Dodaj do ulubionych

Bomba europejska

06.07.04, 23:10
Sława!
Bomba europejska
Tygodnik "Wprost", Nr 1127 (04 lipca 2004)
http://www.wprost.pl/ar/?O=62480

Konstytucyjny traktat brukselski sankcjonuje samobójczy socjalizm


Tak zwana konstytucja europejska jest bezwartościowym symbolem władzy kilku
najpotężniejszych krajów na kontynencie i kalką ich najpoważniejszych błędów.
Narzędziem dominacji, a nie fundamentem równych praw. Po zatwierdzeniu na
brukselskim szczycie może się zamienić w bombę zegarową, która rozsadzi Unię
Europejską, miast ją zjednoczyć. Francja, biorąc na siebie rolę przywódcy
Europy, z właściwą sobie pychą zlekcewa żyła przemiany na arenie
międzynarodowej przełomu wieków. Do nich należał także - a może przede
wszystkim - upadek komunizmu.

EUROPA TO JA, CZYLI PARYŻ
Jako pierwszy i jedyny kraj w Europie Francja żywi głębokie przekonanie, że
jej zadaniem jest przewodzenie nam wszystkim. L'Europe, c'est moi (Europa to
ja) - brzmi hasło Paryża. Miarą europejskiej wszechrzeczy jest egoizm
francuskiego zarządcy, a jeśli ktoś jest przeciw, należy go przykładnie
ukarać. Albo przynajmniej napomnieć, żeby trzymał gębę na kłódkę. W tym duchu
skonstruowano traktat konstytucyjny, który nie jest konstytucją pod względem
prawnym, ale sam fakt przyjęcia tego dokumentu sankcjonuje jego działanie. Na
szczycie w Brukseli przywódcy 25 państw członkowskich powiedzieli
traktatowi "tak", nie licząc się z konsekwencjami albo raczej licząc po cichu
na jego fiasko w trakcie ratyfikacji.
Być może na odrzucenie konstytucji przez nasz parlament liczy premier Marek
Belka, ponieważ twierdzenie, że konstytucja jest dobra dla Polski i dla
Europy, to bzdura. Chyba że za jądro integracji europejskiej uznamy ceny
polskiej cielęciny i dopłaty dla rolnictwa. Nawet zachodni politycy i
komentatorzy uznający potrzebę większej koordynacji działań unii nie
ukrywają, że konstytucja ogranicza suwerenność rządów i parlamentów
narodowych oraz przyznaje zbyt duże kompetencje Komisji Europejskiej. Sposób
liczenia głosów w Radzie Europejskiej przysłonił naszym politykom i
publicystom prawdziwy obraz UE, do której zmierzamy po 18 czerwca 2004 r.
Interwencjonizm państwowy i centralizm, charakterystyczny dla polityki
francuskiej, oraz niemiecki biurokratyzm znalazły odbicie w konstytucji.
Konstytucja reguluje funkcjonowanie każdego miasteczka, każdej wioski.
Kompetencje regionalnych parlamentów, na przykład w niemieckich landach,
zmalały do zera.
Dokładnie tak samo jak traktaty z Maastricht, Amsterdamu i Nicei konstytucja
europejska pozbawia państwa narodowe władzy i w rezultacie wyobcowuje
obywateli krajów. Już traktat z Maastricht nazywano szczytem federalizmu.
Państwa członkowskie UE utraciły wówczas wpływ na trzydzieści obszarów
polityki. Amsterdam dodał do tego dalszych dwadzieścia, a Nicea -
czterdzieści. Nowa konstytucja dla Europy jest kolejnym krokiem w
ograniczaniu możliwości rządzenia sobą państw i obywateli. Pozbawiła kraje
członkowskie prawa weta w 43 nowych obszarach, a 36 przekazała inicjatywie
ustawodawczej Parlamentu Europejskiego. Obojętne w gruncie rzeczy, jaki jest
podział głosów w Radzie Europejskiej, znacznie ważniejsze jest to, o czym
tymi głosami będzie się rozstrzygać. A rozstrzygać będzie się o wszystkim.

NADWYŻKA NIEMIECKICH GŁOSÓW
Tak zwana mniejszość blokująca jest nadużyciem. Po prostu oszustwem. Odsuwa
tylko niechcianą decyzję na sześć miesięcy, dając czas unijnym władzom na
wywieranie presji na protestujące państwa, a w wypadku niepowodzenia i tak
rozstrzygni ęcie wchodzi w życie. Wygląda na to, że wiele krajów w Europie
liczy teraz, że inni - przede wszystkim Brytyjczycy, ale także Polacy - w
procedurze ratyfikacyjnej wreferendum narodowym odrzucą tę konstytucję. Jeśli
wierzyć brytyjskiemu "The Economist", prezydent Chirac liczył na weto Belki
już w Brukseli. Tym chyba można tłumaczyć upór Francuzów dotyczący zapisu o
wartościach chrześcijańskich w preambule. Liczył też na premiera Blaira i
jego strach przed wyborcami.
"The Economist" przypomniał, że w Nicei Chirac walczył jak lew o ograniczenie
niemieckiej dominacji przy podziale głosów. Z tego niemiecko-francuskiego
sporu wzięły się korzystne dla Polski i Hiszpanii zasady podziału głosów.
Teraz nadwyżka niemieckich głosów, wynikająca z liczby ludności, jest częścią
zapisów konstytucyjnych. Dla Francji najwygodniej byłoby, żeby szczyt w
Brukseli został zerwany, a konstytucja nie podpisana, co zdyskredytował oby
Wielką Brytanię i rozszerzenie UE na wschód oraz sprowokowało powrót do
twardego jądra Europy tworzonego wokół Francji i Niemiec.
Niezależnie od zasygnalizowanych przez brytyjski tygodnik ukrytych intencji
Francji, żadne państwo UE nie było usatysfakcjonowane ugodą w sprawie
konstytucji. Manifestowana w Brukseli jedność była propagandą mającą pokazać
światu, że kontynent wcale nie jest podzielony, ale zjednoczony i
jednomyślny. Rację ma londyńska gazeta "The Times", stwierdzając, że
konstytucja jest krokiem fałszywym, gdyż narody Europy chcą mniej regulacji i
mniej obecności UE w życiu codziennym i gospodarce oraz korzystaniu ze swobód
demokratycznych. Choć może to dla przeciętnego czytelnika stanowić element
zaskoczenia i budzić niewiarę, konstytucja europejska tworzy nam znany z
haseł rewolucji studenckiej '68 "socjalizm z ludzką twarzą", odgórnie
zaaplikowany, regulowany i kontrolowany. Charakterystyczne, że polscy
zwolennicy konstytucji w obecnym kształcie są równocześnie socjalistami z
krwi i kości.

TRIUMF EUROKRATÓW
Polskę, która musi nadrabiać zapóźnienia gospodarcze, powinna zwłaszcza
niepokoić hiperregulacja w dziedzinie gospodarki. Sir Ralf Dahrendorf,
wybitny socjolog wykładający w Oksfordzie, który przez cztery lata był
członkiem Komisji Europejskiej, zauważył w 1995 r., że wspólnota europejska
jest głównie ochronką dla upadających gałęzi gospodarki. Wszystkie traktaty,
łącznie z konstytucją, są oparte na filozofii wspierania i ratowania z
pieniędzy publicznych tych gałęzi gospodarki i przedsiębiorstw, które w
normalnej gospodarce rynkowej po prostu by upadły.
Konstytucja mimo nazwy wywołującej jednoznaczne skojarzenia nie realizuje
podstawowych zasad demokracji. Zamiast przybliżać - oddala władzę od
obywatela. Zamiast koordynować - nakazuje. W październiku 2000 r. Tony Blair
wygłosił w Warszawie przemówienie, w którym zapowiedział powołanie drugiej
izby Parlamentu Europejskiego, złożonej z posłów parlamentów narodowych.
Zapowiedział kontrolę dwuizbowego PE nad Komisją Europejską i Radą Ministrów.
Zapowiedział powstanie wybieralnej izby kontrolującej organa władzy unii.
Dostaliśmy flagę, hymn, ministra spraw zagranicznych i większe uprawnienia
dla europejskiej biurokracji. W referendum obywatele będą głosować za
symbolami, a nie za tym, co jest treścią konstytucji, bo prawdopodobnie tylko
w nielicznych krajach odbędzie się rzetelna debata pokazująca prawdziwe
intencje twórców dokumentu.
Lewicowa niemiecka gazeta "Süddeutsche Zeitung" zapewnia, że Niemcy, Francja
i Węgry zagłosują za. Martwi się jednak, że kilka krajów z dużym
prawdopodobieństwem odrzuci konstytucję, w tym Wielka Brytania, Polska,
Czechy i Dania.Nie ma też pewności, jak zadecydują obywatele państw niezbyt
entuzjastycznie nastawionych do traktatu - Holandii, Belgii, Hiszpanii,
Włoch.
Negatywny wynik referendum - według "Süddeutsche Zeitung" - nie oznacza, że
wszystko stracone. Głosowanie można powtórzyć, jak w wypadku referendum w
sprawie traktatu nicejskiego w Irlandii. A jeśli mimo to jakiś naród uprze
się na dobre? Wówczas - zdaniem gazety - może dojść do głębokiego rozłamu w
UE. Jeśli konstytucja nie zostanie odrzucona, zatriumfuje Francja, której
manii wielkości boją się już nawet Niemcy. Jak napisała konserwatywna
gazeta "Die Welt", jeszcze Charles de Gaulle twierdził, że Europa i cały
świat potrzebuje cywilizacyjnego światła, kt
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka