wislok1
28.07.04, 22:55
Steinbach wyceniła w historycznej skali złote zęby zgładzonych w Oświęcimiu.
Miłujący pokój naród niemiecki wybrał w 1933 r. malarza pokojowego na
kanclerza. Potem autor "Mein Kampf" zmusił pacyfistów znad Łaby do utopienia
połowy Europy we krwi. Następnie Bogu ducha winnych rodaków Heinego, którego
czytać zakazał fźhrer III Rzeszy, paląc przy okazji kilka milionów książek,
pognano ze wschodu na zachód. I dziś należy im się za to rekompensata. Tak
pewnie w największym skrócie streścić by można wyobrażenie II wojny światowej
Eriki Steinbach, przewodniczącej Związku Wypędzonych (BdV), która roniła
ostatnio w Berlinie łzy nad losem ponad 200 tys. wymordowanych w powstaniu
warszawskim.
61-letnia Steinbach dzieckiem już nie jest i winna raczej to i owo rozumieć z
dziejów nowożytnych. Zwłaszcza że powtarza w rozlicznych wywiadach
prasowych: "Wciąż wiele o tamtych smutnych czasach czytam". To polecam jej
następującą konstatację Joachima Trenknera z publikacji
ubiegłotygodniowego "Tygodnika Powszechnego": "Niemcy źle się obeszli ze
swoimi prawdziwymi bohaterami. Po wojnie milczano o nich, a nawet ich
szkalowano. Minęły dziesięciolecia, zanim doczekali się szacunku (...). Tacy
ludzie jak Sophie Scholl czy Dietrich Bonhoeffer, jak Georg Elser czy Eduard
Schulte, udowodnili, że także w dyktaturze możliwa jest postawa wyprostowana.
A to stanowiło wyrzut sumienia dla wielu milionów ekssympatyków narodowego
socjalizmu".
W obliczu toczonej dziś wojny o pamięć o powstaniu warszawskim w 60. rocznicę
jego wybuchu (cover story tego numeru) znów muszę wrócić do niezwykle
oryginalnych przemyśleń pani Steinbach. "Kłaniamy się nisko bojownikom
bohaterskiej Warszawy. Ale nie możemy wiecznie posypywać głowy popiołem. Ani
my, Niemcy, ani oni, Polacy, nie mieliśmy wpływu na to, co za nas postanowiły
mocarstwa. Dlatego moralnie uzasadnione jest dziś postawienie znaku równości
między wszystkimi ofiarami II wojny światowej" - mówiła szefowa BdV na
antenie jednej z niemieckich lokalnych stacji telewizyjnych. "A co pani powie
o dziesiątkach kilogramów złotych zębów wyrwanych zagazowanym w obozie
koncentracyjnym w Oświęcimiu? Czy to nie jest jednak problem trochę większej
wagi?" - zapytał dziennikarz stacji. "Ja nigdy nikomu żadnych zębów nie
wyrywałam" - odparła rezolutnie Steinbach.
Pewne jest, że w latach 40. minionego wieku Frau Steinbach nie była
stomatologiem. Połóżmy wszakże na jednej szali historii złote zęby usunięte
ludziom, którzy z Auschwitz wydostali się przez komin krematorium, a na
drugiej dobytek niemieckich wypędzonych. Która szala przeważy? Za odpowiedź
niech posłuży memento Ericha Fromma, twórcy "Ucieczki od wolności": "Dzień, w
którym my, Niemcy, zapomnimy o okropieństwach i szaleństwie III Rzeszy, o
naszym zbiorowym tchórzostwie, o naszej zbiorowej winie, będzie pierwszym, w
którym światu zacznie obnażać kły IV Rzesza".
www.wprost.pl/ar/?O=63922