Dodaj do ulubionych

wątpliowści w miłości:-(

13.05.04, 17:12

Nie wiem już co mam myśleć, mam taki mętlik w głowie ;-((( Jesteśmy już razem
2 lata i ciut ponad 8 miesięcy. ON kocha mnie i na pewno chce być ze mną -
nie mam najmniejszych wątpliwości... Tylko że niestety ja je mam ;-((( czy to
wszystko ma dalej sens, czy to ten, czy nasza miłosc jest taka jak powinna...
Zaraz mi pewnie napiszecie, że to się czuje... A skoro nie czuję tego czwgoś
to znaczy że go nie kocham? ;-(((
chlip chlip chlip
Obserwuj wątek
    • mortisch Re: wątpliowści w miłości:-( 13.05.04, 17:16
      Napisz co konkretnie czujesz?Czy dobrze czujesz się w jego towarzystwie?czy
      widzisz siebie obok niego za np. 10lat?A tak w ogóle to ile Ty masz lat a ile
      on?
      • moniqueee Re: wątpliowści w miłości:-( 13.05.04, 17:29
        mortisch, dzieki za odzew :-)

        wiesz, wczoraj żaląc Cie kolezance na gg - też zadała mi podobne pytania.
        Hmmm.. ja nie wiem co konkretnie czuję :-( z jednej s trony nie wyobrażam sobie
        zycia bez niego, jest moją wielką podporą i życiem, z 2 strony - nie czuję
        chyba czegoś takiego, że to własnie ON! zastanawiam się czy to wszystko ma
        sens..
        Acha, ja mam 21 latek, on 23.

        ;-(
        • mortisch Re: wątpliowści w miłości:-( 13.05.04, 17:50
          Kiedyś czułam to samo co Ty.Byłam z facetem 7 lat.Znaliśmy się pod każdym
          względem ,znaliśmy swoje wady i zalety i nawet poo tych 7 latach ciągle miałam
          wątpliwości czy to ten właściwwy.W końcu podjęłam decyzję,żeby z nim zakończyć
          związek bo ta moja "niby miłość" się wypaliła.Teraz jestem z kimś od 10 m-
          cy,poczatki nie były łatwe(jak poczytasz poprzednie wypowiedzi,będziesz
          wiedziała o co chodzi),ale wiem,że to ten z którym chce sie zestarzeć.
          A powiedz mi jeszcze jest u Ciebie z namiętnością?Pociąga Cie fizycznie ten
          człowiek?Jak jest u was z seksem?
          • moniqueee Re: do mortisch 13.05.04, 18:11
            ;-( Ups Chyba Twoja odpowiedź nie jest pocieszająca ;-((( Boję się tego, boję
            się, że jeśli przetrwamy to za jakiś czas znowu będą wątpliwości... P. mówi, że
            jesli przetwamy, to nas wzmocni. A ja nie jestem o tym przekonana... to chyba
            nienajlepiej świadczy... wiec może lepiej się rozstać? ;-( Tylko, ze ja nie
            wyobrażam sobie jednak tego, bo już to bardzo przeżwyam :-( już w tym tygodniu
            zawaliłam jedno zaliczenie ;-( a to dopiero poczatek gorącego okresu na
            studiach. Nie wyobrażam sobie być sama, bez niego...
            Wiele razy już rozmawialiśmy o naszej przyszłości.. nawet o posiadaniu dzieci...
            A jeśli chodzi o namiętność, to bardzo mnie pociąga, P. wspaniale reaguje na
            moj dotyk... Seksu jeszcze u nas nie było - wspólna decyzja. A jesli chodzi o
            mnie... to albo jestem dziwna, albo sie jeszcze nie nauczyliśmy, ale jestem
            strasznie zimna w odzuwaniu :-(
            Jejku, to się naprawdę wie, że to własnei TEN??? ;-((( Skoro Ty już wiesz po 10
            miesiacach... a ja po 3 razy dłuzszym okresie mam watpliwosci...
            Przepraswzam, ze moja wypowiedz taka chaotyczna, ale pisze przez łzy ;-(
            • mortisch Re: do mortisch 13.05.04, 18:48
              Hmmm wiem,że nie była moja wypowiedź pocieszająca,ale lepiej napisać prawdę jak
              to wygląda niż kolorować w później się zawieźć.Musisz sobie odpowiedzieć na 2
              pytania.Dlaczego nie możesz bez niego żyć?(może to tylko przyzwyczajenie) i
              Dlaczego masz watpliwości czy to ten właściwy?Czy chodzi o jegoo
              zachowanie,przyzwyczajenia,wady,zalety?Może jest coś co Ci w nim przeszkadza?
              A MOŻE POPROSTU BOISZ SIĘ PODWIADOMI BYCIA Z KIMŚ NA POWAŻNIE?MOŻE BOISZ SIĘ,ŻE
              NIE BĘDZIESZ JUŻ TAK CAŁKIEM WOLNA?Ja sobie takie pytania też zadawałam w Twoim
              wieku (może to jest właśnie kwestia wieku i dojrzałości emocjonalnej).Np.z tym
              moim poprzednim bardzo chciałam wziąć ślub,ale jak np. on coś zaczął o tym
              mówić automatycznie coś mnie od niego odrzucało i poprstu zaczęłam się
              panicznie bać związku z nim tak na stałe.
              Napewno nie uzyskasz od nikogo recepty na swój problem.Może Ci jedynie coś
              podpowiedzieć,ale przede wszystkim musisz zrobić rachunek "sumienia" i
              odpowiedzieć sobie na powyższe pytania.
              • moniqueee Re: do mortisch 13.05.04, 19:26
                Ja i tak jestem Ci wdzięczna, ze odpowiadasz na moje posty :-)

                Wiem, wiem, lepiej znać prawdę. Ale wiesz często ma się jeszcze ciut nadzieji,
                że ta prawda jest inna...

                Tak, na te pytania z pewnością sobie muszę odpowiedzieć :-( Choć to będzie
                ciężkie... Ale chyba zacznę sobie spisywać to na kartce... Rachunek sumienei
                konieczny. Może ułatwi mi to tygodniowy wyjazd na prkatyki w ten poniedziałek...
                Hmmm... W sumie to się nie zastanawiałam, że się boję z kimś bycia na poważnie?
                O zaręczynach, ślubie rozmawialiśmy sobie juz wielekrotnie, ale ze to na pewno
                za minimum 2-3 lata, po skonczeniu studiów..

                Może właśnie masz rację i tu tkwi przyczyna? Bo z jednej strony to chciałabym
                już mieć własnie mieszkanko, rodzinkę, dzieci; a z drugiej boję się prawdziłej
                dorosłości i samodzielności...

                Nikt na pewno mi nie pomoże, z pewnością :-( porblem musze rozwiązać sama.
                Zdecydować się na jakiś krok... Po prostu nie wiem, czy to jak ma się takie
                wwątpliwości, świadczy o niemiłości? Czy to oznacza jedno? Czy mimo takich
                odczuć może to być prawdziwa miłość?

                ;-(
                • millka26 Re: do mortisch 14.05.04, 07:57
                  Czesc,
                  kiedys bylam z kims bardzo dlugo, wydawalo mi sie, ze juz zawsze bedziemy
                  razem, a moze wydawalo mi sie ze On nie da sobie sam rady. W kazdym razie nie
                  pociagal mnie, nie pragnelam Go, ale przeciez nie bylam sama - to było dla mnie
                  bardzo bardzo wazne, nie wyobrażałam sobie życia w samotności i wydawało mi się
                  ze nikogo już innego nie poznam, że tak ma być i koniec. Czasami myślałam żeby
                  odejsc ale nigdy sie na to nie moglam zdecydowac, marzyłam o ślubie,jak każda
                  dziewczyna ale z nim sobie tego nie wyobrażałam, owszem rozmawialiśmy o tym ale
                  ja ciągle deklarowałam, że małżeństwo do szczęścia nie jest mi potrzebne.
                  Jednak pewnego pięknego dnia zdecydowałam się odejść, miałam 24 lata od 16 roku
                  życia byliśmy razem, z dnia na dzień zburzyłam swoj świat i jego i choć to ja
                  podjęłam tą decyzje płakałam strasznie, nie mogłam się pozbierac przez kilka
                  miesiecy, ale czułam ulge. Teraz żałuje jednego, że tak późno zdecydowałam się
                  na ten krok.

                  Obecnie jestem bardzo szczęśliwa, uwielbiam mojego mezczyzne pod kazdym
                  wzgledem i pragne ślubu a najważniejsze moge go sobie wyobrazic.
                  Dlatego ... w moim przypadku zwiatpienie swiadczyło o braku miłości z mojej
                  strony, niepotrzebnie tylko analizowałam wszystko i zastanawiałam się mogłam od
                  razu podjac odpowiednie kroki, pamietaj, że strach nie jest dobrym doradca,
                  wiec przemyśl wszystko i nie zwlekaj, może w Twoim przypadku to jakis splot
                  wydarzen spowodowal zwatpienie a moze to jednak nie Twoja połówka.

                  Powodzenia i pozdrawiam
                  • moniqueee Re: do millka26 14.05.04, 11:07
                    Cześć :-)

                    Dzięki za odpowiedz.

                    I znowu moje przecucia zostały potwierdzone, że jednak jak coś takiego się
                    czuje, to lepiej...

                    Jak sobie przeczytałam to co napsiałaś, to pomyślałam, że u mnie moze być
                    podobnie. Nie wyobrażam sobie życia w samotności :-( nie mam zbyt wielu
                    bliskich znajomych. Boję się, że po rozstaniu mogłabym się jeszcze bardziej
                    zamknąć w sobie, w domku, a co pociągnie za sobą że już będę sama, bo przecież
                    żaden książę nie zapuka do mych dzrzwi. Ale z 2 strony takie myslenie nei jest
                    uczciwe - nie mogę patrzeć tylko na siebie. Choć wiem, że u niego pewnie byłoby
                    bardzo podobnie. Nie ukrywam tego, boję się zburzyć mój świat (i jego też) i to
                    na własne życzenie! Nie wiem czy tego chcę... Z drugiej strony ogromnie boję
                    się, że być może teraz sobie uświadomię, że tak naprawdę głupie mam te
                    wątpliwości (teraz rygodniowy wyjazd, potem w lipcu - na miesiąc - wiec czasu
                    na przemyslenia i "samotnosc" - sporo) i jakby wszystko wróci do normy. Jakby,
                    bo co będzie jak to za jakiś czas wróci? Po co się więcej angażować? Aaaa!

                    Metliczek- pętliczek w tej mojej główce ;-(

                    Z trzeciej (albo czwartej strony ;-) ) może to że takie mam teraz dylemat jest
                    spowodowany moim ogólnym złym nastrojem (kompleksy, problemiki, trudności na
                    studiach itp itd), tym, że czasem się unoszę i sprawiam mu przykrość - jest
                    jedyną osobą która wie o mich wszystkich problemach, o tym co się u mnie
                    dzieje, i jakby na nim odreagowuje czasem niepowodzenia... Ale przeciez w
                    milosci chyba nie powinno być tak...

                    Buuuuuuuuuuuuuu

                    Również pozdrawiam

                    Moniqueee
    • orvokki Re: wątpliowści w miłości:-( 14.05.04, 10:29
      Cześć,

      Chciałam Cię trochę pocieszyć, bo być może to, że przechodzisz takie
      wątpliwości wcale nie oznacza, że powinniście się rozstać. Czasem człowiek
      podświadomie marzy jeszcze o księciu z bajki, żeby wszystko było idealnie i
      żeby cały czas przeżywać jakieś niesamowite uniesienia, jak na początku
      związku. A tak naprawdę to chyba warto w życiu stawiać trochę na co innego, co
      jak się zdaje w Waszym związku jest: na wzajemny szacunek, na spokojną wierną
      miłość, na to, że jedno na drugie może liczyć.
      Popieram za to przedmówczynie w tym, że musisz zrobić porządny rachunek
      sumienia, dlaczego właściwie uważasz, że "nie możesz bez niego żyć", może to
      tylko lęk przed samotnością, a nie przywiązanie do tego konkretnego człowieka...
      Tak czy siak, trzymaj się.
      • moniqueee Re: do orvokki 14.05.04, 11:14
        WItam,

        dziękuję za pocieszenie.

        Fajnie, ze moge sobie z kimś "porozmawiać" i ktoś obiketywnie może ocenic moje
        słowa. I jeszcze jak sobie można przeczytać słowa pocieszenia...

        Qurcze, może rzeczywiście ta podświadomość? Może własnie, to że zaczynam zdawać
        sobie sprawę, że ten związek jest poważny i być moze będzie mym ślubnym... I
        tak jak tu już napisała jedna forumowiczka, że boję się tego, tego że nie będe
        już wolna [tylko z drugiej stronny ja wcale nie chcę być wolna i samotna]

        Hmmm....

        Dzieki za wsparcie.

        Przesylam pozdrowienia

        Moniqueee
    • moniqueee Re: wątpliowści w miłości:-( 14.05.04, 23:09
      Proszę, niech ktoś jeszcze napisze cosik...
      • abere8 Ja mam chyba jeszcze gorzej... 15.05.04, 08:56
        Pozwole sobie wtracic sie do dyskusji, ktora sledze prawie od poczatku.

        Napisalam, ze mam gorzej, bo tez nie jestem pewna, czy chce byc z moim
        mezczyzna, ale my jestesmy juz malzenstwem... Na szczescie mamy tylko slub
        cywilny, ale i tak zobowiazanie jakies jest. Na poczatku bylam bardzo w nim
        zakochana, ale caly czas jakos pilnowalam sie, zeby nie byc slepa i
        dostrzegalam jego wady i doszlo do tego, ze coraz rzadziej widze jego zalety.
        Przed slubem bylismy ze soba ok. 3,5 roku i wiedzialam, ze logicznym nastepnym
        krokiem bedzie malzenstwo. Nie bylam pewna, czy tego chce, ale nie umialam
        sobie odpowiedziec na pytanie: dlaczego nie?

        Jednym z moich problemow byl fakt, ze on byl tak naprawde moim pierwszym
        chlopakiem i nie mam zadnej skali porownawczej. No i teraz, rok i pare miesiecy
        po slubie zastanawiam sie, czy chce z nim zostac. Niby jest uczciwym facetem,
        dobrym, inteligentnym, ale jest pelno drobiazgow, ktore mnie denerwuja. I teraz
        pytanie - czy przekonywac siebie, ze jest swietnie i bedzie lepiej?

        Jeszcze tylko dodam, ze ja mam 24 lata, a on 28.
        • mycha79 Do abere!! 15.05.04, 12:48
          Nie wiem czy to zbieżnosc ale czy przypadkiem twoj maz nie jest amerykaninem??
          • abere8 Re: Do abere!! 16.05.04, 02:03
            Jest Amerykaninem :-) A mieszkamy w Nowej Zelandii, co sprawia, ze hipotetyczne
            rozstanie byloby jeszcze ciezsze (nie chodzi mi o to, ze nie chce wyjezdzac,
            tylko ze nie mam za co...).
    • xmen007 NO COZ Jestem kawalerem 15.05.04, 11:36
      • mycha79 Do wszystkich!! 15.05.04, 12:57
        Dziewczyny doskonale was rozumiem. Ja tez bylam ze swoim facetem dluuuugo - 6
        lat. W zeszlym roku we wrzesniu mielismy brac slub ale w czerwcu zerwalam
        zareczyny. Nie moglam wyjsc za czlowieka ktorego kocham jak brata bo
        stwierdzenie ze nic do niego nie czuje po 6 latach byloby klamstwem. Ale po
        prostu bardzo go lubie. Bylo to bardzo bolesne dla nas obojga ale wszystko sie
        ulozylo. Ja jestem z najcudowniejszym mezczyzna swiata, uwielbiam go dogadujemy
        sie pod kazdym wzgledem planujemy dzidzie i slub. Od poczatku wiedzialam ze to
        wlasnie ten JEDYNY. Moj ex tez sobie poukladal zycie. Ozenil sie i spodziewaja
        sie z zona dziecka. Przykro mi tylko ze nie chce ze mna utrzymywac kontaktu,
        ale trudno.
        Pamietaj Moniczko, ze jesli chodzi o sprawy milosci i slubu to trzeba byc
        egoistka bo jesli zle wybierzesz to mozesz tego zalowac przez cale zycie.
        Wybierz tak jak ci podpowiada serce. Bo jesli chodzi o sprawy serca to wlasnie
        serce musi wybrac a nie rozsadek. Bo ja tez myslalam ze to nierozsadnie zrywac
        6-letni zwiazek a teraz tez zaluje ze zrobilam to tak pozno. Pozdrawiam was
        dziewczyny cieplutko:))) Monika trzymam za ciebie kciuki:))
        • ethlin Re: Do wszystkich!! 23.05.04, 13:37
          > Pamietaj Moniczko, ze jesli chodzi o sprawy milosci i slubu to trzeba byc
          > egoistka

          Egoizm jest czystym zaprzeczeniem miłości.
          • mycha79 Re: Do wszystkich!! 23.05.04, 22:31
            Chodzi mi o to ze trzeba myslec o swoim szczesciu a nie byc na sile z kims kogo
            sie nie kocha tylko dlatego, ze szkoda odejsc bo ta druga osoba bedzie
            cierpiec!!
    • moniqueee Re: hmmm... 16.05.04, 00:18
      Abere!!! Mycha79!!!

      Drogie dziewczyny – wielkie dzięki za odzew!

      ABERE! Nie wiem co Ci napisać., bo rzeczywiście jesteś w gorszej sytuacji :-(
      Przykro mi, współczuję Ci, bo skoro mi trudno się zdecydować na jakiś krok, to
      co dopiero Tobie. Oh, te uczucia… Z jednej strony sprawiają tyle radości, z
      drugiej tyle łez…

      Ja też nie jestem ślepo w Niego wpatrzona. Widzę (tak mi się przynajmniej
      zdaje) i Jego wady i zalety. Z reszta po takim czasie bycia ze sobą, trudno
      tylko idealizować. Ale przecież wiem, że księcia z bajki na pewno nie znajdę, a
      związek polega na wzajemnej akceptacji. I albo trzeba zaakceptować tą 2 osobę
      taką jaka jest, albo nie i … I ja chyba akceptuję. P. jest naprawdę super
      facetem. Aż mam wrażenie, że na niego nie zasługuję (bo ja taka zakompleksiona,
      on taki fajny, i mnie chciał). Wiem, że szalenie mnie kocha, i nie wyraża się
      to tylko w słowach ale i w czynach. I tym bardziej myśląc o rozstaniu, przeraza
      mnie ono, przerza mnie to jak wielki ból Mu sprawie, jak bardzo będzie cierpiał
      (nawet tak bardzo nie martwię się moim smutkiem) I tu pojawia się strach… Choć
      być może spowodowany jest tym, ze co będzie jak okaże się ze to ten jedyny? Bo
      przecież tak może być, ze podejmę decyzję, a za jakiś czas dojdę do wniosków,
      ze byłam głupia…

      Mój P. to też mój pierwszy chłopak – i właśnie może to ze brak skali
      porównawczej powoduje ze nie wiem czy to TO czy nie. Kiedyś jedynie w jednej
      osóbce się zadłużyłam po uszy, ale to było tylko zauroczenie, takie ślepe
      patrzenie – wiec nie mam co porównywać do czegoś takiego.

      Poza tym kolejnym problemem może być to, że poznaliśmy się przez necik ;-)
      Piszę problemem, bo znaliśmy się kilka miesięcy zaczym się spotkaliśmy po raz
      pierwszy, a potem chwilkę też trwało zaczym zdecydowaliśmy się być razem. Ale
      chyba już zaczym się spotkaliśmy na żywo, wiedzieliśmy że chyba będzie z tej
      znajomości coś więcej niż tylko przyjaźń. Pozbawiliśmy się też tym sposobem
      zwariowanego początku miłości. Owszem, było jakoś tak inaczej, ale chyba nie aż
      tak bardzo… I może dlatego, myślę, że to może nie być TO. Tylko qurcze skąd mam
      wiedzieć czy to TO, czy nie? No skąd? :-(

      Im więcej myślę, tym więcej znajduję powodów czemu mogę mieć wątpliwości. To
      wszystko nie jest takie proste! Jeszcze nie dawno wcale się nie cieszyłam, że
      wyjeżdżam na praktyki aż na tydzień. A teraz bardzo się z tego cieszę! Wiem, że
      bardzo pomoże mi to podjąć decyzję.

      Jednak, choć znajduje (albo raczej za bardzo się doszukuję) przyczyn mojej
      niepewności nadal nie wiem do końca co jest za, a co przeciwko. Nie potrafię
      odpowiedzieć na pytanie: a dlaczego nie??? Niby jest dobrze, fajnie z nim
      spędza się czas. Ale to „niby”…

      MYCHA79, ja właśnie tego się boję – że zdecyduję się być razem z P. dalej,
      potem być może dojdzie do zaręczyn, a ja dopiero wtedy się wycofam! A wtedy to
      jeszcze bardziej będzie boleć niż teraz. I na pewno czym dużej tym trudniej.

      Mojego faceta z pewnością kocham! Jest za dużo znaczącą osobą w moim życiu!
      Tylko nie wiem, czy darzę go taką miłością jak powinno darzyć się drugą
      połówkę? Niepokoi mnie, bo ja nie wiem, nie czuję, że to ten JEDYNY :-(

      Tak ja chyba za dużo myślę rozumem niż sercem. Bo czasem takie zastanawianie
      się jest bezsensowne. Może tak właśnie jest i w tym przypadku? Czasem jak
      człowiek za dużo myśli to dochodzi do błędnych wniosków. A ja mam właśnie coraz
      większy mętlik w głowie :-( Chyba powinnam się wybrać na jakąś kolejkę górską w
      wesołycm miasteczku, to może by się wszystki mi w tej główce poukładało ;-)))

      Ups, chyba się rozpisałam. Troszkę mi lżej, bo za bardzo nie mam komu się
      wygadać o swoich wątpliwościach. Ale jest i dobra sprawa – w ten sposób mam
      wszystko już spisane ;-)

      ABERE - trzymam za Ciebie kciuki i … za siebie też.

      MYCHA79, za kciuki nie dziękuję, z pewnością się przydarzą. A Tobie życzę byś
      miała zawsze tą pewność.

      Pozdrawiam wszystkich!!!
      • abere8 Jeszcze troche watpliwosci 16.05.04, 02:12
        U mnie bylo tak, ze poznalismy sie w realu, ale po paru tygodniach juz bylismy
        w zwiazku na odleglosc - ja w Warszawie, on kolo Krakowa - i widywalismy sie
        mniej wiecej co drugi weekend. Po roku on wrocil do Stanow i widywalismy sie
        raz na 2-3 miesiace, czasami na tydzien, czasami na 3 miesiace, kiedy mialam
        wakacje. I teraz wydaje mi sie, ze taki model naszego zwiazku mi najbardziej
        odpowiadal. Maile, telefony, co jakis czas romantyczne spotkania, a teraz jest
        szara rzeczywistosc :-(

        Jest jeszcze taka mozliwosc, ze akurat teraz mamy ciezki okres, ja nie mam
        pracy, on rozkreca firme, wiec calymi dniami go nie ma w domu, a ja sie
        frustruje, ze nie mam co robic. Juz nawet jestem wolontariuszka, pracuje za
        darmo, bo nie mam pozwolenia na prace. Weekendy spedzamy razem i wtedy czesto
        sie klocimy, wiec naprawde chyba bym juz wolala powrot do zwiazku na odleglosc,
        gdzie spotkania byly od swieta. Tylko ze calego zycia tak sie nie da przezyc :-(
        • moniqueee Re: Do Abere8 16.05.04, 21:36
          A moze my za duzo myslimy??? I czym wiecej myslimy tym coraz dziwniejsze rzeczy
          wymyslamy, by potwierdzic nasze uczucia?

          My w sumie też mamy cięzki okres. Rzadko się widujemy. Jesteśmy zmęczeni.

          Może trzeba nie myśleć tylko o tych wadach, ale i zaletach?

          Albo może wogóle lepiej za dużo nie myśleć? ;-)

          Jutro wyjzedzam, co prawda tylko na chwilkę, ale mam nadzieje, że wrócę
          z "porządkiem w głowie" i mętliczek-pętliczek zniknie, a przynajmniej się
          zmneijszy.

          Przesyłam serdeczne pozdrowienia

          Moniqueee
          • moniqueee Re: Do Abere8 23.05.04, 11:53
            Abere!

            Ciekawe co u Ciebie? Jak przemyslenia?
            Ja wczoraj wrocilam... Na wjezdzie tesknilam, brakowalo mi Go... Wiem, ze bez
            Niego byłobym mi strasznie ciężko... Ale nadal nie wiem czy to wlasnie TO! Nie
            podjełam jeszcze decyzji ostatecznie, ale na razie składniam się bardziej by
            byśmy byli razem.
            Pozdrawiam ciepusienko!

            Moniqueee
            • abere8 Dzieki za pamiec :-) 24.05.04, 12:36
              Wiesz, juz mi lepiej. Okazalo sie, ze to jeden z moich humorkow chyba byl, tyle
              ze trwal dluzej niz zwykle. Pare dni temu akurat tak sie zlozylo, ze wyjechal
              na dwa dni i troche nawet zatesknilam sobie :-) Mysle, ze juz jest dobrze,
              chociaz jakiejs takiej burzliwej milosci miedzy nami nie ma, ale jest nam
              dobrze razem. Oby tak dalej! :-)
              • moniqueee Re: Dzieki za pamiec :-) 24.05.04, 15:44
                Droga Abere!!!

                Strasznie się cieszę, że jest lepiej :-))) I u Was i u nas :-)
                U nas kryzys chyba też było spowodowany przeze mnie i moj dół i trudny okres w
                życiu jaki obecnie mam.
                Tęsknota zrobiła swoje :-)
                A wiesz, może to po prostu taki typ miłości? My się chyba podswiadomie
                doszukujemy jakiejś bajkowych uczuć. A przecież skoro jest nam dobrze, to czego
                się jeszcze doszukujemy? Hmmm...
                Przesyłam moc serdecznosci!

                Moniqueee
              • rriittaa Re: Dzieki za pamiec :-) 11.06.04, 01:12
                Witam serdecznie, Aberre - szkoda że burzliwej milości już nie ma prawda, u
                mnie jest tak samo.... Utozsamiam się z tobą. Mój mąż tez jest moim pierwszym
                facetem i też nie miałam żadnego punktu odniesienia. Dlatego wiele wątpliwosci
                było w przeddzień slubu. U mnie głupi przypadek, bo mąż poprosił mnie o rękę po
                2 latach i to w momencie kiedy ja myslałam zeby to skonczyć, bo zrobil mi dużą
                scene zazdrości i poczułam sie bardzo zraniona. potem wytłumaczyłam to sobie
                jego wielką miłością,ale czy właściwie???.....Teraz nie ma juz scen zazdrosci
                ale są inne.... nie wiem które lepsze... jesteśmy 1,6 roku po ślubie i wszystko
                wygasło. Szkoda....
                Nie wiem, myślę że trzeba przed ślubem pomieszkać razem i wtedy podejmować
                decyzję. Oczywiscie nie zadługo trzba czekać z ta decyzja. Przyzwyczajenie????
                to jest chyba najgorsza rzecz. Kilka razy sie rozstawalismy(tylko na dzien,
                dwa - dłuzej nie wytrzymywałam), ale ja wtedy nie widziałam świata bez niego,
                dzis nie wiem czy poszłabym za nim.... Czasami sie łapie ze chciałabym byc
                chociaż jeden dzien wolna i móc sobie z kimś poflirtować....Raz udało mi sie to
                zrobic na czacie. Byłam szczęśliwa i prawie zakochana w tej osobie. Na
                szczęście potem miałam długą awarię kompa i straciłam kontakt z tą osobą.
                Niestety jestem tak wychowana że gdybym zdradzila męża to przede wszystkim nie
                mogłabym spojrzec sobie w twarz.
                Myslę, że zanim podejmie sie decyzję o wspólnym zyciu to trzeba byc troche
                egoistką i zarazem pesymistką i zadac sobie pytanie - "Co jest dla mnie
                najwazniejsze i czy druga polowa mi to daje w wystarczajacym stopniu?" Myslę że
                zgodzicie sie mężatki ze mną ze po ślubie wszystkiego jest po troszeczku mniej
                (np.czułości, słodkich słówek, pocieszenia, wsparcia) Jesli juz przed slubem
                nie macie czegoś tyle ile potrzebujecie od drugiej polowy to chyba trzeba sie
                zastanowić (co nie znaczy że koniecznie zerwac zwiazek). Całe małżeństwo jest
                sztuką kompromisu - tylko zeby było dobrze to na kompromis muszą iść obie
                strony, a nie zawsze tylko jedna. Jeśli druga połowa zawsze stawia na swoim to
                tez trzeba sie dobrze zastanowic. Teraz z perspektywy czasu to wiem, czy
                zdecydowłabym sie ponownie na to samo?????. Powiem tylko ze mimo wielu
                wątpliwosci przed ślubem i teraz - dzien slubu był najpiekniejszym dniem w moim
                życiu i przed ołtarzem nie zastanawiałam sie nad tym wszystkim. Myslę ze pełnia
                szczęścia jest tym co uwalnia od tych dylematów. tylko jak sie nawzajem
                uszczęśliwić w tej szarej, codziennej rzeczywistosci, w pogoni za pieniądzem,
                żeby przezyć. Pozdrawiam....
            • rianon Re: Do Abere8 24.05.04, 14:48
              Właśnie przeczytałam waszw rozważania (jestem nowa) i muszę przyznać, że
              sytuacja znajoma. Proponuję wyobrazić sobie co będzie za 15-20 lat czy widzisz
              się u boku swojego P. Mi taki test zaproponowała koleżanka i choć nie było
              łatwo podjąć decyzję to w ostatecznym rozrachunku oddaliłam się w siną dal.
              A tak dla pocieszenia mojego M.poznałam przez internet rok temu a niedługo
              będziemy pół roku małżeństwem. Po prostu wiedziałam, że to ten właściwy.
              A tak dla pewności czasami warto posłuchć co mówi otoczenie (przyjaciółki,
              mama) zwłaszcza opinie mamy najczęściej są słuszne.
              • moniqueee Re: Do Rianon 24.05.04, 15:49
                Dzięki za odzew :-)
                To wyobrazenie sobie siebie za kilkanascie razem, to calkiem dobra metoda :-)
                Mi pomogła, już wcześniej mi ktoś ją polecił.
                A otoczenie? Moja kolezanka jak powiedzialam jej, ze mi zle, smutno i wogóle i
                że nie wiem, to się popatrzyła na mnie i stwierdziła, że przesadzam. Ona już
                prawie od poczatku widzi nas na slubnym kobiercu :-)
                Ciut spoznione gratulacje z okazji slubu! Och ten necik :-)
                Cieplutenko pozdrawiam

                Moniqueee
                • weronikarb jeszcze slówko 02.06.04, 09:53
                  Witajcie
                  Przeczytałam caly watek i u mnie bylo tak samo i nadal jest (2 lata po slubie).
                  Jestem typowa romantyczka, ktora szukala wielkiej milosci, wielkich uniesien
                  itd. J. poznalam ww `96 roku bylismy razem 2 lata - zerwalam sadzilam ze to n
                  ie ten, ze ja go nie kocham. SPotkalismy sie w 2000 roku i wiecie wszystko
                  odrzylo, przez ten czas co nie bylismy razem nasze wspolne zdjecia i jego
                  prezenty byly schowane w piwnicy, balam sie tam zajrzec. Po miesiacu
                  planowalismy slub i wiecie nadal mialam watpliwosci czy to napewno ON. Przeciez
                  tak inaczej jest to opisane w ksiazkach, w filmach ogladane. A milosc czasami
                  jest jak myszka ktora zakrada sie do serduszka i tam siedzi, daje glosno znac
                  tylko jak cos grozi naszemu malzenstwu. Wtedy uswiadamiamy sobie ze bez siebie
                  nie mozemy zyc. Ze jestesmy dwoma polowkami. A pozniej szara rzeczywistosc do
                  kolejnego kryzysu. Zastanowcie sie czego oczekujecie i czy przytpadkiem czegos
                  nie marnujecie. Renata
              • abere8 Wyobraznia 12.06.04, 03:01
                A ja wlasnie nie wiem, czy tam metoda dziala. No bo to, czy za 15-20 lat
                bedziemy razem zalezy od tego, co zadecyduje *teraz*. A nawet jesli bedziemy
                razem, to kogo mam sobie wyobrazic? Przeciez w ciagu tak dlugiego czasu ludzie
                sie zmieniaja i obydwoje bedziemy juz innymi osobami.

                Na szczescie ostatnio jest miedzy nami bardzo dobrze, ale z drugiej strony i
                tak czuje sie juz jak w starym malzenstwie. Troche jest nudno i byle sen
                wystarczyl, zeby mnie wybic z rytmu. Wczoraj snil mi sie jeden taki, kiedys
                miedzy nami zaiskrzylo, ale ze oboje bylismy w zwiazkach (ja z moim obecnym
                mezem), nic sie nie wydarzylo (nawet pocalunek). Caly dzien przezywalam ten
                sen, w ktorym znow byla taka romantyczna atmosfera, brakuje mi takiej
                niepewnosci wlasnie, flirtu, bo jak tu flirtowac z wlasnym mezem. Pozartowac
                mozna, nawet romantycznie, a potem mozna sie kochac i co z tego - to jest maz,
                wiec oczywiste jest to, ze sie z nim sypia, nie ma takiego dreszczyku, jaki byl
                na poczatku. I nie chodzi o to, ze jest nam zle w lozku, bo nie jest.

                Ach, powinnam sobie odlaczyc mozg na jakis czas...
                • moniqueee Re: Wyobraznia 24.11.04, 21:06

                  i znowu moje dylematy powrocily ;-(((
                  • tomoe Re: Wyobraznia 02.12.04, 12:09
                    wiesz co, może nie zastanawiać się, czy się kocha czy nie kocha, tylko czy chce
                    się z tą osobą być na zawsze czy nie. Czy zniesie się jej choroby, jak upadki.
                    Wszystkie złe dni. Czy jest się na tyle przyjacielem drugiej osoby, żeby
                    przetrwać z nią wszystkie trudy życia (i vice - versa). Osobiście uważam, że
                    romantyczna miłosć nie jest wcale gwarantem szczęścia w małżeństwie. flirty i
                    uniesienia nie trwają nigdy dłużej niż rok czy dwa lata, potem jest spokój,
                    szczeście, bezpieczeństwo i bliskosć. To są uczucia, które mogą przetwać całe
                    życie. Jezeli tęskinsz do uniesień, burz i naporów z początkowych faz związku,
                    to znaczy że nie jeestes tak naprawdę gotowa na to, żeby być z kimś na stałe.
                    • moniqueee Re: Wyobraznia 06.12.04, 18:49
                      Tomoe, wiesz, a moze Ty masz rację? Moze ja wcale nie jestem gotowa by byc w
                      zwiazku już na stałe...
                  • abere8 Re: Wyobraznia 12.12.04, 10:41
                    moniqueee napisała:

                    > i znowu moje dylematy powrocily ;-(((

                    Witam ponownie. Wydaje mi sie, ze one tak falami nas nachodza, czyzby to jakies
                    hormony czy inne fazy ksiezyca maczaly w tym palce? ;-)

                    Tak jak ktos tu juz pisal, mnie tez czesto brakuje flirtu, zwlaszcza ze, tak
                    jak pisalam, przed poznaniem mojego meza jakos nie mialam ku temu wielu okazji,
                    a jak juz z nim bylam, to jak z rekawa sie posypaly. Ja mam w ogole jakas
                    skrzywiona psychike, bo wystarczy, ze ktos mi powie jakis komplement (tak jak
                    niedawno kolega meza zapytal, czy wszystkie Polki sa takie piekne jak ja :-)),
                    a ja sobie wyobrazam, ze sie we mnie podkochuje. No bo ze maz stwierdzi, ze
                    ladnie wygladam, to normalne, w koncu poprosil mnie o reke, to mu sie musialam
                    podobac :-) Wiec jego komplementy nie maja az takiego uroku owocu zakazanego. A
                    np. w takim "Love Actually" najpiekniejsza dla mnie historia milosna byla ta o
                    mlodym malzenstwie i przyjacielu pana mlodego nieszczesliwie zakochanym w
                    pannie mlodej... :-)

                    Najgorsze jest jeszcze to, ze czesto slysze (a raczej czytam, bo to glownie na
                    forum) wypowiedzi dziewczyn, jak to "bez pamieci" sa zakochane w swoich mezach,
                    ze zyc by bez nich nie mogly, ze jest im razem cudownie nawet po kilku latach.
                    Ja czegos takiego nie czuje, jest mi po prostu dobrze z nim, tak normalnie.
                    Moze ja mam po prostu inna psychike? Jestem bardzo opanowana osoba i moze takie
                    uniesienia emocjonalne nie leza w moim charakterze?
    • moniqueee do góry 30.11.04, 23:41


      • happiest1 Re: do góry 01.12.04, 00:53
        Jak nie wiesz co do niego czujesz to pomysl co by bylo jakby on nagle z toba
        zerwal. Moge sie zalozyc ze bys za nim plakala i chciala do niego wrocic.
        Czesto tak jest ze sie cos docenia jak sie traci. A tak pozatym to nie znam
        osoby ktora by nie miala watpliwosci. Ja tez mialam, ale minely. Wiem jakie to
        meczace. To tylko moja opinia, nie wiem co naprawde czujesz i tylko Ty sama
        musisz zdecydowac. Pozdrawiam.
        • moniqueee Re: do góry 01.12.04, 08:50
          Happiest1 - dziekuje za opinie
          No wlasnie, strasznie meczaca dla mnie jest ta sytuacja. Jak mysle o zerwaniu,
          to juz placze...
          • gosiaas25 Re: do góry 06.12.04, 21:00
            ja tez mialam takie wątpliwości, jestesmy ze soba ponad 6 lat. To bylo ponad
            rok temu, pojawił się nawet ktoś inny - nie w sensie romansu czy zdrady ale
            szybszego uderzeni aserca i flirtowych rozmów, zauroczenia. Zostałam,
            porozmawiałam z M. oceniłam co jest dla mnie najważniejsze w życiu -
            bezpieczeństwo, czułość, nasze partnertstwo i miłość. Może nie zawsze już z
            takimi porywami i motylkami w brzuchu, ale cudowna trwała i jedyna, na całe
            życie. A teraz, dwa miesiące temu moj M. mnie zdradził. Dla niego jednak
            chwilowa przyjemność, flirt i jakies zauroczenie okazały sie w tamtym momencie
            wazniejsze niz My, bezpieczenstwo i milosc. I tak si teraz zastanawiam, jak to
            jest.
            Czy te watpliwosci zawsze już bedą, jak nie z jednej to z drugiej strony...bo
            teraz z kolei ja zastanawiam sie nad uczuciami naszymi, i wszystkim co sie z
            tym wiaze. I tym, czy mozna kochać nadal? Dlatego jesli masz watpliwosci, to
            zastanowienie sie jak byloby Ci bez Niego nie jest najlepsze. Zawsze bedzie
            inaczej, samotniej, smutniej, cos sie skonczy - moze to za tym placzesz?? Ja
            doszlam do takich wnioskow, ze nawet najwieksz amilosc i fascynajca kiedys
            przechodzi i łączy sie z "przyzwyczajeniem" i to wlasnie z wlasnym
            przyzwyczajeniem najtrudniej sobie pordzic gdy w gre wchodzi rozstanie.
            pozdrawiam
            • roza12 Re: do góry 08.12.04, 21:00
              Problem nie polega na tym czy to TEN jedyny czy nie tylko na tym ze po jakims
              czasie mija zauroczenie. I wtedy nam sie wydaje ze to chyba nie ten jedyny bo
              juz nie czujemy sie tak jak w poczatkowej fazie zakochania. I wtedy byle obcy
              nowy sie napatoczy to serducho od razu szybciej zaczyna bic. I stad te wszystkie
              watpliwosci. Niestety jak tez tak mam. Jestem bardzo kochliwa. Mam meza od 3
              lat, ale i tak regularnie marze sobie o roznych takich. Ale nie bede sie
              przeciez rozwodzic z mezem bo nawet gdybym sie zwiazala z jakims innym to po
              jakims czasie scenariusz bylby ten sam. My sie chyba nie nadajemy do malzenstwa,
              albo do zycia z jednym mezczyna zbyt dlugo.
    • tnelia Re: wątpliowści w miłości:-( 09.12.04, 10:30
      Właśnie trafiłam na ten wątek i czytam Twoja wypowiedz tak jakby to były moje
      słowa. Byłam z facetem 3 lata. Był wspaniały bardzo mnie kochał, miał swoje
      wady, ale było nam razem świetnie, planowaliśmy przyszłość tylko że czegoś
      ciągle mi brakowało coś było nie dokońca tak jak wydawałoby się że powinno być.
      Wydawało mi się że tak ma być że nie istnieje coś takiego jak ten jedyny.
      Rozstaliśmy się gdy zorientowałam się że jest poprostu moim przyjacielem nie
      chłopakiem.

      Piszesz że cie pociaga i reaguje an twój dotyk ale czy ty reagujesz na jego ??
      Ja nie reagowałam ale myślałam że to przyjdzie z czasem, nie przyszło.
      Dwa lata temu poznałam mojego obecnego męża, wiedziałam że to on po tygodniu.
      Jestem w nim nadal szaleńczo zakochana. Wiem że ma wady ale pracujemy nad ich
      akceptacja. Czasem jak na niego patrze to płakać chce mi się ze szczęścia że
      jesteśmy razem i że się kochamy.

      Pamiętaj, jesteś wartościową kobietą, która napewno znajdzie tego właściwego.
      Nie bój się odchodzić od niego tylko dlatego że potem zostaniesz przez jakiś
      czas sama. Bądź dzielna.

      ps. co do słuchania się przyjaciółek to radzę uważać mimo najszczerszych chęci
      mogą nieświadomie doradzać ci żebyś z nim została bo jak będziesz sama to
      stworzysz konkurencję. Poradź się mamy moja mi pomogła, wyczuła który to będzie
      ten właściwy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka