Hekatomba w piramidach

17.03.05, 01:49
Sława!
Hekatomba w piramidach
Tygodnik "Wprost", Nr 1162 (13 marca 2005)
www.wprost.pl/ar/?O=74206

Aztekowie toczyli nieustanne wojny z sąsiadami, aby zdobyć tysiące jeńców na
ofiarę dla bogów

Na ołtarzu na szczycie piramidy czterech kapłanów trzymało jeńca, podczas gdy
piąty nacinał mu klatkę piersiową i wyrywał bijące serce. Serce wrzucano do
ognia, a ciało zrzucano po schodach piramidy. Jeńcom ucinano też głowy,
szpikowano ich strzałami, kamienowano, obdzierano żywcem ze skóry i palono -
historie o okrucieństwach, jakich dopuszczali się mieszkańcy Nowego Świata, o
tysiącach osób zabijanych na piramidach ku czci bogów, zaczęły krążyć w
Europie, gdy wojska Hernana Cortesa podbiły Meksyk.
Sam Cortes omal nie został złożony w ofierze bogom podczas La Noche Triste -
powstania Azteków przeciw Hiszpanom w lipcu 1520 r. Mimo tych relacji uczeni
uważali, że pogłoski o ludzkich hekatombach i ociekających krwią piramidach
były mocno przesadzone. Sądzili, że Hiszpanie przedstawiali Azteków jako
przerażających barbarzyńców, aby usprawiedliwić okrucieństwa, jakich sami się
dopuszczali. Najnowsze wykopaliska przekonują, że krwawe ofiary z ludzi
składano w Nowym Świecie długo przed pojawieniem się Hiszpanów.
W grobie we wnętrzu Piramidy Księżyca w Teotihuacan w Ameryce Środkowej
odkryto dwanaście ciał, dziesięć z nich z odciętymi głowami. Nie ma
wątpliwości, że ci ludzie - zamożni, o wysokim statusie społecznym - zostali
złożeni w ofierze - uważa kierownik wykopalisk prof. Saburo Sugiyama z
Uniwersytetu Aichi w Japonii i Arizona State University. Ciała ze związanymi
na plecach rękami prawdopodobnie bezładnie wrzucono do grobu. Pozostałe
zwłoki były pokryte paciorkami i ozdobione naszyjnikami imitującymi ludzkie
żuchwy.
Najstarsze ślady krwawych rytuałów pochodzą z kultury Moche, która istniała w
latach 200-700 n.e. Na równinie w północnym Peru Moche zbudowali inną
Piramidę Księżyca. Archeolog Steve Bourget z University of Texas i antropolog
John Verano z Tulane University odkryli na placu przed budowlą szczątki 70
zatopionych w błocie ludzi. Byli to młodzi wojownicy, wszyscy zginęli
wyjątkowo brutalną śmiercią - niektórych obdarto żywcem ze skóry, innych
pozbawiono głów albo związanych pozostawiono na pożarcie sępom. Złożono ich w
ofierze spoglądającemu ze ścian Piramidy Księżyca przerażającemu bogu
Dekapitatorowi o wyłupiastych oczach i ostrych jak groty włóczni zębach,
będącemu skrzyżowaniem człowieka z ośmiornicą.
Archeolodzy znali już wcześniej malowidła na ceramice Moche, przedstawiające
kapłanów podcinających jeńcom gardła, pijących ich krew i odcinających mięso
od kości, ale przed odkryciem Bourgeta i Verano nikt nie chciał uwierzyć, że
te przerażające rytuały naprawdę się odbywały. Trudno dziś zrozumieć,
dlaczego Moche, niezrównani budowniczowie, artyści i wojownicy, zamieszkujący
żyzne doliny, praktykowali tak okrutne rytuały. Być może mordowali jeńców
pojmanych podczas wojen, aby wzbudzić strach wśród okolicznych plemion, albo
wierzyli, że krew ofiarowana bogom zapewnia ich przychylność. Mieszkańcy
Andów do dziś wylewają na pola zwierzęcą krew, aby sobie zapewnić obfite
plony.

Pokarm bogów
W ocenach historyków Majowie, których kultura przeżywała okres największego
rozkwitu między 300 i 900 r. n.e., nie przelewali hektolitrów ludzkiej krwi.
Malowidła i rzeźby zdobiące ściany świątyń sugerują jednak coś przeciwnego:
oni też składali bogom ofiary z ludzi. Podczas niektórych ceremonii kapłan
rozcinał brzuch żyjącej jeszcze ofiary i wywlekał jej wnętrzności.
Majowie wierzyli, że bogowie łakną ludzkiej krwi. Nakarmione bóstwa zsyłały
ludziom wizje, podczas których przodkowie pomagali władcom przewidzieć
przyszłość i podjąć trafne decyzje. Każdy władca Majów musiał karmić bogów
nie tylko krwią ofiar, ale i własną. Król nacinał sobie genitalia ostrzem z
obsydianu lub z kręgosłupa płaszczki, a krew spływała do ustawionej u jego
stop miseczki i wsiąkała w skrawki papieru, które następnie spalano.
Wierzono, że w ten sposób krew trafia prosto do bogów, a wdychanie dymu
powodowało wizje, które Majowie przedstawiali pod postacią wielkiego węża
wychodzącego z ust przodków.
Okazji do puszczania krwi było wiele: przeciągająca się wojna, wstąpienie na
tron nowego władcy lub narodziny następcy tronu. Ceremonia puszczania krwi
odbywała się podczas wszystkich ważniejszych świąt w religijnym kalendarzu. W
ceremonii puszczania krwi uczestniczyły również żony władców i damy z możnych
rodów. Kobiety przeciągały przez otwór w języku sznur najeżony kolcami lub
haczykami.
Archeolog Leonardo Lopez Lujan przeprowadził testy chemiczne próbek pobranych
z podłóg w azteckich świątyniach. Wyniki badań wykazały, że przerażające
opowieści Hiszpanów Cortesa są prawdziwe. Mikroelementy, białka i ludzki
materiał genetyczny pokazywały niezbicie, że podłogi musiały być
przesiąknięte ludzką krwią.
Za czasów Azteków, między XIV a XVI wiekiem n.e., składano krwawe ofiary z
ludzi na niespotykaną wcześniej skalę. Azteccy historycy zanotowali, że
Ahuitzotl, który panował przed Montezumą II, władcą pokonanym przez Cortesa,
złożył w ofierze 84 400 pojmanych wojowników, co jednak wydaje się mało
prawdopodobne (musiałby wyrywać serce 17 ofiarom na minutę bez przerwy przez
dobę).
Aztekowie wierzyli, że te okrutne czyny uratują świat przed zagładą. Bogowie
stworzenia i zniszczenia toczyli z sobą nieustanną walkę, a ludzie mogli
wspomóc tych pierwszych, żywiąc ich ludzkimi sercami i krwią. Ofiarami byli
głównie jeńcy wojenni, bo im odważniejszy człowiek, tym większą wartość miało
dla bogów jego serce. Jeńcy skazani na śmierć byli traktowani z najwyższymi
honorami, bo to dzięki nim słońce miało wzejść następnego dnia. Niektórzy
badacze uważają nawet, że Aztekowie tylko po to toczyli nieustanne wojny, aby
zdobyć tysiące jeńców na ofiarę dla bogów.

Pożeracze ciał
Trudno oszacować, ilu ludzi złożyli Aztekowie w ofierze. Naoczny świadek
Hernan Cortes uważał, że zabijali 3-4 tys. ofiar rocznie. Hiszpański żołnierz
Bernal Diaz de Castillo, który spisał wspomnienia z podboju Meksyku,
twierdzi, że w jednej ze świątyń widział 100 tys. czaszek. Gdyby to była
prawda, czaszki musiałyby być ułożone w rzędzie długości kilkunastu
kilometrów, a nie, jak podaje Diaz, 30 m. Diaz pisze też o 60 tys. czaszek w
Tlatelolco, ale archeolodzy znaleźli ich zaledwie 300.
Niektórzy badacze uważają, że ciał ofiar nie grzebano, lecz zjadano je
podczas uroczystych uczt. Michael Harner, słynny amerykański etnolog i
antropolog, pionier studiów nad szamanizmem w Ameryce, uważał, że dieta
Azteków była zbyt uboga w białko (największymi hodowanymi zwierzętami były
kurczaki), aby mogli lekceważyć tak bogate źródło protein. Prof. Bernard
Ortiz de Montellano, antropolog z Wayne State University, autor książki o
diecie, medycynie i zdrowiu Azteków, twierdzi jednak, że ich codzienne
pożywienie złożone z kukurydzy, fasoli, szałwii argentyńskiej, zwanej chia, i
huauhtli (szarłatu, Amaranthus hypochondriacus) miało o wiele większą wartość
odżywczą niż przeciętna dieta dzisiejszego Meksykanina.
Archeolodzy nie są przekonani, czy Aztekowie byli kanibalami. Namalowane
między rokiem 1600 i 1650 przedstawienia z tzw. Codex Magliabecchiano,
azteckiego ilustrowanego manuskryptu przechowywanego w Bibliotece Narodowej
we Florencji, ukazują ludzkie członki w naczyniach do gotowania i ucztujących
ludzi, na których spogląda bóg śmierci. W osadzie Ecatepec niedaleko Mexico
City archeolodzy znaleźli takie same naczynia i zdekompletowane ludzkie
kości.

Marta Landau


Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
Pełna wersja