Zawierając pokój w Merseburgu obie strony raczej były przymuszone
okolicznościami niż szczerą wolą zawarcia pokoju. Bolek śpieszył się na Ruś
ratować zięcia i córkę, Heńkowi śpieszno było do Rzymu, gdzie zaświtała
pomyślniejsza dla niego gwiazdka i możliwość cesarskiej koronacji...
Bolek, trzeba było przyznać nie zachowywał się tym razem lojalnie...
Jeszcze w 1012, a może 1013 roku papież Benedykt VIII zwrócił się do Bolka z
żadaniem czynszu (Swiętopietrza?), który jeszcze Mieszko paieżowi obiecał
płacić. Bolesław odpowiedział, że nie może przesłać czynszu z powodu zasadzek
Henryka. List ten albo się dostał w ręce Henka, albo co bardziej
prawdopodobne został Henrykowi pokazany przez samego Benedykta z prośbą o
wyjaśnienie. Nie muszę dodawać jak Heniek przyjął taką wiadomość...
Dodatkowo Bolesław wysłał do Włoch swoich posłów, którzy w czasie wyprawy
Henryka do Włoch informował tamtejszych władców o słabości Henryka w samych
Niemczech... Chyba odniósł tu znaczący sukces bo powodzenie Henryka w tej
wyprawie trudno uznać za sukces...
Benedykt, co prawda koronował go na cesarza (w końcu lutego) ale w samym
Rzymie Heniek nie zabawił nawet miesiąca. W Rzymie szybko wybuchł bunt i
Heniek jak niepyszny salwował się ucieczką, myląc pogoń Arduina i innego
możnego rodu Olbertynów. Na Wielkanoc dotarł do Pawii, a stąd na Zielone
Świątki (13 czerwca 1014 r.) był już w Bambergu. I Henryk i Benedykt
osiągneli swoje cele. Koronacja umocniła (mimo haniebnej ucieczki z Włoch)
pozycję Henryka w Niemczech (co cesarz to jednak cesarz), a Benedykt był już
pewny swojej tiary, gdyż koronując cesarza pozbawił znaczenia i poparcia
antypapieża.
Władza Henryka we Włoszech była jednak tylko symboliczna i faktycznie żadna.
Zresztą nie miał czasu myśleć o Włoszech bo po chwili odpoczynku w Bawarii
musiał gnać do niespokojnej jak zwykle Lotaryngii gdzie znowu buntowali się
Henrykowi szwagrowie... prawdopodobnie nie bez zachęty Bolesława... i jego
nowej rodziny, czyli teścia Mieszka Bolesławowica... Ezzo (Herenfrieda)...
Do Lotaryngi przybył też wysłąnnik Bolesława, który miał wyjaśnić zaistniałe
nieporozumienia pomiędzy Henrykiem a Bolesławem, Stoigniew.
Znamy jego imię, nie znamy jego pozycji, pochodzenia itd. Był niewątpliwie
Słowianinem, nie był duchownym gdyż inaczej Thietmar podałby jego pozycje w
tej hierarchi. Można przyjąć, że był to pierwszy polski dyplomata...

Mozna też snuć spekulacje kim był, bo osoba tuzinkową z pewnością nie. Może
był przyrodnim bratem Bolesława z którejś z pogańskich żon Mieszka I ?
Może bratankiem, np. synem Czcibora (Cidebur) z którejś z jego żon???
Nie dowiemy się tego pewnie nigdy, chyba, że gdzieś jakimś cudem odnajdą się
jakieś nowe źródła. Stoigniew przybywając do Lotaryngii miał jednak jak się
wydaje nie tyle usunąć nieporozumienia, co było jego misją oficjalną, ile
podtrzymać buntujących się w oporze...
Henryk jednak nie dał się nabrać, zapewne szpiedzy donieśli mu działaniach
Stoigniewa więc zatrzymał i przetrzymał go na którymś z zamków. Po zdławieniu
oporu szwagrów sprowadził Stoigniewa na swój dwór by był świadkiem sceny jak
kończą buntownicy...
Bracia królowej boso i na kolanach błagali Henryka o przebaczenie...
Po tej scenie Henryk uwolnił Stoigniew i przekazując posłanie (niestety
ustne, więc go nie znamy) do Blesłąwa odesłał do Polski. Stoigniew, wedle
Thietmara był zacietym wrogiem Henryka i przekazał Bolesławowi nieprawdziwe,
sprzeczne z tym co usłyszał od Henryka, przesłanie...
Poselstwo to jak można przypuszczać nie przyniosło uspokojenia napiętej
sytuacji... Sprawa ta będzie jeszcze miała dalsze konsekwencje, ale na razie
Bolesław podjął nową akcję dyplomatyczno-polityczna. Jej celem były Czechy
Udalryka...
c.d.n.