tomek9991
23.08.04, 14:17
Jak można być tak naiwnym jak ten profesor ?
Jak można tak bez sensu dawać argumenty ziomkostwom ( rzekome polskie
pogromy ) i mieć takie kompleksy wobec zachodniego sąsiada ( rzekoma ich
wyższość cywilizacyjna ) ?
"- To prawda. Nie wyobrażam sobie, by dziesięć, dwadzieścia lat temu możliwe
było zmierzenie się z hańbą Jedwabnego. A jednak potrafiliśmy. Dostrzegliśmy
też pogromy Niemców w Nieszawie i Aleksandrowie Kujawskim w 1945 r. Takie
rozrachunki gorzej przychodzą mniejszym narodom. Litwinom wciąż nie przejdzie
przez gardło refleksja, że uczestniczyli w Holocauście. Ukraińcy nie mogą
wykrztusić słowa "przepraszam" za czystki etniczne na Wołyniu w 1943 r.
Ale czy rzeczywiście po stronie polskiej już wszystko jest w porządku? Czy
umielibyśmy przyznać się do naszych zbrodni podczas wojny z Ukraińcami o
Galicję wschodnią w 1919 r.? Czy pamiętamy o pacyfikacji wsi ukraińskich w
latach 30.? O masowym burzeniu cerkwi prawosławnych? Kiedy przed pięciu laty
Miłosz wydał swą "Wyprawę w dwudziestolecie" pokazującą II Rzeczpospolitą z
punktu widzenia prowincji wileńsko-białoruskiej, odezwał się chór oburzenia:
jakim to złym Polakiem jest Miłosz! A przecież Miłosz, jak kiedyś Jerzy
Giedroyc, starał się racje narodów swej "rodzinnej Europy" sprowadzać do
wspólnego mianownika. Pragnął być swoistą "tkanką łączną" między Polakami i
Litwinami. Dziś, po śmierci poety, gdy ze strony domorosłych obrońców
polskości słyszę głosy "Miłosz jest antypolski", robi mi się niedobrze.
Gdy rozpoczęła się dyskusja na temat Centrum przeciw Wypędzeniom, Erika
Steinbach zarzuciła Polakom, że nie potrafią się wczuć we wrażliwość innego
narodu. Część prasy niemieckiej pisała nawet, że Polacy nie są zdolni do
wyznania winy.
- Dziś emocje nieco opadły i możemy się zastanowić: czy ta dyskusja
zaszkodziła Polsce? Wręcz przeciwnie. Dzięki temu wielu Niemców przypomniało
sobie ogrom zbrodni popełnionych w imieniu ich narodu na Polakach. Natomiast
Polacy uświadomili sobie, że było coś takiego jak wypędzenie - usunięcie
Niemców z siedzib, które zajmowali od średniowiecza, a które po roku 1945
nazwaliśmy Ziemiami Odzyskanymi. Pomińmy emocje - dyktowały one po obu
stronach wiele słów niepotrzebnych, czasem głupich. Ale może - strawestujmy
Goethego - były to słowa, "co zawsze złego chcą i zawsze sprawiają dobro". A
przy okazji okazało się, jak wielu mamy w Niemczech przyjaciół. Na przykład
Joschka Fischer nie zawahał się położyć na szali własnej popularności
politycznej, krytykując ideę Centrum. Podczas obchodów rocznicy Powstania
Warszawskiego kanclerz Schröder zapowiedział, że w sprawie roszczeń
majątkowych rząd Niemiec wystąpi przeciwko własnym obywatelom. To też ważny
gest.
Jednak trochę rozumiem zdziwienie starszych ludzi, którym w szkole wpajano,
że Mieszko I i Bolesław Chrobry byli władcami, którzy pierwsi powstrzymali
napór germański - a dziś są promotorami naszego wejścia do UE. Ba, przyjęcie
chrześcijaństwa przez Mieszka określane jest jako "pierwsze wejście do
Europy".
- No bo przyjęcie chrześcijaństwa było rzeczywiście naszym pierwszym wejściem
do Europy. Skąd Mieszko wziął chrześcijaństwo? Z Czech i z Niemiec. Skoro zaś
podziały etniczne w średniowieczu nie istniały, to sprowadzenie tego aktu do
otwarcia się na kulturę europejską w niemieckim wydaniu jest tylko
nieznacznym uproszczeniem.
Polska cywilizacja średniowieczna rozwijała się w orbicie Niemiec. Przy
wszelkich walkach z niemieckimi margrabiami i samym cesarzem, a potem przy
konflikcie z zakonem krzyżackim to przede wszystkim z Niemiec przychodziła do
nas kultura. Także ta, którą niosły rzesze niemieckich osadników wędrujące na
słabo zaludniony - polski i ruski - Wschód. Nasz kraj jest wielkim dłużnikiem
cywilizacji niemieckiej. Widać to zwłaszcza w Krakowie, w którym dziś
rozmawiamy, a który od XIII do początku XVI stulecia był faktycznie miastem
niemieckim. O tych sprawach mówi się już otwarcie.
Gdy w XV w. Gutenberg wynalazł druk, wkrótce wielu jego adeptów - Jan Haller,
Florian Ungler, Hieronim Wietor - przyjechało do niemieckiego Krakowa szerzyć
nowy kunszt. A pragnąc dobrze zarabiać, stali się obrońcami języka polskiego -
bo chcieli wydawać książki, które byłyby kupowane nie tylko w Krakowie, ale
i na prowincji. Co więcej, ci niemieccy drukarze stali się promotorami języka
ruskiego. To przecież niemiecki Kraków stał się kolebką książki ruskiej - od
słynnej drukarni Szwajpolta Fiola (działającej w latach 1486-1491) zaczynają
się dzieje cerkiewnosłowiańskiego, a więc i ruskiego słowa drukowanego
cyrylicą.
W XVI w., w czasach zygmuntowskich, kultura polska była już na tyle
atrakcyjna i silna, że społeczność niemiecka w Krakowie i innych miastach
ulegała szybkiej polonizacji. A granica polsko-niemiecka od XIV do XVIII w.
była naszą jedyną spokojną granicą."
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2240600.html?as=2&ias=2
Ostatnie zdanie jest bujdą na resorach.
Od XIV do XVI wieku cesarze niemieccy pomagali Krzyżakom.
Krzyżaków nie wolno nie traktować jako Niemców.
W XVII wieku Brandenburgia była po stronie Szwedów i utraciliśmy Prusy
Książęce.
W XVIII wieku były rozbiory Polski z udziałem Prus i Austrii.
Podobnych klamstw, przeinaczeń jest mnóstwo.