Dodaj do ulubionych

Miłość...

06.09.06, 14:29
Czym ona dla was jest? Bo dla mnie jest rutyna... To bardzo przykre, ale tak
wlasnie uwazam. Wszystko staje sie rutyna... Czemu ona ciagle wkrada sie do
naszego zycia?Czy wszystko sie kiedys musi wypalic?


" Niektore rzeczy są na wyciągnięcie ręki, a i tak niedostępne"
Obserwuj wątek
    • mu_ndek Re: Miłość 12.09.06, 00:29
      Skąd to napięcie miedzy płciami określane słowem miłość.(skupiam się na
      pojmowanych jako bardziej tradycyjne czy może powszechniejsze napięcia o
      charakterze heterogenicznym)
      Czy to napięcie wynika z różnicy płci czy może z domniemanej jedności i tej
      jedności poszukiwania.
      Czy różnica płci jest sprzecznością ?
      Czym jest ta właśnie różnica? ( pomijam tu biologię, choć to trudne i
      niezbywalne w planie naturalnym pomijam także dowcipy o pierwszorzędnych
      cechach płciowych)
      Różnica płci jest tworem, strukturą, która dzieli rzeczywistość warunkując ją
      jako możliwość wielości wbrew jedności deklarowanej przez różnych Parmenidesów.
      Już u samego początku różnica ta dzieli - na nas i innych w moim przypadku na
      mnie i ją. Wartość miłości polega na nie przekraczalnej dwoistości bytów.
      Rozkosz zawiera się w fakcie bycia dwojgiem a nie jednością.

      Rutyna to jakaś dolegliwość techniczna i to twój raczej psychologiczny problem
      z nie rozpoznawaniem ciągle i na nowo - innego.(a to ciągle i na nowo to
      przecież taka zabawa chyba najlepsza jaką znam)
      • oldpiernik Re: Miłość 12.09.06, 09:43
        Ciągle i na nowo inne - bardzo do mnie przemawia. :0)

        Skąd to napięcie?
        Nieregularnie zmienne, obfitujące w nagłe skoki (tzw. spięcia), a jednak stale
        obecne. Paradoksalnie bycie dwojgiem i bycie jednym równocześnie.
        Może nawet bycie dwojgiem w jednym.
        Skąd?
        Różnica płci jest przypadkowym manewrem natury?
        Jeśli nawet, to był to bardzo szczęśliwy przypadek.

        Miłość - jedyny warunek, pod którym świat może nie być egocentryczny.
        :0)
        • zbigniew31 Re: Miłość 12.09.06, 14:30
          oldpiernik napisał:


          >
          > Miłość - jedyny warunek, pod którym świat może nie być egocentryczny.
          > :0)


          Nie prawda , bo jeżeli poznajemy świat tylko poprzez istniejące w nas idee to ,
          wciąż kochamy samych siebie . sad

          • zbigniew31 Re: Miłość 12.09.06, 16:42
            zbigniew31 napisał:

            > oldpiernik napisał:
            >
            >
            > >
            > > Miłość - jedyny warunek, pod którym świat może nie być egocentryczny.
            > > :0)
            >
            >
            > Nie prawda , bo jeżeli poznajemy świat tylko poprzez istniejące w nas idee to ,
            > wciąż kochamy samych siebie . sad
            >
            ups
            oczywiście chodziło o nieprawdę , a nie jak napisałem -nie prawda smile


            • oldpiernik Re: Miłość 13.09.06, 07:45
              Z tym problemem walczyłem/liśmy w innym wątku, bezskutecznie chyba.
              Pozwól na nutę optymizmu... :0)
              Jeśli egocentryczna, to nie miłość. ;P

              OLDWZAPARTE ;0)
        • mu_ndek Re: Miłość 14.09.06, 14:02
          oldpiernik napisał:

          > Ciągle i na nowo inne - bardzo do mnie przemawia. :0)

          Nie chciałbym uchodzić za kogoś, kto namawia do rozwiązłości seksualnej.
          Dlatego chcę zaznaczyć, że „ ciągle i na nowo inne” można znaleźć przy
          odrobinie wyobraźni (i wytrwałości) w związku z ciągle i na nowo tym
          samym „innym”.( „innym” w znaczeniu używanym przez E.Levinasa)
          W potoczności tę wytrwałość - być może nazywamy – „prawdziwą” miłością.

          > Skąd to napięcie?
          > Nieregularnie zmienne, obfitujące w nagłe skoki (tzw. spięcia), a jednak
          stale obecne.

          Może to napięcie z różnicy nieprzekraczalnych potencjałów?

          > Paradoksalnie bycie dwojgiem i bycie jednym równocześnie.
          > Może nawet bycie dwojgiem w jednym.
          > Skąd?
          > Różnica płci jest przypadkowym manewrem natury?
          > Jeśli nawet, to był to bardzo szczęśliwy przypadek.

          No tak biologicznie niezła jazda, ale to tylko mechanizm doprowadzony przez
          długotrwałe i chętne (bardzo) stosowanie do doskonałości graniczącej z czymś
          najbardziej wyjątkowym ( to niewątpliwie) - to właśnie „bycie dwojgiem w
          jednym” - zatracenie w niej - w innym - zawieszenie egocentryzmu? Tęsknoty o
          podłożu literackim? Też to lubię.

          Zakładasz z góry, że miłość jest zjednoczeniem - ja wolę myśleć, że to relacja
          wyjątkowa, ale jednak między osobnymi innymi - to relacja złagodzonej
          tajemnicy nieprzekraczalności .
          ( taka sama dobra metafora jak zjednoczenie i nie mniej optymistyczna, choć być
          może mniej poetycka ) Kobiecość to dopiero tajemnica!

          Ogarnia nas bez najmniejszej intencji. '
          "Miłość nie jest jedną z możliwości nie powstaje dzięki inicjatywie jest bez
          racji - opanowuje nas i rani a jednak „ja” się w niej ostaje" tylko trochę
          mniej samotne.( mechanizm wkradania się trochę podobny do śmierci?)
          Jak widzisz zakładam pewną komunikację, ale, na jakim poziomie się ona odbywa?

          Relacja miłości nie neutralizuje inności, lecz ją zachowuje.
          Ktoś inny jako inny nie jest tu przedmiotem, który staje się czymś naszym czy
          też staje się nami – może nawet przeciwnie wycofuje się ona w swoją
          nieprzekraczalną tajemnicę (np.-kobiecości).
          Opanowanie,zagarnięcie, zjednoczenie - to określenia z zakresu władzy -
          podporządkowania - a tego nie chcemy ?
          Może motorem miłości jest (oprócz biologii ) nieustająca i ciągle ponawiana
          chęć przekroczenia tej – „tajemnicy osobności”.

          [Tajemnica kobiecości –osobności (w jej wstydliwości) – to osobny temat i może
          któraś z uczestniczek forum mogłaby nam przybliżyć naturę tego zjawiska... ]

          PS
          A tak między nami (facetami) to może masz jakiś pomysł na określenie tego
          miejsca - tej krainy - gdzie one odchodzą( uciekają?) w ostatecznej
          (wybuchowej) chwili. To chyba coś więcej niż biologiczny huragan chemiczno-
          fizycznych reakcji zmysłowych ?.
          A może któraś z koleżanek coś napisze o tej tajemnicy nam chyba niedostępnej?
          Oczywiście na płaszczyźnie filozoficznej a nie fizjologicznej. Ups!

          Trochę za bardzo się rozpisałem, ale to taki obszerny temat. Na przykład -
          fenomenologia rozkoszy...
          • oldpiernik Re: Miłość 19.09.06, 07:26
            :0)
            "Ciągle i na nowo" w związku z tym samym...
            Tak, po trzykroć tak. Zmienność w stałości.
            Poetycko i pragmatycznie. ;0)

            Niemożność pełnego zrozumienia i potrzeba nieustających tegoż zrozumienia
            poszukiwań. Nieprzekraczalna różnica potencjałów - bardzo udane odniesienie -
            siła motoryczna związku? Do inżyniera takie porównania przemawiają niemal
            wprost. :0)

            Zakładam, że miłość jest jednoczeniem, wobez poprzednich uwag "z" możemy
            opuścić. Jeszcze i takie jednoczenie przychodzi mi na myśl:
            ogień i woda - maszyna parowa!
            Miłość działa!

            Pomijając aspekty mechaniczno-chemiczne.
            Kiedy już wybór według kryteriów "skutecznego podtrzymania gatunku" się dokona.
            Kiedy już jego owoce podejmą trud samodzielnego powielania.
            Studiujemy wzajemne relacje...
            • mu_ndek Re: Miłość 23.09.06, 10:54
              oldpiernik napisał:

              > "Ciągle i na nowo" w związku z tym samym...
              > Tak, po trzykroć tak. Zmienność w stałości.
              > Poetycko i pragmatycznie. ;0)

              Nie mogę jednak nie zaznaczyć, że urok nowości – „innej inności” bywa
              niezaprzeczalny oraz ożywczy niewątpliwie, – ale to takie biologicznie
              pospolite i mniej poetyckie ( z drugiej jednak strony ... )

              > Zakładam, że miłość jest jednoczeniem, wobez poprzednich uwag "z" możemy
              > opuścić. Jeszcze i takie jednoczenie przychodzi mi na myśl:
              > ogień i woda - maszyna parowa!
              > Miłość działa!

              Jednoczenie wynegocjowane.
              I nieustająca osobna za nim tęsknota obiecująca nadzieję na nieosiągalne.

              Łoł ! Maszyna parowa! Ogień i woda. Mieści się prawie wszystko. Trochę za
              bardzo mechanistyczna metafora, ale bardzo celna a jaka pojemna, – bo i
              niespełnione jednoczenie i dramat na styku żywiołów i biologiczna maszyna z
              całą fizjologią niezbędnych płynów i ruchów.
              I jeszcze wychodzi z tego - on i ona – Para.
              Skupić się, więc trzeba żeby ta para unosiła się swobodnie tworząc fantastyczne
              chmury emocji przekształcające się – a to we wściekłego wilka a to w psotną
              kotkę.
              Czytanie z chmur ( studiowanie wzajemnych relacji) i nie dopuszczać żeby - cała
              para w gwizdek - bo może jest jeszcze coś poza tym, że to pociąg.
              Gdzie te szyny prowadzą, bo przecież nie do Tory czy innych biblijnych
              początków – gdzie z biologii wyrodziła się miłość?



    • arek_cz Re: Miłość... 12.09.06, 15:00
      hmmm...

      Dla mnie jest patrzeniem jak rosnie brzuszek Vicci i nasz synek w nim,
      poranne budzenie sie przy niej, drobne gesty, slowa, spojzenia.
      Jest swiadomoscia ze jest ktos kto na mnie czeka, mysli o mnie, ze ja mam
      o kogo sie troszczyc, pragnac.
      Jest wzajemna tolerancja, zrozumieniem.
      Jest tym wszstkim co tworzy nasz dzien powszedni.

      Pozdrawiam
      Arek smile
    • mu_ndek Re: Miłość?... 18.09.06, 22:54
      Żadnych innych uwag? Poza ciepłymi poetycko potocznymi początkami życia
      rodzinnego?
      Więc jednak to tylko biologia - Dobór genetyczny sprawiający, że wydajemy się
      sobie bardziej bezpieczni - mniej przez chwilę samotni (nawet zespoleni w
      jedno) za sprawą wydzielania hormonów? .
      Zgadzamy się na siebie, bo ktoś inny zgadza się na nas i jeszcze złamanie
      intymności bez zbyt bolesnych ran za sprawą chemicznego znieczulenia?
      A na końcu sens ucieleśniony -dziecko – ucieczka przed śmiercią. I to wszystko?
      • scand Re: Miłość?... 21.09.06, 09:43
        > A na końcu sens ucieleśniony -dziecko – ucieczka przed śmiercią. I to
        wszystko?


        To wszystko ?
        Dobrze że jest choć jedna dobrze widoczna droga ucieczki ..
      • vicca Re: Miłość?... 21.09.06, 12:24
        Biologia na pewno.
        Ale też duża doza akceptacji i zrozumienia na nie pomyte naczynia, brudną
        koszulkę koło kosza na bieliznę, humory i nastroje - nie zawsze miłe i
        sympatyczne.
        Ale przecież nie kocha się kogoś za coś tylko mimo czegoś.

        Pzdr Vicca
    • krytyk2 Re: Miłość... 26.09.06, 21:05
      Nie wiem czym jest miłość /wyczerpująca definicja/ale mysle ,że musi zawierać w
      sobie zaufanie ,otwartośc i akceptację.Brak jednej z tych cech zawsze
      uniemozliwial powstanie i rozwinięcie sie silnej więzi pomiędzy mna a inna
      osobą.Wtedy ,gdy te trzy elementy występowaly, przeżywalem największa miłość
      swojego zycia
        • krytyk2 Re: Miłość... 27.09.06, 17:22
          ładnie to ująłeś/aś/smile
          faktycznie te stany warunkują się i przechodzą w siebie wzajemnie.
          Z jakościowych cech dodałbym jeszcze: chęć dotarcia do czyjejś tajemnicy,chęć
          nicującego na wylot poznania,chęć zjednoczenia się absolutnego...
          • krytyk2 Re: Miłość... 27.09.06, 22:29
            I jeszcze coś,co wspólcześnie wydaje sie warte przypomnienia:żeby ktoś kogo
            kochamy był dla nas( a i my dla niego) celem samym w sobie a nie narzędziem
            realizacji naszych celów i potrzeb
      • mega511 Re: Miłość... 02.10.06, 12:39
        W dzisiejszych czasach,są to naprawdę bardzo rzadke cechy ,którymi
        ludzie ,obdarzają się wzajemnie,zaobserwowałam,że często występuje: chęć
        dominacji,brak zaufania i szantaż emocjonalny
        • krytyk2 Re: Miłość... 13.10.06, 01:09
          Są to bastiony ,za ktorymi ludzie próbują uratowac cos, co juz jest wydane lwom
          na pozarcie:znikoma resztka poczucia wlasnej wartości.
          Do obrony malego skrawka ziemi rzucają uzbrojoną po zęby armię.Efektem jest
          tylko płacz i zgrzytanie zębów...sad(
    • mu_ndek Re: Miłość... 27.09.06, 14:27
      To jednak smutne, że miłość tak mało mówi do ludzi, – że można ją sprowadzić do
      haseł reklamowych jakiegoś banku – zaufanie otwartość akceptacja – to banały.

      Wybaczanie bałaganiarstwa, bo że brudny podkoszulek obok kosza na podłodze, że
      naczynia nie umyte? (kupcie sobie zmywarkę i pralkę) Nic dziwnego, że tak łatwo
      niektórym przechodzi w rutynę .
      Towar jak widać prosty z pogranicza słabej poezji.
      Trochę więcej wysiłku!
      A może miłości starczy na dłużej, bo inaczej, kiedy ukochana wyjedzie na
      wakacje a on kupi sobie zmywarkę to już niczego nie będzie mu brakować i
      zostanie tylko biologia (z która można sobie poradzić - przy braku obaw przed
      chorobami).
      • krytyk2 Re: Miłość... 27.09.06, 17:25
        wydaje mi się mundek ,że dawno nie kochałeś albo - nie próbowałeś kogoś
        pokochać,inaczej -znałbyś wagę tych słów.Przy odrobinie intencjonalności ,która
        potrzebna jest do właściwego dookreślanioa czytanych słów, wymienione przeze
        mnie cechy stanowią wszystko, czego można oczekiwać od miłości
        • mu_ndek Re: Miłość... 28.09.06, 10:07

          Skromne te oczekiwania i jakieś rzeczywiście smutne jakbyś nigdy nie został
          naprawdę porwany przez "prawdziwą" miłość – krytyk( drugi tym bardziej) to
          zazwyczaj ktoś, kto stoi na bramce i nigdy nie uczestniczył w grze naprawdę a
          tylko tęskni by zagrać w polu ( wyobraźni) - nie posunąłbym się jednak do
          stwierdzenia, że nigdy nie kochałeś... i mam raczej szacunek dla tych którym
          wydaje się inaczej.

          Może nie zauważyłeś, że usiłuję rozpatrywać tę relację [ miłość – tajemnicza i
          fascynująca relacja zbliżona swą naturą do śmierci i jednocześnie dająca
          złudzenie nadziei ] między dwoma bytami w ich nieprzekraczalnej dwoistości a
          nie na poziomie wywiadów w pismach.
          Osobiście - zaufanie,otwartość i akceptację( może to hasła wyborcze?)– usiłuję
          stosować do wszystkich ludzi a przynajmniej do większości - więc jeśli
          zastosować twoje kryteria - kocham wiele i ponad miarę, ale to nie ma nic
          wspólnego z fascynacją kobiecością i z patosem rozkoszy oraz z faktem ciągle
          nierozstrzygalnym - sposobem istnienia kobiecości i czy ta „kobiecość – inność”
          stanowi całą moc miłości.
          Pozostaje jeszcze pytanie czy ta dwoistość nie wyznacza wszelkiej różnorodności
          i czy się wymyka platońskiemu prawu partycypacji wedle, którego każdy element
          zawiera to samo i właśnie przez to również to, co inne? Potem dopiero biologia
          i psychologizmy a na końcu to co mi się wydaje lub społeczne bzdury.
          • scand Re: Miłość... 28.09.06, 11:02
            > oraz z faktem ciągle
            > nierozstrzygalnym - sposobem istnienia kobiecości ..

            Czy chodzi tu o to, że kobiecość historycznie zmienną jest ... ?
            • mu_ndek Re: Miłość... 28.09.06, 12:02
              scand napisał:


              > Czy chodzi tu o to, że kobiecość historycznie zmienną jest ... ?

              No nie wiem - może raczej o to, że niezmienną jest – tajemnicą ciągle. Nie
              chodzi oczywiście o to, że owa tajemnica nie powinna być pojmowana „w ulotnym
              sensie pewnego typu literatury; że w najbardziej brutalnej w bezwstydnej i
              najbardziej prozaicznej materialności nie ulega likwidacji ani jej tajemnica,
              ani wstydliwość.”
              • scand Re: Miłość... 28.09.06, 12:10
                > No nie wiem - może raczej o to, że niezmienną jest – tajemnicą ciągle.

                Dlaczego kobiecość to coś tak ,z założenia, tajemniczego ?
                Tajemnicą może byc dwoistość obecna tak często w świecie , ale nawet i to
                wydaje się, jest poznawalne.
                • mu_ndek Re: Miłość... 28.09.06, 12:58
                  No nie jestem pewny -czy z założenia - ona jest tajemnicą wynikającą z inności
                  i do tego tak uroczej inności i dodatkowo – brzemiennej(?) w skutki [ miłość] „
                  Ktoś inny jako inny nie staje się czymś naszym czy też nie staje się nami;
                  przeciwnie, wycofuje się on w swoją tajemnicę” ( nie wiem czy się nie
                  powtarzam, ale nie chce posługiwać się hasłami) Ta odrębność „inność” dla mnie
                  jest na razie tajemnicą, ale jeśli ty masz jakiś pomysł, czym jest „kobiecość” –
                  to nie zwlekaj napisz!
                  • scand Re: Miłość... 28.09.06, 13:12
                    > ona jest tajemnicą wynikającą z inności ..

                    A dlaczego inność ma natychmiast być tajemnicą ?
                    Wiele istnień różni się zasadniczo od nas ale czy przez to są "tajemnicą" ?
                    Czy "tajemnica" znaczy dla Ciebie to samo co niepoznawalne ?
                    Jeśli tak to dla mnie "kobiecość" nie jest tajemnicą, bo w pewien sposób jest
                    poznawalna.
                    Oczywiście jak zwykle wyniknie problem czy to poznanie jest obiektywne smile
                    • mu_ndek Re: Miłość... 28.09.06, 13:33
                      scand napisał:

                      > Jeśli tak to dla mnie "kobiecość" nie jest tajemnicą, bo w pewien sposób jest
                      > poznawalna.
                      > Oczywiście jak zwykle wyniknie problem czy to poznanie jest obiektywne smile

                      Nie przejmuj się subiektywnością – wyjaśniaj tajemnice choćby dla siebie - może
                      ktoś skorzysta! Jak jest poznawalna "kobiecość"?
                        • mu_ndek Re: Miłość... 28.09.06, 17:38
                          >scand napisał:

                          >Poprzez doświadczenie tak jak pozostała "inność"


                          Inność człowieka to insza inszość.

                          Inność człowieka nie jest innością jak inne -zawiera jeszcze coś więcej niż
                          np. krzesło -choćby naszą i jego subiektywność czy nierozpoznawalne emocje –
                          rzecz biorąc prościej – historię - i kiedy chcemy go poznać- dodatkowo niesiez
                          sobą– przyszłość - nieodgadnioną w swoich kierunkach.
                          A co dopiero kobieta "inna" nieprzekraczalnie dla mężczyzny. Inaczej nie mogę
                          tego nazwać jak tylko – tajemnica.
                          Inny człowiek jako ten inny nie jest tylko jakimś alter ego; jest on tym, czym
                          ja nie jestem.

                          Doświadczenie nie ma tu nic do rzeczy – jak mówił mój dziadek – czy ją znasz 10
                          minut czy dziesięć lat – to nie ma znaczenia i tak nic nie będziesz wiedział. I
                          tak będziesz zaskoczony.

                          Jest w tej relacji z innym jest coś, co mnie kojarzy się ze śmiercią i jej
                          tajemnicą - może to ten czas przyszły równie niepoznawalny?

                          > A co z moimi pytaniami ?

                          jakie masz na myśli?
                          • scand Re: Miłość... 29.09.06, 09:52
                            > > A co z moimi pytaniami ?

                            > jakie masz na myśli?


                            A dlaczego inność ma natychmiast być tajemnicą ?

                            > A co dopiero kobieta "inna" nieprzekraczalnie dla mężczyzny. Inaczej nie mogę
                            > tego nazwać jak tylko – tajemnica.

                            Ja tego właśnie nie rozumiem dlaczego. Dzis wszystko prześwietlone jest na
                            wylot. Książki, czasopisma, telewizja itd - epoka odkrywania ostatnich
                            nieodkrytych "tajemnic" w porze przed kolacją smile

                            I:

                            Wiele istnień różni się zasadniczo od nas ale czy przez to są "tajemnicą" ?

                            Spróbuj też odpowiedzieć na pytanie:

                            Czy "tajemnica" znaczy dla Ciebie to samo co niepoznawalne ?
                            • mu_ndek Re: definicja tajemnicy? 07.10.06, 23:03
                              Definicja „tajemnicy”crying ?) jest -czy raczej może być - a raczej powinna być
                              tajemnicza.

                              Mówię o tajemnicy „innego” kogoś a w szczególności tajemnicy „kobiecości” w
                              relacji np. do mnie, czyli innego innego. ( to specyficzna relacja )
                              Odrębna -rzecz biorąc dokładniej- odrębna od mojej - świadomość – „świadomość
                              innego” będąc sama z siebie czymś nie dającym się zasymilować przez
                              doświadczenie ( stąd podobieństwo do śmierci) pozostaje absolutnie innym -
                              odrębnym.
                              Tę nieprzekraczalną relację nazywam „tajemnicą”.( to metafora dobra jak inne do
                              definicji bym się nie posuwał)
                              [Świadomość jest może złym przykładem, bo ta tajemnica raczej wykonuje ruch
                              odwrotny i wycofuje się jeszcze głębiej – niepotrzebnie komplikuję]
                              Pozostaje jeszcze „tajemniczość” czasu tej inności, czyli przyszłość oraz
                              implikacje związane z wolnością innego.
                              Może niepotrzebnie usiłuję w relacji miłości znaleźć coś jeszcze poza biologią
                              poza psychologią czy socjologią ( w grę wchodzi tylko ta najprostsza dwu
                              osobowa społeczność). Pierwotność tej relacji zawieszająca złudnie samotność
                              jest dla mnie bardzo interesująca ( żadne połówki jabłka i inne metafory
                              literacko – biblijne).

                              • scand Re: definicja tajemnicy? 12.10.06, 09:42
                                > Odrębna -rzecz biorąc dokładniej- odrębna od mojej - świadomość – „
                                > świadomość
                                > innego” będąc sama z siebie czymś nie dającym się zasymilować przez
                                > doświadczenie ( stąd podobieństwo do śmierci) pozostaje absolutnie innym -
                                > odrębnym.
                                > Tę nieprzekraczalną relację nazywam „tajemnicą”.


                                A więc wywodzisz tajemnicę z inności , inaczej niż ja który postawiłby na
                                niepoznawalność. (Tajemnica to dla mnie tajemnica jeziora Loch Ness smile
                                Inność jednak ma tysiące twarzy niekoniecznie jedynie kobieta jest "inna" ale
                                także przedstawiciel innej kultury czy człowiek w innym wieku.
                                W zasadzie to wszyscy jesteśmy inni !
                                Jaka by nie była zawsze możemy ja poznać jak chociażby przypadek Wojtka
                                Cejrowskiego gdzie poznał inność Indian ( wątek "Pies Szamana") i umiał ją
                                uwzględnć w swoim zachowaniu. Strategia poznania inności nie jest specjalnie
                                wyszukana - poprzez własne doświadcznenia i doświadczenia opowiedziane przez
                                innych - dzisiejsze czasy sa pełne najrozmaitszych relacji z różnych
                                doświadczeń.
                                Sama zaś "kobiecość" nie zawiera czegoś tak diametralnie różnego aby np.
                                psychoanalitykami kobiet nie mogliby być np. mężczyźni (w istocie chyba są
                                nimi częściej niż kobiety, przynajmniej pierwszym był Freud smile

                                > Pierwotność tej relacji zawieszająca złudnie samotność
                                > jest dla mnie bardzo interesująca.

                                Przynależność do wspólnoty "zawiesza samotność". Tu mamy pewien rodzaj
                                wspólnoty.
                                • witekjs Re: definicja tajemnicy? 12.10.06, 09:59
                                  Czytając mu_ndka zastanawiam się czy nie jest to Mundtka, która chciałaby
                                  abyśmy uwierzyli w niezwykła tajemnicę kobiet wink
                                  Jej nie ma.
                                  Jest to tylko doskonała możliwość do tłumaczenie niekonsekwencji lub zwykłego
                                  egoizmu niektórych kobiet.
                                  Identycznie zachowują się, /bo im na to pozwalają ich kobiety/
                                  różni "enigmatyczni", wielce "nietuzinkowi" i "oryginalni" mężczyźni... wink

                                  Witek
                                  • scand Re: definicja tajemnicy? 12.10.06, 10:10
                                    Cieszę się Witku że ktoś mnie wsparł głosem zwykłego zdrowego rozsądku !]
                                    Wydaje mi się że Mundek chciałby uczynić z tej "tajemnicy" jakąś fundamentalną
                                    kategorię egzystencjalną ale czy na tej inności_rzekomo_nie_do_przekroczenia da
                                    się zbudować jakąś wartościową filozofię poza poezją - mam wątpliwości..
                                  • mu_ndek Re: definicja tajemnicy wg Witka 12.10.06, 16:06
                                    witekjs napisał:

                                    > Czytając mu_ndka zastanawiam się czy nie jest to Mundtka, która chciałaby
                                    > abyśmy uwierzyli w niezwykła tajemnicę kobiet wink
                                    > Jej nie ma.

                                    Jakby to powiedzieć? Tak - tej tajemnicy dla Ciebie nie ma, – choć z drugiej
                                    strony to nawet ja jestem dla Ciebie tajemnicą, bo nie wiesz czy jestem
                                    chłopcem czy dziewczynką. Tym razem nie trafiłeś, choć było 50% szans, ale
                                    spokojnie zacznij od mniej skomplikowanych zagadnień. ( zacznij od jakiejś 80%
                                    pewności i ciągle bądź ciekawy )

                                    > Jest to tylko doskonała możliwość do tłumaczenie niekonsekwencji lub zwykłego
                                    > egoizmu niektórych kobiet.

                                    Nie przejmuj się - może kiedyś trafisz na bardziej konsekwentną i mniej
                                    egoistyczną niż te, które spotykasz teraz.
                                    Ale nie jestem pewny czy nie trzeba do tego być mężczyzną bardziej
                                    nietuzinkowym czy oryginalnym żeby je spotkać a co dopiero rozpoznać ( tak -
                                    można wątpić u Ciebie w tę umiejętność rozpoznania skoro nawet nie szukasz).
                                    Ale spoko- nawet ślepej kurze ... .


                                    > Identycznie zachowują się, /bo im na to pozwalają ich kobiety/
                                    > różni "enigmatyczni", wielce "nietuzinkowi" i "oryginalni" mężczyźni... wink

                                    To już są jakieś kompleksy.

                                    Pisząc w wątku o miłości usiłuję posługiwać się pojęciami ( nie do końca
                                    określonymi jak sam przedmiot wątku – niewątpliwie brak warsztatu także) i
                                    odchodzić czy może rozszerzyć biologię i psychologizmy, którymi to pojęcie
                                    obrosło.( Bo każdy przecież zna się na miłości.) Ale kompleksy nieudanych
                                    związków to na innym forum. Można ewentualnie napisać –prosząc o poradę do
                                    jakiegoś kolorowego tygodnika.





                                    > Witek
                                    >
                                • mu_ndek Re: definicja tajemnicy? 19.10.06, 15:03
                                  scand napisał:

                                  > A więc wywodzisz tajemnicę z inności , inaczej niż ja który postawiłby na
                                  > niepoznawalność. (Tajemnica to dla mnie tajemnica jeziora Loch Ness smile

                                  Tę RELACJĘ nazywam tajemnicą. Tajemnicza relacja- Jej do mnie - w relacji
                                  zwanej miłością.
                                  Tajemnica dla mnie jest moja relacja ze śmiercią (tu tez zakładasz
                                  poznawalność?) a niepoznawalnym np. relacje cząsteczek w świecie subatomowym
                                  (ich nieoznaczoność)


                                  > Inność jednak ma tysiące twarzy niekoniecznie jedynie kobieta jest "inna"
                                  ale także przedstawiciel innej kultury czy człowiek w innym wieku.
                                  > W zasadzie to wszyscy jesteśmy inni !

                                  W zasadzie tak a nawet niewątpliwie - wszyscy jesteśmy inni, bo inaczej
                                  bylibyśmy tym samym.
                                  Cieszy mnie to stwierdzenie z twojej strony, bo to by świadczyło, że
                                  przezwyciężyliśmy partycypację starej metafizyki mówiącej o doskonałym bycie
                                  jednoczącym wszystko. O to właśnie chodzi że jesteśmy inni!


                                  > Jaka by nie była zawsze możemy ja poznać jak chociażby przypadek Wojtka
                                  > Cejrowskiego gdzie poznał inność Indian ( wątek "Pies Szamana") i umiał ją
                                  > uwzględnć w swoim zachowaniu.

                                  Cejrowski? Nie znam człowieka – może Malinowski? Znów inaczej rozumiemy poznanie
                                  ( może dlatego że ja nie jestem z Poznania) Ale wracając do Malinowskiego to
                                  nawet on przyznaje że procesy mentalne badanych przez niego Triobrandczyków w
                                  sposób zasadniczy różnią się od standardów logiczno-pragmatycznych kultury
                                  europejskiej przez co wydają się nie do końca poznawalne.
                                  Relatywizm kulturowy to najsilniejszy z relatywizmów i tu nie widzę możliwości
                                  (ani konieczności) jego przywoływania – zostańmy na gruncie mniej więcej
                                  dostępnym naszym ułomnym zmysłom.

                                  > Strategia poznania inności nie jest specjalnie
                                  > wyszukana - poprzez własne doświadcznenia i doświadczenia opowiedziane przez
                                  > innych - dzisiejsze czasy sa pełne najrozmaitszych relacji z różnych
                                  > doświadczeń.

                                  Poznanie w moim pojęciu to coś wykraczającego poza konwencję.[ nie chcesz chyba
                                  powiedzieć, że „wiadomości” o innym traktujesz jako jego poznanie?]
                                  Banałem jest stwierdzenie, że nigdy nie istniejemy w pojedynkę. Jesteśmy
                                  otoczeni istotami i rzeczami, z którymi utrzymujemy jakieś relacje. Utrzymujemy
                                  te relacje poprzez zmysły – wzrok, dotyk itp., Ale te relacje zaśmiecone
                                  konwencją , codziennością - są relacjami PRZECHODNIMI – dotykam przedmiotu –
                                  widzę innego. Ale nie jestem w stanie zasymilować innego.
                                  Nie jestem innym. Jestem całkowicie sam ( jak każdy). To moje istnienie - moje
                                  bycie stanowi element absolutnie nieprzechodni,coś bez intencjonalności, bez
                                  odniesień.
                                  Ekstatyczną próbą zapomnienia samotności jest miłość. To próba relacji złudnie
                                  obiecująca przezwyciężenie samotności a dająca „jedynie” zgodę na samotność
                                  przy innym. Nic to jednak nie ujmuje tej relacji - miłości - jej wyjątkowości
                                  ani doniosłości - pozwala moim zdaniem tylko bardziej świadomie patrzeć na jej
                                  skutki - trudności oraz na to jak zanika na nią zgoda [ albo na jak wiele
                                  jesteśmy w stanie się zgodzić oby tylko nie stracić siebie. Albo jak
                                  traktujemy zdradę – zdradzając - zdradziłem ją czy siebie?].


                                  > Sama zaś "kobiecość" nie zawiera czegoś tak diametralnie różnego aby np.
                                  > psychoanalitykami kobiet nie mogliby być np. mężczyźni (w istocie chyba są
                                  > nimi częściej niż kobiety, przynajmniej pierwszym był Freud smile

                                  Tak - poznać świadomość innego! Dotrzeć do wszystkich jego uzasadnień –
                                  zasymilować całą jego myśl a wcześniej jego kulturę i wychowanie. Poznać
                                  wszystkie jego zależności to takie proste!
                                  (trzeba założyć, że wiemy, czym jest świadomość jak ją buduje myśl, o której
                                  też nic nie wiemy.Trzeba by przewalczyć relatywizm kulturowy i rozstrzygnąć
                                  wreszcie, co bardziej nas kształci inni czy my sami, – ale pewnie masz jakiś
                                  sposób by to poznać albo jesteś mało ciekawy)
                                  Wszystko można wymienić między bytami oprócz istnienia. Wszystko można
                                  zasymilować oprócz istnienia kogoś innego. To samotność – jej smutek, ale i
                                  duma.Tyle ja a co dopiero ona.


                                  Co więcej – ani ja ani Ty też nie jesteśmy kobietami – i jeśli to „prawda” to
                                  chyba nie myślisz, że nie mamy prawa poszukiwać tajemnicy „kobiecości” w
                                  relacji miłości. To relacja, w której udaje się czasami znaleźć także
                                  mężczyźnie ( oczywiście na swój mniej tajemniczy sposób).
                                  Jeśli ta uwaga ma zachęcić uczestniczki forum do wyrażenia swego zdania – to
                                  rzecz jasna - popieram.
                                  Co do Freuda to on zatrzymuje się na libido i nie mówi o nim nic więcej jak
                                  tylko to, że jest poszukiwaniem przyjemności, traktując przyjemność jako zwykłą
                                  treść przeżycia, od której poczynając przystępuje się do analizy, ale której
                                  jako takiej się nie analizuje. Nic nie powiedzieliśmy o np. fenomenologii
                                  rozkoszy więc zostawmy Freuda, ( ale gdyby nawet to pewnie też by się na nic
                                  nie przydał). Ale niewątpliwie ma swój udział w pogłębieniu tajemnicy
                                  świadomości innego dodając do niej nieświadomość, ale nie o to Ci chyba
                                  chodziło.

                                  > Przynależność do wspólnoty "zawiesza samotność". Tu mamy pewien rodzaj
                                  > wspólnoty.

                                  Tak niewątpliwie mamy tu pewien rodzaj dwuosobowej wspólnoty.(gdzieś chyba o ty
                                  już napisałem) Relacji dwóch na chwilę zawieszonych, ale jednak
                                  nieprzekraczalnych samotności. Tajemniczo zawieszonych.


                                  Ps do Scanda – jaśniej nie potrafię(pojęcie Innego u E.Levinas'a) i nie mam
                                  tyle czasu - ale na podsumowanie Nietzschego może znajdę chwilę.
                                  Pozdrawiam.


                              • krytyk2 Re: definicja tajemnicy? 21.10.06, 10:26
                                mu_ndek napisał:
                                Pierwotność tej relacji zawieszająca złudnie samotność
                                jest dla mnie bardzo interesująca

                                No wlasnie czym jest samotnośc i czy nastepuje tu prawdziwe czy też zludne
                                zawieszenie tej samotności.
                                Jesli przyjąc dwa założenia :
                                1)wzajemna miłośc jest rodzajem olbrzymiego napięcia ,przyciągania sie dwoch
                                osob i to przyciąganie ma swoje piękne odzwierciedlenie w umyslach obu stron
                                2)nasz swiat jest tym ,co sobie wyobrazamy-jesli wyobrażamy sobie siebie
                                calkowicie połączonych z kims innym -to tak jest
                                wychodzi wówczas ,że zniesienie samotnosci nie jest pozorne,jakkolwiek może
                                trwac chwile zaledwie...
                                • mu_ndek Re: ? 22.10.06, 18:16
                                  krytyk2 napisał:

                                  > No wlasnie czym jest samotnośc i czy nastepuje tu prawdziwe czy też zludne
                                  > zawieszenie tej samotności.
                                  > Jesli przyjąc dwa założenia :
                                  > 1)wzajemna miłośc jest rodzajem olbrzymiego napięcia ,przyciągania sie dwoch
                                  > osob i to przyciąganie ma swoje piękne odzwierciedlenie w umyslach obu stron

                                  Miłość zakłada pewną możliwość komunikacji oraz wymianę płynów, ale żeby zaraz
                                  wymianę mózgów a tym bardziej umysłów.
                                  Przyciąganie to raczej termin biologiczny – masz na myśli podświadome -
                                  organiczne wyszukiwanie odpowiedniej do rozrodu samicy? Czy to tylko taka
                                  poezja wynikająca z „olbrzymiego napięcia”?

                                  Założenie, którego tu brakuje to założenie - że wiesz, co się dzieje w umyśle
                                  innego - co się tak „pięknie odzwierciedla”? - zapominasz, że w lustrze nie ma
                                  nic - tylko ty się „odzwierciedlasz” ( możliwie, że pięknie – wgląda, że tak
                                  zakładasz) to jednak tylko twoje odbicie.


                                  > 2)nasz swiat jest tym ,co sobie wyobrazamy-jesli wyobrażamy sobie siebie
                                  > calkowicie połączonych z kims innym -to tak jest
                                  > wychodzi wówczas ,że zniesienie samotnosci nie jest pozorne,jakkolwiek może
                                  > trwac chwile zaledwie...


                                  Ona sobie wyobraża i on sobie wyobraża – osobno - i niewątpliwie piękna to
                                  chwila ich wyobrażeń aczkolwiek złudna. On sobie inaczej wyobraża i ona
                                  inaczej – to może nawet wynikać z tzw. Kobiecości i męskości, choć oczywiście
                                  nic takiego nie ma.( kobiecość, o której piszę w wątku wyżej to „kobiecość” w
                                  relacji miłości )

                                  • krytyk2 Re: ? 23.10.06, 02:25
                                    Az dziwne mundek ,że pisujesz na forum poswieconym duchowosci.Z Twoim wyczuciem
                                    tematu polecalbym Ci np forum "Z życia seksualnego ssaków",czy coś rownie
                                    interesującego.smile
                                    • mu_ndek Re: ? 23.10.06, 13:06
                                      krytyk2 napisał:

                                      > Az dziwne mundek ,że pisujesz na forum poswieconym duchowosci.Z Twoim
                                      wyczuciem
                                      >
                                      > tematu polecalbym Ci np forum "Z życia seksualnego ssaków",czy coś rownie
                                      > interesującego.smile

                                      Ups! A tak coś bardziej merytorycznie? Czy raczej pozostaniesz -jak to krytyk -
                                      niespełniony w argumentach?
                                      Jeszcze nie raz coś wyda Ci się dziwne, chociaż by to, że to forum usiłuje być
                                      filozoficzne.( coś z Twoim wyczuciem? )
                                      Nie żebym był fanatykiem argumentów, – ale z pewnością próbuję nie być
                                      ortodoksem własnych duchowych mniemań z pretensjami do słabej poetycko
                                      wyobraźni. A jakie forum mógłbym Ci polecić? „Początkujący poeci własnych
                                      mniemań?” (Nie - poezja to jednak siła – oczywiście dobra) „Pokochaj kogoś poza
                                      sobą?” ( Nie – o miłości nie wiesz zbyt wiele poza własnymi dość standardowymi
                                      wyobrażeniami) No nie wiem – „Forum drugich krytyków”?

                                      I żeby nie być zbytnio napastliwy - „ zjednoczenie” w relacji miłości to
                                      nawiązanie do biologii właśnie – stąd moje biologiczne uwagi, bo Twoja magia
                                      fizycznych „ przyciągań” nie bardzo mnie wzięła.


                                      • krytyk2 Re: ? 24.10.06, 19:02
                                        mu_ndek napisał:
                                        „P
                                        > okochaj kogoś poza
                                        > sobą?” ( Nie – o miłości nie wiesz zbyt wiele poza własnymi dość st
                                        > andardowymi
                                        > wyobrażeniami)

                                        Ty z pewnościa wiesz wystarczająco duzo o miłosci utożsamiając ja z popedem
                                        seksualnym.

                                        Slyszales mundek o czyms takim jak fenomenologia?
                                        Więc przy podejsciu fenomenologicznym nie wychodzi sie poza to ,co w Twojej/
                                        mojej/świadomości jawi sie nam w temacie dowolnego pojęcia/idei/,np
                                        miłości.Wiesz ,nie chodzi przy tym o to ,co sie jawi w sposób dowolny.Nie
                                        bierze sie też pod uwagę nukowych, przyczynowo -skutkowych konotacji związanych
                                        z pojęciem(mówiąc inaczej :
                                        nie bada sie materialnych- ewentualnych -bodźców wywolujących to pojęcie w
                                        swiadomości).Fenomenologia to troche taki platonizm tylko przeniesiony na teren
                                        swiadomości.

                                        Więc,mundek,Twoje rozwazania nt milości przechodzą w sposób dowolny i frywolny
                                        z poziomu analizy fenomenologicznej do empirii,po drodze zahaczając o wszelkie
                                        mozliwe skojarzenia potoczne.Nie podoba mi sie taki brak dyscypliny
                                        metodologicznej.
                                        Jesli w analizie miłosci najlepsze bywaja czasem poetyckie metafory /bo nic
                                        innego nie jest w stanie lepiej uchwycic tego fenomenu/,to ocena moze dotyczyc
                                        jedynie poziomu poetyckich metafor ,ich wyszukania no i ,oczywiscie,gustu
                                        czytelnika.Nie ujmuje mi nic ,ze nie podoba ci sie moj styl poetycki.
                                        Pozdrawiam smile
                                        • scand Re: ? 26.10.06, 09:36
                                          > Więc,mundek,Twoje rozwazania nt milości przechodzą w sposób dowolny i
                                          frywolny
                                          > z poziomu analizy fenomenologicznej do empirii,po drodze zahaczając o
                                          wszelkie
                                          > mozliwe skojarzenia potoczne.Nie podoba mi sie taki brak dyscypliny
                                          > metodologicznej.

                                          Mnie tez zaskoczyła wolta metodologiczna Mundka ..
                                          • mu_ndek Re: ? 28.10.06, 17:43
                                            scand napisał:


                                            > Mnie tez zaskoczyła wolta metodologiczna Mundka ..


                                            Też jestem zaskoczony! Myslałem że Ty chociaż przeczytasz zanim skomentujesz.
                                            Jaka wolta ? Może niepotrzebnie pytam - tak na pewno niepotrzebnie, bo
                                            uzasadnienia metodologiczne wymagają czegoś więcej niż jednego zdaniowej
                                            uwagi niczym nie popartej poza zdziwieniem.
                                            • scand Re: ? 30.10.06, 13:54
                                              Zaskoczyła, bo do tej pory nie używałeś określeń stricte biologicznych.
                                              Ale po zastanowieniu się przyznaję, że jest w tym pewna spójność.
                                              Abstrakcyjna niemożność przekroczenia Innego na tle procesów życia w sumie też
                                              jakby zewnętrznych w stosunku do naszej świadomości i niemożliwych do
                                              uchwycenia poza samym całościowym ich przeżywaniem.
                                        • mu_ndek Re: ? 28.10.06, 17:39
                                          krytyk2 napisał:

                                          > Ty z pewnościa wiesz wystarczająco duzo o miłosci utożsamiając ja z popedem
                                          > seksualnym.


                                          Ciekawe gdzie to napisałem (oczywiście poza reakcją na twoje fizyczno-
                                          biologiczne przyciąganie zakończone zjednoczeniem)

                                          Nie możesz własnych przekonań sensualistycznych przenosić na innych.
                                          Nie mówiąc już o tym, że sensualizm czy idealizm subiektywny nie mają zbyt
                                          wiele wspólnego z metodą fenomenologiczną chyba, że stosować redukcję do
                                          własnych uproszczonych mniemań - np. do tego, co Tobie „jawi się w temacie
                                          dowolnego pojęcia”.
                                          A że jawi Ci się ubogo w „tym temacie” to też nie moja tylko Twoja słabo
                                          poetycka wina - ewentualnie wynika to z małych doświadczeń - ale może masz
                                          jeszcze czas? –może uda Ci się znaleźć coś w „temacie miłości” - coś więcej niż
                                          hasła reklamowe czy treści bogatsze poetycko niż te, które na razie znalazłeś
                                          we własnej świadomości.
                                          Ale z drugiej strony – tyle znajdziemy ile włożyliśmy.
                                          Więc po prostu - więcej chłopie wkładaj! – to żeby potwierdzić stosowaną przeze
                                          mnie – metodologię frywolną.

                                          >Fenomenologia to troche taki platonizm tylko przeniesiony na teren
                                          > swiadomości.

                                          .Nie podoba mi sie taki brak dyscypliny
                                          > metodologicznej.


                                          Wymagania metodologiczne w kawiarence? Łoł - np. metodologia własnych treści
                                          świadomościowych w formie poezji potocznej i haseł politycznych ?– dobra usiądź
                                          i zamów sobie jakieś winko – może znów przyjdzie Ci do głowy jakaś fajna
                                          metafora - oczywiście poprawna metodologicznie.

                                          A tak w ogóle, jeśli nawet nie zauważyłeś, że usiłuję wychodzić od pojęć
                                          zaproponowanych przez E.Levinas’a – ( prekursora francuskiej fenomenologii )
                                          który usiłował wzbogacić zakres fenomenologii stosowanej przez M.Merleau –
                                          Ponty’ego będącego kontynuatorem metod stosowanych przez E.Husserl’a to jesteś
                                          gdzieś z tyłu,(może gdzieś właśnie w okolicach młodego Husserl’a) – o czym
                                          świadczy porównanie fenomenologii do platonizmu

                                          Już Merleau-Ponty przesunął akcenty tworząc współczesną fenomenologię - między
                                          innymi uznał, że BYT NIE DAJE SIĘ SPROWADZIĆ DO IDEALNYCH TREŚCI, bo zawsze
                                          jest umaczany w cielesności.

                                          Jednym słowem twoje zarzuty metodologiczne wynikają z nie doczytania albo z
                                          zatrzymania się na dość odległej stacji – no, ale to chyba dla krytyka normalne
                                          a tym bardziej dla Krytyka do kwadratu. Z tym winem to żartowałem – nie pij
                                          więcej.
                          • scand Re: jaka jest definicja "tajemnicy" 29.09.06, 10:08
                            > Doświadczenie nie ma tu nic do rzeczy – jak mówił mój dziadek – czy
                            > ją znasz 10
                            > minut czy dziesięć lat – to nie ma znaczenia i tak nic nie będziesz wiedz
                            > iał. I
                            > tak będziesz zaskoczony.

                            Oczywiście że wszystkiego nie sposób wiedzieć. O samym sobie wiemy świadomie
                            tak mało. ( szacuje się że tylko kilka % procesów myślowych może być
                            uświadomionych, większość tkwi i rozwija się w podswiadomości) Ale dla mnie
                            tajemnica oznacza coś co jest w ogóle niepoznawalne. Taki przypadek tu jednak
                            nie zachodzi więc wydaje się że wystarczy mówić o trudnośći poznania a nie
                            odrazu o tajemnicy.
                    • mu_ndek Re: Miłość... 28.09.06, 13:54
                      scand napisał:

                      > Jeśli tak to dla mnie "kobiecość" nie jest tajemnicą, bo w pewien sposób jest
                      > poznawalna.
                      > Oczywiście jak zwykle wyniknie problem czy to poznanie jest obiektywne smile

                      Nie przejmuj się subiektywnością – wyjaśniaj tajemnice choćby dla siebie - może
                      ktoś skorzysta! Jestem ciekawy jak poznawalna jest "kobiecość"!
              • vicca Kobiecość... 02.10.06, 08:06
                Hm...
                A co to znaczy "typowa kobiecość"?
                I co akurat kobiecość ma wspólnego z miłością?
                Czyżby więcej niż męskość?
                No własnie - a co to jest męskość?
                Typowy jaskoniowiec czy metroseksualny piłkarz z plakatu?

                Jakoś mi te "typowości" za nic nie pasujądo żadnego mojego pojęcia o miłości.

                Pzdr V*
          • krytyk2 Re: Miłość... 28.09.06, 12:32
            Oczekiwania nie sa skromne,to Tobie sie tak tylko wydaje.Byc może inaczej
            rozumiesz akceptację.

            Jesteś w zyciu na co dzień często krytyczny wobec innych ludzi?
            To sie zastanów ,czy potrafisz tak naprwdę, do końca, kogoś zaakceptować.Być
            może nie.Uwierz mi ,często ten temat wchodzi mi na tapetę w zyciu i -zarowno w
            moim przypadku ,jak też w przypadku innych ludzi jest to najczęściej
            poprzeczka nie do przeskoczenia.
            Druga refleksja:to ,że w reklamach spece często stosują pojęcia wymienione
            przeze mnie ,świadczy tylko jak najlepiej o tych pojęciach.Pomyśl-to sa często
            najlepsi specjaliści od uwodzenia ludzi.Powszechnośc stosowania jakiegoś
            pojęcia dewaluuje owo pojęcie w świadomości spolecznej -ale nie w mojej.Nie
            będę wymyslał lepszego słowa ,skoro istnieje juz bardzo dobre na okreslenie
            tego co czuję.
    • krytyk2 Re: Miłość... 01.10.06, 12:47
      Albo taki przypadek:osoba dobrze osadzona w sobie ,zyjąca wlasnym
      zyciem ,wolna,aktywna ,mająca swoje hobby,niezależna i ...nie potrafiąca
      otworzyc sie,zaakceptować ,zaufać-mimo silnej chęci(przynajmniej w deklaracji)
      bycia z kimś..

      Czy sa osoby,ktore -mimo pragnienia miłości-nie zrezygnuja nigdy ze swej
      niezależności i wolności?
      • witekjs Re: Miłość... 01.10.06, 13:02
        Myślę, że częściej te osoby boją się stałej i bardzo dokładnej oceny osoby,
        która może poznać je, nie tylko od strony "wyjściowej".
        W szlafroku i gatkach równierz...wink

        Witek
        • krytyk2 Re: Miłość... 01.10.06, 13:06
          sugerujesz ,że przemozne pragnienie niezależności bierze sie głównie z lęku
          przed oceną/czyli de facto z niskiego ,maskowanego, poczucia wlasnej wartości/?
          • witekjs Re: Miłość... 01.10.06, 17:13
            Sugeruję, że ludzie bardzo często, nawet nie w pełni świadomie
            dorabiają "filozofię do kaszy gryczanej"... wink
            Ta "niezależność", o której piszesz wiąże się z wieloma innymi ograniczeniami.
            "Starzy kawalerowie" bardzo często nie umieją już podejmować ryzyka zmian.
            Nie wiedzą jednak o tym, że zakochani ludzie nie tylko muszą ustępować, lecz
            bardzo często wspaniale się uzupełniają.
            Często okazuje się, że zakochani ludzie, nawet już niemłodzi, wbrew swoim lękom
            przed codziennością we dwoje, okazują się "dwiema połówkami jabłka" smile)
            W miłości oprócz pożądania, zauroczenia i przyjaźni jest wiele, ciągle na nowo
            pojawiajacych się odcieni uczucia.

            Witek
            • iza42 Re: Miłość... 02.10.06, 11:19
              Ktos kiedys powiedzial ,ze nie kochac to nie zyc lub byc umarlym za zycia.
              Zycie , z ktorego plynie milosc jest zyciem pieknym i spelnionym , jest zyciem ,
              ktore otwiera sie na zewnatrz i przyciaga do siebie innych.
              Wzniosle slowa ale jest w tym cos z prawdy. Ludzie , ktorzy w zyciu kieruja sie
              tylko wlasna wygoda i tzw niezaleznoscia swiadomie lub nieswiadomie ograbaja
              sie z czegos wazniejszego -z zycia wlasnie.
      • mega511 Re: Miłość... 02.10.06, 11:22
        krytyk2 napisał:

        > Albo taki przypadek:osoba dobrze osadzona w sobie ,zyjąca wlasnym
        > zyciem ,wolna,aktywna ,mająca swoje hobby,niezależna i ...nie potrafiąca
        > otworzyc sie,zaakceptować ,zaufać-mimo silnej chęci(przynajmniej w deklaracji)
        > bycia z kimś..
        >
        > Czy sa osoby,ktore -mimo pragnienia miłości-nie zrezygnuja nigdy ze swej
        > niezależności i wolności?
        Myślę,że to o czym piszesz tj. akceptacja,zaufanie,otwarcie się ,są to
        cechy,które są w nas zakodowane od dzieciństwa,i bardzo trudno to zmienić w
        dorosłym życiu,mimo chęci pragnienia miłości(albo zabicia samotności)tak
        naprawdę takie osoby, nigdy się nie zmienią,mogą próbować tylko udawać, że
        akceptują, ufają..ale będzie to tylko udawanie przed samym sobą i drugą osobą
        aby jej nie stracić ,to nie będzie prawdziwa miłość..prawda?
        • alter50 Re: Miłość... 06.10.06, 17:22
          Czytając te wszystkie posty jak na dłoni widać ,że żar wiekszości miłości
          szybko gaśnie,albo te miłości ogarnia taka rutyna,że przez jej zasłonkę,juz
          nawet nie dostrzega się jej okruchów.Rutyna w miłości jest wszechobecna z ta
          tylko różnicą,że jednym ona dokucza i boleją z powodu jej obecności ,a drudzy
          nie zauważaja jej obecności i żyja jakby w niewiedzy jaka ta prawdziwa miłość
          powinna być.Z założenia już widać,że kobieta i mężczyzna nie maja prawa być
          razem ze sobą.Ona oczekująca ciepła,bezpieczeństwa i potwierdzenia ,że jest tą
          najważniejszą.On najczęściej palant/nie wykluczam siebie/pewny siebie
          cwaniaczek,miał nadzieję ,że wystarczy raz powiedziec kocham,a potem co mi
          bedzie baba dupę zawracała.Tak mniej więcej po roku wyłazi szydło z worka....no
          nie tak jest kobitki?,a prawda jest taka ,że kobieta jest jedynym powodem dla
          którego facet możę powiedzieć ,że fajnie przeżył życie. I niestety jest tak ,że
          biologia i róznica płci sa głównym powodem tego ambarasu.całej miłości
          towarzyszy ogromne napięcie,które w pierwszej fazie jest mocno tłumione przez
          obie strony z nadzieją,że to sie potem wszystko zmieni,dotrze.I tu zaczyna sie
          najwiekszy błąd ,błąd sztucznego wyciszenia emocji zwiazanych z uczuciem .Są
          sprawy ,których na wszelki wypadek nie poruszamy,żeby nie drażnić,żeby nie
          wywoływać konfliktów,bo cholera wie jak ta druga strona zareaguje.To jest juz
          pierwsza cegiełka na budowę muru,który gdzieś tak mniej wiecej po trzech latach
          będzie juz taki wysoki ,że ludzie przestają sie przez niego widzieć.Jedni wtedy
          uciekają,drudzy udają,że to tylko wina rutyny ,jeszcze inni tak niewiedzą jak
          to wszystko powinno być,że toczą sie tak dalej aż do emerytury,będąc
          przekonanymi ,że to była wielka miłość,a tak naprawdę takiej prawdziwej miłości
          to możę na sto są ze dwie,chociaż jestem przekonany,że warto jej
          szukać,ostatecznie ci co graja w Lotto,cały czas wierzą..............
          • omepcia Re: Miłość... 06.10.06, 21:12
            Duzo wnikliwosci i doswiadczenia przez Ciebie przemawia alter50. No i chyba
            odrobina zgorzknienia... Zgodze sie z Toba - kobiety i mezczyzni roznia sie od
            siebie podejsciem do zwiazku. I pewnie wlasnie dlatego sa konflikty miedzy
            plciami. Pewnie wlasnie dlatego zwiazki sie rozpadaja.

            Ale to chyba nie jedyna przyczyna. Kobieta z kobieta i facet z facetem tez moga
            sie poklocic i nie potrafic porozumiec, prawda?? W zwiazkach miedzyludzkich
            potrzeba kilku rzeczy. Szczerosci, zaufania, konsekwencji, asertywnosci,
            wyzrozumialosci i akceptacji wad. I czasem troche wytchnienia od siebie. Zeby
            moc potem wrocic z tym wiekszym uczuciem. Chodzi mi o to, ze nie mozna byc ze
            soba 24 godz na dobe 7 dni w tygodniu. Nie mozna zaglaskac kota na smierc.
            Milosc nie moze byc zaborcza. Trzeba tez umiec rozmawiac o wszystkim - nawet
            najbolesniejszych rzeczach. Bo tylko wtedy bedzie mozna budowac zaufanie...

            No i akceptacja wad... Kocha sie nie za cos ale wbrew czemus... I jesli milosc
            jest jednostronna to nie ma sensu tkwic w takim ukladzie. Wczesniej czy pozniej
            sie rozpadnie.

            Mozna sie soba nie znudzic. Mozna nie popasc w rutyne. Tyle, ze nie z kazda
            osoba mozna taki zwiazek stworzyc, niestety. Ja mialam szczescie spotkac
            czlowieka, z ktorym jestesmy na tyle podobni by sie rozumiec i na tyle rozni by
            sie kochac.

            To ciezka praca by sie dotrzec ale nie skruszyc przy tym. Ale to sie udaje...

            Czego wam i sobie zyczesmile



            • scand Re: Miłość... 09.10.06, 09:26
              > Zgodze sie z Toba - kobiety i mezczyzni roznia sie od
              > siebie podejsciem do zwiazku. I pewnie wlasnie dlatego sa konflikty miedzy
              > plciami. Pewnie wlasnie dlatego zwiazki sie rozpadaja.

              A podobno przeciwieństwa przyciągają.. tak przynajmniej jest w elektrostatyce.
              Podobne do siebie zaś przechodzi obok siebie obojętnie.

              ..
              > i na tyle rozni by
              > sie kochac.

              A jednak smile)
        • krytyk2 Re: Miłość... 13.10.06, 01:00
          mega511 napisała:
          > Myślę,że to o czym piszesz tj. akceptacja,zaufanie,otwarcie się ,są to
          > cechy,które są w nas zakodowane od dzieciństwa,i bardzo trudno to zmienić w
          > dorosłym życiu,mimo chęci pragnienia miłości(albo zabicia samotności)tak
          > naprawdę takie osoby, nigdy się nie zmienią,mogą próbować tylko udawać, że
          > akceptują, ufają..ale będzie to tylko udawanie przed samym sobą i drugą osobą
          > aby jej nie stracić ,to nie będzie prawdziwa miłość..prawda?

          Twoje koncowe pytanie dręczy mnie nieustannie..sad
          Bardzo chciałbym uwierzyc ,że człowiek zdolny jest w swoim rozwoju pokonac
          swoje ograniczenia , w tym -niezdolnośc do otwarcia się na miłośc,jej przyjęcie
          i dawanie.Dramatem jest,że w tej chwili , w danym momencie ,kiedy ta otwartośc
          jest oczekiwana najbardziej ,te przemiany nie następują..
          Wszystko ma swój czas .Czas wzajemnego ,jednoczesnego otwarcia ,jest czasem
          niepowtarzalnym .Rzeka płynie,potem nie można juz do niej wstąpic
          powtornie.Poczucie klęski ,poczucie niemożności ,zamknięcie
          rozdziału,rozliczenie..
          Wierze , a jest to radośc płonna,że pożadanym zmianom dalem jakiś impuls
          rozwoju.Smucę sie ,bo juz nie mnie będzie dane zebrac ewentualne plony tego
          rozwoju.
    • mu_ndek Re: Miłość próba... 07.10.06, 23:07

      Miłość...po co te ”inności innego” ta nieprzekraczalność, jakie są jej
      konsekwencje?

      Myślę, że kochamy tylko siebie!
      Kochamy siebie przy tej jedynej osobie - dla siebie szukamy przy jej boku
      swojej inności – odmiennej rozlewającej się na całą rzeczywistość -
      oślepiającej zgody.
      Odmienić siebie -znaleźć przyzwolenie. Tej odmiany my potrzebujemy by pozwoliła
      się nam rozwijać w swoim cieple i patrzeć w zgodzie na świat i na nią jak
      rozkwita. Jak błyszczą jej oczy ciekawe siebie i nowego innego niż zwykle
      świata.
      Śmiejemy się do siebie, – co jeszcze zgodzi się - widząc naszą zmianę- widząc
      nasze bezwarunkowe oddanie- zdradzić swoją tajemnicę – rozkosz?
      Co zdołamy zaczerpnąć w jej niezbywalnej obecności to na zawsze nasze i jej.
      Oby wszystkim się to zdarzyło.

      To początek - zawieszający wszelką walkę z sobą z „innym” ze światem. Nie ma
      zaufania, tolerancji i żadnych innych warunków jest Miłość w swojej idealnej
      formie. Potem dopiero biologia wdrukowuje swoje nagrody i uzależnienia razem z
      psychologią i społeczeństwem. Aż do rozstania, ale już wiesz, że jesteś do tego
      zdolny.

      • scand Re: Miłość próba... 09.10.06, 09:39
        > Kochamy siebie przy tej jedynej osobie - dla siebie szukamy przy jej boku
        > swojej inności – odmiennej rozlewającej się na całą rzeczywistość -
        > oślepiającej zgody.

        Zgadza się. Tak właśnie możemy rozszerzyć granice własnego świata.
    • owca Re: Miłość... 12.10.06, 20:22

      mistrzami świata w analizowaniu różnych rodzajów miłości byli starożytni Grecy
      mieli chyba z dziesięć słów na określenie różnych jej typów wink

      pamiętam tylko kilka:
      eros - miłość namiętna, seksualna, erotyczna
      mania - miłość obsesyjna, zazdrosna, zaborcza, uzależniająca
      ludus - miłość wesoła, niepoważna i bezzaangażowania
      storge - miłość braterska, siostrzana, przyjacielska
      agape - miłość łagodna, bezinteresowna, pełna oddania, altruistyczna
      pragma - miłość opierająca się na zgodności i rozsądku, miłość pragmatyczna(?!?)

      każda z nich wydaje się być odmienną miesznką trzech podstawowych uczuć:
      pożądania, miłości romantycznej i przywiązania
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka