bolko_turan
23.05.05, 17:33
Między Moskwą a Brukselą
kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1229700&KAT=237
Rosji zależy na zmarginalizowaniu wpływów Polski w świecie zachodnim
Rozmowa z prof. Dariuszem Rosatim, ekonomista, deputowany do Parlamentu
Europejskiego (SdPl), minister spraw zagranicznych w latach 1995-1997,
członek Rady Polityki Pieniężnej w latach 1998-2004
ROBERT WALENCIAK 2005-05-20
O co chodzi Rosji? Jak pan znajduje ostatnie tygodnie rosyjskiej polityki
zagranicznej?
Widzę tu niepokojącą tendencję. Rosja po wejściu Polski do Unii Europejskiej,
a zwłaszcza po doświadczeniu z Ukrainą, zorientowała się, że Polska ma
znacznie większy wpływ na decyzje Unii – w ogóle Zachodu – niż do tej pory.
Rosja uważa, że ten wpływ jest sprzeczny z jej interesami, tak jak one są
definiowane w tej chwili przez Kreml.
Z jakimi interesami?
To odbudowa strefy wpływów, powrót do tradycji imperialnej. Jest
rozczarowujące, że Putin, człowiek wykształcony, znający Zachód, powrócił do
anachronicznej strategii polityki zagranicznej, do wizji Rosji odzyskującej
miejsce światowej superpotęgi, odzyskującej kontrolę nad terytorium, które
utraciła 15 lat temu. Więc działania Polski zmierzające do umocnienia
demokracji i proeuropejskiej orientacji niektórych byłych obszarów Związku
Radzieckiego są na Kremlu postrzegane jako działania wrogie. W związku z tym
Rosja przyjęła strategię izolowania Polski, osłabiania wpływu Warszawy na
decyzje Paryża, Berlina, Brukseli i Waszyngtonu. Elementem tego jest próba
narzucenia nam pewnej gry, która ma doprowadzić do zademonstrowania całemu
światu, że Polska jest partnerem krnąbrnym, rusofobicznym, że jest partnerem,
który wpędza Unię w kłopoty. Ta strategia jest konsekwentnie prowadzona od
jesieni ub.r., czyli od wyborów na Ukrainie. To bardzo wyraźnie widać.
Na przykład...
Gwałtowne zaostrzenie kursu, przerwanie spraw Katynia, kuriozalne wypowiedzi
rosyjskiego MSZ... No i wreszcie obraźliwe wypowiedzi prezydenta Putina pod
adresem prezydenta Kwaśniewskiego, kiedy mówił, że szuka roboty na Zachodzie.
Tak odczytuję w tej chwili intencje Rosji – zależy jej na zmarginalizowaniu
wpływów Polski w świecie zachodnim, tak żeby Ukraina już się nie powtórzyła.
Ukraina, pomarańczowa rewolucja, była dla nich dzwonkiem alarmowym?
Wielkim dzwonem. Otworzyła im oczy, że UE pod wpływem Polski może dokonać
zasadniczej zmiany politycznej w ich bliskim sąsiedztwie, sprzecznej z ich
intencjami. W Moskwie uważali, że wybory na Ukrainie to sprawa załatwiona. Że
Janukowycz, jak za starych, dobrych czasów, prezydenturę ma w kieszeni... To
też świadczy o oderwaniu od rzeczywistości. Więc teraz, po tej porażce Moskwa
rozpoczęła grę z Warszawą.
Skuteczną?
Bardzo dobrze, że nie dajemy się w nią wepchnąć.
Choć w związku z uroczystościami 60. rocznicy zakończenia II wojny światowej
było w Polsce gorąco...
Prezydent Kwaśniewski znalazł się wówczas w niesłychanie trudnej sytuacji.
Oczywiście, mógł do Moskwy nie pojechać. Ale wtedy przyjąłby te reguły, które
Moskwa próbuje nam narzucić, potwierdził, że Polska jest właśnie taka, jaką
Putin próbuje ją przedstawić. Że się obraża, że wszyscy mogli na uroczystości
przyjechać, razem z Bushem i Schröderem, a tylko Polska i dwa państwa
nadbałtyckie – nie.
Kwaśniewski w jednym z wywiadów dał do zrozumienia, że ma informacje, iż
Moskwa wolałaby, żeby polskiego prezydenta na uroczystościach nie było.
Moim zdaniem, Putinowi zależało na tym, żeby Kwaśniewski nie przyjechał. Taka
była gra. Żeby potem mówić, że Polski nie ma z nami. Że tu jesteśmy my –
Rosjanie, Amerykanie, Francuzi, Niemcy. A Polska? Cóż, Polska sama stawia się
na marginesie, nie można jej dopuszczać do jakichś poważnych decyzji.
Kwaśniewski to wszystko wytrzymał do ostatniej chwili i zmusił Putina do
przeszarżowania. W ciągu paru ostatnich dni Putin wykonał kilka gestów,
ruchów, które okazały się tym jednym mostem za daleko. Na Zachodzie powstało
przekonanie, że on kłamie, nie chce przyznać się do prawdy.
Jakie gesty i ruchy Putina były tym mostem za daleko?
Na przykład oświadczenie rosyjskiego MSZ, że państwa nadbałtyckie zostały
zajęte zgodnie z prawem międzynarodowym. Niewymienienie Polski w ogóle
podczas przemówienia. No i zaproszenie do Moskwy gen. Jaruzelskiego. To był
błąd, który Zachodowi otworzył oczy. Nikt nie kwestionuje zasług generała,
który był na szlaku do Berlina i zasługuje na ordery za ten okres swego
życia. Ale zapraszanie na uroczystości, razem z Kwaśniewskim, człowieka,
który jest w Polsce odbierany jako autor stanu wojennego, a nie jako żołnierz
II wojny światowej, miało znamiona prowokacji. Gra szła o to, żeby
Kwaśniewski do Moskwy nie pojechał.
Ile w tych wszystkich gestach prezydenta Putina było polityki zagranicznej, a
ile wewnętrznej?
Celebra 9 maja była obliczona na użytek wewnętrzny, to miało konsolidować
społeczeństwo rosyjskie wokół prezydenta, wokół kierunku jego polityki,
przywracania dumy, odwoływania się do najlepszych kart rosyjskiej historii. I
to się udało. Ale jeśli chodzi o politykę zagraniczną – jest to pasmo błędów.
Wypowiedź Putina sprzed kilku tygodni, że rozpad Związku Radzieckiego był
największym nieszczęściem XX w., świadczy o tym, że ten człowiek żyje
nostalgią za czasami, kiedy ZSRR trząsł połową świata.
Spójrzmy na świat oczami Rosjan. Oni się boją, że zostaną osłabieni,
zepchnięci na margines, że do UE wejdzie Ukraina, być może Białoruś, Mołdowa.
Rosjanie naprawdę widzą, że wszystko się rozjeżdża. Ale stawiają fatalną
diagnozę: uważają, że to dywersja amerykańska, wspierana także przez Polskę.
Nie dostrzegają, że to jest autentyczne. Po drugie, wyciągają złe wnioski.
Próbują odtworzyć swoje wpływy poprzez tradycyjne, siłowe metody –
fałszowanie wyników, zastraszanie, szantaż, niewycofywanie wojsk. Jak w
Gruzji, gdzie stacjonuje 3 tys. ich żołnierzy i Rosjanie ciągle wymyślają
jakieś preteksty, by nie wyjść.
Jeżeli wszystko im się rozsypuje, próbują to ogarnąć.
Ale tracą siłę przyciągania, przestają być atrakcyjnym partnerem dla krajów,
które miały bardzo wiele powodów, by z nimi trzymać. Poczynając od Ukrainy, a
kończąc na Kirgizji. Gospodarka rosyjska ma dobrą sytuację, bo jest dobra
koniunktura na ropę i na gaz. Ale poza inwestycjami surowcowymi i
wydobywczymi tam się niewiele dzieje. Koniunktura na ropę pewno tak szybko
się nie skończy, ale jeśli któregoś dnia ceny spadną...
Chirac i Schröder regularnie spotykają się z Putinem. O co chodzi Europie w
stosunkach z Rosją?
Nie można stawiać Francji i Niemiec w tym samym szeregu, jakkolwiek ich
polityka jest na pozór podobna. Niemcom chodzi przede wszystkim o sprawy
gospodarcze, o surowce energetyczne. Natomiast Francja prowadzi grę globalną
ze Stanami Zjednoczonymi. Zupełnie absurdalną, moim zdaniem. Jej chodzi o to,
żeby Europa z Rosją była przeciwwagą dla polityki Stanów Zjednoczonych.
Jaki w tym absurd? Samoloty F-16 rywalizują z samolotami Mirage i Grippen,
airbusy z boeingami...
Rywalizacja ekonomiczna jest poza sporem, ale mówimy o sporze strategicznym.
Francja próbuje mieć w Rosji partnera, który wspomoże ją w przeciwstawianiu
się polityce zagranicznej USA. Nie handlowej. Chodzi o to, żeby ograniczyć
wpływ USA np. na Bliskim Wschodzie, w Europie Środkowej i w Chinach. Francja
ma inną perspektywę niż Niemcy. Myśli o geopolityce, Niemcy – o interesach.
W efekcie tego wszystkiego gazociąg łączący Rosję z UE nie przejdzie przez
Polskę, tylko zostanie pociągnięty po dnie Bałtyku.
To porażka polskiej polityki zagranicznej. Pamiętam swoje doświadczenia jako
ministra spraw zagranicznych – naprawdę nic się nie dało z Rosjanami
załatwić. Mieliśmy około 15 otwartych