witomir
31.12.04, 12:39
„Rzeczpospolita” informuje o procederze transferowania zysków zagranicę przez
polskie oddziały wielkich korporacji działających w naszym kraju. Jest to
nagminny proceder, oznaczający de facto drenaż finansowy naszego kraju.
Gazeta dotarła do raportu śląskiego oddziału Urzędu Kontroli Skarbowej, z
którego wynika, że większość firm z udziałem kapitału zagranicznego wykazuje
brak zysku – pod tym procederem kryje się transfer środków za granicę i
unikanie płacenia wielu zobowiązań wobec naszego państwa. Jest to proceder
nagminny w całej Polsce. Podatków unika się na dwa sposoby – firma zawyża
koszty działalności w Polsce lub manipuluje tzw. cenami transferowymi. Przy
pomocy tych mechanizmów zyski wędrują do zagranicznych central firm, których
polskie oddziały stosują taką politykę. Efektem jest niepłacenie przez te
ostatnie wielu podatków, które są należne polskiemu państwu.
Jeden z głównych mechanizmów służących wykazywaniu tzw. strat polega na
manipulowaniu cenami transferowymi. Dotyczą one obrotu np. półproduktami
między oddziałami jednej firmy położonymi w kilku krajach. Ceny te są często
sztucznie zawyżane po to, aby wykazać, że dany oddział zagranicznej firmy
poniósł duże koszty i w efekcie nie osiągnął zysku, czyli nie powinien płacić
części podatków. Centrale ponadnarodowych firm zaniżają ceny produktów
sprowadzanych przez nie od swych polskich oddziałów, zawyżają natomiast – i to
znacznie – ceny przepływu towarów i usług (licencje, analizy, usługi
marketingowe, prawa do znaku towarowego) w drugą stronę. Polski oddział ma
więc „na papierze” większe wydatki a mniejsze przychody, i w efekcie wygląda
to tak, jakby jego działalność nie przynosiła zysków. Pod lupą inspektorów UKS
znalazły się firmy, które cały czas wykazują straty, choć w danej branży
panuje koniunktura, albo też takie, które są bardzo zadłużone lub wypłacają
bardzo wysokie wynagrodzenia.
Podczas kontroli wykazano, że w jednej z firm z udziałem kapitału
zagranicznego (Lichtenstein) w ciągu 3 lat wytransferowano z Polski 1,6
miliona dolarów. Firma z kapitałem szwedzkim zrobiła to samo na kwotę 1,4
miliona złotych. Firma z kapitałem austriackim usiłowała przekonać
kontrolerów, że dwóm członkom swego zarządu wypłaciła w ciągu roku pensje w
wysokości ponad miliona złotych, dając im te pieniądze do... ręki prosto z
kasy. Spółka o kapitale niemiecko-amerykańskim wytransferowała zagranicę
prawie 1,4 miliona złotych. Spółka z kapitałem włoskim – 2,3 miliona złotych.
Duża firma z kapitałem hiszpańskim usiłowała wykazać na zaledwie jednej
transakcji straty w Polsce, ale kontrolerzy udowodnili, że w rzeczywistości
miała zysk w wysokości ponad 900 tys. złotych i od takiej kwoty powinna
zapłacić podatek.
Kontrola przeprowadzona przez ministerstwo finansów w zaledwie 141 firmach
ujawniła, że 25 procent z nich stosowało praktykę nielegalnych transferów
zysków z Polski do central macierzystych firm. Robiły tak m.in. sieci
hipermarketów. Z kontroli UKS za lata 2002-2003 w 54 firmach z udziałem
kapitału zagranicznego w aż 40 z nich stwierdzono proceder nielegalnych
transferów. Inna kontrola z roku 2002 przeprowadzona w niemal 2000
przedsiębiorstw wykazała, że ponad połowa z nich stosuje takie praktyki –
straty budżetu wyliczono wówczas na 454 miliony złotych. Jest to więc proceder
nagminny i o wielkiej skali.
Od siebie możemy dodać tylko tyle, że tak właśnie pryskają mity tzw.
zagranicznych inwestycji, o które powinniśmy skamleć i błagać na kolanach – w
rzeczywistości jest to skamlanie i błaganie o bezpardonową eksploatację,
drenaż, wyzysk i kpienie z polskiego prawa oraz obywateli naszego kraju. Warto
też dodać, że gdy przez lata część niezależnych polityków i publicystów
wskazywała na ten problem i piętnowała przyznawanie ulg podatkowych i
inwestycyjnych np. hipermarketom, które następnie mimo wielomilionowych
obrotów stale wykazują straty, wówczas głosy takie były określane mianem
oszołomstwa i paranoi przez „autorytety moralne” z Unii Wolności i
usługujących im „niezależnych” dziennikarzy z neoliberalnych gadzinówek. Teraz
to „oszołomstwo” i tę „paranoję” potwierdzają raporty poważnych instytucji
państwowych. Czy ktoś poniesie odpowiedzialność za wieloletnią kłamliwą
propagandę? Oczywiście nie, bo tutaj można tylko „wyzwalać” Białoruś z
Łukaszenki, Ukrainę z Janukowycza, Wenezuelę z Chaveza itd., natomiast nie
można wyzwolić naszego kraju z okupacji rodzimych bandziorów i sukinsynów,
którzy „wyzwolili” Polskę z setek milionów złotych.