nouille
26.10.06, 00:23
Moze nie jestem mloda mezatka, bo juz 5 lat minelo, ale wlasnie w ostatnich miesiacach wszystko we mnie peka, zupelnie pogubilam sie we wlasnych uczuciach i zwiazku. Dzisiaj doszlo do tego, ze wyszlam z domu i wrocilam po 2 godzinach nie mowiac ani gdzie ide, ani kiedy wroce.
Nie wiem, czy moje malzenstwo ma sens, ja w kazdym razie go nie widze.
Przez pierwsze 2 lata bylo normalnie, potem zylismy na odleglosc, bo dostalam ciekawa oferte i tez jakos to przetrzymalismy.
Po powrocie dlugo szukalam pracy i mialam momenty zalamania. W koncu prace znalazlam. Moj maz zaoszczedzone pieniadze w zasadzie bez mojej zgody zainwestowal w watpliwy interes. Po moim powrocie poczul sie tez zwolniony ze wszelkich obowiazkow domowych, a mnie to dobija, pracuje wiecej i dluzej niz on i nie mam w nim zadnego wsparcia, przynajmniej ja to tak odczuwam.
Dostaje szalu jak go prosze o pomoc. Mielismy decydowac sie na dzieci, ale ja w obecnej sytuacji tego nie widze. Seks prawie przestal istniec miedzy nami to po pierwsze, a po drugie nie wyobrazam sobie wychowywania dzieci wiedzac, ze na meza liczyc nie moge, teraz nawet wyrzucenie smieci to dla niego trud.
Dzisiejszej nocy moze mam tak tragiczne przemyslenia, ze szkoda sie w nie zaglebiac, ale glownie mysle o tym, ze nigdy za nikogo nie powinnam była wychodzić za maz.