baba2020
03.01.08, 00:06
no dobra. padło i na mnie. wiecie w czym jest problem? od 7 lat (czyli od
czasu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką) prześladuje mnie jeden facet.
stara miłość nie rdzewieje - nie rdzewieje i niszczy każdy mój normalny związek.
mam 21 jeden lat, jestem na studiach, z moim chłopakiem jesteśmy razem w
grupie, razem się uczymy, razem pomieszkujemy. a wystarczyło jedno spotkanie z
innym i już straciłam głowę. nie muszę wiedzieć, że to jest złe. muszę
wiedzieć jak sobie z tym poradzić. jak się uwolnić, bo siła woli nie
wystarcza, a nie może na tym cierpieć każda bogu ducha winna istota, która się
ze mną zwiąże.
albo muszę wiedzieć - czym się kierować? sercem? czy sumieniem? czy można
sercem, jeśli sumienie krzyczy, że nie?
męczę się piekielnie. smutek mi zionie z oczu, a płakać muszę pod prysznicem.
nie mija mi fascynacja tamtym facetem. myślałam, że z tego się wyrasta... ale
nie. żeby z nim być musiałabym rzucić wszystko, co teraz mam. i kogoś
skrzywdzić. a tego nie chcę. z drugiej strony - czy teraz, kiedy to ukrywam,
nie krzywdzę jeszcze bardziej? wiem, że to strasznie chaotyczne, ale siedziało
w mojej głowie prawie tydzień, jak bezkształtna masa i ani trochę się nie
uporządkowało.
młode mężatki, ale i te starsze - brakuje mi waszego doświadczenia i brakuje
mi głosu rozsądku. z pokorą proszę o jakąś radę...