witomir
25.10.03, 16:28
Białoruś w świadomości przeciętnego Polaka jawi się jako najbardziej
ponury kraj, mroczna dziura w centrum Europy. Interesujące, iż ten bliski
Polsce kraj i naród nie zasłużył na jakąkolwiek poważną analizę. Nawet
Raporty Ośrodka Studiów Wschodnich, dające wnikliwe analizy sytuacji w
Rosji, na Ukrainie i w innych krajach postsowieckich, problem Białorusi
zbywają kilkoma wyświechtanymi banałami. To samo inni analitycy. Media
natomiast bez ustanku informują o kolejnych poczynaniach żądnego władzy
Łukaszenki, lub o manifestacjach opozycji. Chodzi mi tu o brak jakichkolwiek
prób zrozumienia społeczeństwa Białorusi i działających tu sił. Godnym
odnotowania wyjątkiem jest wydana niedawno książka Eugeniusza Mironowicza
relacjonująca historię Białorusi w XX stuleciu.
Chcę przedstawić kilka refleksji na temat przyczyn odmiennego rozwoju
sytuacji na Białorusi niż w Rosji, czy na Ukrainie.
Namolnie powtarzana teza głosi, iż mamy tu z jednej strony zrusyfikowane i
zsowietyzowane społeczeństwo, homo sovieticus, bezwolną masę, - a z drugiej
strony, opętanego żądzą władzy satrapę, prymitywnego, prawdopodobnie chorego
psychicznie, kołchoźnika Łukaszenkę. Jest to zbyt prostackie wytłumaczenie
fenomenu Białorusi, jeśli w ogóle może być tłumaczeniem czegokolwiek. Nikt
nie zadaje pytania o rzeczywiste procesy społeczno-kulturowe, które
doprowadziły Łukaszenkę do władzy. W 1994 r., gdy jeszcze nie mogło być mowy
o jakiejkolwiek manipulacji wyborczej na korzyść Łukaszenki (władza była w
rękach jego konkurenta Kiebicza) na Łukaszenkę głosowało 80% wyborców.
Niezależnie od tego, jak długo Łukaszenka utrzyma się przy władzy, stworzony
przez niego system wydaje się mieć cechy trwałości.
Dziesięciolecie po upadku Związku Sowieckiego na całym tym obszarze było
okresem poszukiwań nowych rozwiązań ustrojowych - z jednej strony
adekwatnych do sytuacji geopolitycznej po upadku komunizmu (zwycięstwo
Zachodu, idei demokracji i wolnego rynku), a z drugiej strony - zdolnych
wydobyć społeczeństwo z ekonomicznego i moralnego kryzysu, ocalić państwo.
Skrajnymi, i niejako modelowymi przykładami tych tendencji jest Ukraina i
Białoruś. Ukraina przyjęła rozwiązania ustrojowe najbardziej zbliżone do
zachodnich. Cały czas deklaruje swe przywiązanie do idei demokracji i
gospodarki rynkowej, akces do struktur europejskich i dystans do Rosji.
Dążeniom tym Zachód udziela wsparcia moralnego i materialnego, Ukraina jest
przedmiotem szczególnej troski wszystkich przywódców Zachodu. Jest rzeczą na
pierwszy rzut oka zdumiewającą, jak w kraju tak dobrze geopolitycznie i
geograficznie ulokowanym, pełnym bogactw naturalnych, zdolnych, dobrze
wykształconych ludzi, nie najgorszej infrastruktury, przy wsparciu ideami
najlepszych doradców -mogło dojść do tak katastrofalnego stanu,
niespotykanego w dziejach nowożytnej Europy, jakim jest obecna Ukraina:
PKB, według ocen międzynarodowych instytucji do tego powołanych, wynosi 37%
stanu z roku 1990, nie funkcjonują struktury państwowe, paraliż władzy i
ośrodków decyzyjnych. Mówi się często, że nie przeprowadzono w porę reform
ekonomicznych lub, że reform nie dokończono. Nie zdaje się sprawy, że po to,
by reformy ekonomiczne przyniosły pożądany skutek, zaistnieć musi wpierw
moralna i ideowa "infrastruktura", Akty prawne, które w Polsce są
błogosławieństwem, na Ukrainie mogą być przekleństwem.
Dla politologów ukraińskich sytuacja w kraju nie jest tajemnicą: w warunkach
formalnej demokracji i wolnego rynku pełnię władzy przejęła pasożytnicza i
kryminogenna oligarchia, lokująca swe interesy na Zachodzie.
Białoruś jest odwrotnością sytuacji Ukrainy rządy Łukaszenki wykazały swą
sprawność ekonomiczną (PKB na Białorusi wynosi 82% - stanu z 1990 r. - i
jest najwyższe w obszarze postsowieckim, jeśli nie liczyć krajów
bałtyckich), społeczną (wciąż wysokie poparcie społeczne dla Łukaszenki) i
polityczną (państwu nie grozi paraliż). Jest to oczywiście nie do
zaakceptowania przez społeczność międzynarodową, Białorusi grozi dalsza
izolacja i można przewidywać, iż elity polityczne tego kraju będą z czasem
dążyć do zastąpienia Łukaszenki politykiem bardziej strawnym dla Zachodu.
Próby stworzenia ładu podobnego do reżymu Łukaszenki, ale zorientowanego
wyraźnie na Zachód, obserwujemy ostatnio na Ukrainie. Wygląda na to, iż
Kuczma chce powtórzyć eksperyment Łukaszenki: zmarginalizować i
podporządkować sobie parlament i przejąć pełnię władzy w drodze referendum.
Można przypuszczać, iż interwencjonizm państwowy na tym obszarze ma swoje
uzasadnienie teoretyczne i praktyczne. Przykładem są zresztą Chiny, które
stosują podobną politykę ekonomiczną. W podobnym duchu wypowiadają się
zresztą dziś niektórzy teoretycy na Zachodzie, nawet znany ze swych
liberalnych wizji Fukuyama. Ambasador Stanów Zjednoczonych na Ukrainie
powiedział : "Ukrainie zagrażają nie komuniści wymachujący czerwonymi
chorągiewkami, ale rządząca obecnie oligarchia". Na Białorusi nie rozwinęły
się tak jak w Rosji czy na Ukrainie takie patologie jak: bezrobocie, ujemny
przyrost naturalny czy rozległe struktury mafijne. Łukaszenka nie jest może
człowiekiem najwyższych lotów jeśli chodzi o kulturę osobistą ale nie o to
przecież chodzi w rządzeniu krajem. Moim zdaniem Białoruś wybrała drogę
najbliższą słowiańskiemu modelowi wizji społecznej gdzie słowiański
kolektywizm przeciwstawiony jest anglosaskiemu hiperindywidualizmowi
słowiański interes wspólnoty hedonistycznym zachciankom jednostki. Jest to
jakaś droga i to dro0ga skuteczna jeśli chodzi o ekologię również.
Łukaszenko poparł I Światowy Kongres Religi Etnicznych na Litwie. Trzymam
kcióki za Białoruś i uważam że jest ona największym obecnie reprezentantem
Ducha Słowiańskości.
cyt.z art Włodzimierza Pawluczuka