bolko_von_karierowitz
08.11.03, 19:53
Imperialiści na ziarnku grochu
Globalizacja to zjawisko trwające od wielu tysięcy lat. Kiedyś, podobnie jak
dziś, nikt nie potrafił jej powstrzymać, a skutkiem tego była transformacja
świata.
JARED DIAMOND
Skłaniamy się ku poglądowi, że globalizacja jest zjawiskiem nowoczesnym,
rezultatem postępu, jaki dokonał się w XX wieku, w takich dziedzinach jak
transport, technika, rolnictwo czy komunikacja. Jednak rozpowszechnianie się
kultury, języka, idei politycznych i systemów gospodarczych, a nawet
genetycznie zmodyfikowanej żywności, z kilku głównych ośrodków, to zjawisko
bardzo stare.
Pierwsza fala globalizacji miała już miejsce ok. 8,5 tys. lat przed naszą erą,
a jej głównym przedmiotem była właśnie żywność zmodyfikowana genetycznie,
pochodząca z terenów Środkowego Wschodu i Chin, a także, w mniejszym stopniu,
z terenów Meksyku, Andów i Nigerii. W miarę jak ta żywność rozpowszechniała
się na pozostałych obszarach, wraz z nią coraz szersze kręgi zataczały
cywilizacje, które ją stworzyły. Proces ten zmienił oblicze starożytnego
świata w ten sam sposób, w jaki dziś dokonują tego Stany Zjednoczone, kraje
europejskie i Japonia.
Mutacja daje władzę
Techniki genetycznego modyfikowania żywności, którymi posługiwali się nasi
starożytni przodkowie, oczywiście różniły się bardzo od metod stosowanych
dzisiaj. Kiedy ludzie prowadzili łowiecko-zbieracki tryb życia, musieli się
zadowalać dzikimi roślinami i zwierzętami, jakie spotykali na swojej drodze.
Okazało się jednak, że niektóre z występujących w przyrodzie gatunków,
służących im za pożywienie, można było przystosować do potrzeb człowieka.
Pierwsi rolnicy wkrótce nauczyli się nie tylko uprawy roślin i hodowli
zwierząt, ale także selekcjonowania ich pod względem przydatnych cech i w ten
sposób dokonywali zmian genetycznych.
Wybierając do zasiewu nasiona tych dzikich roślin, które miały szczególnie
przez nich pożądane cechy - często w wyniku mutacji - pierwsi rolnicy
zmieniali genetycznie, choć zupełnie nieświadomie, hodowaną żywność.
Przyjrzyjmy się temu na przykładzie grochu. Jego dziko rosnące odmiany są w
większości zaprogramowane genetycznie tak, aby strączki otwierały się jeszcze
na łodydze, a ziarna wysypywały się na ziemię. Nie ma się co dziwić, że dawni
rolnicy poszukiwali zmutowanych roślin mających gen, który sprawiał, że
strączki pozostawały zamknięte, co ułatwiało zbieranie ziaren. W wyniku
wybierania przez wiele pokoleń nasion, zebranych z roślin, które najlepiej
nadawały się do ich celów, otrzymano w końcu genetycznie zmodyfikowaną odmianę
grochu.
Potencjalni rolnicy z niektórych obszarów byli w znacznym stopniu
uprzywilejowani. Okazało się bowiem, że tylko niektóre gatunki dzikich roślin
i zwierząt nadawały się do uprawy czy hodowli; większość z nich występowała na
terenach Środkowego Wschodu, Chin, Meksyku, w Andach i w Nigerii. To właśnie
tam powstały w starożytności najważniejsze ośrodki władzy. Rośliny uprawne i
zwierzęta pochodzące z tych pięciu obszarów, gdzie narodziło się rolnictwo,
wciąż dominują w naszym jadłospisie. Natomiast wiele z regionów najbardziej
wydajnych, jeśli chodzi o nowoczesną produkcję rolną - w tym Kalifornia,
Europa, Japonia czy Jawa - nie dało światu żadnej rośliny uprawnej.
Dawne ludy, które miały szczęście żyć na jednym z tych kilku obszarów, gdzie
występowały w stanie dzikim łatwe do uprawy gatunki roślin, radykalnie
zmieniły swoją organizację społeczną. Myśliwi i zbieracze przestawili się z
koczowniczego trybu życia na osiadły, bezpieczniejszy, zakładając osady w
pobliżu ogrodów, sadów i pastwisk. Nadwyżki produktów rolnych, takich jak
pszenica czy sery, mogły być gromadzone na zimę oraz posłużyć do wyżywienia
"wynalazców" i "zarządców". Po raz pierwszy w historii społeczeństwo mogło
utrzymywać jednostki, które nie brały bezpośredniego udziału w produkcji
żywności i dzięki temu mogły poświęcić więcej czasu na sprawy związane z
zarządzaniem lub na wymyślanie, jak wytapiać żelazo i stal. Dzięki tej
zwiększonej podaży żywności oraz osiadłego trybu życia społeczeństwa rolnicze
zwiększały swoją liczebność w tempie tysiąckrotnie większym niż ich sąsiedzi -
myśliwi i zbieracze.
W rezultacie ta starożytna, zmodyfikowana genetycznie żywność przyczyniła się
do wzrostu militarnej i gospodarczej potęgi społeczeństw, które nią
dysponowały. Armia złożona z tysiąca rolników, zbrojna w żelazne miecze i
dowodzona przez doświadczonego wojownika, z łatwością pokonywała niewielkie
bandy koczowników uzbrojonych jedynie w drewniane dzidy. W ten sposób pojawiła
się globalizacja; ludzie pochodzący z tych pięciu pierwszych regionów
rolniczych zajmowali nowe tereny, rozpowszechniając tym samym swoje geny,
żywność, technikę, kulturę, język i pismo na całym świecie.
Warunek imperializmu
To właśnie z powodu tej pierwszej fali globalizacji prawie każdy żyjący dziś
człowiek umiejący pisać posługuje się jednym z dwóch systemów pisma:
alfabetem, wywodzącym się z pierwszego, środkowo-wschodniego pisma, lub
ideogramami, które pochodzą z języka chińskiego. Także dlatego 90 proc.
żyjących dzisiaj ludzi mówi językami należącymi do kilku zaledwie rodzin
językowych, które powstały tysiące lat temu na tych pięciu starożytnych
obszarach. Rodzina języków indoeuropejskich, do których należy na przykład
angielski, pochodzi ze Środkowego Wschodu. Ale zarówno w tamtych czasach jak i
teraz globalizacja pociąga za sobą pewne koszty: niezliczona liczba innych
starożytnych języków i kultur zniknęła bezpowrotnie, kiedy pierwsi rolnicy
zaczęli kolonizować nowe tereny, rozpowszechniając swoje języki.
Pierwsza fala globalizacji przesuwała się szybciej wzdłuż osi wschód-zachód,
niż w kierunku północ-południe. Łatwo to wytłumaczyć. Obszary położone na
wschód bądź na zachód od siebie leżą na tej samej szerokości geograficznej, a
zatem dni mają tę samą długość i w tym samym rytmie zmieniają się pory roku.
Najczęściej regiony te mają również podobny klimat i środowisko naturalne,
występują w nich podobne choroby; to oznacza, że rośliny, zwierzęta i ludzie
łatwiej mogą się przenosić na wschód lub na zachód, ponieważ warunki życia są
tam zbliżone do tych, do których są już przystosowani. I odwrotnie, rośliny,
zwierzęta i techniki przystosowane do jednej szerokości geograficznej trudno
jest przenieść na północ czy na południe, na inną szerokość geograficzną,
gdzie panuje inny klimat i inne są pory roku.
Również w ramach naszej współczesnej fali globalizacji genetycznie
zmodyfikowane rośliny uprawne mają tendencję do rozprzestrzeniania się raczej
w kierunku wschód-zachód niż północ-południe. Dzieje się tak dlatego, że
rośliny wciąż są związane z określonym klimatem, podobnie jak w dawnych
czasach. Firmy takie jak Monsanto, hodujące nowe odmiany roślin dla
amerykańskich odbiorców, koncentrują się na tworzeniu nowych odmian pszenicy,
kukurydzy czy innych roślin strefy umiarkowanej, a nie kokosów, palm olejowych
czy innych tropikalnych gatunków. Kierują się one przede wszystkim względami
ekonomicznymi, ponieważ bogaci farmerzy, których stać na te produkty,
mieszkają w strefie umiarkowanej, a nie w tropikach. Ale w ten sposób pogłębia
się jeszcze bardziej przepaść między krajami biednymi a bogatymi.
Czy to znaczy, że tropikalny Paragwaj czy Zambia są przeklęte na wieki, że ich
mieszkańcy powinni zaakceptować ubóstwo jako wyrok losu? Oczywiście nie.
Europejczycy i Amerykanie wcale nie są szczególnie uprzywilejowani przez
naturę; dzięki swemu położeniu geograficznemu mieli po prostu szczęście
przyswoić sobie kilka pożytecznych technik i wprowadzić pewne rozwiązania
organizacyjne. Każdy kraj, który dziś poszedłby w ich ślady, może osiągnąć te
same korzyści. Japonia, Malezja, Singapur, Korea Południowa czy Tajwan już to
osiągnęły; Chiny i kilka innych krajów też próbują i prawdopodobnie im się
uda. W dodatku niektóre biedne kraje nie są na tyle rozwinięte pod względem
technicznym, aby się w