uparta_baba
24.06.09, 22:02
Mam pewien problem z rodzina meza. Wbrew pozorom z matka meza, czyli moja
tesciowa dogaduje sie wspaniale, choc jest to kobieta starsza i z charakteru
zasadnicza. Ale mozna sie z nia dogadac.
Problemem moim jest natomiast siostra meza, jedyna jego siostra, bo on nie ma
wiecej rodzenstwa. Jest to kobieta od niego kilkanascie lat starsza i ma ona
juz 2 dorastajacych/doroslych dzieci: syna 17-letniego (ktory juz wyprowadzil
sie od rodziny, zreszta ja nwet dobrze sie z nim dogaduje) i corke 20-letnia
(gdzie tez mam z nia na ostrzu noza). Pewnie istotne jest tez to, ze maz jest
Niemcem i tam tez mieszkamy.
My mieszkamy w duzym miescie, bo w Kolonii natomiast siostrunia meza mieszka w
malej wsi. Niestety pracuje ona tylko na pol etatu a czasami ma jakies urlopy
czy zwolnienia i wtedy lubi zwalac sie nam na glowe wraz ze swoja corka. Syn
jej w ogole prawie nie utrzymuje kontaktow z matka, ma prace, tzn. taki staz i
jeszcze sie uczy ale mieszka osobno. Maz siostry meza tylko pracuje i prawie
nie widzimy go. Corka siostry mojego meza podobno studiuje ale ja tego nie
widze, bo czesto sobie jezdzi po znajomych a jak sie pytam o egzaminy to mowi,
ze w tym semestrze to chyba nie podejdzie.
Kiedy siostra meza z corka przyjada do nas to potrafia siedziec nawet 2
tygodnie, co jest bardzo uciazliwe. Bardzo nie podoba mi sie tez sposob
traktowania mojej osoby: otoz przy moim mezu rozmawiaja ze mna bardzo mile ale
kiedy on zniknie np. w kuchni to mnie jawnie ignoruja. Przejawia sie to tym,
ze wrogo milcza kiedy zadaje jakies pytanie czy probuje nawiazac rozmowe.
Musze tez zaznaczyc, ze jezyk opanowalam bardzo dobrze, bo w Niemczech
studiowalam, wiec to nie tak ze one nie rozumieja co mowie. Nastepna kwestia
to to, ze kiedy wychodze z domu to mam wrazenie, ze one grzebia mi po
rzeczach, ale nie jestem w stanie tego udowodnic. Zdarzalo sie tez, ze kiedy
bylysmy same ale nigdy w obecnosci mojego meza jego siostra zadawala mi dosc
dziwne pytania, wedlug mnie dosc intymne. Pytania te kierowala do mnie, np.
czy pracujemy nad dzieckiem (jestesmy malzenstwem dopiero pol roku, wiec brak
dziecka to jeszcze nie powod do niepokoju), czy nie uwazam, ze najlepsze sa
zwiazki bez dzieci (a sama ma dzieci), bo wtedy bym mogla wedlug siostry meza
zrobic kariere. Jak kiedys powiedzialam, ze scielam wlosy, bo mialam slabe i
koncowki sie rozdwajaly to ona podjela z radoscia temat i potem kilkakrotnie
mowila, ze slyszala (a jest pielegniarka), ze tabletki antykoncepcyjne
pomagaja miec geste wlosy :-) Ostatnio jak dowiedziala sie, ze mojemu bratu
urodzilo sie dziecko, to powiedziala, ze wlasciwie to tylko jedno z rodzenstwa
powinno miec dziecko, bo i tak jest duze przeludnienie na swiecie. Jej corka
tez ma jakiegos fiola na punkcie tego, ze zajde w ciaze, bo tez ostatnio
powiedziala, ze jestem mloda i powinnam teraz robic kariere a dziecko to mozna
nawet po 40-tce jak to bylo u Nicole Kodman. Jak takie teksty slysze to po
prostu milcze i nic nie mowie na ten temat czy staramy sie czy jeszcze nie o
dziecko. Moj maz ma te sama strategie. Choc ja czasami mam im ochote wprost
powiedziec, ze to nie ich sprawa.
Ale uwazam ich sfiksowanie na moim potencjalnym dziecku za nieco dziwne. Jak
myslicie co to moze znaczyc????