ignorant11
26.01.05, 23:15
Sława!
Zdzisław Antoni Jeziorański
www.nczas.com/?a=show_article&id=2348
Janusz Korwin-Mikke
Śp. Zdzisława Antoniego Jeziorańskiego (ps. Jan Nowak) widziałem w życiu może
kilkanaście razy - ale tylko raz spędziłem z Nim chyba ze sześć godzin na
dyskusji politycznej - w 1986 roku w Jego skromnym domku w USA. Rozstaliśmy
się z wzajemnym szacunkiem - i przekonaniem, że obydwaj walczymy i walczyć
będziemy o dobro Polski, tylko nieco inaczej je rozumiemy.
Jeziorański był z całą pewnością człowiekiem wybitnym, godnym podziwu, a
nawet pomników - natomiast nie zgadzam się z kreowaniem Go na „autorytet
moralny”. Nie dlatego, że stawiałoby Go to na równej płaszczyźnie z
niektórymi szubrawcami nazywanymi przez głupią lub agenturalną
prasę „autorytetami”; nie dlatego też, że był to człowiek przez Prawicę i
Centro-Prawicę szczerze nielubiany.
Atakowano Go (ja też!) za różne rzeczy. Wygodnym politycznie zarzutem było
np., że podczas okupacji był „Treuhänderem” - to bardzo ładnie brzmi: z
niemiecka, w języku okupanta, niemal jak „powiernik SS”.
W rzeczywistości Treuhänder to powiernik - coś na kształt syndyka
opiekującego się powierzonym mieniem. Bardzo dobre zajęcie - a każdy, kto
chciał podczas okupacji jakoś działać na powierzchni, musiał mieć jakieś
legalne zajęcie.
Znacznie poważniejszym argumentem nakazującym traktować Jeziorańskiego jako
autorytet ściśle ograniczony jest to, że był On agentem CIA. Co prawda śp.
Józef Piłsudski był agentem japońskim, austriackim i niemieckim - a powiedzmy
jasno, Stany Zjednoczone są nam wielekroć bardziej przyjazne niż Niemcy albo
i Austria (o Japonii się nie wypowiadam). Jednak w Pantheonie należy
umieszczać raczej polityków samodzielnych - a nie agentów działających za
pieniądze w imię obcych interesów... choćby te interesy były w większej
części zgodne z naszymi! Ryszard Sorge, na przykład, był wybitnym agentem
(sowieckim w Japonii), chyba nawet ma pomnik - ale nie nazywa się
Go „autorytetem moralnym”.
Pamiętać jednak trzeba, że śp. Zdzisław Antoni Jeziorański robił zawsze to,
co robił - dla Polski. Gdyby stwierdził, że polityka USA jest dla Polski
niekorzystna - zapewne wypisałby się ze służby dla tego mocarstwa. W tamtych
czasach można było albo zapisać się w służbę Amerykanów - i mieć dostęp do
Wolnej Europy, czyli realny wpływ na przekaz do Kraju informacji - czyli
towaru tak blokowanego przez PRL - albo siedzieć w Londynie, chodzić
wieczorami do Klubu Polskiego i wymyślać na „komunistów” (przy czym co
czwarty ze słuchaczy był tych komunistów agentem...). Można było, jak śp.
Adam Doboszyński, wrócić do Polski - i dać się zastrzelić czy powiesić.
Śp. Zdzisław Antoni Jeziorański wybrał tak, jak wybrał. Całym swoim życiem
służył Polsce - jak umiał. Nie Jego jest winą, że pod koniec życia obsiadły
go rozmaite pluskwy kadzące Mu bez umiaru i podsuwające rozmaite głupoty,
zgodne z tym, co podają reżymowe media. Zdarza się to i innym wielkim
umysłom - exemplum: Stanisław Lem. Ja zapamiętam Go takim, jakim był 20 lat
temu: żywym, inteligentnym, oddanym Polsce człowiekiem.
Jeśli umarł w przekonaniu, że przyczynił się do stworzenia Nowej, Lepszej
Polski - to możemy się tylko cieszyć. I postarać się, by patrząc na nas z
góry, zobaczył już niedługo Polskę naprawdę wolną.
Polskę naszych wspólnych marzeń.
Janusz Korwin-Mikke
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie