03.01.08, 00:06
no dobra. padło i na mnie. wiecie w czym jest problem? od 7 lat (czyli od
czasu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką) prześladuje mnie jeden facet.
stara miłość nie rdzewieje - nie rdzewieje i niszczy każdy mój normalny związek.

mam 21 jeden lat, jestem na studiach, z moim chłopakiem jesteśmy razem w
grupie, razem się uczymy, razem pomieszkujemy. a wystarczyło jedno spotkanie z
innym i już straciłam głowę. nie muszę wiedzieć, że to jest złe. muszę
wiedzieć jak sobie z tym poradzić. jak się uwolnić, bo siła woli nie
wystarcza, a nie może na tym cierpieć każda bogu ducha winna istota, która się
ze mną zwiąże.

albo muszę wiedzieć - czym się kierować? sercem? czy sumieniem? czy można
sercem, jeśli sumienie krzyczy, że nie?
męczę się piekielnie. smutek mi zionie z oczu, a płakać muszę pod prysznicem.
nie mija mi fascynacja tamtym facetem. myślałam, że z tego się wyrasta... ale
nie. żeby z nim być musiałabym rzucić wszystko, co teraz mam. i kogoś
skrzywdzić. a tego nie chcę. z drugiej strony - czy teraz, kiedy to ukrywam,
nie krzywdzę jeszcze bardziej? wiem, że to strasznie chaotyczne, ale siedziało
w mojej głowie prawie tydzień, jak bezkształtna masa i ani trochę się nie
uporządkowało.

młode mężatki, ale i te starsze - brakuje mi waszego doświadczenia i brakuje
mi głosu rozsądku. z pokorą proszę o jakąś radę...
Obserwuj wątek
    • palmalka Re: o. jezu. 03.01.08, 12:17
      a czy ty myslisz ze mezatki, kobiety doswiadczone poradza Ci cos
      skoro przezywaja podobne piekło??
      Ja przezywam mimo iz jestem mezatka z 3letnim stazem a 5lat jestesmy
      razem...
      ja zkochalam sie po raz pierwszy gdy mialam 13 lat, poraz pierwszy i
      na zaboj... bez wzajemnosci, teraz wydaje mi sie ze zaden facet
      niedorasta mu do piet, ZADEN, ale mysle tak poniewaz nigdy nie bylam
      blisko z ta osoba i nie dostrzeglam jej wad, a moj problem polega na
      tym ze pomimo iz mam kochajacego meza to...czuje niedostyt i
      podswiadomie wyszukuje innych "lepszych"...zakochuje sie
      i ...cierpie... i tak jest od prawie 10 lat i nigdy nie bede
      szczesliwa z nikim... bo zawsze w swiadomosci pozostanie mysl
      ze "moze tamten bedzie jeszcze lepszy"...
      i wmawiam sobie ze ideałów nie ma ... itak to nic nie daje... i w
      swej bezsilnej zlosci i cierpieniu zatapiam sie codziennie raniac
      najblizsza mi osobe winiac ja za to ze nie jest "tamtym"
    • iziula1 Re: o. jezu. 03.01.08, 14:10
      Jedyne, co jest dla mnie zrozumiałe z tych rozterek to fakt,że masz
      21 lat.
      Gówniara jeszcze jesteś i emocjonalnie i rocznikowo.
      A juz najmniej zrozumiały jest fakt wiązania się z kimś kogo się nie
      kocha na tyle aby żadne inne zauroczenia, miłostki nie miały wpływu
      na obecny związek.
      Być z kimś i myśleć o innym? Porównywać,że nie jestem tym boskim
      amantem z dawnych czasów?
      Nie pojmuję.
      Widocznie, albo nie dojrzałyście do zwiazku, albo nie potraficie
      kochać albo jestescie z kimś na zasadzie "aby był".
      Zostaje tylko współczuć. Nie wiem komu bardziej-wam czy waszym
      partnerom.


    • mrs.solis Re: o. jezu. 03.01.08, 16:00
      Uwazam,ze dopoki nie jestes mezatka i jestes mloda to mozesz byc tak
      rozchwiana emocjonalnie. Mlodosc rzadzi sie swoimi prawami :)wiec
      sie tak nie zadreczaj. Jednak nie wychodz za maz dopoki wszystkie
      takie sprawy nie beda zakonczone. Przysiegi wiernosci i milosci po
      grob jeszcze nie skladalas chcesz sie spotkac z bylym na kawie to
      sie spotkaj,masz ochote na powtorny zwiazek moze powinnas sprobowac
      zeby potem po 10 latach nie zalowac i nie wmawiac sobie ,ze on byl
      tym jedynym.
    • brak.polskich.liter Re: o. jezu. 03.01.08, 18:36
      A moze po prostu bzyknij sie z ta swoja dawna miloscia? Bardzo skuteczna metoda
      uporania sie z obsesja: albo okaze sie super i bedziesz baaardzo zadowolona,
      albo bedzie klapa, niesmak i mit Wielkiej Jedynej Niepowtarzalnej Milosci szlag
      trafi.
      • 333a13 Re: o. jezu. 13.01.08, 23:01
        w twoim wieku, też na studiach poznałam "miłość swojego życia"
        wytrzymaliśmy ze sobę rok (tzw."niezgodność charakterów") minęło
        prawie 8 lat, w międzyczasie 2 razy wracaliśmy do siebie, by znowu
        się rozstać... nic w naszych uczyciach się nie zmieniło... chociaż
        tak jak Ty zraniłam po drodze kilka osób starając się "mimo
        wszystko" ułożyć sobie życie... może tak jak opisują poprzedniczki
        to niedojrzałe zachowanie... ale ja wolałam być z "kimś" przez te
        lata i próbować sobie ułożyć życie niż czekać na "cud"
        kolejnej "prawdziwej" miłości...
        Po tylu latach i wielu rozmowach wiem, że nie będziemy razem z moją
        miłością, bo nie potrafimy z wielu powodów... uczucie nie mija...
        ale można się przyzwyczaić do tego uczucia i "oswoić" tęsknotę.
        Teraz stoję na rozdrożu... nie wiem czy czekać na "kolejną miłość"
        która przez tyle lat (nie licząc krótkotrwałych zauroczeń) nie
        przyszła czy też związać się z człowiekiem, który mnie kocha i chce
        tworzyć ze mną rodzinę. Nie chcę się zestarzeć sama, chcę mieć
        dzieci... 30-tka na karku a ja dalej nie wiem co robić...
        3 mam za Ciebie kciuki... i mam nadzieję, że nie powtórzysz mojego
        losu
    • elza78 Re: o. jezu. 14.01.08, 23:23
      przeczytaj "alhemika" bedziesz wiedziala co robic :)
      • zbigniew_zasadniczy Re: o. jezu. 15.01.08, 21:39
        Zasadniczo sama przeczytaj. Może będziesz wiedziala jak się pisze tytuł tej książki - chociaż.
        • elza78 Re: o. jezu. 17.01.08, 18:50
          zbysiu, czasem z literowek wychodza niezle orty :P
          ale moze twoj umysl doszukujacy sie czyjegos bledu tego nie ogarnia :PP

          pozdrawiam profesorze przecinku :P
          • zbigniew_zasadniczy Re: o. jezu. 19.01.08, 15:13
            Zasadniczo zabawne jest wytykanie ograniczenia umysłowego innej osobie przez kogoś, kto wali takie byki.
            • olbrachta Re: o. jezu. 21.01.08, 13:53
              A ja radzę wszystkim paniom rozchwianym emocjonalnie, które sądzą,
              że miłości sprzed 20 lat ( w wieku lat 10) nikt nie dorasta do pięt -
              przeczytajcie "Noce i dnie" (całe) i "Cudzoziemkę". Jak coś do was
              dojdzie, to super. Jak nie, puknijcie się w głowę. W ostateczności
              zalecam przyjmowanie dużych dawek oleju. Może coś dotrze do głowy.

              Takie rozchiwania są normalne, zawsze zdarzają się zwątpienia, czy
              to on, czy ja dobrze zrobiłam itp. Zdarzają się zauroczenia. Ale
              prawdziwa miłość tym się różni od miłostek, że przetrwa to wszystko.
              A Wy za 5 lat powiecie: o matko, jakie ja miałam wtedy problemy, jak
              to dobrze, że nie mam już 20 lat.

              Ja właśnie tak myślę.
              • capa_negra To ja od razu strzele baranka 21.01.08, 14:39
                a za wstęp niech będzie moja sygnaturka.

                Od 20 lat "wali mi" na faceta z którym byłam 10 lat i który nie jest
                moim męzem.
                Nie jest nim bo pewnie bysmy sie z miłości i zazdrości wyzabijali.
                Jestem męzatką, kocham meza - on tez ma rodzinę.
                A mimio to....obchodzimy sie szerokim łukiem, żeby sie nie spotkac
                bo żadne z nas za siebie nie ręczy.

                Przyjmij wiec do wiadomości radykalny czlowieku, ze przykład z
                nawiedzoną Basią, która zyła wizja romantycznej, niespełnonej i
                nieskonsumowanej miłości jest lekko nietrafiony.

                Czasami między ludźmi jest taka chemia, że jak sie tego samemu nie
                przeżyło to sie nie ma pojęcia o czym mowa.
                I nie ma to nic wspólnego z rozchwianiem, zauroczeniem i
                romantycznym wzdychaniem.
                I cięzko z tego "wyrosnąć"
                I albo kończy sie taki związek, albo się zyje jak Dagny Juel z
                Przybyszewskim.
                Wybrałam pierwsza opcję.
                A jeszcze jeden szczegół - mam 40 lat i nie jestem romatyczką.
                • glicea3 ja mam podobnie 21.01.08, 19:46
                  nawet miałam wątek zakładać
                  Tylko, że u mnie to mój bardzo dobry przyjaciel czuje coś do mnie i wiem że od wielu lat.
                  Pare razy dawal mi to do zrozumienia, ale ja nigdy z tym nic nie robilam, bo bylam z kimś.
                  Nadal jestem z moim facetem, od wielu lat, ale związek jest niełatwy, teraz jeszcze mieszkamy daleko od siebie.
                  a moj przyjaciel jest na miejscu i boje sie ze zrobie coś głupiego i stracę faceta i przyjaciela. Może to tylko chemia i bardzo elemntarne potrzeby a nie coś więcej? Sex z przyjacielem to chyba zły pomysł
                  Co byście zrobiły? Któraś odważyłaby się spróbować?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka