ignorant11 Linia umocnień: Odra-Karkonosze 04.08.03, 16:57 Bunkry za miedzą Historyczna wyprawa Dawne fortyfikacje cieszą się w Polsce niesłabnącym zainteresowaniem miłośników militariów, historyków, a także zwykłych turystów. Stosunkowo mało osób wie jednak, że w Czechach, tuż za polską granicą, znajduje się jeden z najciekawszych systemów umocnień z okresu poprzedzającego drugą wojnę światową, którego obiekty mogą z powodzeniem służyć jako cele jednodniowych wycieczek z naszego kraju. PIOTR M. MAJEWSKI 2002-11-21 Ciężkie fortyfikacje, nazywane linią Odra-Karkonosze, wznoszone były od połowy lat trzydziestych jako element większego systemu okalającego całe terytorium ówczesnej Czechosłowacji. Ich budowę traktowano priorytetowo, miały bowiem zabezpieczać państwo przed niemieckim atakiem od strony Śląska, uważanym w razie wybuchu wojny za największe zagrożenie. Roboty budowlane rozpoczęto tu wcześniej niż na innych obszarach pogranicznych, dzięki czemu do kryzysu monachijskiego jesienią 1938 roku duża część umocnień została już ukończona. Chociaż w linii Odra-Karkonosze nadal występowały liczne luki, a w wybudowanych bunkrach brakowało specjalistycznego uzbrojenia, był to najlepiej ufortyfikowany odcinek granic. Do momentu ogłoszenia przez Czechosłowację mobilizacji we wrześniu 1938 roku wybudowano tam łącznie 245 ciężkich schronów, co stanowiło nieco mniej niż połowę pierwotnych założeń. Czechosłowackie ciężkie schrony budowano jako obiekty samodzielne bądź też wchodzące w skład większych kompleksów połączonych podziemnymi tunelami, tzw. twierdz. Większość schronów przeznaczono dla piechoty. W terminologii militarnej noszą one miano tradytorów - można z nich było prowadzić ogień przede wszystkim na boki, podczas gdy od strony spodziewanego nieprzyjacielskiego natarcia były zamaskowane ziemią, ponad którą nieznacznie wystawały co najwyżej specjalne dzwony pancerne. System taki utrudniał zlokalizowanie i zniszczenie schronów, musiały one jednak być usytuowane tak, aby wzajemnie osłaniać się ogniem od przedpola. Podstawowym zadaniem twierdz było zapewnienie wsparcia artyleryjskiego reszcie umocnień. Z tego względu w ich składzie, oprócz obiektów przeznaczonych dla piechoty, występowały specjalne bunkry uzbrojone w haubice lub moździerze. Początkowo na odcinku pomiędzy Boguminem a Karkonoszami planowano budowę piętnastu twierdz, wkrótce z przyczyn finansowych zrezygnowano jednak z trzech z nich. Z pozostałych do września 1938 roku ukończono budowę pięciu, w trzech prace były względnie zaawansowane, a w czterech nie zostały jeszcze rozpoczęte. Do twierdz, których budowę praktycznie ukończono, należały Smolkov pod Opawą, Hu.rka, Bouda i Adam w rejonie miasteczka Králíky oraz Hanicˇka w Górach Orlickich. Do twierdz częściowo ukończonych zaliczały się natomiast: Dobrosˇov na wschód od Náchodu, Skutina w Górach Orlickich i Stachelberg w pobliżu Trutnova. Obiekt wejściowy twierdzy Bouda. Widoczny jest zakratowany wjazd dla samochodów ciężarowych i strzelnica osłaniającego go karabinu maszynowego. Po lewej stronie wymontowany z powierzchni schronu dzwon pancerny. Spośród twierdz ukończonych do zwiedzania udostępnione są tylko dwie - Bouda oraz Hanicˇka (pozostałe użytkują wciąż czeskie siły zbrojne). Stan taki należy uznać za ogromny postęp nie tylko w stosunku do okresu zimnej wojny, gdy tajemnicą wojskową otaczano wszystko, co mogłoby mieć choćby najmniejszy związek z obronnością, ale i do lat dziewięćdziesiątych, kiedy to czechosłowackie, a później czeskie czynniki wojskowe ociągały się z wpuszczeniem turystów do zarządzanych przez siebie obiektów. Wśród historyków krąży pogłoska, iż wynikało to z pomysłu, aby przedwojenne umocnienia wykorzystać w ewentualnej wojnie z... Polską. Owa śmiała koncepcja narodziła się ponoć w głowie niejakiego gen. Procházki w Sztabie Głównym, lecz po przystąpieniu Czech do NATO została zarzucona. (Nie wiadomo, czy jej autorem zdążyli w porę zaopiekować się psychiatrzy). Twierdza Bouda Tak Bouda, jak i Hanicˇka położone są w pobliżu południowego skraju Kotliny Kłodzkiej. Do obu najlepiej wybrać się z Polski przez przejście graniczne w Boboszowie koło Międzylesia. Już stamtąd widoczny jest górujący po czeskiej strony nad kotliną lesisty masyw Suchego Vrchu (995 m n.p.m.), zwieńczony stalową wieżą obserwacyjną. Właśnie na jego łagodnie opadającym ku zachodowi ramieniu zlokalizowana jest Bouda. W zależności od tego, czy dysponujemy samochodem i na jak duży wysiłek fizyczny się nastawiamy, wycieczka na nią może przebiegać różnymi trasami. Najbliższy punkt wypadowy dla pieszej wędrówki stanowi stacja kolejowa w przygranicznej wiosce Lichkov, skąd do twierdzy prowadzi zielony szlak (ok. 7 km dość intensywnego podejścia). Najlepszy wariant dla zmotoryzowanych to dojazd przez Králíky do miasteczka Cˇervená Voda, a stamtąd krętą trasą w kierunku Hradca Králové na pobliską przełęcz, na której należy skręcić w prawo i kilkukilometrową leśną drogą dojechać do parkingu na szczycie Suchego Vrchu. Stamtąd do Boudy trzeba iść jeszcze około 3 km (czerwony szlak), początkowo pięknym widokowo gołym grzbietem, później zaś lasem. Podziemia Boudy można zwiedzać jedynie z przewodnikiem. Dostęp do nich wiedzie przez bunkier wejściowy, poprzez który samochodami ciężarowymi dostarczano amunicję i prowiant dla twierdzy. Po otwarciu zdemontowanych dziś wrót pancernych pojazdy były rozładowywane w specjalnym hangarze do wagoników kursującej w podziemiach drezyny. Zabezpieczenie na wypadek nagłego ataku wroga stanowiły dodatkowe ukryte wrota pancerne, które w ciągu kilku sekund mogły zostać automatycznie zamknięte. Kolejne drzwi pancerne oraz zaminowany korytarz oddzielały rampę rozładunkową od pochylni prowadzącej do wnętrza systemu. Główną oś podziemnej części Boudy stanowi tzw. galeria artyleryjska, którą transportowano amunicję dla poszczególnych schronów. W jej początkowej części znajdują się pomieszczenia techniczne, gdzie umieszczone były agregaty prądotwórcze, filtry i sprężarki powietrza, cysterny z niezbędnym dla nich paliwem oraz główny magazyn amunicji. Po ok. 300 m tunel doprowadza nas do podziemnych koszar załogi, gdzie w prawo odgałęzia się poprzeczny korytarz wiodący do jednego ze schronów piechoty. W tym miejscu podziemia dzieli od powierzchni 60 m skały. Wyślij ten link znajomemu strona do druku 1 | 2 następne » Odpowiedz Link
ignorant11 Re: Linia umocnień: Odra-Karkonosze(2) 04.08.03, 16:59 Bunkry za miedzą ...ciąg dalszy PIOTR M. MAJEWSKI 2002-11-21 Po dalszych 300 m docieramy galerią do stanowiska dowodzenia twierdzą i drugiego składu amunicji. Z pomieszczeniami tymi sąsiaduje bunkier przeznaczony dla obrotowej wieży pancernej, uzbrojonej w podwójnie sprzężone haubice kal. 100 mm. Przez jego dwie kondygnacje przebiega specjalny szyb, w którym miano zamontować skomplikowany mechanizm wieży, będący niewątpliwie szczytowym osiągnięciem czechosłowackiej techniki wojskowej. W czasie nieprzyjacielskiego ostrzału cała kopuła miała być opuszczana w dół, tak że na powierzchni wystawałby tylko niewielki opancerzony hełm odporny na ogień najcięższej artylerii. W ciągu 7 s za pomocą napędu elektrycznego miało być możliwe podniesienie wieży o 70 cm i ustawienie jej w pozycji bojowej. Cała wieża miała gigantyczną masę 420 t. W chwili ogłoszenia mobilizacji dobiegała końca produkcja dwóch pierwszych egzemplarzy wież artyleryjskich, żadna z nich nie została już jednak zainstalowana. Oglądany z zewnątrz bunkier, tak jak w 1938 roku, zieje więc i dziś w niebo dziurą dziesięciometrowej średnicy. W jego pobliżu znajdują się dwa pozostałe schrony piechoty wchodzące w skład twierdzy. Wszystkie cztery obiekty (plus oczywiście schron wejściowy) można obejrzeć z zewnątrz, nie wchodząc do podziemi, prowadzi do nich bowiem kilkukilometrowa oznakowana ścieżka dydaktyczna. Groźna Haneczka Do kolejnej twierdzy, noszącej wdzięczną nazwę Hanicˇka (Haneczka), dojeżdżamy z Boboszowa drogą przez wsie Mladkov i Bartosˇovice, częściowo wiodącą doliną granicznej Orlicy. Ok. 5 km za Bartosˇovicami osiągamy polanę z parkingiem, skąd wycieczkę musimy kontynuować pieszo, ok. 2 km czerwonym szlakiem. Na samej polanie znajduje się samodzielny ciężki schron zwany Na Holém, którym opiekuje się praski Klub Historii Wojskowości. Niestety, jego wnętrze nie jest udostępnione turystom. Warto go jednak obejrzeć z zewnątrz, ponieważ należy do najlepiej zachowanych czeskich ciężkich schronów, posiada m.in. oba dzwony pancerne i wszystkie stalowe strzelnice. Ciekawostką Hanicˇki jest fakt, iż w latach osiemdziesiątych jej podziemia adaptowano na przeciwatomowy bunkier. (Niestety nie obyło się to bez szkody dla historycznej konstrukcji). Mimo to dla osób, które nie są szczególnie zainteresowane fortyfikacjami, a mają za sobą zwiedzanie Boudy, tutejsze podziemia nie będą już raczej atrakcją. Zastosowano tu, podobnie zresztą jak we wszystkich czechosłowackich twierdzach, analogiczny układ, tzn. galerię artyleryjską z odgałęziającymi się od niej korytarzami. Jedyna istotna w stosunku do Boudy różnica wynika z większej liczby obiektów. Obok bunkra dla obrotowej wieży z haubicami w Hanicˇce występuje bowiem dodatkowy schron artyleryjski. Jest to bardzo duży, wydłużony (ok. 50 na 15 m) dwupoziomowy obiekt, przystosowany do prowadzenia ognia bocznego na linię umocnień i jej przedpole. Miał on zostać wyposażony w trzy specjalnie w tym celu zaprojektowane półautomatyczne haubice kalibru 100 mm o zasięgu 12 km i szybkostrzelności do 20 strzałów na minutę. Parametry takie pozwoliłyby na prowadzenie ostrzału odpowiadającego sile dwunastu haubic polowych tegoż kalibru. Do jesieni 1938 roku broni tej nie zdążono jednak zainstalować w żadnym z obiektów, co w połączeniu z brakiem wież pancernych sprawiało, że nawet twierdze, których budowę ukończono, nie spełniały swego podstawowego zadania, tzn. nie mogły zapewnić wsparcia ogniowego pozostałym schronom. Kto po zwiedzeniu Boudy i Hanicˇki odczuwałby jeszcze niedosyt czeskich fortyfikacji, może wybrać się do licznych w ich okolicach samodzielnych ciężkich schronów. Do obiektów położonych w lesie za Bartosˇovicami można dotrzeć polną drogą zaczynającą się w pobliżu bunkra. Na Holém. Linia umocnień prowadzi stąd przez Boudę i stoki Suchego Vrchu ku północnym przedmieściom Králíków i dalej w kierunku masywu Śnieżnika. Stosunkowo najłatwiej dostępne są schrony usytuowane wokół Králíków, np. bunkier nazywany Cihelna, w pobliżu którego znajduje się też kilka odrestaurowanych lekkich schronów. Na terenie dawnej cegielni działa tu małe muzeum wojskowe, a co roku pod koniec wakacji organizowane są pokazy współczesnego i historycznego uzbrojenia. kiosk.onet.pl/art.html?NA=2&ITEM=1101482&KAT=241 Odpowiedz Link
ignorant11 Czołgiem do Malezji 31.08.03, 01:03 Bumar oczekuje gwarancji rządowych Czołgiem do Malezji Grupa kapitałowa Bumar, która ma dostarczyć 48 polskich czołgów PT- 91M do Malezji w ramach zamówienia wartego 390 mln USD, nie może doczekać się gwarancji rządowych na kredyty, które musi zaciągnąć w bankach w związku z realizacją kontraktu. - Rozpoczęliśmy produkcję komponentów. W przyszłym roku pierwszy polski czołg trafi do armii malezyjskiej. Rząd Malezji wpłacił już zaliczkę i otworzył akredytywę - a w kraju wciąż trwa urzędnicza mitręga - narzeka prezes Bumaru Roman Baczyński. Baczyński twierdzi, że dopiero rządowe gwarancje kredytowe otworzą możliwość zawarcia kolejnych, bardzo intratnych kontraktów tym razem z Indiami. Zakłady skupione w Bumarze już dostarczają armii indyjskiej m.in. wozy zabezpieczenia technicznego dla sił pancernych. Nowe zamówienia przewidywałyby dostarczenie kolejnych 226 sztuk WZT-3 za 250 mln USD. Przygotowany jest już także kontrakt przewidujący modernizację przeciwlotniczych rakiet Peczora, które Hindusi przed laty kupili od Rosjan. Partnerem Bumaru w tym ostatnim przedsięwzięciu byłby Cenrex. Podczas rozpoczynającego się 2 września Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach Bumar podpisze długo przygotowywaną umowę o współpracy produkcyjnej z niemiecką firmą Rheinmetall. Przewiduje ona nie tylko wytwarzanie w Polsce komponentów do niemieckich czołgów Leopard 2, ale również ma przygotować polski przemysł pancerny - zarówno gliwicki OBRUM, jak i zakłady w Łabędach - do wykonywania zasadniczych remontów leopardów. Umożliwi to nie tylko obsługę czołgów, które są w wyposażeniu polskiej armii, ale także leopardów użytkowanych przez armie innych krajów, np. Finlandii. Szef Bumaru oczekuje, że najpóźniej na początku października 2003 roku podpisana zostanie z MON umowa na dostawę 2680 kierowanych pocisków przeciwpancernych spike, produkowanych przez izraelską firmę Rafael. Blisko 20 proc. komponentów rakiet - również dla odbiorcy izraelskiego - wytwarzanych będzie m.in. w skarżyskich zakładach Mesko, warszawskim Przemysłowym Centrum Optyki, jasielskim Gamracie. Wartość dostaw izraelskich rakiet i ponad trzystu wyrzutni to w ocenie prezesa Baczyńskiego 1,6 - 1,7 mld zł. W sprawie ostatecznych warunków realizacji jednego z największych zamówień dla wojsk lądowych nadal trwają z MON żmudne negocjacje. Zbigniew Lentowicz Odpowiedz Link
ignorant11 Re: wojska i militaria słowiańskie 31.08.03, 02:11 Do Gdyni przyleciały śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych mhl 25-08-2003, ostatnia aktualizacja 25-08-2003 19:58 - To jedyne amerykańskie śmigłowce na wyposażeniu polskich sił zbrojnych - podkreśla kapitan Bartosz Zajda z biura prasowego Marynarki Wojennej. - Ich cechą jest składany wirnik, co pozwala na stacjonowanie w hangarach znajdujących się na fregatach rakietowych. W poniedziałek wieczorem na lotnisku MW w Gdyni Babich Dołach wylądowały dwa śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych - Kaman SH-2G Super SeaSprite. Maszyny są przeznaczone na fregaty rakietowe typu Oliver Hazard Perry - ORP "Pułaski" i "Kościuszko", które nasza Marynarka Wojenna otrzymała od Stanów Zjednoczonych. Każdy okręt może zabrać do pokładowych hangarów dwa śmigłowce. Dotychczas MW dysponowała dwoma Kamanami. Kolejne, które przyleciały wczoraj, sprawiają, że marynarze mają już komplet maszyn na dwa okręty. SeaSprite ma klasyczną konstrukcję z jednym czterołopatowym wirnikiem głównym. Załoga składa się z dwóch pilotów, siedzących obok siebie i operatora czujników, zajmującego miejsce w kadłubie za kabiną pilotów. Kamany wykrywają okręty podwodne przy użyciu boi sonarowych. Są uzbrojone w torpedy, mogą też zabierać rakiety powietrze-woda. Wirniki napędzają dwa silniki, każdy o mocy 1412 KM. Jedna maszyna waży prawie 6,5 tony, może latać z prędkością 280 km/h, a maksymalny zasięg wynosi 830 kilometrów. - Przylot do kraju dwóch kolejnych śmigłowców jest początkiem ostatniego etapu wdrażania tych maszyn do służby w MW. Jest to także element przygotowania fregat do służby w stałych siłach NATO - dodaje kapitan Zajda. Maszyny przyleciały do Polski z niemieckiej bazy w Nordholz pilotowane przez polsko-amerykańskie załogi. Do Niemiec dotarły drogą wodną. Piloci MW szkolili się w pilotowaniu amerykańskich helikopterów w miejscowości Bloomfield w USA. Latali tam na maszynach z polską szachownicą na bokach, co budziło ogromne zaciekawienie okolicznej Polonii. Cena maszyny zależy od wyposażenia, ale oscyluje ok. 20 mln dolarów. Odpowiedz Link
ignorant11 Mig made in Poland 31.08.03, 04:14 Mig made in Poland Sobota, 30 sierpnia 2003 - 18:35 CEST (16:35 GMT) Umowa o współpracy w zakresie przygotowania procesu produkcji samolotu szkolno- bojowego Mig AT w Polskich Zakładach Lotniczych w Mielcu została podpisana z rosyjską korporacją Mig-a. "Proces ten dotyczy wdrożenia produkcji samolotu. Podjęcie tej inicjatywy jest uwarunkowane od sprawdzenia, czy Mig AT odpowiada wymaganiom polskiego wojska. Według moich informacji jest szansa, że uwarunkowania te zostaną określone przez wojsko w przyszłym roku. Jeśli samolot nie spełni stawianych wymagań, będziemy nad tym pracować. W konsekwencji mielecki zakład byłby firmą, która zaprezentowałaby armii ofertę na dostawę Mig-a AT" - powiedział prezes zarządu i dyrektor generalny PZL Mielec Stanisław Wójtowicz. Podpisanie umowy nastąpiło w wyniku odpowiedzi PZL Mielec na rosyjską propozycję współpracy. "Gdyby nie współpraca z nami, korporacja Mig-a miałaby gorsze szanse startowania w takim przetargu, gdyż Rosja jest poza strukturami NATO i Unii Europejskiej" - ocenił Wójtowicz. Według prezesa, przetarg na samolot szkolno-bojowy dla polskiej armii może zostać ogłoszony w 2005 roku lub później. "Pierwsze dostawy samolotu F-16 do Polski mają nastąpić w 2006 roku. Do tego czasu nasza armia potrzebuje samolotu szkolnego, na którym piloci przygotowywaliby się do lotów na F-16. Szczupłe finanse MON powodują, że tak pewnie się nie zdarzy. Gdyby Mig AT wygrał konkurs, jego dostawy nastąpiłyby około 2009 roku" - twierdzi Wójtowicz. Gdyby rosyjski samolot wygrał przetarg, pierwsza faza jego produkcji w Mielcu zaczęłaby się od montażu elementów wykonanych w Rosji. Potem mielecki zakład stopniowo przejmowałby produkcję poszczególnych elementów: płatowca, kadłuba, skrzydeł. Docelowo PZL produkowałby 60-70 proc. samolotu. sg, pap Odpowiedz Link
lablafox Grody obronne 01.09.03, 23:34 Nie znam się na współczesnych militariach ale wiem za to iż prapolskie grody to był system fortyfikacji zupełnie odrębny od obcych wzorców , niepodobny do żadnych innych.Te bardzo dobre warownie lepiej broniły od kamiennych twierdz włoskich Od czasów Karola Wielkiego (789) do Fryderyka Barbarosy(1157) odbyło się 175 wypraw germańskich na Słowian .Z nich 1/3 (ok 55) z sukcesem , 20 zupełna klęska najeźdcy i nie ma przykładu zdobycia przez Niemców choćby 1 grodu umacnianego w ten charakterystyczny sposób. Pozdrawiam lablafox Odpowiedz Link
lablafox Re: Grody obronne 01.09.03, 23:39 Grody te były otaczane wałami z tramów dębowych , gliny i głazów , ściany miały 10 i więcej m wysokości a w podstawie szerokość do 25 m. W czasach Mieszka I ulepszono je o konstrukcję hakową a poteżne kłody zaopatrywano w zaczepy hakowe uniemożliwiające wysunięcie się warstwy górnej , podłużnej . Pozdrawiam lablafox Odpowiedz Link
lablafox Re: Piechota mieszkowa 01.09.03, 23:46 Do walki z saskim Wichmanem Mieszko I wypożyczył 2 oddziały kawalerii czeskiej . Konie ( nazwa rdzennie słowiańska) za czasów M I i B. Chrobrego były drobne i małe , może tym trzeba tłumaczyć brak konnicy ? Widukind mnich saski w 929 r pisał "Barbarzyńcy nie mieli wielu konnych , mieli natomiast niezliczone mnóstwo piechoty ". Pozdrawiam lablafox Odpowiedz Link
ignorant11 Re: Grody obronne 02.09.03, 00:06 lablafox napisała: > Grody te były otaczane wałami z tramów dębowych , gliny i głazów , ściany > miały 10 i więcej m wysokości a w podstawie szerokość do 25 m. W czasach > Mieszka I ulepszono je o konstrukcję hakową a poteżne kłody zaopatrywano w > zaczepy hakowe uniemożliwiające wysunięcie się warstwy górnej , podłużnej . > > Pozdrawiam lablafox Sława! Zwróć uwagę, że techniki olblężnicze stosowane na zachodzie do kamiennych murów były zupełnie nie przydatne w walce z grodami. bo przecież miękka ziemia amortyzowała taran, podkopy w bagnistym gruncie tez nie bardzo... A podpalić? Obrońcy sami pali podgrodzia, by zniszczyć osłone dla nacierających wojsk... Zresztą Słowianie wymyslili pierwsze materialy kopozytowe. Do dzisiaj ziemia jest najlepszą osłoną warstwa ziemii i betonu na przemian: ugrzęźnie każda bomba, ziemia zamortyzuje wstrząsy... Jakże nierozsadnie postepowali Niemcy lokując swoje fabryki i wyrzutnie w grotach skalnych, z których silne bombardowanie wstrząsami kruszyło stropy i zawalało calą instalację... Pozdrawiam! Odpowiedz Link
lablafox Re: Grody obronne 02.09.03, 00:59 Zauważyłam i dlatego się w tej materii odezwałam. Pozdrawiam lablafox Odpowiedz Link
kustosz.m Re: Grody obronne 05.09.03, 17:55 > wypraw germańskich na Słowian .Z nich 1/3 (ok 55) z sukcesem , 20 zupełna > klęska najeźdcy Podobne sa statystyki wypraw Barbarossy na Italie, i w wojnach z feudalami na polnocy. Statystyka wypraw krzyzowych jest podobna (jeszcze gorsza). Ta satystyka nie dowodzi niczego w sprawie grodow. Zaraza wsrod oblegajacych lub oblezonych byla rownie istotna. Albo klasyczny szturm oslem z sakwami zlota na brame miejska. To sa czynniki niezalezne od materii z jakiej budowane byly umocnienia. pozdrawiam Odpowiedz Link
ignorant11 Szabla polska i miecz japoński 14.09.03, 00:47 Szabla polska i miecz japoński Wszelkie rozważania o rozwoju poszczególnych broni i techniki walki przy ich pomocy, według moich doświadczeń i badań, należy zawsze rozpatrywać w kontekście historycznym. Miecz japoński katana przeszedł kilka przeobrażeń, zanim znalazł swój ostateczny kształt, a technika walki zmieniała się na przestrzeni blisko tysiąca lat. To, co przetrwało do czasów współczesnych, jest większą lub mniejszą kombinacją różnych form użycia tej broni w całym tym okresie. Polska szabla bojowa, a właściwie jej kwintesencja w postaci szabli husarskiej, rozwijała się przez kilkaset lat i do naszych czasów dotarła w szczątkowej formie. J. SZYMANKIEWICZ 2003-09-09 Dyskusje o większej efektywności tej czy tamtej broni są współcześnie po części jedynie akademickie. W różnych bowiem okresach z tą efektywnością mogło być różnie. Miecz japoński Początki miecza japońskiego wiążą się nierozerwalnie z rozwojem broni siecznej w Chinach. Początkowo miecz japoński, podobnie jak jego chiński pierwowzór, był bronią obosieczną, o prostej głowni. Nawet w późniejszych wiekach występował w takiej formie, obok rodzimej o lekko krzywej głowni. Miecz ten stosowali zarówno piesi, jak i konni wojownicy. Prosty miecz nadawał się bardziej do zadawania pchnięć niż cięć w okrytego ochronnym uzbrojeniem wojownika, był jednoręczny i nie nadawał się do zbyt silnych ciosów. Obok prostego obosiecznego miecza chińskiego powstaje jednosieczna szabla o szerokim i zajmującym znaczną część głowni, szerokim piórze. Wprawdzie ta jej pierwotna wersja utrudnia czy wręcz eliminuje pchnięcia, ale dodaje siły cięciom z ramienia. Konni wojownicy zyskują bardziej efektywną broń tnącą. Zaczyna się dwutorowy rozwój formy fechtunku w Chinach, a prosty miecz staje się coraz bardziej wyrafinowany i przeznaczony do walki jako broń dworska. Te działania nie pozostają oczywiście bez wpływu na kulturę Japonii. Japońscy miecznicy eksperymentują zarówno z mieczem, jak i szablą chińską, próbując połączyć ich właściwości. Eksperymentowali oni też z technologią wytwarzania miecza, tworząc tę, którą znamy obecnie, tj. wielokrotnie przekuwany damast skuwany. Powstaje prosty miecz w typie chokuto. Jego głownia jest jednosieczna, jednak poza tym, zawiera wszystkie cechy kształtu przyszłych głowni japońskich. Rękojeść jest nadal prosta jak w mieczu chińskim i krótka do jednej ręki. Równolegle słynny miecznik Amakuni z VIII wieku tworzy pierwotny temu krajowi właściwy kształt głowni. Przekuwa prosty, obosieczny miecz chiński, nadając mu lekko łukowaty kształt. Tnące, symetryczne ostrze w tylnej części miecza sięga połowy głowni. Dla wyważenia broni, rękojeść staje się dłuższa od chińskiej, mimo że ten nowy rodzaj broni używa się tak jak jego pierwowzoru jednoręcznie i wpisana w łuk broni, co jest przeciwstawne do szabli chińskiej. Z czasem następuje połączenie wzoru mieczy chokuto i w typie Amakuni. Rodzi się miecz zwany tachi, noszony na rapciach przy boku zbroi. Miecz tachi będzie się pojawiał aż do połowy XIX wieku, mimo że zostanie szybko wyparty przez swego następcę zwanego o-dachi lub katana. Fechtunek mieczem tachi pokazuje szybko jego twórcom, że jego obosieczna forma, ze względu na kształt, staje się bez praktycznego znaczenia. Hartowana część grzbietu pozwala, tak jak w chińskiej szkole fechtunku, mieczem parować grzbietem, czyli tzw. fałszywym ostrzem, bez narażania się na złamanie głowni, ale szczerbi się. Odpowiedz Link
ignorant11 Re: Szabla polska i miecz japoński (2) 14.09.03, 00:48 Zaczęto poszukiwać nowej formy w celu wzmocnienia zasadniczego ostrza. Tak narodziła się forma miecza tachi o prostym lub nieco zakrzywionym ostrzu, ale jednosiecznego. W okresie Muromachi XIV/XVI wiek, a potem wojen toczonych w XVI wieku w okresie Sengoku miecze mogli posiadać i nosili bushi (klasa samurajów), chłopi, mieszczanie i mnisi. Ponieważ oprócz klasy samurajów reszta klas społecznych nie posiadała w części lub w ogóle uzbrojenia ochronnego, miecze nie mogły być noszone na rapciach przy szmacianym obi. Zaczęto je nosić wsunięte za pas obi, dla wygody łukiem, a tym samym i ostrzem skierowanym do góry. Z czasem ten zwyczaj stał się powszechny wśród wszystkich klas. Nieustanne, trwające blisko dwieście lat wojny zmuszały również samurajów do posiadania stale przy sobie uzbrojenia. Tak narodziła się powszechna wersja miecza japońskiego, zwanego o- dachi lub katana. Miecz japoński oparty na wzorze katany zdominowuje szkoły fechtunku. Jednak do czasów shogunatu Tokugawa nie posiada on jednej, wystandaryzowanej formy. W zależności od strategii i przeznaczenia miecz, teraz już stosowany oburęcznie na polu bitwy przez pieszych wojowników, przyjmuje wymiary od metra do ponad dwóch metrów długości. Oczywiście fechtunek tymi najdłuższymi typami był ubogi i niewiele odbiegający od swego wiekowego, prostego poprzednika. Uzbrojony w tę broń wojownik musiał przede wszystkim przełamać linię wroga i nie był specjalnie nastawiony na zasłony czy techniki pchnięć. Wygrywał dzięki swej długości i masie. Jednak najciekawsze, jeśli chodzi o doświadczenia i zaawansowanie, miały badania poszczególnych mistrzów nad techniką miecza katana, który dawał się nosić za pasem i w miarę sprawnie i szybko wyjmować i używać. Ta sytuacja stymulowała powstawanie wielu szkół walki mieczem i inną biała bronią, wymianą doświadczeń i technik, czy to w drodze musha shugyo, tj. wędrówek mistrzów wraz z uczniami po całym kraju, czy sprawdzania ich na polach wielu bitew. Zamachy z ramienia wykonywano znad barku lub boku ramienia, bo głęboki zamach z nad głowy uniemożliwiał hełm kabuto, zdobiony często wymyślnymi elementami. Zasadniczą koncepcję heiho walki mieczem katana, zebranych w kata i łączenia tych technik z pracą ciała i czasem, zbudowano wokół chińskiej koncepcji yin/yang, tj. pasywnych/aktywnych zachowań (reakcji, sposobów stosowania techniki) zwanych z japońska in-yo. Umysł miał być spokojny, ale ciało rwać się do walki. Yin i yang są w ciągłym ruchu, zamieniają się miejscami. Kiedy yang porusza wnętrzem, yin panuje na powierzchni. Kiedy yin wnika do środka, yang wychodzi na powierzchnię. Yang jest w nas, yin - na zewnątrz. Odpowiedz Link
ignorant11 Re: Szabla polska i miecz japoński (3) 14.09.03, 00:50 Tę filozofię, pod którą konstruowano poszczególne style walki mieczem, można zdefiniować następująco: - Techniki ataku, opierające się na aktywnej roli atakującego tori, są zwane akcjami pozytywnymi - sen (sen oznacza inicjatywę). Zatem sen to wykonanie ruchu, zanim uczyni to przeciwnik; - Techniki będące sposobem odebrania prowadzenia walki tori przez reakcję obronną - odpowiedź go na atak, opierające się na roli broniącego się uke, polegają na przejęciu inicjatywy - go-no sen; Wraz z rozwojem poszczególnych ryu, rozwinęły się na tej bazie trzy zasadnicze koncepcje walki mieczem: Go-no sen (inaczej machi-no sen lub tai-no sen wg Miyamoto Musashiego) - działanie odpowiedź, tj. kuszenie przeciwnika, aby zaatakował, przez co powstawały u niego miejsca niebronione lub przyłożenie siły uniemożliwiało w trakcie ruchu zmianę pierwotnego kierunku działania, i umożliwił przeprowadzenie kontrataku; Sen-no sen (inaczej tai-no sen wg Miyamoto Musashiego) - działanie udaremniające tj. przejęcie inicjatywy w fazie początkowej ataku przeciwnika; Sensen-no sen (inaczej kakari-no sen lub ken-no sen wg Miyamoto Musashiego) - działanie przed działaniem, tj. podjęcie inicjatywy, aby stłumić lub pokonać przeciwnika, zanim ten będzie miał szansę rozważyć atak. Tu początkowa walka rozgrywa się przede wszystkim na poziomie umysłowym. Według Miyamoto Musashiego oznacza nagły i szybki atak. W szkole Yagyu Shinkage Ryu rozwinięto też na przełomie XVI i XVII wieku dwie strategiczne doktryny walki mieczem setsuninto/katsujinken, które promieniowały na całą metodę rozwoju sztuki fechtunku w innych stylach. W sztuce walki samurajów okresu Tokugawa są one konsekwentnie przywoływanymi koncepcjami dotyczącymi taktyki walki. Setsuninto to martwa, ustalona gra miecza, oparta na koncepcji sen, czyli próba psychologicznej dominacji i poprzez pierwszy atak i jego kontynuację, zmuszenie przeciwnika do postępowania zgodnie z naszą wolą. Katsujinken to szermierka, dostosowującą się do zmiennych sytuacji w walce, w której rozwój szczególny wkład wniosła rodzina Yagyu. Oparta na koncepcji go, tj. doprowadzenie przeciwnika do fałszywej pewności siebie poprzez danie mu szansy na wykonanie pierwszego ataku lub odsłonięcie się w celu sprowokowania określonego typu ataku. Jej istota nie polega na czekaniu na atak, zablokowaniu go i kontrataku, co samo w sobie jest błędnym (a przynajmniej gorszym) rozwiązaniem, ale czasami występującą strategią walki mieczem (może być np. wymuszona sytuacją w walce). Strategia katsujinken polega na poczekaniu na atak przeciwnika i w prawidłowym timingu dogonienie tego ataku reakcją obronną, polegającą na takim cięciu, które odbije nadchodzący cios, równocześnie trafiając przeciwnika. Polska szabla bojowa Już w okresie pierwszej połowy ubiegłego tysiąclecia jednoręczne miecze wykuwano z tzw. damastu skuwanego, tj. skuwanych razem pojedynczych sztabek metalu, miękkich w rdzeniu, a silnie nawęglonych w warstwie zewnętrznej. Sam więc pomysł konstrukcji nie różnił się od późniejszej wersji kucia stosowanej przez mieczników japońskich. Technika ta jednak została zarzucona w XI wieku na rzecz jednej bryły metalu, silnie nawęglanej w warstwie zewnętrznej. W Polsce od początku naszej państwowości, tak jak i w całej Europie w tym okresie, króluje wśród rycerzy prosty obosieczny miecz. Rozwój techniki miecza w następnych wiekach idzie w dwóch kierunkach. Jazda używa jego lżejszej, stosownej do jednej lub dwóch rąk formy, a piechota dużego i z czasem bardzo ciężkiego miecza dwuręcznego. Od początku XIV wieku, głównie w piechocie niemieckiej, zaczęły królować miecze dwuręczne. Ponieważ zwarte oddziały łuczników załamywały szarże końskie, rycerstwo często musiało walczyć pieszo. Fechtunek mieczem opierał się na formie krzyża, która z czasem rozwinęła się do ośmiu kierunków, z których można było wykonać cięcie lub pchnięcie. Do czasów współczesnych zachowało się parę dziesiątek traktatów szermierczych, z czego większość dotyczy miecza lub jego wersji rozwojowych. Strategię walki rycerskim mieczem obosiecznym podzielono na trzy kategorie: w zbroi konno, w zbroi pieszo oraz pieszo bez zbroi. Według współczesnych entuzjastów miecza, badających średniowieczne traktaty szermiercze, najstarszym znanym teoretykiem i praktykiem fechtunku z połowy XIV wieku był J. Liechtenauer pochodzenia niemieckiego. Zebrane przez niego zasady walki mieczem zostały spisane jednak dopiero przez jego uczniów. Odpowiedz Link
ignorant11 Re: Szabla polska i miecz japoński (4) 14.09.03, 00:51 W dokumentach dotyczących fechtunku mieczem z tego czasu wspomina się o wcale licznej grupie polskich wybitnych mistrzów tej profesji, a jeden z nich miał należeć do grona nauczycieli J. Liechtenauera. Liechtenauer miał zebrać doświadczenia swoich poprzedników w wyniku, jak byśmy powiedzieli po japońsku musha shugyo, czyli wędrówek w miejsca, gdzie przebywali znani fechmistrze, ucząc się oraz doskonaląc to, co poznał. Liechtenauer przekazał swoją wiedzę wybranej grupce uczniów, od których zaczęła ona promieniować na całą Europę, w tym szczególnie Niemcy, Austrię i Polskę. Inni znani mistrzowie piszący traktaty szermiercze z początków XV wieku to Włoch Fiore dei Liberi (1410 r.) i Hans Talhoffer (1443 r.). W mieczu preferowano użycie siły nad techniką. Podwaliny pod rozwój szkół szermierczych dało dopiero mieszczaństwo, zakładające ze względu na potrzebę samoobrony bractwa szermiercze. W XV wieku powstają pierwsze gildie szermiercze w Niemczech, które zaczynają dbać o jakość i poziom sztuki miecza. Z czasem pojawiają się i w innych krajach. Koncepcja szermierki niemieckiej opierała się przede wszystkim na wyprzedzającym ataku a nie kontrataku opartym na czterech podstawowych postawach z mieczem. To świadczyło, że bardziej przywiązywano znaczenie do cech zewnętrznych, tj. siły, szybkości i techniki, co odpowiada koncepcji japońskiej setsuninto. Ta koncepcja przetrwała również we współczesnej szermierce, gdzie liczy się bardziej trafienie nie liczące się z zasłoną. Także w szabli sportowej, gdzie przy jednoczesnym trafieniu punkty dostaje ten, który pierwszy rozpoczął atak. Tak więc w walce średniowiecznym mieczem najbardziej istotna była chwila, kiedy obaj przeciwnicy z bezpiecznego dystansu wchodzili w strefę rażenia w określonej postawie, i wykonanie wyprzedzającego ataku. Miecz obosieczny posiada tę unikalną cechę, której nie ma w mieczu japońskim katana, że można nim było wykonywać ataki tzw. fałszywym ostrzem. Aby chronić dłonie, na większości zachowanych rycin widać, że niezależnie od wysokości końca głowni, z wyjątkiem technik znad głowy, miecz trzymany jest płazem skierowanym poziomo lub skośnie do ziemi, przez co szeroki jelec krzyżowy utrudniał bezpośredni atak na dłoń. Kciuk zwykle spoczywał na środku krzyża jelca, co miało wspomagać manewrowanie bronią. To niejako potwierdza, że parowania wykonywano ostrzem, a nie płazem w czterech kierunkach. Szabla w okresie wczesnego średniowiecza była bronią powszechnie występującą na Rusi (a przejętą od Mongołów i ludów kaukaskich) oraz na Węgrzech (przejętą od Turków). Dotarła do Polski poprzez Węgry, począwszy od wyboru na tron polski w 1370 roku Ludwika Andegaweńskiego, zwanego Ludwikiem I Wielkim. Również od końca XIV wieku utrzymywały się kontakty militarne polsko-tureckie. Napływ wschodniego typu uzbrojenia nasilił się w połowie XV wieku, osiągając swoje apogeum po odsieczy wiedeńskiej w 1683 roku. Szabla staje się w miarę powszechna w polskiej piechocie w XV wieku, jednak zdecydowanie zaczyna wypierać miecz dopiero pod koniec XVI wieku, za panowania króla Stefana Batorego (1576-1586).Husaria, pochodzenia węgierskiego, jako formacja pojawia się w Polsce na początku XVI wieku. Od tego czasu praktycznie do końca polskiej państwowości w końcu XVIII wieku nadchodzi najwspanialszy okres dla rozwoju zarówno form polskiej szabli bojowej, jak i techniki fechtunku. W XVI wieku zasłynęły szable "batorówki" o dużym mieczowym jelcu oraz tzw. zygmuntówki. Głownie "batorówek" stosowane w Polsce wyrabiano głównie we Włoszech, z przeznaczeniem przede wszystkim na eksport do krajów arabskich. Dalej szable tzw. ormiańskie z końca XVII i pierwszej połowy XVIII wieku, tj. składane i ozdabiane przez Ormian szable tatarskie, zwane ordynkami lub czeczugami. Produkowali oni również szable wykształcone w Polsce typu karabela, tj. z rękojeścią odwzorowującą szyję i dziób ptaka. W XVII wieku pojawiają się też "janówki", a w XVIII wieku zasłynęły "staszówki", nazywane tak od miejsc ich wytwarzania. O polskim "autoramencie" szabli świadczyła i determinowała jej funkcję głównie rękojeść. To oprawa rękojeści decydowała o stylu szermierki. Inny był uchwyt najsławniejszych polskich szabel, tj. karabeli bojowej, a inny szabli husarskiej. Charakterystycznym dla karabeli była głowica, tzw. orla, czyli uformowana na kształt głowy ptaka, rozszerzająca się ku tyłowi. Dziób ptaka pozwalał dobrze oprzeć się małemu palcowi, a lekko stożkowy kształt dobrze "klinował" broń w dłoni, co pozwalało włączyć do manewrowania nią kciuk. Polska szabla husarska, zwana czasami "czarną", to połączenie myśli wschodniej - głownia i zachodnioeuropejskiej - zamknięty, amortyzujący kabłąk odchylony nieco od linii równoległej do głowicy i tzw. paluch. Najlepsze walory jednego i drugiego połączono w najdoskonalszą i najbardziej zaawansowaną formę, dającą nieograniczone możliwości fechtunku. Narodziła się w Polsce gdzieś około połowy XVII wieku, tj. w czasach, kiedy miecz japoński miał już okres swego burzliwego rozwoju za sobą. Była bronią ciężkiej jazdy. Tak jednak pomyślana konstrukcyjnie, nadawała się równie dobrze do cięć, jak i pchnięć. W tym celu głownia była niezbyt szeroka, o umiarkowanej, pięknej krzywiźnie i z lekko zaznaczonym, niezbyt długim i niewyodrębnionym obosiecznym piórem. Fechtunek szablą husarską pozwalał wykonywać takie cięcia jak: bezpośrednie odbijane tj. wykonywane z nadgarstka lub łokcia po zbiciu głowni przeciwnika w bok i silne cięcia zamachowe, tzw. przeciągane, użyteczne zarówno w walce konnej, jak i pieszej, także silne uderzenia z łokcia lub ramienia tasakowe, stosowane w walce pieszej. Była ona więc bronią uniwersalną. Cięcia przeciągane polską szablą husarską to cięcia wykonywane końcem pióra. Uderzenie odbijane, tj. szybkie ponowienie po zbiciu ataku na tym samym kierunku, także zwodzone. Przy minięciu celu paluch jako dźwignia dawał możliwość wyhamowania ruchu cięcia lub po odbiciu cofnięcie szabli do wykonania kolejnego ataku. Te cięcia i uderzenia nie były jednak bardzo silne i mogły zagrozić głównie przeciwnikowi bez uzbrojenia ochronnego lub słabo krytego. Konstrukcja rękojeści pozwalała też polską szablą bojową wykonywać tzw. "młyńce", co było formą skutecznej zasłony i przejścia do kontrataku. Inny typ to uderzenia przeciągane z ramienia, stosowane w czasie walki konnej. Innym typem legendarnej polskiej szabli bojowej była karabela. Posiadała nieduży jelec w formie krzyża, na który naciskając kciukiem można było sterować przełożeniem siły i kierunkiem w ataku. Głownia wykonana ze stali damasceńskiej posiadała o wiele dłuższe niż szabla husarska i wydatne pióro. Polska sztuka szermiercza doszła do szczytów swej doskonałości za króla Augusta Mocnego, będąc w tym okresie rozpowszechnioną również w Europie. Zasadami polskiej szkoły szermierki była "ruchliwość dłonna", czyli cięcia z nadgarstka i "wytężenie ramienne", czyli nie zginanie ręki w łokciu - cięcia z ramienia. Cięcia dzielono na krótkie, trafiające w rękę i rdzenne, czyli głębokie, trafiające w tułów, ramiona i głowę. Obok podstawowych dwóch pozycji ciała przed walką, wyróżniano szereg postaw szermierczych, takich jak: wstępna, czelna, godząca, rażąca, odporna i odwodna. Odwodna polegała na cofaniu się w niskiej postawie, zasłaniając się od cięć przeciwnika i odcinając się często tzw. nyżkiem. Cofając się, stosowano też uskok w tył lub bok: "Z linii prostej harcu uskocz w steczny bok, a jemu nyżkiem w łęg, w ramię lub trok". Prawa strona w postawie szermierczej nosiła nazwę wręcznej (prawe ramie), a lewa odwrotnej (lewe ramię). Środek zwano stroną rdzenną (głowa, tułów, brzuch)." Jedynym, znanym dotychczas, najstarszym traktatem polskim, dotyczącym fechtunku szablą, jest opracowanie Michała Starzewskiego "O szermierstw Odpowiedz Link
titus_flavius mnusy grodów polskich 14.09.03, 11:47 Ave, grody były budowlami drewno-ziemnymi, co oznaczało, że miały określoną przydatność techniczną. Drewno bowiem w grodach szybko butwiało i co kilkanaście lat trzeba w istocie budować je od nowa. Koszty było duże i prace zajmowały dużo czasu. Jak więc widać pod tym względem zamki kamienne lub ceglane lepiej zdawały egzamin. T. Odpowiedz Link
ignorant11 Re: mnusy grodów polskich 14.09.03, 12:32 titus_flavius napisał: > Ave, > grody były budowlami drewno-ziemnymi, co oznaczało, że miały określoną > przydatność techniczną. Drewno bowiem w grodach szybko butwiało i co > kilkanaście lat trzeba w istocie budować je od nowa. > Koszty było duże i prace zajmowały dużo czasu. Jak więc widać pod tym względem > zamki kamienne lub ceglane lepiej zdawały egzamin. > T. Sława! Myslę, że nie całkiem od nowa i nie co kilknaście, ale znacznie dłużej... Po pierwsze: dlatego, że dąb, modrzew, czy świerk potrafi bez impregnacji pracowac na wolnym powietrzu kilkadziesiąt lat... Jeszcze teraz znajduje się dębowe pale graniczne wbijane przez Chrobrego. Wenecja jest zbudowana na palach modrzewiowych, które "dają radę" do dzisiaj Po drugie: Były to budwle kompozytowe, w których skrzynie drewniane były wypełniane kamieniami i ziemią, więc sama konstrukcja drewniana wału miała tylko umozliwić wstępne usypanie wału, a potem nie była potrzebna... Po trzecie: zprochniałe elemenmty konstrukcji mogły być wymieniane na bieżąco i stosowane jako opał... Po czwarte: W militariach jak i w gospodarce liczy się logistyka i łatwośc pozyskania materiału... Po piate: To wlaśnie ta konstrukcja umożliwiała obrone przed machunami oblężniczymi, czyniła zupełnie nieprzydatny taran... Również stosowane już od czasów rzymskich podkopy w podmokłym gruncie nie miały zastosowania... Wreszcie na gruncie bagiennym, łęgowym ciężkie budowle kamienne, czy ceglane były niemożliwe do wykonania: - ze względu na trudności transportowe - ze względu na ciężar samej budowli i zapadanie się w gruncie... Odpowiedz Link