Dodaj do ulubionych

wojska i militaria słowiańskie

16.07.03, 12:07
Obserwuj wątek
    • ignorant11 Linia umocnień: Odra-Karkonosze 04.08.03, 16:57
      Bunkry za miedzą



      Historyczna wyprawa

      Dawne fortyfikacje cieszą się w Polsce niesłabnącym zainteresowaniem
      miłośników militariów, historyków, a także zwykłych turystów. Stosunkowo mało
      osób wie jednak, że w Czechach, tuż za polską granicą, znajduje się jeden z
      najciekawszych systemów umocnień z okresu poprzedzającego drugą wojnę światową,
      którego obiekty mogą z powodzeniem służyć jako cele jednodniowych wycieczek z
      naszego kraju.


      PIOTR M. MAJEWSKI 2002-11-21




      Ciężkie fortyfikacje, nazywane linią Odra-Karkonosze, wznoszone były od połowy
      lat trzydziestych jako element większego systemu okalającego całe terytorium
      ówczesnej Czechosłowacji. Ich budowę traktowano priorytetowo, miały bowiem
      zabezpieczać państwo przed niemieckim atakiem od strony Śląska, uważanym w
      razie wybuchu wojny za największe zagrożenie. Roboty budowlane rozpoczęto tu
      wcześniej niż na innych obszarach pogranicznych, dzięki czemu do kryzysu
      monachijskiego jesienią 1938 roku duża część umocnień została już ukończona.
      Chociaż w linii Odra-Karkonosze nadal występowały liczne luki, a w wybudowanych
      bunkrach brakowało specjalistycznego uzbrojenia, był to najlepiej
      ufortyfikowany odcinek granic. Do momentu ogłoszenia przez Czechosłowację
      mobilizacji we wrześniu 1938 roku wybudowano tam łącznie 245 ciężkich schronów,
      co stanowiło nieco mniej niż połowę pierwotnych założeń.

      Czechosłowackie ciężkie schrony budowano jako obiekty samodzielne bądź też
      wchodzące w skład większych kompleksów połączonych podziemnymi tunelami, tzw.
      twierdz. Większość schronów przeznaczono dla piechoty. W terminologii
      militarnej noszą one miano tradytorów - można z nich było prowadzić ogień
      przede wszystkim na boki, podczas gdy od strony spodziewanego
      nieprzyjacielskiego natarcia były zamaskowane ziemią, ponad którą nieznacznie
      wystawały co najwyżej specjalne dzwony pancerne. System taki utrudniał
      zlokalizowanie i zniszczenie schronów, musiały one jednak być usytuowane tak,
      aby wzajemnie osłaniać się ogniem od przedpola.

      Podstawowym zadaniem twierdz było zapewnienie wsparcia artyleryjskiego reszcie
      umocnień. Z tego względu w ich składzie, oprócz obiektów przeznaczonych dla
      piechoty, występowały specjalne bunkry uzbrojone w haubice lub moździerze.
      Początkowo na odcinku pomiędzy Boguminem a Karkonoszami planowano budowę
      piętnastu twierdz, wkrótce z przyczyn finansowych zrezygnowano jednak z trzech
      z nich. Z pozostałych do września 1938 roku ukończono budowę pięciu, w trzech
      prace były względnie zaawansowane, a w czterech nie zostały jeszcze rozpoczęte.
      Do twierdz, których budowę praktycznie ukończono, należały Smolkov pod Opawą,
      Hu.rka, Bouda i Adam w rejonie miasteczka Králíky oraz Hanicˇka w Górach
      Orlickich. Do twierdz częściowo ukończonych zaliczały się natomiast: Dobrosˇov
      na wschód od Náchodu, Skutina w Górach Orlickich i Stachelberg w pobliżu
      Trutnova.


      Obiekt wejściowy twierdzy Bouda. Widoczny jest zakratowany wjazd dla
      samochodów ciężarowych i strzelnica osłaniającego go karabinu maszynowego. Po
      lewej stronie wymontowany z powierzchni schronu dzwon pancerny.

      Spośród twierdz ukończonych do zwiedzania udostępnione są tylko dwie - Bouda
      oraz Hanicˇka (pozostałe użytkują wciąż czeskie siły zbrojne). Stan taki należy
      uznać za ogromny postęp nie tylko w stosunku do okresu zimnej wojny, gdy
      tajemnicą wojskową otaczano wszystko, co mogłoby mieć choćby najmniejszy
      związek z obronnością, ale i do lat dziewięćdziesiątych, kiedy to
      czechosłowackie, a później czeskie czynniki wojskowe ociągały się z
      wpuszczeniem turystów do zarządzanych przez siebie obiektów. Wśród historyków
      krąży pogłoska, iż wynikało to z pomysłu, aby przedwojenne umocnienia
      wykorzystać w ewentualnej wojnie z... Polską. Owa śmiała koncepcja narodziła
      się ponoć w głowie niejakiego gen. Procházki w Sztabie Głównym, lecz po
      przystąpieniu Czech do NATO została zarzucona. (Nie wiadomo, czy jej autorem
      zdążyli w porę zaopiekować się psychiatrzy).

      Twierdza Bouda

      Tak Bouda, jak i Hanicˇka położone są w pobliżu południowego skraju Kotliny
      Kłodzkiej. Do obu najlepiej wybrać się z Polski przez przejście graniczne w
      Boboszowie koło Międzylesia. Już stamtąd widoczny jest górujący po czeskiej
      strony nad kotliną lesisty masyw Suchego Vrchu (995 m n.p.m.), zwieńczony
      stalową wieżą obserwacyjną. Właśnie na jego łagodnie opadającym ku zachodowi
      ramieniu zlokalizowana jest Bouda. W zależności od tego, czy dysponujemy
      samochodem i na jak duży wysiłek fizyczny się nastawiamy, wycieczka na nią może
      przebiegać różnymi trasami. Najbliższy punkt wypadowy dla pieszej wędrówki
      stanowi stacja kolejowa w przygranicznej wiosce Lichkov, skąd do twierdzy
      prowadzi zielony szlak (ok. 7 km dość intensywnego podejścia). Najlepszy
      wariant dla zmotoryzowanych to dojazd przez Králíky do miasteczka Cˇervená
      Voda, a stamtąd krętą trasą w kierunku Hradca Králové na pobliską przełęcz, na
      której należy skręcić w prawo i kilkukilometrową leśną drogą dojechać do
      parkingu na szczycie Suchego Vrchu. Stamtąd do Boudy trzeba iść jeszcze około 3
      km (czerwony szlak), początkowo pięknym widokowo gołym grzbietem, później zaś
      lasem.

      Podziemia Boudy można zwiedzać jedynie z przewodnikiem. Dostęp do nich wiedzie
      przez bunkier wejściowy, poprzez który samochodami ciężarowymi dostarczano
      amunicję i prowiant dla twierdzy. Po otwarciu zdemontowanych dziś wrót
      pancernych pojazdy były rozładowywane w specjalnym hangarze do wagoników
      kursującej w podziemiach drezyny. Zabezpieczenie na wypadek nagłego ataku wroga
      stanowiły dodatkowe ukryte wrota pancerne, które w ciągu kilku sekund mogły
      zostać automatycznie zamknięte. Kolejne drzwi pancerne oraz zaminowany korytarz
      oddzielały rampę rozładunkową od pochylni prowadzącej do wnętrza systemu.
      Główną oś podziemnej części Boudy stanowi tzw. galeria artyleryjska, którą
      transportowano amunicję dla poszczególnych schronów. W jej początkowej części
      znajdują się pomieszczenia techniczne, gdzie umieszczone były agregaty
      prądotwórcze, filtry i sprężarki powietrza, cysterny z niezbędnym dla nich
      paliwem oraz główny magazyn amunicji. Po ok. 300 m tunel doprowadza nas do
      podziemnych koszar załogi, gdzie w prawo odgałęzia się poprzeczny korytarz
      wiodący do jednego ze schronów piechoty. W tym miejscu podziemia dzieli od
      powierzchni 60 m skały.


      Wyślij ten link znajomemu


      strona do druku


      1 | 2 następne »

      • ignorant11 Re: Linia umocnień: Odra-Karkonosze(2) 04.08.03, 16:59
        Bunkry za miedzą


        ...ciąg dalszy



        PIOTR M. MAJEWSKI 2002-11-21





        Po dalszych 300 m docieramy galerią do stanowiska dowodzenia twierdzą i
        drugiego składu amunicji. Z pomieszczeniami tymi sąsiaduje bunkier przeznaczony
        dla obrotowej wieży pancernej, uzbrojonej w podwójnie sprzężone haubice kal.
        100 mm. Przez jego dwie kondygnacje przebiega specjalny szyb, w którym miano
        zamontować skomplikowany mechanizm wieży, będący niewątpliwie szczytowym
        osiągnięciem czechosłowackiej techniki wojskowej. W czasie nieprzyjacielskiego
        ostrzału cała kopuła miała być opuszczana w dół, tak że na powierzchni
        wystawałby tylko niewielki opancerzony hełm odporny na ogień najcięższej
        artylerii. W ciągu 7 s za pomocą napędu elektrycznego miało być możliwe
        podniesienie wieży o 70 cm i ustawienie jej w pozycji bojowej. Cała wieża miała
        gigantyczną masę 420 t. W chwili ogłoszenia mobilizacji dobiegała końca
        produkcja dwóch pierwszych egzemplarzy wież artyleryjskich, żadna z nich nie
        została już jednak zainstalowana. Oglądany z zewnątrz bunkier, tak jak w 1938
        roku, zieje więc i dziś w niebo dziurą dziesięciometrowej średnicy. W jego
        pobliżu znajdują się dwa pozostałe schrony piechoty wchodzące w skład twierdzy.
        Wszystkie cztery obiekty (plus oczywiście schron wejściowy) można obejrzeć z
        zewnątrz, nie wchodząc do podziemi, prowadzi do nich bowiem kilkukilometrowa
        oznakowana ścieżka dydaktyczna.

        Groźna Haneczka

        Do kolejnej twierdzy, noszącej wdzięczną nazwę Hanicˇka (Haneczka), dojeżdżamy
        z Boboszowa drogą przez wsie Mladkov i Bartosˇovice, częściowo wiodącą doliną
        granicznej Orlicy. Ok. 5 km za Bartosˇovicami osiągamy polanę z parkingiem,
        skąd wycieczkę musimy kontynuować pieszo, ok. 2 km czerwonym szlakiem. Na samej
        polanie znajduje się samodzielny ciężki schron zwany Na Holém, którym opiekuje
        się praski Klub Historii Wojskowości. Niestety, jego wnętrze nie jest
        udostępnione turystom. Warto go jednak obejrzeć z zewnątrz, ponieważ należy do
        najlepiej zachowanych czeskich ciężkich schronów, posiada m.in. oba dzwony
        pancerne i wszystkie stalowe strzelnice.

        Ciekawostką Hanicˇki jest fakt, iż w latach osiemdziesiątych jej podziemia
        adaptowano na przeciwatomowy bunkier. (Niestety nie obyło się to bez szkody dla
        historycznej konstrukcji). Mimo to dla osób, które nie są szczególnie
        zainteresowane fortyfikacjami, a mają za sobą zwiedzanie Boudy, tutejsze
        podziemia nie będą już raczej atrakcją. Zastosowano tu, podobnie zresztą jak we
        wszystkich czechosłowackich twierdzach, analogiczny układ, tzn. galerię
        artyleryjską z odgałęziającymi się od niej korytarzami. Jedyna istotna w
        stosunku do Boudy różnica wynika z większej liczby obiektów. Obok bunkra dla
        obrotowej wieży z haubicami w Hanicˇce występuje bowiem dodatkowy schron
        artyleryjski. Jest to bardzo duży, wydłużony (ok. 50 na 15 m) dwupoziomowy
        obiekt, przystosowany do prowadzenia ognia bocznego na linię umocnień i jej
        przedpole. Miał on zostać wyposażony w trzy specjalnie w tym celu
        zaprojektowane półautomatyczne haubice kalibru 100 mm o zasięgu 12 km i
        szybkostrzelności do 20 strzałów na minutę. Parametry takie pozwoliłyby na
        prowadzenie ostrzału odpowiadającego sile dwunastu haubic polowych tegoż
        kalibru. Do jesieni 1938 roku broni tej nie zdążono jednak zainstalować w
        żadnym z obiektów, co w połączeniu z brakiem wież pancernych sprawiało, że
        nawet twierdze, których budowę ukończono, nie spełniały swego podstawowego
        zadania, tzn. nie mogły zapewnić wsparcia ogniowego pozostałym schronom.

        Kto po zwiedzeniu Boudy i Hanicˇki odczuwałby jeszcze niedosyt czeskich
        fortyfikacji, może wybrać się do licznych w ich okolicach samodzielnych
        ciężkich schronów. Do obiektów położonych w lesie za Bartosˇovicami można
        dotrzeć polną drogą zaczynającą się w pobliżu bunkra.

        Na Holém. Linia umocnień prowadzi stąd przez Boudę i stoki Suchego Vrchu ku
        północnym przedmieściom Králíków i dalej w kierunku masywu Śnieżnika.
        Stosunkowo najłatwiej dostępne są schrony usytuowane wokół Králíków, np.
        bunkier nazywany Cihelna, w pobliżu którego znajduje się też kilka
        odrestaurowanych lekkich schronów. Na terenie dawnej cegielni działa tu małe
        muzeum wojskowe, a co roku pod koniec wakacji organizowane są pokazy
        współczesnego i historycznego uzbrojenia.

        kiosk.onet.pl/art.html?NA=2&ITEM=1101482&KAT=241
    • ignorant11 Czołgiem do Malezji 31.08.03, 01:03
      Bumar oczekuje gwarancji rządowych
      Czołgiem do Malezji

      Grupa kapitałowa Bumar, która ma dostarczyć 48 polskich czołgów PT- 91M do
      Malezji w ramach zamówienia wartego 390 mln USD, nie może doczekać się
      gwarancji rządowych na kredyty, które musi zaciągnąć w bankach w związku z
      realizacją kontraktu.


      - Rozpoczęliśmy produkcję komponentów. W przyszłym roku pierwszy polski czołg
      trafi do armii malezyjskiej. Rząd Malezji wpłacił już zaliczkę i otworzył
      akredytywę - a w kraju wciąż trwa urzędnicza mitręga - narzeka prezes Bumaru
      Roman Baczyński.

      Baczyński twierdzi, że dopiero rządowe gwarancje kredytowe otworzą możliwość
      zawarcia kolejnych, bardzo intratnych kontraktów tym razem z Indiami. Zakłady
      skupione w Bumarze już dostarczają armii indyjskiej m.in. wozy zabezpieczenia
      technicznego dla sił pancernych. Nowe zamówienia przewidywałyby dostarczenie
      kolejnych 226 sztuk WZT-3 za 250 mln USD.

      Przygotowany jest już także kontrakt przewidujący modernizację
      przeciwlotniczych rakiet Peczora, które Hindusi przed laty kupili od Rosjan.
      Partnerem Bumaru w tym ostatnim przedsięwzięciu byłby Cenrex.

      Podczas rozpoczynającego się 2 września Międzynarodowego Salonu Przemysłu
      Obronnego w Kielcach Bumar podpisze długo przygotowywaną umowę o współpracy
      produkcyjnej z niemiecką firmą Rheinmetall. Przewiduje ona nie tylko
      wytwarzanie w Polsce komponentów do niemieckich czołgów Leopard 2, ale również
      ma przygotować polski przemysł pancerny - zarówno gliwicki OBRUM, jak i zakłady
      w Łabędach - do wykonywania zasadniczych remontów leopardów. Umożliwi to nie
      tylko obsługę czołgów, które są w wyposażeniu polskiej armii, ale także
      leopardów użytkowanych przez armie innych krajów, np. Finlandii.

      Szef Bumaru oczekuje, że najpóźniej na początku października 2003 roku
      podpisana zostanie z MON umowa na dostawę 2680 kierowanych pocisków
      przeciwpancernych spike, produkowanych przez izraelską firmę Rafael.

      Blisko 20 proc. komponentów rakiet - również dla odbiorcy izraelskiego -
      wytwarzanych będzie m.in. w skarżyskich zakładach Mesko, warszawskim
      Przemysłowym Centrum Optyki, jasielskim Gamracie.

      Wartość dostaw izraelskich rakiet i ponad trzystu wyrzutni to w ocenie prezesa
      Baczyńskiego 1,6 - 1,7 mld zł. W sprawie ostatecznych warunków realizacji
      jednego z największych zamówień dla wojsk lądowych nadal trwają z MON żmudne
      negocjacje.


      Zbigniew Lentowicz
    • ignorant11 Re: wojska i militaria słowiańskie 31.08.03, 02:11
      Do Gdyni przyleciały śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych


      mhl 25-08-2003, ostatnia aktualizacja 25-08-2003 19:58

      - To jedyne amerykańskie śmigłowce na wyposażeniu polskich sił zbrojnych -
      podkreśla kapitan Bartosz Zajda z biura prasowego Marynarki Wojennej. - Ich
      cechą jest składany wirnik, co pozwala na stacjonowanie w hangarach
      znajdujących się na fregatach rakietowych.

      W poniedziałek wieczorem na lotnisku MW w Gdyni Babich Dołach wylądowały dwa
      śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych - Kaman SH-2G Super SeaSprite.
      Maszyny są przeznaczone na fregaty rakietowe typu Oliver Hazard Perry -
      ORP "Pułaski" i "Kościuszko", które nasza Marynarka Wojenna otrzymała od Stanów
      Zjednoczonych. Każdy okręt może zabrać do pokładowych hangarów dwa śmigłowce.
      Dotychczas MW dysponowała dwoma Kamanami. Kolejne, które przyleciały wczoraj,
      sprawiają, że marynarze mają już komplet maszyn na dwa okręty.

      SeaSprite ma klasyczną konstrukcję z jednym czterołopatowym wirnikiem głównym.
      Załoga składa się z dwóch pilotów, siedzących obok siebie i operatora
      czujników, zajmującego miejsce w kadłubie za kabiną pilotów. Kamany wykrywają
      okręty podwodne przy użyciu boi sonarowych. Są uzbrojone w torpedy, mogą też
      zabierać rakiety powietrze-woda. Wirniki napędzają dwa silniki, każdy o mocy
      1412 KM. Jedna maszyna waży prawie 6,5 tony, może latać z prędkością 280 km/h,
      a maksymalny zasięg wynosi 830 kilometrów.

      - Przylot do kraju dwóch kolejnych śmigłowców jest początkiem ostatniego etapu
      wdrażania tych maszyn do służby w MW. Jest to także element przygotowania
      fregat do służby w stałych siłach NATO - dodaje kapitan Zajda.

      Maszyny przyleciały do Polski z niemieckiej bazy w Nordholz pilotowane przez
      polsko-amerykańskie załogi. Do Niemiec dotarły drogą wodną. Piloci MW szkolili
      się w pilotowaniu amerykańskich helikopterów w miejscowości Bloomfield w USA.
      Latali tam na maszynach z polską szachownicą na bokach, co budziło ogromne
      zaciekawienie okolicznej Polonii.

      Cena maszyny zależy od wyposażenia, ale oscyluje ok. 20 mln dolarów.
    • ignorant11 Mig made in Poland 31.08.03, 04:14
      Mig made in Poland
      Sobota, 30 sierpnia 2003 - 18:35 CEST (16:35 GMT)


      Umowa o współpracy w zakresie przygotowania procesu produkcji samolotu szkolno-
      bojowego Mig AT w Polskich Zakładach Lotniczych w Mielcu została podpisana z
      rosyjską korporacją Mig-a.

      "Proces ten dotyczy wdrożenia produkcji samolotu. Podjęcie tej inicjatywy jest
      uwarunkowane od sprawdzenia, czy Mig AT odpowiada wymaganiom polskiego wojska.
      Według moich informacji jest szansa, że uwarunkowania te zostaną określone
      przez wojsko w przyszłym roku. Jeśli samolot nie spełni stawianych wymagań,
      będziemy nad tym pracować. W konsekwencji mielecki zakład byłby firmą, która
      zaprezentowałaby armii ofertę na dostawę Mig-a AT" - powiedział prezes zarządu
      i dyrektor generalny PZL Mielec Stanisław Wójtowicz.
      Podpisanie umowy nastąpiło w wyniku odpowiedzi PZL Mielec na rosyjską
      propozycję współpracy. "Gdyby nie współpraca z nami, korporacja Mig-a miałaby
      gorsze szanse startowania w takim przetargu, gdyż Rosja jest poza strukturami
      NATO i Unii Europejskiej" - ocenił Wójtowicz.

      Według prezesa, przetarg na samolot szkolno-bojowy dla polskiej armii może
      zostać ogłoszony w 2005 roku lub później.

      "Pierwsze dostawy samolotu F-16 do Polski mają nastąpić w 2006 roku. Do tego
      czasu nasza armia potrzebuje samolotu szkolnego, na którym piloci
      przygotowywaliby się do lotów na F-16. Szczupłe finanse MON powodują, że tak
      pewnie się nie zdarzy. Gdyby Mig AT wygrał konkurs, jego dostawy nastąpiłyby
      około 2009 roku" - twierdzi Wójtowicz.

      Gdyby rosyjski samolot wygrał przetarg, pierwsza faza jego produkcji w Mielcu
      zaczęłaby się od montażu elementów wykonanych w Rosji. Potem mielecki zakład
      stopniowo przejmowałby produkcję poszczególnych elementów: płatowca, kadłuba,
      skrzydeł. Docelowo PZL produkowałby 60-70 proc. samolotu.

      sg, pap


      • lablafox Grody obronne 01.09.03, 23:34
        Nie znam się na współczesnych militariach ale wiem za to iż prapolskie grody
        to był system fortyfikacji zupełnie odrębny od obcych wzorców , niepodobny do
        żadnych innych.Te bardzo dobre warownie lepiej broniły od kamiennych twierdz
        włoskich
        Od czasów Karola Wielkiego (789) do Fryderyka Barbarosy(1157) odbyło się 175
        wypraw germańskich na Słowian .Z nich 1/3 (ok 55) z sukcesem , 20 zupełna
        klęska najeźdcy i nie ma przykładu zdobycia przez Niemców choćby 1 grodu
        umacnianego w ten charakterystyczny sposób.
        Pozdrawiam lablafox

        • lablafox Re: Grody obronne 01.09.03, 23:39
          Grody te były otaczane wałami z tramów dębowych , gliny i głazów , ściany
          miały 10 i więcej m wysokości a w podstawie szerokość do 25 m. W czasach
          Mieszka I ulepszono je o konstrukcję hakową a poteżne kłody zaopatrywano w
          zaczepy hakowe uniemożliwiające wysunięcie się warstwy górnej , podłużnej .

          Pozdrawiam lablafox
          • lablafox Re: Piechota mieszkowa 01.09.03, 23:46
            Do walki z saskim Wichmanem Mieszko I wypożyczył 2 oddziały kawalerii
            czeskiej .
            Konie ( nazwa rdzennie słowiańska) za czasów M I i B. Chrobrego były drobne i
            małe , może tym trzeba tłumaczyć brak konnicy ?
            Widukind mnich saski w 929 r pisał "Barbarzyńcy nie mieli wielu konnych ,
            mieli natomiast niezliczone mnóstwo piechoty ".
            Pozdrawiam lablafox
          • ignorant11 Re: Grody obronne 02.09.03, 00:06
            lablafox napisała:

            > Grody te były otaczane wałami z tramów dębowych , gliny i głazów , ściany
            > miały 10 i więcej m wysokości a w podstawie szerokość do 25 m. W czasach
            > Mieszka I ulepszono je o konstrukcję hakową a poteżne kłody zaopatrywano w
            > zaczepy hakowe uniemożliwiające wysunięcie się warstwy górnej , podłużnej .
            >
            > Pozdrawiam lablafox


            Sława!

            Zwróć uwagę, że techniki olblężnicze stosowane na zachodzie do kamiennych murów
            były zupełnie nie przydatne w walce z grodami. bo przecież miękka ziemia
            amortyzowała taran, podkopy w bagnistym gruncie tez nie bardzo...

            A podpalić?

            Obrońcy sami pali podgrodzia, by zniszczyć osłone dla nacierających wojsk...
            Zresztą Słowianie wymyslili pierwsze materialy kopozytowe.

            Do dzisiaj ziemia jest najlepszą osłoną warstwa ziemii i betonu na przemian:
            ugrzęźnie każda bomba, ziemia zamortyzuje wstrząsy...

            Jakże nierozsadnie postepowali Niemcy lokując swoje fabryki i wyrzutnie w
            grotach skalnych, z których silne bombardowanie wstrząsami kruszyło stropy i
            zawalało calą instalację...

            Pozdrawiam!
            • lablafox Re: Grody obronne 02.09.03, 00:59
              Zauważyłam i dlatego się w tej materii odezwałam. Pozdrawiam lablafox
        • kustosz.m Re: Grody obronne 05.09.03, 17:55
          > wypraw germańskich na Słowian .Z nich 1/3 (ok 55) z sukcesem , 20 zupełna
          > klęska najeźdcy

          Podobne sa statystyki wypraw Barbarossy na Italie, i w wojnach z feudalami na
          polnocy. Statystyka wypraw krzyzowych jest podobna (jeszcze gorsza). Ta
          satystyka nie dowodzi niczego w sprawie grodow.

          Zaraza wsrod oblegajacych lub oblezonych byla rownie istotna.
          Albo klasyczny szturm oslem z sakwami zlota na brame miejska.
          To sa czynniki niezalezne od materii z jakiej budowane byly umocnienia.

          pozdrawiam
    • ignorant11 Szabla polska i miecz japoński 14.09.03, 00:47
      Szabla polska i miecz japoński

      Wszelkie rozważania o rozwoju poszczególnych broni i techniki walki przy ich
      pomocy, według moich doświadczeń i badań, należy zawsze rozpatrywać w
      kontekście historycznym.

      Miecz japoński katana przeszedł kilka przeobrażeń, zanim znalazł swój
      ostateczny kształt, a technika walki zmieniała się na przestrzeni blisko
      tysiąca lat. To, co przetrwało do czasów współczesnych, jest większą lub
      mniejszą kombinacją różnych form użycia tej broni w całym tym okresie. Polska
      szabla bojowa, a właściwie jej kwintesencja w postaci szabli husarskiej,
      rozwijała się przez kilkaset lat i do naszych czasów dotarła w szczątkowej
      formie.


      J. SZYMANKIEWICZ 2003-09-09

      Dyskusje o większej efektywności tej czy tamtej broni są współcześnie po
      części jedynie akademickie. W różnych bowiem okresach z tą efektywnością mogło
      być różnie.

      Miecz japoński

      Początki miecza japońskiego wiążą się nierozerwalnie z rozwojem broni siecznej
      w Chinach. Początkowo miecz japoński, podobnie jak jego chiński pierwowzór, był
      bronią obosieczną, o prostej głowni. Nawet w późniejszych wiekach występował w
      takiej formie, obok rodzimej o lekko krzywej głowni. Miecz ten stosowali
      zarówno piesi, jak i konni wojownicy. Prosty miecz nadawał się bardziej do
      zadawania pchnięć niż cięć w okrytego ochronnym uzbrojeniem wojownika, był
      jednoręczny i nie nadawał się do zbyt silnych ciosów.

      Obok prostego obosiecznego miecza chińskiego powstaje jednosieczna szabla o
      szerokim i zajmującym znaczną część głowni, szerokim piórze. Wprawdzie ta jej
      pierwotna wersja utrudnia czy wręcz eliminuje pchnięcia, ale dodaje siły
      cięciom z ramienia. Konni wojownicy zyskują bardziej efektywną broń tnącą.
      Zaczyna się dwutorowy rozwój formy fechtunku w Chinach, a prosty miecz staje
      się coraz bardziej wyrafinowany i przeznaczony do walki jako broń dworska.

      Te działania nie pozostają oczywiście bez wpływu na kulturę Japonii. Japońscy
      miecznicy eksperymentują zarówno z mieczem, jak i szablą chińską, próbując
      połączyć ich właściwości. Eksperymentowali oni też z technologią wytwarzania
      miecza, tworząc tę, którą znamy obecnie, tj. wielokrotnie przekuwany damast
      skuwany.

      Powstaje prosty miecz w typie chokuto. Jego głownia jest jednosieczna, jednak
      poza tym, zawiera wszystkie cechy kształtu przyszłych głowni japońskich.
      Rękojeść jest nadal prosta jak w mieczu chińskim i krótka do jednej ręki.
      Równolegle słynny miecznik Amakuni z VIII wieku tworzy pierwotny temu krajowi
      właściwy kształt głowni. Przekuwa prosty, obosieczny miecz chiński, nadając mu
      lekko łukowaty kształt. Tnące, symetryczne ostrze w tylnej części miecza sięga
      połowy głowni. Dla wyważenia broni, rękojeść staje się dłuższa od chińskiej,
      mimo że ten nowy rodzaj broni używa się tak jak jego pierwowzoru jednoręcznie i
      wpisana w łuk broni, co jest przeciwstawne do szabli chińskiej. Z czasem
      następuje połączenie wzoru mieczy chokuto i w typie Amakuni.
      Rodzi się miecz zwany tachi, noszony na rapciach przy boku zbroi. Miecz tachi
      będzie się pojawiał aż do połowy XIX wieku, mimo że zostanie szybko wyparty
      przez swego następcę zwanego o-dachi lub katana.

      Fechtunek mieczem tachi pokazuje szybko jego twórcom, że jego obosieczna forma,
      ze względu na kształt, staje się bez praktycznego znaczenia. Hartowana część
      grzbietu pozwala, tak jak w chińskiej szkole fechtunku, mieczem parować
      grzbietem, czyli tzw. fałszywym ostrzem, bez narażania się na złamanie głowni,
      ale szczerbi się.

      • ignorant11 Re: Szabla polska i miecz japoński (2) 14.09.03, 00:48
        Zaczęto poszukiwać nowej formy w celu wzmocnienia zasadniczego ostrza. Tak
        narodziła się forma miecza tachi o prostym lub nieco zakrzywionym ostrzu, ale
        jednosiecznego.

        W okresie Muromachi XIV/XVI wiek, a potem wojen toczonych w XVI wieku w okresie
        Sengoku miecze mogli posiadać i nosili bushi (klasa samurajów), chłopi,
        mieszczanie i mnisi. Ponieważ oprócz klasy samurajów reszta klas społecznych
        nie posiadała w części lub w ogóle uzbrojenia ochronnego, miecze nie mogły być
        noszone na rapciach przy szmacianym obi. Zaczęto je nosić wsunięte za pas obi,
        dla wygody łukiem, a tym samym i ostrzem skierowanym do góry. Z czasem ten
        zwyczaj stał się powszechny wśród wszystkich klas. Nieustanne, trwające blisko
        dwieście lat wojny zmuszały również samurajów do posiadania stale przy sobie
        uzbrojenia. Tak narodziła się powszechna wersja miecza japońskiego, zwanego o-
        dachi lub katana.






        Miecz japoński oparty na wzorze katany zdominowuje szkoły fechtunku. Jednak do
        czasów shogunatu Tokugawa nie posiada on jednej, wystandaryzowanej formy. W
        zależności od strategii i przeznaczenia miecz, teraz już stosowany oburęcznie
        na polu bitwy przez pieszych wojowników, przyjmuje wymiary od metra do ponad
        dwóch metrów długości. Oczywiście fechtunek tymi najdłuższymi typami był ubogi
        i niewiele odbiegający od swego wiekowego, prostego poprzednika. Uzbrojony w tę
        broń wojownik musiał przede wszystkim przełamać linię wroga i nie był
        specjalnie nastawiony na zasłony czy techniki pchnięć. Wygrywał dzięki swej
        długości i masie.

        Jednak najciekawsze, jeśli chodzi o doświadczenia i zaawansowanie, miały
        badania poszczególnych mistrzów nad techniką miecza katana, który dawał się
        nosić za pasem i w miarę sprawnie i szybko wyjmować i używać. Ta sytuacja
        stymulowała powstawanie wielu szkół walki mieczem i inną biała bronią, wymianą
        doświadczeń i technik, czy to w drodze musha shugyo, tj. wędrówek mistrzów wraz
        z uczniami po całym kraju, czy sprawdzania ich na polach wielu bitew.

        Zamachy z ramienia wykonywano znad barku lub boku ramienia, bo głęboki zamach z
        nad głowy uniemożliwiał hełm kabuto, zdobiony często wymyślnymi elementami.






        Zasadniczą koncepcję heiho walki mieczem katana, zebranych w kata i łączenia
        tych technik z pracą ciała i czasem, zbudowano wokół chińskiej koncepcji
        yin/yang, tj. pasywnych/aktywnych zachowań (reakcji, sposobów stosowania
        techniki) zwanych z japońska in-yo. Umysł miał być spokojny, ale ciało rwać się
        do walki. Yin i yang są w ciągłym ruchu, zamieniają się miejscami. Kiedy yang
        porusza wnętrzem, yin panuje na powierzchni. Kiedy yin wnika do środka, yang
        wychodzi na powierzchnię. Yang jest w nas, yin - na zewnątrz.
        • ignorant11 Re: Szabla polska i miecz japoński (3) 14.09.03, 00:50
          Tę filozofię, pod którą konstruowano poszczególne style walki mieczem, można
          zdefiniować następująco:

          - Techniki ataku, opierające się na aktywnej roli atakującego tori, są zwane
          akcjami pozytywnymi - sen (sen oznacza inicjatywę). Zatem sen to wykonanie
          ruchu, zanim uczyni to przeciwnik;

          - Techniki będące sposobem odebrania prowadzenia walki tori przez reakcję
          obronną - odpowiedź go na atak, opierające się na roli broniącego się uke,
          polegają na przejęciu inicjatywy - go-no sen;

          Wraz z rozwojem poszczególnych ryu, rozwinęły się na tej bazie trzy zasadnicze
          koncepcje walki mieczem:

          Go-no sen (inaczej machi-no sen lub tai-no sen wg Miyamoto Musashiego) -
          działanie odpowiedź, tj. kuszenie przeciwnika, aby zaatakował, przez co
          powstawały u niego miejsca niebronione lub przyłożenie siły uniemożliwiało w
          trakcie ruchu zmianę pierwotnego kierunku działania, i umożliwił
          przeprowadzenie kontrataku;

          Sen-no sen (inaczej tai-no sen wg Miyamoto Musashiego) - działanie
          udaremniające tj. przejęcie inicjatywy w fazie początkowej ataku przeciwnika;

          Sensen-no sen (inaczej kakari-no sen lub ken-no sen wg Miyamoto Musashiego) -
          działanie przed działaniem, tj. podjęcie inicjatywy, aby stłumić lub pokonać
          przeciwnika, zanim ten będzie miał szansę rozważyć atak. Tu początkowa walka
          rozgrywa się przede wszystkim na poziomie umysłowym. Według Miyamoto Musashiego
          oznacza nagły i szybki atak.

          W szkole Yagyu Shinkage Ryu rozwinięto też na przełomie XVI i XVII wieku dwie
          strategiczne doktryny walki mieczem setsuninto/katsujinken, które promieniowały
          na całą metodę rozwoju sztuki fechtunku w innych stylach. W sztuce walki
          samurajów okresu Tokugawa są one konsekwentnie przywoływanymi koncepcjami
          dotyczącymi taktyki walki.

          Setsuninto to martwa, ustalona gra miecza, oparta na koncepcji sen, czyli próba
          psychologicznej dominacji i poprzez pierwszy atak i jego kontynuację, zmuszenie
          przeciwnika do postępowania zgodnie z naszą wolą.

          Katsujinken to szermierka, dostosowującą się do zmiennych sytuacji w walce, w
          której rozwój szczególny wkład wniosła rodzina Yagyu. Oparta na koncepcji go,
          tj. doprowadzenie przeciwnika do fałszywej pewności siebie poprzez danie mu
          szansy na wykonanie pierwszego ataku lub odsłonięcie się w celu sprowokowania
          określonego typu ataku. Jej istota nie polega na czekaniu na atak, zablokowaniu
          go i kontrataku, co samo w sobie jest błędnym (a przynajmniej gorszym)
          rozwiązaniem, ale czasami występującą strategią walki mieczem (może być np.
          wymuszona sytuacją w walce). Strategia katsujinken polega na poczekaniu na atak
          przeciwnika i w prawidłowym timingu dogonienie tego ataku reakcją obronną,
          polegającą na takim cięciu, które odbije nadchodzący cios, równocześnie
          trafiając przeciwnika.

          Polska szabla bojowa

          Już w okresie pierwszej połowy ubiegłego tysiąclecia jednoręczne miecze
          wykuwano z tzw. damastu skuwanego, tj. skuwanych razem pojedynczych sztabek
          metalu, miękkich w rdzeniu, a silnie nawęglonych w warstwie zewnętrznej. Sam
          więc pomysł konstrukcji nie różnił się od późniejszej wersji kucia stosowanej
          przez mieczników japońskich. Technika ta jednak została zarzucona w XI wieku na
          rzecz jednej bryły metalu, silnie nawęglanej w warstwie zewnętrznej.

          W Polsce od początku naszej państwowości, tak jak i w całej Europie w tym
          okresie, króluje wśród rycerzy prosty obosieczny miecz.

          Rozwój techniki miecza w następnych wiekach idzie w dwóch kierunkach. Jazda
          używa jego lżejszej, stosownej do jednej lub dwóch rąk formy, a piechota dużego
          i z czasem bardzo ciężkiego miecza dwuręcznego.

          Od początku XIV wieku, głównie w piechocie niemieckiej, zaczęły królować miecze
          dwuręczne. Ponieważ zwarte oddziały łuczników załamywały szarże końskie,
          rycerstwo często musiało walczyć pieszo.

          Fechtunek mieczem opierał się na formie krzyża, która z czasem rozwinęła się do
          ośmiu kierunków, z których można było wykonać cięcie lub pchnięcie.

          Do czasów współczesnych zachowało się parę dziesiątek traktatów szermierczych,
          z czego większość dotyczy miecza lub jego wersji rozwojowych.

          Strategię walki rycerskim mieczem obosiecznym podzielono na trzy kategorie: w
          zbroi konno, w zbroi pieszo oraz pieszo bez zbroi.

          Według współczesnych entuzjastów miecza, badających średniowieczne traktaty
          szermiercze, najstarszym znanym teoretykiem i praktykiem fechtunku z połowy XIV
          wieku był J. Liechtenauer pochodzenia niemieckiego. Zebrane przez niego zasady
          walki mieczem zostały spisane jednak dopiero przez jego uczniów.
          • ignorant11 Re: Szabla polska i miecz japoński (4) 14.09.03, 00:51
            W dokumentach dotyczących fechtunku mieczem z tego czasu wspomina się o wcale
            licznej grupie polskich wybitnych mistrzów tej profesji, a jeden z nich miał
            należeć do grona nauczycieli J. Liechtenauera.

            Liechtenauer miał zebrać doświadczenia swoich poprzedników w wyniku, jak byśmy
            powiedzieli po japońsku musha shugyo, czyli wędrówek w miejsca, gdzie
            przebywali znani fechmistrze, ucząc się oraz doskonaląc to, co poznał.
            Liechtenauer przekazał swoją wiedzę wybranej grupce uczniów, od których zaczęła
            ona promieniować na całą Europę, w tym szczególnie Niemcy, Austrię i Polskę.

            Inni znani mistrzowie piszący traktaty szermiercze z początków XV wieku to
            Włoch Fiore dei Liberi (1410 r.) i Hans Talhoffer (1443 r.).

            W mieczu preferowano użycie siły nad techniką. Podwaliny pod rozwój szkół
            szermierczych dało dopiero mieszczaństwo, zakładające ze względu na potrzebę
            samoobrony bractwa szermiercze.

            W XV wieku powstają pierwsze gildie szermiercze w Niemczech, które zaczynają
            dbać o jakość i poziom sztuki miecza. Z czasem pojawiają się i w innych krajach.

            Koncepcja szermierki niemieckiej opierała się przede wszystkim na
            wyprzedzającym ataku a nie kontrataku opartym na czterech podstawowych
            postawach z mieczem. To świadczyło, że bardziej przywiązywano znaczenie do cech
            zewnętrznych, tj. siły, szybkości i techniki, co odpowiada koncepcji japońskiej
            setsuninto. Ta koncepcja przetrwała również we współczesnej szermierce, gdzie
            liczy się bardziej trafienie nie liczące się z zasłoną. Także w szabli
            sportowej, gdzie przy jednoczesnym trafieniu punkty dostaje ten, który pierwszy
            rozpoczął atak.

            Tak więc w walce średniowiecznym mieczem najbardziej istotna była chwila, kiedy
            obaj przeciwnicy z bezpiecznego dystansu wchodzili w strefę rażenia w
            określonej postawie, i wykonanie wyprzedzającego ataku.

            Miecz obosieczny posiada tę unikalną cechę, której nie ma w mieczu japońskim
            katana, że można nim było wykonywać ataki tzw. fałszywym ostrzem. Aby chronić
            dłonie, na większości zachowanych rycin widać, że niezależnie od wysokości
            końca głowni, z wyjątkiem technik znad głowy, miecz trzymany jest płazem
            skierowanym poziomo lub skośnie do ziemi, przez co szeroki jelec krzyżowy
            utrudniał bezpośredni atak na dłoń. Kciuk zwykle spoczywał na środku krzyża
            jelca, co miało wspomagać manewrowanie bronią. To niejako potwierdza, że
            parowania wykonywano ostrzem, a nie płazem w czterech kierunkach.

            Szabla w okresie wczesnego średniowiecza była bronią powszechnie występującą na
            Rusi (a przejętą od Mongołów i ludów kaukaskich) oraz na Węgrzech (przejętą od
            Turków).

            Dotarła do Polski poprzez Węgry, począwszy od wyboru na tron polski w 1370 roku
            Ludwika Andegaweńskiego, zwanego Ludwikiem I Wielkim. Również od końca XIV
            wieku utrzymywały się kontakty militarne polsko-tureckie. Napływ wschodniego
            typu uzbrojenia nasilił się w połowie XV wieku, osiągając swoje apogeum po
            odsieczy wiedeńskiej w 1683 roku.

            Szabla staje się w miarę powszechna w polskiej piechocie w XV wieku, jednak
            zdecydowanie zaczyna wypierać miecz dopiero pod koniec XVI wieku, za panowania
            króla Stefana Batorego (1576-1586).Husaria, pochodzenia węgierskiego, jako
            formacja pojawia się w Polsce na początku XVI wieku. Od tego czasu praktycznie
            do końca polskiej państwowości w końcu XVIII wieku nadchodzi najwspanialszy
            okres dla rozwoju zarówno form polskiej szabli bojowej, jak i techniki
            fechtunku.

            W XVI wieku zasłynęły szable "batorówki" o dużym mieczowym jelcu oraz tzw.
            zygmuntówki. Głownie "batorówek" stosowane w Polsce wyrabiano głównie we
            Włoszech, z przeznaczeniem przede wszystkim na eksport do krajów arabskich.

            Dalej szable tzw. ormiańskie z końca XVII i pierwszej połowy XVIII wieku, tj.
            składane i ozdabiane przez Ormian szable tatarskie, zwane ordynkami lub
            czeczugami. Produkowali oni również szable wykształcone w Polsce typu karabela,
            tj. z rękojeścią odwzorowującą szyję i dziób ptaka. W XVII wieku pojawiają się
            też "janówki", a w XVIII wieku zasłynęły "staszówki", nazywane tak od miejsc
            ich wytwarzania.

            O polskim "autoramencie" szabli świadczyła i determinowała jej funkcję głównie
            rękojeść. To oprawa rękojeści decydowała o stylu szermierki. Inny był uchwyt
            najsławniejszych polskich szabel, tj. karabeli bojowej, a inny szabli
            husarskiej.

            Charakterystycznym dla karabeli była głowica, tzw. orla, czyli uformowana na
            kształt głowy ptaka, rozszerzająca się ku tyłowi. Dziób ptaka pozwalał dobrze
            oprzeć się małemu palcowi, a lekko stożkowy kształt dobrze "klinował" broń w
            dłoni, co pozwalało włączyć do manewrowania nią kciuk.

            Polska szabla husarska, zwana czasami "czarną", to połączenie myśli wschodniej -
            głownia i zachodnioeuropejskiej - zamknięty, amortyzujący kabłąk odchylony
            nieco od linii równoległej do głowicy i tzw. paluch. Najlepsze walory jednego i
            drugiego połączono w najdoskonalszą i najbardziej zaawansowaną formę, dającą
            nieograniczone możliwości fechtunku.

            Narodziła się w Polsce gdzieś około połowy XVII wieku, tj. w czasach, kiedy
            miecz japoński miał już okres swego burzliwego rozwoju za sobą. Była bronią
            ciężkiej jazdy. Tak jednak pomyślana konstrukcyjnie, nadawała się równie dobrze
            do cięć, jak i pchnięć. W tym celu głownia była niezbyt szeroka, o
            umiarkowanej, pięknej krzywiźnie i z lekko zaznaczonym, niezbyt długim i
            niewyodrębnionym obosiecznym piórem.

            Fechtunek szablą husarską pozwalał wykonywać takie cięcia jak: bezpośrednie
            odbijane tj. wykonywane z nadgarstka lub łokcia po zbiciu głowni przeciwnika w
            bok i silne cięcia zamachowe, tzw. przeciągane, użyteczne zarówno w walce
            konnej, jak i pieszej, także silne uderzenia z łokcia lub ramienia tasakowe,
            stosowane w walce pieszej. Była ona więc bronią uniwersalną.

            Cięcia przeciągane polską szablą husarską to cięcia wykonywane końcem pióra.
            Uderzenie odbijane, tj. szybkie ponowienie po zbiciu ataku na tym samym
            kierunku, także zwodzone. Przy minięciu celu paluch jako dźwignia dawał
            możliwość wyhamowania ruchu cięcia lub po odbiciu cofnięcie szabli do wykonania
            kolejnego ataku. Te cięcia i uderzenia nie były jednak bardzo silne i mogły
            zagrozić głównie przeciwnikowi bez uzbrojenia ochronnego lub słabo krytego.

            Konstrukcja rękojeści pozwalała też polską szablą bojową wykonywać
            tzw. "młyńce", co było formą skutecznej zasłony i przejścia do kontrataku.

            Inny typ to uderzenia przeciągane z ramienia, stosowane w czasie walki konnej.

            Innym typem legendarnej polskiej szabli bojowej była karabela. Posiadała
            nieduży jelec w formie krzyża, na który naciskając kciukiem można było sterować
            przełożeniem siły i kierunkiem w ataku. Głownia wykonana ze stali damasceńskiej
            posiadała o wiele dłuższe niż szabla husarska i wydatne pióro.

            Polska sztuka szermiercza doszła do szczytów swej doskonałości za króla Augusta
            Mocnego, będąc w tym okresie rozpowszechnioną również w Europie.

            Zasadami polskiej szkoły szermierki była "ruchliwość dłonna", czyli cięcia z
            nadgarstka i "wytężenie ramienne", czyli nie zginanie ręki w łokciu - cięcia z
            ramienia. Cięcia dzielono na krótkie, trafiające w rękę i rdzenne, czyli
            głębokie, trafiające w tułów, ramiona i głowę. Obok podstawowych dwóch pozycji
            ciała przed walką, wyróżniano szereg postaw szermierczych, takich jak: wstępna,
            czelna, godząca, rażąca, odporna i odwodna. Odwodna polegała na cofaniu się w
            niskiej postawie, zasłaniając się od cięć przeciwnika i odcinając się często
            tzw. nyżkiem. Cofając się, stosowano też uskok w tył lub bok: "Z linii prostej
            harcu uskocz w steczny bok, a jemu nyżkiem w łęg, w ramię lub trok".

            Prawa strona w postawie szermierczej nosiła nazwę wręcznej (prawe ramie), a
            lewa odwrotnej (lewe ramię). Środek zwano stroną rdzenną (głowa, tułów,
            brzuch)."

            Jedynym, znanym dotychczas, najstarszym traktatem polskim, dotyczącym fechtunku
            szablą, jest opracowanie Michała Starzewskiego "O szermierstw
    • titus_flavius mnusy grodów polskich 14.09.03, 11:47
      Ave,
      grody były budowlami drewno-ziemnymi, co oznaczało, że miały określoną
      przydatność techniczną. Drewno bowiem w grodach szybko butwiało i co
      kilkanaście lat trzeba w istocie budować je od nowa.
      Koszty było duże i prace zajmowały dużo czasu. Jak więc widać pod tym względem
      zamki kamienne lub ceglane lepiej zdawały egzamin.
      T.
      • ignorant11 Re: mnusy grodów polskich 14.09.03, 12:32
        titus_flavius napisał:

        > Ave,
        > grody były budowlami drewno-ziemnymi, co oznaczało, że miały określoną
        > przydatność techniczną. Drewno bowiem w grodach szybko butwiało i co
        > kilkanaście lat trzeba w istocie budować je od nowa.
        > Koszty było duże i prace zajmowały dużo czasu. Jak więc widać pod tym
        względem
        > zamki kamienne lub ceglane lepiej zdawały egzamin.
        > T.

        Sława!

        Myslę, że nie całkiem od nowa i nie co kilknaście, ale znacznie dłużej...

        Po pierwsze: dlatego, że dąb, modrzew, czy świerk potrafi bez impregnacji
        pracowac na wolnym powietrzu kilkadziesiąt lat...
        Jeszcze teraz znajduje się dębowe pale graniczne wbijane przez Chrobrego.

        Wenecja jest zbudowana na palach modrzewiowych, które "dają radę" do dzisiaj

        Po drugie: Były to budwle kompozytowe, w których skrzynie drewniane były
        wypełniane kamieniami i ziemią, więc sama konstrukcja drewniana wału miała
        tylko umozliwić wstępne usypanie wału, a potem nie była potrzebna...

        Po trzecie: zprochniałe elemenmty konstrukcji mogły być wymieniane na bieżąco i
        stosowane jako opał...

        Po czwarte: W militariach jak i w gospodarce liczy się logistyka i łatwośc
        pozyskania materiału...

        Po piate: To wlaśnie ta konstrukcja umożliwiała obrone przed machunami
        oblężniczymi, czyniła zupełnie nieprzydatny taran...

        Również stosowane już od czasów rzymskich podkopy w podmokłym gruncie nie miały
        zastosowania...

        Wreszcie na gruncie bagiennym, łęgowym ciężkie budowle kamienne, czy ceglane
        były niemożliwe do wykonania:
        - ze względu na trudności transportowe
        - ze względu na ciężar samej budowli i zapadanie się w gruncie...
    • ignorant11 Kończą się międzynarodowe ćwiczenia wojskowe Gainf 28.10.03, 15:08

    • ignorant11 Zawodowe Wojsko Polskie 28.10.03, 22:30

    • ignorant11 Zbrojenia MON: tak dużych zakupów nie było od dawn 29.10.03, 10:16

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka