Dodaj do ulubionych

co mogę...

15.12.09, 10:35

coś rozgrzewającego i rozpędzającego myśli... pozwalającego zapomnieć o otchłani, w której tkwię...

Jakieś procenty najlepiej, nieeee(?) No bo cóż innego...

Mam gdzieś, że dzisiaj wtorek, że jeszcze przed południem...
Mam gdzieś wszystko...
Nie będzie niczego konstruktywnego z mojej strony, już nie... już nie potrafię...
Obserwuj wątek
    • hellish.monster Re: co mogę... 15.12.09, 10:41
      Potrafisz, potrafisz - ino chwilowa niemoc Cię dopadła. Ale to minie. Wszystko w życiu mija - nawet najdłuższa żmija! wink

      Nie wspominaj mi tutaj o procentach, jak ja w pracy siedzę i umysł w miarę jasny muszę mieć. Chociaż... może zaraz pójdę do panów na pięterko - oni zawsze mają jakieś % schowane wink

      Albo może poczekaj z tymi procentami do wieczora! Co prawda dzisiaj wtorek, a ja miałam się napić dopiero w piątek, ale dla Ciebie mogę zrobić wyjątek i ze trzy piwka wieczorem mogę "forumowo" z Tobą wypić. Się napijemy we dwie i popieprzymy jakieś głupoty na forum, powkurzamy innych, co Ty na to? wink
      • aglajaaa Re: co mogę... 15.12.09, 10:49
        Tyyyy... jak zacznę z procentami teraz to do wieczora akurat uśpię pewne
        myśli... i będę się nadawała do pieprzenia głupot i wkurzania innych (mooooże
        nawet się okazać, że jestem taka zdolna, że potrafię w duecie wink)

        Do panów na pięterko... hmmm... ja to muszę się ubrać i wyprawa mnie czeka za
        procentami.. do sklepu... a zimnoooo, noooo ale trzeba... by tę "niemoc" i
        bezsilność zagłaskać.
        • hellish.monster Re: co mogę... 15.12.09, 10:58
          Jeżeli obiecujesz, że jak teraz będą %, to wieczorem będziesz się nadawała do
          pieprzenia [głupot], to pozwalam Ci iść teraz do sklepu i nabyć te procenty
          drogą kupna big_grin

          Tylko tak sobie myślę, że zagłaskiwanie niemocy i bezsilności w TEN sposób, to
          na dłuższą metę... niezbyt bezpieczne może być. Nie to żebym Cię pouczała czy
          cuś. Po prostu szkoda by było, by nam się taka fajna Aglajaaa zmarnowała. Ja to
          co innego tongue_out Właściwie to ja już mam mniej więcej tak:
          "Jeśli zbyt długo patrzysz w otchłań, uważaj, bo otchłań może spojrzeć w ciebie.
          We mnie otchłań wpatrywała się od dawna."

          Nie no, żartuję i przesadzam, ale chodzi mi o to, że uważać trzeba... na siebie...
          • aglajaaa Re: co mogę... 15.12.09, 11:06
            Ja już daaaawno się zmarnowałam... ja byłam przeznaczona na "zmarnowanie" więc żadne straty nadzwyczajne nie wystapiły...

            Wiem, że to nie jest sposób na rozwiązywanie problemów ale nie znam nic lepszego na zapomnienie...

            Doooobra, idem.
            • hellish.monster Re: co mogę... 15.12.09, 11:11
              To jesteśmy dwie - zmarnowane wink
              Miłego wyjścia z domu i mam nadzieję, że dotrwasz do wieczora jak obiecałaś wink
              no chyba, że posłuchasz naszego kochanego Roberta i odpuścisz sobie dzisiaj %...?
        • lololita23 Re: co mogę... 17.12.09, 01:08

    • robert.83 Re: co mogę... 15.12.09, 11:03
      Agla, ale dlaczemu? Co sie stalo? Ostatnio mialem wrazenie jakbys
      troche zmienila styl, jakbys starala sie wyciagnac lapke do ludzi. To
      moje subiektywne odczucie, niczym nie poparte. Ale wiesz... Daj ludziom
      troche siebie. Rob to dalej. Nie martw sie tym, ze ludzie nie wszystko
      rozumieja - Ty tez czasem pewnie nie kminiszsmile.

      Nie poddawaj sie i nie tykaj procentow. A nawet jesli juz tyknelas -
      odstaw je i idz na spacer. Porabana psycha podtyka nam bledne
      rozwiazania, ktore tylko wysysaja energie. Bedzie co ma byc ale BEZ
      procentow.
      • aglajaaa Re: co mogę... 15.12.09, 11:10
        Nic się nie stało...
        sie dzieje... albo i nie dzieje (to tez dobija)

        Nie zmieniam stylu... mam chwile dobre i.. jeszcze lepsze (złe znaczy). Czasami
        się na coś "napalam" i się cieszę, zazwyczaj nie mając przesłanek ku tej radości...
        A później nadchodzi... to pieprzone przebudzenie...
    • b.wicia Re: co mogę... 15.12.09, 11:27
      A może jakieś miłe towarzystwo?jakieś rozmowy ze znajomymi?wypad do kina- nawet samotny(wypróbowałam ostatniotongue_outnie jest źlebig_grin )? a w ogóle po co tyle rozmyślać? Jak nie może być gorzej, to..po co się zamartwiać...? ostatnio żyję chwilą, nie myślę, co będzie ze mną za rok, bo los sobie znowu ze mnie zakpi...ja chyba nie potrafię pokochać jeszcze raz tak mocno, bo ja wciąż kocham Jego przeogromnie...a może jeszcze nie pojawił się ktoś, kto by zajął na tyle moje myśli? czas pokaże...nie rozmyślaj...pożyjemy, zobaczymywink
      I z dala od procentów..po ich wyparowaniu poczujesz się jeszcze bardziej samotna....
      • dr.kunikata Re: co mogę... 15.12.09, 11:34
        b.wicia napisała:
        > I z dala od procentów..po ich wyparowaniu poczujesz się jeszcze bardziej samotn
        > a....

        Z doświadczenia: procenty nie rozwiązują problemów a wręcz je wyolbrzymiają. Odradzam.

        Mi pomaga wysiłek do utraty myśli - bieganie, siłownia.
        • hellish.monster wysiłek? do utraty mysli? 15.12.09, 11:48
          dr.kunikata napisał:

          > Mi pomaga wysiłek do utraty myśli - bieganie, siłownia.

          no dobra. ale zmęczenie po takim wysiłku też mija - tak jak promile z krwi. i co
          wtedy? bo znowu natrętne myśli wracają...

          a z wysiłku do utraty myśli i tchu to ja zamiast biegania i siłowni wybieram
          zupełnie co innego! wink
          • dr.kunikata Re: wysiłek? do utraty mysli? 15.12.09, 11:53
            hellish.monster napisała:

            > dr.kunikata napisał:
            >
            > > Mi pomaga wysiłek do utraty myśli - bieganie, siłownia.
            >
            > no dobra. ale zmęczenie po takim wysiłku też mija - tak jak promile z krwi. i c
            > o
            > wtedy? bo znowu natrętne myśli wracają...

            Mi pomaga, czuję się lżejszy. A inne formy wysiłku, o których wspomniałaś? Już o nich zapomniałembig_grin
            • hellish.monster Re: wysiłek? do utraty mysli? 15.12.09, 12:03
              dr.kunikata napisał:


              > A inne formy wysiłku, o których wspomniałaś? Już
              > o nich zapomniałembig_grin

              biedactwo smile może czas najwyższy sobie przypomnieć? suspicious
              • dr.kunikata Re: wysiłek? do utraty mysli? 15.12.09, 12:13
                hellish.monster napisała:
                > biedactwo smile może czas najwyższy sobie przypomnieć? suspicious
                >
                Dziękuję Ci za chęć pomocy. Do kobiet już się nie dotykam, bo się na nich nie znam. Faceci mnie nie kręcą. Zostaje bieganie i siłowniabig_grin
                • hellish.monster Re: wysiłek? do utraty mysli? 15.12.09, 12:17
                  to nie była chęć pomocy, a tylko jakaś tam rada, wcale nawet nie dobra! wink

                  kiedyś Ci to podejście przejdzie. a jeżeli nie? to współczuję z całego mego
                  potwornego serca. ja to bym tak nie mogła. ale ja jestem inna - mnie i faceci
                  kręcą, i babki wink
                  • dr.kunikata Re: wysiłek? do utraty mysli? 15.12.09, 12:34
                    Jeśli nie przejdzie to żadna strata dla kobiet. Uwierz mibig_grin

                    A ja i tak się już przyzwyczaiłem.
                    • hellish.monster Re: wysiłek? do utraty mysli? 15.12.09, 12:43
                      dr.kunikata napisał:

                      > Jeśli nie przejdzie to żadna strata dla kobiet. Uwierz mibig_grin

                      robisz sobie antyreklamę. albo mi się zdaje suspicious
                      • dr.kunikata Re: wysiłek? do utraty mysli? 15.12.09, 13:00
                        Potworze to nie tak. Nie robię sobie ani reklamy ani antyreklamy. Nie chcę wiązać się z nikim i tak już zostanie. Znam siebie i wiem, że na związkach i kobietach się nie znam. No ale dość już o mniebig_grin

                        • hellish.monster Re: wysiłek? do utraty mysli? 15.12.09, 13:09
                          Potworze - och, jak ja lubię kiedy ludzie się w ten sposób do mnie zwracają! wink

                          Nie jeden/ jedna też tak twierdził/a, że z nikim nie chce się wiązać i takie tam
                          duperelki. Ale im bardziej człowiek się zarzeka, że nie chce, tym bardziej mu
                          nie wychodzi bycie samemu. Coś w tym cholerka jest wink
                          • dr.kunikata Re: wysiłek? do utraty mysli? 15.12.09, 13:26
                            No widzisz, a mi się to udaje już od kilku latbig_grin

                            pzdr
                            • hellish.monster Re: wysiłek? do utraty mysli? 15.12.09, 13:28
                              dr.kunikata napisał:

                              > No widzisz, a mi się to udaje już od kilku latbig_grin

                              a wszystko to do czasu, do czasu!

                              również pzdr
                              • dr.kunikata Re: wysiłek? do utraty mysli? 15.12.09, 17:15
                                Ledwo żyję. Te wasze seksy, Potworze, to psu na budębig_grin Przereklamowane są. Kilka kilometrów wolnym biegiem i szum fal to jest TO.
                                • hellish.monster Re: wysiłek? do utraty mysli? 15.12.09, 17:21
                                  szczerze? wolę seks.
                                  gdybyś dał komuś wybór - bieganie albo seks, zgadnij co wybrałaby zdecydowana
                                  większość? suspicious
                                  • dr.kunikata Re: wysiłek? do utraty mysli? 15.12.09, 17:32
                                    Gdybyś Ty pytała to 99% seksbig_grin (prócz mnie, ja bieganie) Ale gdybym to ja pytał, wszystkie kobiety wskoczyłyby natychmiast w dresybig_grin
      • aglajaaa Re: co mogę... 15.12.09, 12:12
        Nie można nie rozmyślać... myślenie jest podstawą działania, nieprawdaż(?)
        A działanie jet konieczne (może jedynie w niektórych wypadkach, ale jest).
        Można żyć chwilą, jeżeli chwila jest jakimś w miarę uporządkowanym zbiorem
        czegośtamwmiarępoztywnego...
        Jeżeli natomiast jest ona zakręconą strukturą niewiadomoczego należy ją
        odkręcać, ewentulanie "wygłaskać"...
        Ale czasami człowiek nie potrafi sie za to zabrać, nie ma siły, pokonały go
        wcześniejsze nieudane próby, pokonała go rzeczywistość..

        I nie czuję się samotna... Jestem samotna... ale wiem też, że jestem tylko
        dlatego, że tak chcę... i wystarczy tylko sie odwrócić w stronę ludzi a to się
        zmieni... może zamieni się tylko w pozór (nie)samotności (ale czasem ten pozór
        wystarczy), może w coś prawdziwego...
        aaa... noooo i najważniejsze... nie boli mnie samotność(!) jeszcze nie...
        jeszcze jest mi z nią dobrze, czasami tylko tęsknię za ludźmi... ale to nie
        samotność wymaga "zapicia"... Nie...
        • hellish.monster "Myślenie jest podstawą działania" 15.12.09, 13:24
          To bardzo prawdziwe. Czasami się zastanawiam, gdzie się podział mój rozumek, że tak bezmyślnie momentami się zachowuję. Czasami mam ochotę walić głową w ścianę, żeby resztki szarych komórek zaczęły odpowiednio funkcjonować.
          Na szczęście powyższe sytuacje nie zdarzają się zbyt często [czy aby na pewno?]. O tyle jakoś ze mną dobrze, że wiem o tym, że myśleć trzeba by sprawy pewne poukładać. JESZCZE o tym wiem.

          Aglajaa... przecież wiesz o tym, że nie jesteś samotna? Przecież są ludzie... tacy ciekawi i w ogóle... wink Wiem, że pewne rzeczy nie wystarczą, ale...
    • timiy2 Re: co mogę... 15.12.09, 11:40
      bądź silna... "wicher silne drzewa głaszcze..."
    • tapatik Otchłani? 15.12.09, 12:15
      Gdzieś Ty polazła?
      Na chwilę Cię z oczu nie można spuścić.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka