zielona159
06.10.13, 22:13
Jak było do przewidzenia nic nie wyszło z wielkiej podobno miłości i wrocił do żony. A ja czuję sie jak zbity pies i godzinami marzę o zemście. Wiem, że to chore, ale nie umiem sobie z tym poradzić. Pewnie dlatego, że potraktował mnie wyjatkowo okrutnie i cynicznie, nawet nie chce mi sie pisać ile razy słyszałam, jak bardzo mnie kocha i jak bardzo zastanawia sie nad decyzja. Dodam, że nie maja dzieci a ja jestem singielka. Trzymał mnie w takiej niepewności rok, a jak kazałam wybrac to wybrał żone (odraczał termin jaki wyznaczyłam wiele razy z rożnych wymyślonych przyczyn wiec wiedział, ze nie odejdzie od żony, ale mnie tez nie chciał stracić za szybko, bo zabawa mu sie spodobała). Dla mnie to było cos więcej niestety. I tak przeżylam załamanie i chociaż mineły dwa lata ja dalej mysle o zemście, bo czuje się totalnie wykorzystana i oszukana. Kocham i nienawidze i nie moge uwierzyć, ze dałam sie tak nabrac mimo, ze mam ponad 40 lat. Tyle, że zrobil naprawde wiele, aby mu wierzyć i nie rozumiem jak można byc tak cynicznym? I nienawidze jego żony, ktora o wszystkim wie i pogodziła sie z tym. To tez bez sensu, ale cierpie dalej i nic nie przechodzi i czuje że musze wyrownać rachunki, ale jak?