, bo musiały

      Po krótkiej przerwie, kiedy to wschodnioniemieckie władze komunistyczne
      obawiały się jeszcze rzucać oszczerstwa na któregokolwiek z aliantów –
      bombardowanie Drezna miało bowiem przede wszystkim odciążyć Armię Czerwoną – w
      1950 roku winą za ten nalot, wykonany głównie siłami brytyjskimi, obarczono
      Amerykanów, a głównymi winowajcami okrzyknięto Trumana i Eisenhowera. „Wall
      Street chciała uniemożliwić Związkowi Radzieckiemu, swojemu sprzymierzeńcowi,
      udzielenie pomocy narodowi niemieckiemu po zakończeniu wojny” – mówiono o tym w
      ciężkiej marksistowskiej nowomowie. Nazistowska propaganda mówiąca o „anglo-
      amerykańskich gangsterach powietrznych” odżyła w równie zniewolonej prasie
      komunistycznej.

      Choć naloty na Drezno przeszły do annałów alianckiej hańby, przyćmione jedynie
      przez Hiroszimę i Nagasaki, to w istocie były wyjątkowe jedynie z tego powodu,
      że na skutek splotu różnych czynników przebiegły dokładnie według planu. Na
      przykład skromne Pforzheim zostało zniszczone w znacznie większym stopniu,
      zginęła bowiem jedna szósta jego mieszkańców i zniszczonych zostało 83 proc.
      budynków.Solidnie przygotowana nowa książka pióra Fredericka Taylora („Dresden:
      Tuesday 13 February 1945”wink zawiera zdecydowaną obronę nalotów na Drezno; autor
      przeciwstawia się niedawnym próbom przedstawienia narodu, który dał światu
      Auschwitz, jako głównej ofiary II wojny światowej – próbom, których początki
      sięgają jeszcze czasów Goebbelsa.

      Kontynuacją tych prób są zarzuty wysuwane wobec szefa Dowództwa Lotnictwa
      Bombowego RAF Berta „Bombardiera” Harrisa, iż w swojej strategii kierował się
      chęcią, zademonstrowania Stalinowi, że jego zachodni sojusznicy zażarcie
      walczą, jeśli nie na lądzie, to już z pewnością w powietrzu. Motywowało go też
      pragnienie odwetu za zniszczenia poczynione przez Niemców w brytyjskich
      miastach, nie mówiąc już o Belgradzie, Rotterdamie, Stalingradzie czy
      Warszawie; straszliwe, niszczycielskie bombardowania przez Luftwaffe jakoś nie
      znalazły odbicia w tak licznych książkach jak alianckie bombardowania Niemiec.

      Pancerna porcelana

      Bez wątpienia najbardziej fascynującym zagadnieniem, które Taylor w udany
      sposób przedstawia, jest to, w jaki sposób i dlaczego RAF wraz z planistami z
      wywiadu wybrało właśnie takie, a nie inne cele.
      W przekonujący sposób odpiera on – by nie użyć słowa „demoluje” – legendę, że
      Drezno było jedynie centrum kulturalnym, przypominając, że nawet zakłady
      produkcji porcelany w pobliskiej Miśni zostały przestawione na produkcję
      wojskowych dalekopisów. W istocie w Dreźnie znajdowało się wiele zakładów
      przemysłu lekkiego, które przestawiono z produkcji papierosów czy pasty do
      zębów na produkcję precyzyjnych urządzeń wojskowych, takich jak celowniki
      bombardierskie, zapalniki, sprzęt radiowy i znaczne ilości amunicji do broni
      strzeleckiej.

      Drezno było także ważnym węzłem kolejowym, przez który przechodziły transporty
      wojsk i materiałów z reszty okupowanej przez hitlerowców Europy do walki z
      nadciągającą Armią Czerwoną. Wszystko, co mogło osłabić zaciekły opór, na jaki
      natrafiali Rosjanie w innych miastach-twierdzach, spotykało się z ich
      entuzjastyczną aprobatą. Nie ma żadnych dowodów na to, że naloty te miały
      tylko zademonstrować Sowietom siłę wojsk powietrznych państw zachodnich.
      Dla sojuszników wojna nie była bynajmniej zakończona, czego dowiodły zacięte
      walki w Ardenach i na przedmieściach Berlina. Ważną rolę odegrał także fakt, że
      brytyjski Komitet Połączonych Wywiadów (Joint Intelligence Committee) już
      wcześniej zdecydował, iż nokautujące uderzenie na Berlin byłoby zadaniem zbyt
      trudnym do wykonania, biorąc pod uwagę odległość stolicy, siłę obrony
      przeciwlotniczej i rozległość obszarów miejskich. Uznano, że Dowództwo
      Lotnictwa Bombowego powinno obrać za przedmiot ataku inne miasto we wschodnich
      Niemczech, o bardziej zwartej zabudowie, aby z rozmysłem wywołać chaos. Jako
      jeden z możliwych celów zaczęto rozważać Drezno.

      Ponieważ brakowało bomb o dużej sile wybuchu, bardziej atrakcyjne stawały się
      dziewicze cele, które łatwiej zapaliłyby się po obrzuceniu tanimi i dostępnymi
      w dużych ilościach ładunkami zapalającymi. Ostateczny los Drezna
      przypieczętowali anonimowi oficerowie służb meteorologicznych RAF, kiedy
      rankiem 13 lutego przewidzieli luki w pokrywie chmur nad tym miastem. Ostatnimi
      czynnikami, które przyczyniły się do tej katastrofy Drezna, była decyzja
      Niemców o wywiezieniu z miasta dział przeciwlotniczych w celu użycia ich w polu
      w walkach z Rosjanami; zgubne w skutkach okazało się też niedopatrzenie władz
      Drezna, które nie zapewniły jego mieszkańcom odpowiednich schronów (choć
      lokalny gauleiter zbudował głęboki bunkier w swoim własnym domu).

      Czas więc uznać, że nie była to akcja o wyjątkowym charakterze, tylko po prostu
      misja wojenna, nadzwyczajna o tyle, o ile zakończyła się pełnym sukcesem. Miała
      ona miejsce pod koniec długiej wojny, która wprawdzie znacznie podwyższyła
      poziom przemocy i stępiła wrażliwość moralną, ale pozostaje uzasadniona w
      kategoriach walki dobra ze złem.

      © The Guardian Unlimited

      tygodnikforum.onet.pl/1152476,0,6397,925,4,artykul.html

    • ignorant11 Brawo Demko! 04.03.04, 21:28
      Sława!

      W tym pięknym i wspaniałym nalocie brały udział również polskie dywizjony
      bombowe...

      Jestem dumny z tych wspaniałych chłopców, którzy walnie przyczynili sie do
      złamania charakteru i potencjału niemieckiej bestii.

      Bo oprócz opiewanych bahaterów lotników mysliwskich najlepszych w calym RAFie
      rownie piekną kartę zapisaly polskie dywizjony bombowe...

      Te historyczne loty nad Kolonię, Hamburg, Essen...

      Wszystkie mialy bardzo powazny udzial polskich lotników.

      Polecam również wspanialą ksiązke sir Arthura Harrisa the bombera, w której z
      wielką satysfakcją odnotowujemy wiele poloniców...

      Wkrótce przepisze obszerne cytaty, rownież z przytoczonych niemieckich źródeł
      jak wielką była ofenzywa bombowa, która jako głowny front wyzwoliła świat od
      niemieckiego barbarzyństwa!

      Ale uwaga!

      Bo będą to opisy tylko dla Forumowiczów o mocnych nerwach, coś porównywalnego
      do Apokalipsy, bo ci wspaniali młodzi chłopcy na swych dzielnych Lancasterach
      byli właśnie jak Jeźdźcy Apokalipsy, jedyni którzy byli w stanie zanieśc
      pożoge i pustoszyć kraj dzikich żelaznych i zbrodniczych hord germańskich hunów
      ( jesli ugrofinowie nie obraża się za to porównanie).





      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
      www.pajacyk.pl
      Ignorant
      +++

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka