Dodaj do ulubionych

Między Moskwą a Brukselą

23.05.05, 17:33
Między Moskwą a Brukselą

kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1229700&KAT=237

Rosji zależy na zmarginalizowaniu wpływów Polski w świecie zachodnim

Rozmowa z prof. Dariuszem Rosatim, ekonomista, deputowany do Parlamentu
Europejskiego (SdPl), minister spraw zagranicznych w latach 1995-1997,
członek Rady Polityki Pieniężnej w latach 1998-2004


ROBERT WALENCIAK 2005-05-20


O co chodzi Rosji? Jak pan znajduje ostatnie tygodnie rosyjskiej polityki
zagranicznej?

Widzę tu niepokojącą tendencję. Rosja po wejściu Polski do Unii Europejskiej,
a zwłaszcza po doświadczeniu z Ukrainą, zorientowała się, że Polska ma
znacznie większy wpływ na decyzje Unii – w ogóle Zachodu – niż do tej pory.
Rosja uważa, że ten wpływ jest sprzeczny z jej interesami, tak jak one są
definiowane w tej chwili przez Kreml.

Z jakimi interesami?

To odbudowa strefy wpływów, powrót do tradycji imperialnej. Jest
rozczarowujące, że Putin, człowiek wykształcony, znający Zachód, powrócił do
anachronicznej strategii polityki zagranicznej, do wizji Rosji odzyskującej
miejsce światowej superpotęgi, odzyskującej kontrolę nad terytorium, które
utraciła 15 lat temu. Więc działania Polski zmierzające do umocnienia
demokracji i proeuropejskiej orientacji niektórych byłych obszarów Związku
Radzieckiego są na Kremlu postrzegane jako działania wrogie. W związku z tym
Rosja przyjęła strategię izolowania Polski, osłabiania wpływu Warszawy na
decyzje Paryża, Berlina, Brukseli i Waszyngtonu. Elementem tego jest próba
narzucenia nam pewnej gry, która ma doprowadzić do zademonstrowania całemu
światu, że Polska jest partnerem krnąbrnym, rusofobicznym, że jest partnerem,
który wpędza Unię w kłopoty. Ta strategia jest konsekwentnie prowadzona od
jesieni ub.r., czyli od wyborów na Ukrainie. To bardzo wyraźnie widać.

Na przykład...

Gwałtowne zaostrzenie kursu, przerwanie spraw Katynia, kuriozalne wypowiedzi
rosyjskiego MSZ... No i wreszcie obraźliwe wypowiedzi prezydenta Putina pod
adresem prezydenta Kwaśniewskiego, kiedy mówił, że szuka roboty na Zachodzie.
Tak odczytuję w tej chwili intencje Rosji – zależy jej na zmarginalizowaniu
wpływów Polski w świecie zachodnim, tak żeby Ukraina już się nie powtórzyła.

Ukraina, pomarańczowa rewolucja, była dla nich dzwonkiem alarmowym?

Wielkim dzwonem. Otworzyła im oczy, że UE pod wpływem Polski może dokonać
zasadniczej zmiany politycznej w ich bliskim sąsiedztwie, sprzecznej z ich
intencjami. W Moskwie uważali, że wybory na Ukrainie to sprawa załatwiona. Że
Janukowycz, jak za starych, dobrych czasów, prezydenturę ma w kieszeni... To
też świadczy o oderwaniu od rzeczywistości. Więc teraz, po tej porażce Moskwa
rozpoczęła grę z Warszawą.

Skuteczną?

Bardzo dobrze, że nie dajemy się w nią wepchnąć.

Choć w związku z uroczystościami 60. rocznicy zakończenia II wojny światowej
było w Polsce gorąco...

Prezydent Kwaśniewski znalazł się wówczas w niesłychanie trudnej sytuacji.
Oczywiście, mógł do Moskwy nie pojechać. Ale wtedy przyjąłby te reguły, które
Moskwa próbuje nam narzucić, potwierdził, że Polska jest właśnie taka, jaką
Putin próbuje ją przedstawić. Że się obraża, że wszyscy mogli na uroczystości
przyjechać, razem z Bushem i Schröderem, a tylko Polska i dwa państwa
nadbałtyckie – nie.

Kwaśniewski w jednym z wywiadów dał do zrozumienia, że ma informacje, iż
Moskwa wolałaby, żeby polskiego prezydenta na uroczystościach nie było.

Moim zdaniem, Putinowi zależało na tym, żeby Kwaśniewski nie przyjechał. Taka
była gra. Żeby potem mówić, że Polski nie ma z nami. Że tu jesteśmy my –
Rosjanie, Amerykanie, Francuzi, Niemcy. A Polska? Cóż, Polska sama stawia się
na marginesie, nie można jej dopuszczać do jakichś poważnych decyzji.
Kwaśniewski to wszystko wytrzymał do ostatniej chwili i zmusił Putina do
przeszarżowania. W ciągu paru ostatnich dni Putin wykonał kilka gestów,
ruchów, które okazały się tym jednym mostem za daleko. Na Zachodzie powstało
przekonanie, że on kłamie, nie chce przyznać się do prawdy.

Jakie gesty i ruchy Putina były tym mostem za daleko?

Na przykład oświadczenie rosyjskiego MSZ, że państwa nadbałtyckie zostały
zajęte zgodnie z prawem międzynarodowym. Niewymienienie Polski w ogóle
podczas przemówienia. No i zaproszenie do Moskwy gen. Jaruzelskiego. To był
błąd, który Zachodowi otworzył oczy. Nikt nie kwestionuje zasług generała,
który był na szlaku do Berlina i zasługuje na ordery za ten okres swego
życia. Ale zapraszanie na uroczystości, razem z Kwaśniewskim, człowieka,
który jest w Polsce odbierany jako autor stanu wojennego, a nie jako żołnierz
II wojny światowej, miało znamiona prowokacji. Gra szła o to, żeby
Kwaśniewski do Moskwy nie pojechał.

Ile w tych wszystkich gestach prezydenta Putina było polityki zagranicznej, a
ile wewnętrznej?

Celebra 9 maja była obliczona na użytek wewnętrzny, to miało konsolidować
społeczeństwo rosyjskie wokół prezydenta, wokół kierunku jego polityki,
przywracania dumy, odwoływania się do najlepszych kart rosyjskiej historii. I
to się udało. Ale jeśli chodzi o politykę zagraniczną – jest to pasmo błędów.
Wypowiedź Putina sprzed kilku tygodni, że rozpad Związku Radzieckiego był
największym nieszczęściem XX w., świadczy o tym, że ten człowiek żyje
nostalgią za czasami, kiedy ZSRR trząsł połową świata.

Spójrzmy na świat oczami Rosjan. Oni się boją, że zostaną osłabieni,
zepchnięci na margines, że do UE wejdzie Ukraina, być może Białoruś, Mołdowa.

Rosjanie naprawdę widzą, że wszystko się rozjeżdża. Ale stawiają fatalną
diagnozę: uważają, że to dywersja amerykańska, wspierana także przez Polskę.
Nie dostrzegają, że to jest autentyczne. Po drugie, wyciągają złe wnioski.
Próbują odtworzyć swoje wpływy poprzez tradycyjne, siłowe metody –
fałszowanie wyników, zastraszanie, szantaż, niewycofywanie wojsk. Jak w
Gruzji, gdzie stacjonuje 3 tys. ich żołnierzy i Rosjanie ciągle wymyślają
jakieś preteksty, by nie wyjść.

Jeżeli wszystko im się rozsypuje, próbują to ogarnąć.

Ale tracą siłę przyciągania, przestają być atrakcyjnym partnerem dla krajów,
które miały bardzo wiele powodów, by z nimi trzymać. Poczynając od Ukrainy, a
kończąc na Kirgizji. Gospodarka rosyjska ma dobrą sytuację, bo jest dobra
koniunktura na ropę i na gaz. Ale poza inwestycjami surowcowymi i
wydobywczymi tam się niewiele dzieje. Koniunktura na ropę pewno tak szybko
się nie skończy, ale jeśli któregoś dnia ceny spadną...

Chirac i Schröder regularnie spotykają się z Putinem. O co chodzi Europie w
stosunkach z Rosją?

Nie można stawiać Francji i Niemiec w tym samym szeregu, jakkolwiek ich
polityka jest na pozór podobna. Niemcom chodzi przede wszystkim o sprawy
gospodarcze, o surowce energetyczne. Natomiast Francja prowadzi grę globalną
ze Stanami Zjednoczonymi. Zupełnie absurdalną, moim zdaniem. Jej chodzi o to,
żeby Europa z Rosją była przeciwwagą dla polityki Stanów Zjednoczonych.

Jaki w tym absurd? Samoloty F-16 rywalizują z samolotami Mirage i Grippen,
airbusy z boeingami...

Rywalizacja ekonomiczna jest poza sporem, ale mówimy o sporze strategicznym.
Francja próbuje mieć w Rosji partnera, który wspomoże ją w przeciwstawianiu
się polityce zagranicznej USA. Nie handlowej. Chodzi o to, żeby ograniczyć
wpływ USA np. na Bliskim Wschodzie, w Europie Środkowej i w Chinach. Francja
ma inną perspektywę niż Niemcy. Myśli o geopolityce, Niemcy – o interesach.

W efekcie tego wszystkiego gazociąg łączący Rosję z UE nie przejdzie przez
Polskę, tylko zostanie pociągnięty po dnie Bałtyku.

To porażka polskiej polityki zagranicznej. Pamiętam swoje doświadczenia jako
ministra spraw zagranicznych – naprawdę nic się nie dało z Rosjanami
załatwić. Mieliśmy około 15 otwartych
Obserwuj wątek
    • bolko_turan Re: Między Moskwą a Brukselą / ciąg dalszy 23.05.05, 17:37
      Mieliśmy około 15 otwartych spraw: odszkodowania za Syberię, kwestie związane z
      odszkodowaniami za pobyt wojsk radzieckich, umowa o readmisji, żegluga po
      Cieśninie Pilawskiej, sprawa przelotów samolotów LOT-u nad Syberią, podział
      majątku po RWPG, zwrot dóbr kultury... Odbijaliśmy się jak od ściany. I te
      sprawy ciągle są na stole.

      A czego Rosjanie chcą od Polski?

      Byli zainteresowani puszczeniem gazociągu, ale teraz chcą puścić go po dnie
      Bałtyku. Alternatywa jest taka, żeby się dogadać z Niemcami, Francuzami, Unią,
      żeby był jednolity front w sprawie gazociągu, żebyśmy mieli gwarancję
      bezpieczeństwa energetycznego ze strony Unii. Ale obawiam się, że tu może
      nastąpić klasyczne porozumienie ponad naszymi głowami. To są trudni partnerzy:
      Chirac, Schröder, Putin. 10 lat temu mieliśmy lepszych. Jelcyn, Kohl,
      Mitterrand to byli ludzie, którzy mieli jakieś poczucie odpowiedzialności za
      Europę. Natomiast tu mamy do czynienia z festiwalem egoizmów.

      Jak pan ocenia szczyt Rosja-UE i wcześniejszy szczyt Rosja-Niemcy-Francja-
      Hiszpania?

      Szczyt dotyczył stworzenia czterech wolnych przestrzeni: handlowej, polityki
      bezpieczeństwa, spraw wewnętrznych, kultury i edukacji itd. Putinowi bardzo na
      tym zależy, zależy mu na pieniądzach unijnych, na inwestycjach. Ale cały czas
      chce tę politykę uprawiać bilateralnie, z głównymi partnerami: Francją,
      Włochami, Niemcami i teraz z Hiszpanią. A nie z Brukselą. Więc z jednej strony
      próbuje otrzymać koncesje gospodarcze, próbuje mieć dobre stosunki z Niemcami,
      Francuzami, między innymi dlatego, żeby zmarginalizować znaczenie Polski, żeby
      mieć wpływ na Brukselę poprzez Paryż i Londyn.

      Spójrzmy na rzeczywistość: Rosjanie mówią nam niet i zderzamy się ze ścianą.
      Niemcy dogadują się w sprawie gazociągu i innych przedsięwzięć, Francuzi
      prowadzą swoją geopolityczną grę. My zostajemy na lodzie.

      No właśnie, jaka jest dalsza droga? Po pierwsze, Polska musi pokazać, że
      jesteśmy partnerem niepoddającym się emocjom, chłodno kalkulującym. Nie
      powinniśmy czynić żadnych spektakularnych gestów, które zaostrzałyby sytuację.
      Generalnie uważam, że w sprawach rosyjskich Kwaśniewski prowadzi dobrą
      politykę, choć jest już na granicy. Po drugie, musimy cierpliwie pracować z
      Francuzami i Niemcami. Mówić im: popatrzcie na Czeczenię, na Chodorkowskiego,
      zmiany w konstytucji, popatrzcie na swobodę mediów i ograniczanie demokracji.
      Mam nadzieję, że suma tych faktów, które powoli docierają do świadomości
      społeczeństw zachodnich, w końcu zmieni czołobitny stosunek UE wobec Rosji. To
      jest długi proces.

      Czy na klimat naszych stosunków z Niemcami i Francją nie wpłynęły wydarzenia
      ostatnich lat?

      Popełniliśmy sporo błędów. Zwłaszcza z Niemcami zapędziliśmy się pochopnie w
      ostrą wymianę dotyczącą odszkodowań. To, co w Niemczech było głosami prywatnych
      organizacji, Powiernictwa Pruskiego, wypędzonych, u nas Sejm przeniósł na
      poziom stosunków międzypaństwowych, przeniósł do debaty parlamentarnej. To był
      krok za daleko. Potem były targi o Niceę, o zmianę systemu przeliczania głosów,
      co było wymierzone w Niemcy, bo to ich ta zmiana premiowała.

      Niewiele premiowała.

      Mieliśmy też sprawę Iraku, którą rozegraliśmy fatalnie z punktu widzenia
      informowania Francji czy Niemiec. List ośmiu... To były błędy, które
      spowodowały utratę zaufania, pewnego kapitału. Mieliśmy znakomite stosunki z
      Niemcami, pamiętam, że oni byli gotowi iść na bardzo dalekie ustępstwa. Później
      awantura o Niceę, o pieniądze, praktycznie zerwanie szczytu w Brukseli ze
      względu na niezgodę Polski na pewne zapisy, cofnęła nas w stosunkach z Niemcami
      o co najmniej 10 lat.

      I?

      I konsekwencje widzimy. Nie można bić się na wszystkich frontach. Jeśli
      Kaczyński krzyczy: nie dajmy się Niemcom, żądajmy odszkodowań, a zaraz krzyczy,
      że nie można z Rosją, to jest dziecinada. Nie daj Boże tak prowadzić politykę
      zagraniczną.
      • ignorant11 Dobry text i kubeł zimnej wody... 24.05.05, 02:20
        Sława!

        Dla tych, co postuluja jednostronne ustepstwa wobec Rosji, ale przecież
        ustepstwa czyni sie po to, aby coś zalatwić, a tu nie widać ani cienia dobrej
        woli...

        Co innego stosunki z Europą, tu moja ocena jest diametarlnie inna niz Rosatiego.

        Przecież nie możemy sobie pozwolić na bycie przedmiotem polityki Franco-
        Niemiec, nie możemy siedziec cicho i pozwolićm sobie na narzucanie np zakupów
        samolotow, które nie daja nam żadnych rekompensat.

        Tu pokazaliśmy, że dbamy o własne interesy, mówimy własnym głosem...

        Podobnie w sprawie Nicei i odszkodowań zablowalismy Niemcy, a teraz okazuje
        sie, że Niemców jeszcze bardziej ukrucą Francuzi i Holendrzy.

        Po deklaracji Sejmu jakoś też ciszej zrobiło się z ziomalami i piękna Ericą..,
        a sam Schreder idzie na emeryture, za to z USA mamy przyjaznego prezydenta
        jeszcze przez najbliższe 4 lata...

        Tak wiec nasza polityka zagraniczna jest OK, choć za mało czasu poswiecamy
        ostanio ESW...


        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie
        • bolko_turan Wykorzystac historyczne poczucie winy Niemcow 24.05.05, 13:01
          ignorant11 napisał:

          > a sam Schreder idzie na emeryture, za to z USA mamy przyjaznego prezydenta
          > jeszcze przez najbliższe 4 lata...


          Polska koniecznie musi nawiazac nadzwyczajnie przyjazne stosunki z przyszlym
          niemieckim rzadem, by przyciagnac Niemcow czyli glownego sponsora UE na swa
          strone (a zatem strone regionu) - bedzie szansa gdy daj boze nastepnym
          kanclerzem zostanie Angela Merkel. Pochodzi ona z niemieckiego Pomorza
          (Mecklenburg-Vorpommern), jest w CDU i swiadoma slowianskich korzeni wschodnich
          Niemiec - wspominala je nawet w Bundestagu. Jest rowniez przyjacielem Polski.

          Francja i Rosja maja dotychczas w Niemczech tak ogromne wplywy, poniewaz
          swietnie (po przyjacielsku) wiedza wykorzystac niemieckie kompleksy oraz ich
          historyczne poczucie winy - zupelnie inaczej niz Polska.


          Angela Merkel
          www.bundestag.de/mdb15/mdbjpg/m/merkean0.jpg
          • bolko_turan Putin może stracić kluczowego sojusznika 24.05.05, 13:03
            "Izwiestija": Putin może stracić kluczowego sojusznika na Zachodzie

            serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,2727288.html

            PAP, pi 24-05-2005, ostatnia aktualizacja 24-05-2005 10:21

            Komentując poniedziałkową decyzję kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera o
            przyspieszeniu wyborów parlamentarnych rosyjski dziennik "Izwiestija" pisze we
            wtorek, że Putin może stracić kluczowego sojusznika na Zachodzie

            "Wszystko wskazuje na to, że nowym kanclerzem Niemiec po raz pierwszy w
            historii zostanie kobieta - przywódczyni Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej
            (CDU) Angela Merkel, zaś Gerhard Schroeder - człowiek, którego uważa się za
            najwierniejszego sojusznika Władimira Putina na Zachodzie, odejdzie ze
            stanowiska" - piszą "Izwiestija".

            Według moskiewskiego dziennika, "konsekwencje takiego rozwoju wydarzeń dla
            władz Rosji mogą być bardzo nieprzyjemne".

            "Za Schroedera Moskwa, Paryż i Berlin jednym frontem występowały przeciwko
            wojnie w Iraku. Za Schroedera Niemcy uważane były za głównego lobbystę
            rosyjskich interesów w Unii Europejskiej. Za Schroedera liderzy Rosji i RFN
            spotykali się częściej niż kiedykolwiek w historii dwóch państw - i formalnie,
            i nieformalnie, bez krawatów, z rodzinami" - przypominają "Izwiestija".

            Dziennik zauważa, że "w stosunkach z Putinem niemiecki kanclerz był
            arcydelikatny" i "nigdy nie poruszał publicznie >>bolesnych<< dla rosyjskiego
            prezydenta tematów: Czeczenii, ograniczania demokracji i Chodorkowskiego".
            Dziennik przypomina, że "Schroeder adoptował rosyjską dziewczynkę z
            Petersburga, rodzinnego miasta Putina".

            W opinii moskiewskiej gazety, "wszystko zmierza ku temu, że jesienią >>klauzula
            największego uprzywilejowania<< w stosunkach rosyjsko-niemieckich dobiegnie
            końca". "Wątpliwe, by nowy kanclerz kontaktował się z Putinem tak blisko, tak
            często i tak chętnie" - prognozują "Izwiestija".

            "Trzy lata temu, podczas poprzedniej kampanii wyborczej, lider prawicy Edmund
            Stoiber krytykował Schroedera za >>zbyt pobłażliwy<< stosunek do polityki
            Kremla. A przecież wtedy nie było jeszcze ani >>sprawy Jukosu<<, ani
            >>kolorowych rewolucji<< w krajach WNP" - konkluduje dziennik.
            • bolko_turan Zagrożone unijne miliardy dla Polski 24.05.05, 13:22
              Robert Sołtyk, Bruksela 23-05-2005 , ostatnia aktualizacja 23-05-2005 18:50

              serwisy.gazeta.pl/ue/1,36173,2726459.html
              Czy Unia zdoła wynegocjować swój budżet na lata 2007-2013? Kompromis pod
              znakiem zapytania stawiają przyspieszone wybory w Niemczech i niepewność co do
              wyników referendów nad konstytucją UE we Francji i Holandii

              Kompromis podczas czerwcowego szczytu w Brukseli jest "potencjalnie możliwy",
              ale "kontekst polityczny" utrudni szybkie podjęcie decyzji. Tak mówił w
              poniedziałek w Brukseli minister ds. europejskich Jarosław Pietras.

              Pietras uczestniczył w niedzielę wieczór w spotkaniu ministrów z krajów UE oraz
              Rumunii i Bułgarii. Dyskusję kontynuowano w poniedziałek rano. - Nie było
              negocjacji, tylko wypowiedzi adresowane do przewodzących negocjacjom
              Luksemburczyków - mówił nasz minister.

              Pietras przedstawił kilka najważniejszych polskich postulatów m.in.: •
              utrzymanie hojnej pomocy regionalnej UE, • nie szukanie oszczędności w
              funduszach rozwoju terenów wiejskich, • sprawę niekorzystnego kursu walutowego
              złotówki do euro, który Bruksela bierze za podstawę obliczeń należnych nam
              środków.

              - To postulaty niekonfliktowe wobec innych państw. W sprawie kursu euro
              Luksemburg próbuje wyjść nam naprzeciw, ale satysfakcji na razie nie mamy -
              mówił Pietras.

              Duże rozbieżności są między największymi państwami Unii. Wielka Brytania grozi
              wetem w razie prób odebrania jej rabatu w składce do wspólnej kasy. Niemcy chcą
              zaś obcięcia całego budżetu do 1 proc. dochodu Unii, podczas gdy Komisja
              Europejska proponuje 1,14 proc. Kompromis w wersji Luksemburga oscyluje między
              1,06 a 1,09 proc. dochodu UE.

              Zdaniem Pietrasa premier Luksemburga Jean-Claude Juncker chce naciskać na
              budżetowy kompromis podczas szczytu UE w połowie czerwca - nawet w razie
              porażek referendów we Francji i Holandii. Gorzej jest z Niemcami. Zapowiedź
              jesiennych wyborów - zdaniem polskiego ministra - "obciąża wynik negocjacji"
              Niemcy będą obstawać przy "1 proc. i ani feniga więcej", co jest dla Polski
              niekorzystne.

              Większym optymistą był Pietras w sprawie żądań Brytyjczyków w walce o rabat: -
              Tonacja wypowiedzi sugerowałaby, że Londyn chce, by nie była to główna
              przeszkoda w negocjacjach.

              Jeśliby nie udało się znaleźć kompromisu w czerwcu, następna szansa pojawi się
              zapewne dopiero w przyszłym roku. Jesienią br. pracami UE będą kierować
              Brytyjczycy, a oni sami nie zaproponują rezygnacji z własnego rabatu. Ciężar
              negocjacji spadłby więc w 2006 r. na Austrię i ewentualnie Finlandię.

              Zdaniem Pietrasa nie byłoby to korzystne np. dla Hiszpanii, Węgier czy Czech,
              gdyż nowe dane statystyczne pozbawiłyby je pomocy z Brukseli dla wielu
              regionów. Straciłaby także Polski, bo opóźnieniu o rok uległoby przygotowanie
              programów pomocy z Brukseli. To oznaczałoby stratę wielu miliardów euro w 2007
              r.
              • bolko_turan Niemieckie wybory zagrożeniem dla budżetu Unii 24.05.05, 13:29
                "SZ": Niemieckie wybory zagrożeniem dla budżetu Unii
                (PAP, aj/24.05.2005, godz. 11:05)

                "Sueddeutsche Zeitung": Przedterminowe wybory do Bundestagu w Niemczech i
                poprzedzająca je kampania wyborcza będą miały negatywny wpływ na dalszą
                integrację Unii Europejskiej, szczególnie na negocjacje o unijnym budżecie na
                lata 2007-2013.

                biznes.onet.pl/0,1102557,wiadomosci.html

                Wybory w Niemczech odbędą się najprawdopodobniej w połowie września, rok przed
                upływem kadencji Bundestagu.

                "Turcy tracą odwagę reformatorską, Francuzi boją się dzikiego Wschodu,
                Holendrzy pielęgnują narodowe nerwice, a teraz kolej przyszła na Niemców.
                Wracajmy do rodzinnego gniazda - brzmi hasło wiosny 2005 - wracajmy do własnych
                korzeni lub jak w przypadku Niemców, do własnych problemów" - czytamy w
                opublikowanym we wtorek komentarzu.

                Zdaniem "SZ", przedterminowe wybory w Niemczech spełnią rolę "dramatycznego
                katalizatora", jeśli chodzi o kluczowe europejskie decyzje w najbliższych
                miesiącach.

                Komentator podkreśla, że dotychczas w Unii Niemcy odgrywały rolę stabilizującą
                i wzorcową. Jednak obecnie, na tydzień przed referendum we Francji, niemiecki
                rząd przyznał, że jest rozdarty na skutek wątpliwości, i że "narodowa koszula
                jest mu bliższa niż europejskie spodnie".

                Gazeta uważa, że polityka wobec UE będzie jednym z ważnych tematów kampanii
                przedwyborczej, a wybory mogą stać się czymś w rodzaju referendum na temat
                przyjęcia Turcji do UE. Walka przedwyborcza będzie miała też bezpośredni wpływ
                na negocjacje o przyszłym budżecie Unii. "Ani kanclerz, ani kandydatka (do
                urzędu kanclerza), wobec braku środków, nie będą chcieli udawać szlachetnego
                fundatora Brukseli" - czytamy.

                Jeszcze dobitniej wyraziła to brukselska korespondentka gazety - "Nowe wybory w
                Niemczech mogą pokrzyżować plany Jeana-Claude'a Junckera (premiera
                Luksemburga), zmierzające do przystosowania Unii Europejskiej do zadań
                przyszłości. Niemiecki rząd, prowadzący kampanię wyborczą, nie będzie skłonny
                do zawierania w Brukseli drogich kompromisów. Każdy politycznie wyobrażalny
                kompromis spowoduje, że Berlin będzie musiał przekazać do Brukseli więcej
                pieniędzy niż obecnie" - wyjaśnia korespondentka.

                W ocenie "SZ", Unia Europejska utraciła siłę napędową i to w chwili, gdy
                powinna zmobilizować całą swoją energię.

                "W unijnej Europie, która tak często już przezwyciężała kryzysy uważane za
                ostateczne, czuć ponownie zimny powiew. W konstelacji roku 2005, wobec kryzysu
                konstytucyjnego, kryzysu budżetowego i narodowych kryzysów, Europa znajduje się
                rzeczywiście w niebezpieczeństwie" - czytamy w konkluzji komentarza
                w "Sueddeutsche Zeitung".

                Do podobnych wniosków doszła "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Zdaniem
                komentatora, zapowiedź przyspieszonych wyborów ma bezpośredni wpływ na
                referendum we Francji i negocjacje o unijnym budżecie.

                "Niemiecki rząd, któremu w sprawach budżetowych woda sięga po szyję i który
                będzie w najbliższym czasie prowadził twardą walkę wyborczą, nie będzie
                występował w Brukseli w roli siły dążącej do kompromisu" - uważa "FAZ".
                Rząd "nie odejdzie ani na jotę od wyznaczonego maksymalnego celu" - stwierdził
                komentator. Niemcy domagają się ograniczenia unijnego budżetu do 1 proc.
                dochodu narodowego brutto (DNB).
            • ignorant11 Re: Putin może stracić kluczowego sojusznika 24.05.05, 13:58
              bolko_turan napisał:

              > "Izwiestija": Putin może stracić kluczowego sojusznika na Zachodzie
              >
              > serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,2727288.html
              >
              > PAP, pi 24-05-2005, ostatnia aktualizacja 24-05-2005 10:21
              >
              > Komentując poniedziałkową decyzję kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera o
              > przyspieszeniu wyborów parlamentarnych rosyjski dziennik "Izwiestija" pisze
              we
              > wtorek, że Putin może stracić kluczowego sojusznika na Zachodzie
              >
              > "Wszystko wskazuje na to, że nowym kanclerzem Niemiec po raz pierwszy w
              > historii zostanie kobieta - przywódczyni Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej
              > (CDU) Angela Merkel, zaś Gerhard Schroeder - człowiek, którego uważa się za
              > najwierniejszego sojusznika Władimira Putina na Zachodzie, odejdzie ze
              > stanowiska" - piszą "Izwiestija".
              >
              > Według moskiewskiego dziennika, "konsekwencje takiego rozwoju wydarzeń dla
              > władz Rosji mogą być bardzo nieprzyjemne".
              >
              > "Za Schroedera Moskwa, Paryż i Berlin jednym frontem występowały przeciwko
              > wojnie w Iraku. Za Schroedera Niemcy uważane były za głównego lobbystę
              > rosyjskich interesów w Unii Europejskiej. Za Schroedera liderzy Rosji i RFN
              > spotykali się częściej niż kiedykolwiek w historii dwóch państw - i
              formalnie,
              > i nieformalnie, bez krawatów, z rodzinami" - przypominają "Izwiestija".
              >
              > Dziennik zauważa, że "w stosunkach z Putinem niemiecki kanclerz był
              > arcydelikatny" i "nigdy nie poruszał publicznie >>bolesnych<< d
              > la rosyjskiego
              > prezydenta tematów: Czeczenii, ograniczania demokracji i Chodorkowskiego".
              > Dziennik przypomina, że "Schroeder adoptował rosyjską dziewczynkę z
              > Petersburga, rodzinnego miasta Putina".
              >
              > W opinii moskiewskiej gazety, "wszystko zmierza ku temu, że jesienią >>
              > klauzula
              > największego uprzywilejowania<< w stosunkach rosyjsko-niemieckich dobie
              > gnie
              > końca". "Wątpliwe, by nowy kanclerz kontaktował się z Putinem tak blisko, tak
              > często i tak chętnie" - prognozują "Izwiestija".
              >
              > "Trzy lata temu, podczas poprzedniej kampanii wyborczej, lider prawicy Edmund
              > Stoiber krytykował Schroedera za >>zbyt pobłażliwy<< stosunek d
              > o polityki
              > Kremla. A przecież wtedy nie było jeszcze ani >>sprawy Jukosu<<
              > , ani
              > >>kolorowych rewolucji<< w krajach WNP" - konkluduje dziennik.


              Sława!

              JAk widać na zachodzie bedą zmiany i wszystko wskazuje, że tylko na korzyśc...

              A Wołodia tez se nagrabił na arenie miedzynarodowej i tylko kasa z ropy go
              ratujesmile))

              Ale olej potanieje...

              Pozdrawiam i zapraszam na:
              Forum Słowiańskie
          • ignorant11 Re: Wykorzystac historyczne poczucie winy Niemcow 24.05.05, 13:56
            bolko_turan napisał:

            > ignorant11 napisał:
            >
            > > a sam Schreder idzie na emeryture, za to z USA mamy przyjaznego prezydent
            > a
            > > jeszcze przez najbliższe 4 lata...
            >
            >
            > Polska koniecznie musi nawiazac nadzwyczajnie przyjazne stosunki z przyszlym
            > niemieckim rzadem, by przyciagnac Niemcow czyli glownego sponsora UE na swa
            > strone (a zatem strone regionu) - bedzie szansa gdy daj boze nastepnym
            > kanclerzem zostanie Angela Merkel. Pochodzi ona z niemieckiego Pomorza
            > (Mecklenburg-Vorpommern), jest w CDU i swiadoma slowianskich korzeni
            wschodnich
            >
            > Niemiec - wspominala je nawet w Bundestagu. Jest rowniez przyjacielem Polski.
            >
            > Francja i Rosja maja dotychczas w Niemczech tak ogromne wplywy, poniewaz
            > swietnie (po przyjacielsku) wiedza wykorzystac niemieckie kompleksy oraz ich
            > historyczne poczucie winy - zupelnie inaczej niz Polska.
            >
            >
            > Angela Merkel
            > www.bundestag.de/mdb15/mdbjpg/m/merkean0.jpg


            Sława!

            NO tak...

            Ale przecież Niemcy włąsnie wobec Poslki i Polaków powinni mieć największe
            poczucie winy...

            Tu najlepiej sprzymierzyć się z Żydami, bo przecież Shoah to głownie na
            polskich Żydach i Słowianach...

            Dalej skłonny jestem przypuszczać, że i straty siwecieckie w IIWS to głownie
            Białorusini i Ukraińcy...

            Zatem możemy wygrac poczucie winy Niemców wobec calej ESW, całej Jagielloniismile))


            Pamietajmy tez o wspólczesnosći i takie inicjatywy ja rura Brody Gdańsk czy
            kombinacje z turkmeńskim gazem nie maja zbyt świetlanych perspektyw bez
            poparcia Niemiec, pozatem Polska stała się dla Niemców wyraźnym wektorem na
            kierunku ukraińsko-czarnomorskim....

            Gdy weźmiemy do tego błogosławieństwo z wody Potomaku i niemiecka chęc
            posypania głowy popiołem i wyażenia skruchy wopbec Wója Sama...

            To mamy już wszechstronne elementy aby miec Niemiachów w kieszeni, szczególnie
            po klesce ich polityki zagranicznej, upadku uerokonstytucji, upadku wejscia do
            RB ONZ oraz klesce polityki wewnetrznej...



            Pozdrawiam i zapraszam na:
            Forum Słowiańskie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka