Dodaj do ulubionych

Serce mi peka!

30.03.06, 11:48
Nie wiem co robic. Mam kochajaca, oddana zone, pomimo tego moja podswiadomosc
nie daje mi spac, sni mi sie moje byla dziewczyna sprzed lat z ktora mialem
milosc jak z dobrego romansu; Przemiezylem Swiat zeby ja spotkac; Ona ma na
imie Junko mieszka w Japoni, ja w USA, spotkalismy sie u niej gdy bylem z US
Marines przez rok w Japoni. Znalismy sie niedlugo, potem byla rozlaka,
znajomosc na odleglosc.

Ona miala zawsze pozytywny stosunek do tego ze kiedys sie znowu spotkamy, ja
nie moglem wytrzymac i po 1.5 roku czekania wpadlem w apatie. Teraz zaluje ze
nie poczekalem nastepne pol roku, wtedy miala przyjechac studjowac w
USA...zerwalem z nia kontakt bo mialem dosc, potrzebowalem kogos blisko, i
tylko jej zdecydowane deklaracje milosci mogly mnie zdopingowac do wytrwanie,
niestety, ona byla zajeta szkola i choc pisala, to raz na pare miesiecy.

Czy jej deklaracje ze; "chce zebysmy byli kochankami" i ze "chce byc moja
dziewczyna" i "czy mozesz na mnie poczekac?" ...co slyszalem od niej gdy
jeszcze bylismy blisko, powinny mi wystarczyc na 2 lata czekania? Fakt
mielismy seks, nawet z jej incjatywy, ale z deklaracja milosci sie nie
spieszyla...a ja tego potrzebowalem bo jestem romantykiem.

Czy Wy w takiej sytuacji nie potrzebowlalibyscie powazniejszych deklaracji
milosci; np "Kocham Cie" i bardziej czulych listow? Pomimo tego zaluje ze nie
poczekalem, teraz rozumie ze ona potrzebowala troche wiecej czasu, miala 19
lat a ja 25...zaluje ze nie poczekalem bo nadal ja kocham...
Obserwuj wątek
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 12:14
        libertine21 napisała:

        > ach ta miłość odrzucona piekna i okrutna zarazem :-D

        Najgorsze jest to ze wtedy sadzilem ze to co Ona mi daje jest niewystarczajace,
        teraz widze ze wszystko zmiezalo w dobrym kierunku i bylo by cudownie.

        To moja wina ze nie poczekalem, zawsze chce wszystko albo nic...
          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 12:22
            Teraz mam zone ktora jest cudowna, ale co przyszlo latwo, wydaje sie
            niezasluzone, i nie moge tego zrozumiec dlaczego kobieta ktora robi dla mnie
            wszystko ma meza (mnie) ktory mysli o dziewczynie ktora w porownaniu do niej
            zrobila duzo mniej zeby sobie na to milosc zasluzyc.

            Czy gdy o milosc trzeba walczyc albo na nia czekac, to wtedy ona lepiej
            smakuje, a gdy jest podana na tacy to jej niedoceniamy?
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 12:08
        Nie wypada opuscic zony, ale oszukiwac jej tez nie wypada... Chyba lepiej jest
        byc szczerym. Nie potrafie oszukiwac nikogo, a to tej pory wmawialem sobie ze
        tamta nie zasluzyla na moja milosc, a teraz wiem ze tak nie bylo.
          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 12:26
            A co Ty byc zrobila na moim miejscu?

            Wolalbym dowiedziec sie definitywnie ze moja byla dziewczyna mnie nie chce, a
            tak to nigdy sie nie dowiedzialem tego, to wlasnie nie daje mi spokoju.

            Teraz mysle ze zlamalem Junko serce, a teraz wlasnie pewnie zlamie tez serce
            mojej zony.
              • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 12:35
                To jest wszystko wina ironi losu, bo gdy sie kogos darzy glebokim uczuciem, gdy
                sie bardzo kocha to zycie plata figle i idzie jak po grudzie, a gdy juz jest
                Tobie wszystko jedno to ktos inny podaje Ci milosc na srebrnej tacy...



    • papilotta Re: Serce mi peka! 30.03.06, 12:53
      Walduś, załóż wreszcie spodnie i bądź mężczyzną! rozumiem Twą rozpacz, ale spróbuj spojrzeć na to z innej strony: żona Cię pokochała, zaufała Ci, sam piszesz, że jest Ci oddana... Junko - choć to piękne wspomnienie i obietnica szczęśliwości zarazem - może PONOWNIE okazać się niewypałem... co zrobisz wtedy? czy naprawdę warto rozwalać małżeństwo? Chociaż... jeśli nie macie jeszcze dzieci, to może warto spróbować, później będzie coraz trudniej... ale pamiętaj - podejmujesz wielkie ryzyko i - niestety - być może złamiesz swojej żonie, niewinnej zupełnie, serce... Miłośc to cholerna sprawa, jesli sie tak gmatwa...Trzymam kciuki za właściwą decyzję :) Pozdrawiam
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:13
        papilotta napisała:

        > Walduś, załóż wreszcie spodnie i bądź mężczyzną! rozumiem Twą rozpacz, ale
        > spró buj spojrzeć na to z innej strony: żona Cię pokochała, zaufała Ci, sam
        > piszesz, że jest Ci oddana... Junko - choć to piękne wspomnienie i obietnica
        > szczęśliwości zarazem - może PONOWNIE okazać się niewypałem... co zrobisz
        > wtedy?


        Biore to pod uwage, ale nie chce spedzic reszty mojego zycia w zalu, bo myslac
        o innej nie robie przyslugi mojej zonie. Zaluje tylko ze nie doprowadzilem
        znajomosci z tamta do konca, a tak to nie wiem co moglo sie stac.



        > czy naprawdę warto rozwalać małżeństwo? Chociaż... jeśli nie macie jeszcze
        > dzieci, to może warto spróbować, później będzie coraz trudniej... ale
        >pamiętaj - podejmujes z wielkie ryzyko i - niestety - być może złamiesz swojej
        > żonie, niewinnej zupełnie, serce... Miłośc to cholerna sprawa, jesli sie tak
        > gmatwa...Trzymam kciuki za właściwą decyzję :) Pozdrawiam

        Nawet nie wiem czy tamta jeszcze byla by wstanie mnie po latach przyjac
        zpowrotem. Wtedy wydawala mi sie troche uparta, bo chciala faceta ktory na nia
        czeka tysiace mil zdala, nawet nie mowiac mi; "Kocham Cie"...Co z tego ze
        kochalismy sie fizycznie...skoro na odleglosc nawet tego nie bylo, co z tego ze
        obiecywala ze bedzie moja dziewczyna, przeciez 26 letni facet nie moze czekac 2
        lata bez "kocham Cie" i nie mowiac o seksie.

      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:22
        wyuzdana1 napisała:

        > Waldek to Ty masz serce?

        Gdybym go nie mial, na pewno poczekal bym na nia 2 lata, a tak to cierpialem,
        bylem wtedy juz doroslym facetem (27 lat) trudno jest czekac na kobiete.

        Podczas gdy twoi mlodsi 18-20 letni koledzy prawie wszyscy maja zony u boku,
        zwlaszcza gdy sie jest w mojsku zawodowym, wlasnie wtedy potrzebowalem kogos
        bardzo, a jej powsciagliwe listy mogly mi wystarczec gdy mialem 18 lat a nie
        27...Zreszta gdy napisalem do niej ze "placze za nia" to powiedziala mi ze
        myslala ze zartuje...Powiedziala mi ze powinienem spedzac wiecej czasu z
        przyjaciolmi, a Ona i tak przyjedzie...ale latwo powiedziec. Ja jestem
        niepoprawnym romantykiem, potrzebowalem uzlyszec "Kocham Cie" a nie tylko
        deklaracji o tym ze sie spotkamy w przyszlosci.

        Sam juz nie wiem czy mialem racje ze nie wytrzymalem presji.
          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:36
            libertine21 napisała:

            > trudno jest czekac na kobiete.? a kobiecie jest latwiej? no sorry....

            Gdyby Ona przezywala nasza rozlake tak jak ja, to napewno widac byloby to w jej
            listach, Ona wtedy byla bardziej skoncentrowana na szkole, choc wiem ze chciala
            byc ze mna ale raczej slabo to wyrazala. Nie bylem gotow czekac tak dlugo, bo
            gdy ja spotkalem to juz bylem gotowy isc na calego, nawet ozenic sie z nia, a
            ona o dziwo potrzebowala bardziej seksu niz powaznych wyznan...
              • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:48
                libertine21 napisała:

                > A uwazasz ze jak ja spotkasz to bedzie inaczej skad wiesz moze ona jest juz
                > zajeta ma meza i dzieci pomysl

                Wlasnie ktos juz mi sugerowal ze sen o niej byl telepatyczny, moze wlasnie
                wyszla za maz...i w ten sposob probowala sie "pozegnac". Ale ta sama osoba
                sugerowal ze ten sen moze rowniez byc powodem tego ze ona teraz mnie wlasnie
                potrzebuje...

                Nie wiem czy powinienem ja odnalezc?
    • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:39
      Waldek, moiim zdaniem "drapiesz sie tam, gdzie cie nie swedzi"..
      po co gdybac, co by bylo gdyby... tego sie nigdy nie dowiesz.
      po co dramatyzowac " ojej, los podal mi zone na tacy, jam niegodny".. żenada...
      sorry, nie zachowuj sie jak mieczak albo jakis pseudoromantyczny
      mickiewiczowski kochanek - to nie pasuje do siebie i twoich ulubionych
      obszczanych gaci:)

      ciesz sie, ze masz kobiete i doceniaj kazdy dzien... i nie zatruwaj sobie zycia
      jakims "gdybaniem"
      • stokrotka101 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:48
        Wiesz, rozumiem Cię,ale lepiej żyć przyszłóścią niż przeszłością. To co
        wydażyło się te pare lat temu to twoja przeszlość a nie obecne życie. Skup sie
        na swojej żonie, a nie na tym co było kiedyś. Pewnie ze warto wspominać, ale to
        TYLKO wspomnieniai nie powinny dominować nad teraźniejszoscią.
        agatka_to_ja dobrze napisała: ciesz sie, ze masz kobiete i doceniaj kazdy
        dzien... i nie zatruwaj sobie zycia
        >
        > jakims "gdybaniem"



        • waldek1610 nie wiem czy kocham ale czuje sie winny.... 30.03.06, 14:02
          Naprawde jest mi ciezko, choc na zewnatrz jestem mocny wkoncu bylem w desancie
          morskim i policji, ale wewnatrz jestem jak maslo... Gdy mysle o Junko to czuje
          ciezar na moim sercu, nie jestem pewien ze ja nadal kocham, jedno czego jestem
          pewien to ze jestem odpowiedzialny za nia...i byc moze ja zranilem.

          Wiem ze teraz powiesz; a co z twoja zona...
              • agatka_to_ja Re: nie wiem czy kocham ale czuje sie winny.... 30.03.06, 14:11
                waldek1610 napisał:

                > Przegapilem milosc mojego zycia, a najgorsze jest to ze nie potrafie docenic
                > milosci mojej zony.

                a skad wiesz, ze to milosc twojego zycia????????????? raczej NIE!, bo gdyby nią
                byla to bylibyscie razem!

                ni uzalaj sie nad sobą... bo to żaalosne... podobnie jak twoje wspominanie o
                marines.
                • waldek1610 Re: nie wiem czy kocham ale czuje sie winny.... 31.03.06, 00:02
                  agatka_to_ja napisała:

                  > waldek1610 napisał:
                  >
                  > > Przegapilem milosc mojego zycia, a najgorsze jest to ze nie potrafie
                  > > docenic milosci mojej zony.

                  > a skad wiesz, ze to milosc twojego zycia????????????? raczej NIE!, bo gdyby
                  > nią byla to bylibyscie razem!

                  Tak, bylibysmy razem gdybym mial cierpliwosc, ale wydaje mi sie ze mialem swoje
                  powody zeby sie zniechecic. Gdybym wiedzial na 100% ze mnie kocha to bym
                  czekal, a tak to byla tylko krotka znajomosc bliska, ale niezbyt gleboka
                  uczuciowo z jej strony. Wydaje mi sie ze choc bylo wiele sumpati pomiedzy nami,
                  byl seks i plany przyszlosci razem...to na malo zeby przetrwac 2 lata.



                  > ni uzalaj sie nad sobą... bo to żaalosne... podobnie jak twoje wspominanie o
                  > marines.

                  Agatka to nie jest teraz wazne, niektore osoby denerwuja jakiekolwiek wzmianki
                  ktore podkreslam "w ich oczach" czynia mnie lepszym. Ale trudno opowiadac o
                  mojej histori, bez podania waznych szczegolow.


                  Zreszta jesli cos jest czescia Twojego zycia to dlaczego unikac wspominania o
                  tym?
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 13:57
        Agatka,
        Jestem naprawde romantycznym facetem, dlatego potrafie chcic kobiece cialo,
        dlatego kobiece wdzieki nie pozostaja mi obojetne, do tego stopnie ze jesli juz
        jakas spala ze mna to kazda ( a naprawde nie bylo ich az tak wielu) kazda z
        nich jest pod glebokim wrazeniem.

        Zazdrosze twojego praktycznego podejscia do zycia, czasami wolalbym byc twardy
        wewnatrz, a moja sile jest tylko zewnetrzna. Tak naprawde to jestem wrazliwym
        gosciem, nigdy nie zranilbym kobiety, ale z tego samego powodu latwo mnie
        zranic kobiecie.

          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 14:04
            Czyba masz racje, ale to nie pomaga, nadal czuje sie odpowiedzialny za Junko,
            bardziej niz utraty milosci obawiam sie utrafy szacunku...nie chce wygladac w
            jej oczach jak jakis dupek.
            • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 30.03.06, 14:15
              waldek1610 napisał:

              nadal czuje sie odpowiedzialny za Junko,
              > bardziej niz utraty milosci obawiam sie utrafy szacunku...nie chce wygladac w
              > jej oczach jak jakis dupek.

              ale to ŻONIE przysiegales "milosc i wiernosc i uczciwosc malzenska"... a nie
              jakiejs panience z przeszlosci.. i powinienes sie martwic o żone, a nie o dawna
              kochanke..

              no, chyba, ze chcesz przeleciec Junko... bo ci sie zona znudzila..

              tylko wtedy przestan zgrywac romantycznego kochanka, bo za cholere to do ciebie
              nie pasuje
              • waldek1610 Re: Serce mi peka! 31.03.06, 02:14
                Nie rozumiesz zycia Agatka, facetowi nie zawsze chodzi o "urozmaicenia w
                supialni"...tak sie sklada ze tamtej tez obiecywalem, ale byc moze to jej wina
                ze miala taki spozniony zaplon.

                Moze to nie jest ani jej ani moja wina, po prostu zycie sie skomplikowalo, i
                los splatal nam figla.
          • stokrotka101 Re: Serce mi peka! 30.03.06, 14:07
            libertine21 to sie tylko łatwo mowi, mu chyba jest naprawde bardzo ciężko.
            Waldek musi coś z sobą zrobić, bo jak żona zoriętuje sie o co naprawde chodzi
            to sytuacja naprawde będzie neiciekwawa.
            Waldek nie zastanawiałeś sie nad tym,że wspomnienia koloryzują całą sytuacje?
            Może tak bardzo jesteś oczarowany swoimi myślami, że kochasz te wspomnienia a
            nie prawdziwą osobe?. P
                • waldek1610 Re: Serce mi peka! 31.03.06, 00:24
                  stokrotka101 napisała:

                  > Ja go troche rozumie, ale musi wziaść sie wgarść, bo inaczej bedzie mial
                  > małe piekiełko

                  Juz teraz nie moge spac, i normalnie funkcjonowac, poza tym rozmwialem z zona o
                  tym dlaczego ona zostawila swojego chlopaka, i dlaczego jest ze mna?

                  I wlasnie zona powiedziala ze pewnego dnia obudzila sie, wiedzac ze nie czuje
                  nic do tamtego chlopaka, wkrotce potem poznala mnie....Czy to nie ironia losu?

                  Jesli zona oparla sie na snach, i nie potrafila zyc przeciwko swoim uczuciom,
                  to tymbardziej mi podpowiada ze w takim razie to ja ignoruje moje prawdziwe
                  uczucia. Boje sie ze zmarnuje sobie zycie, ale nie jestem pewniem ze
                  kiedykolwiek bylbym znowu po prawie ponad 5.5 roku z Junko?
            • waldek1610 Re: Serce mi peka! 31.03.06, 00:16
              stokrotka101 napisała:

              > libertine21 to sie tylko łatwo mowi, mu chyba jest naprawde bardzo ciężko.
              > Waldek musi coś z sobą zrobić, bo jak żona zoriętuje sie o co naprawde chodzi
              > to sytuacja naprawde będzie neiciekwawa.

              Tak, juz od ponad tygodnia jestem w okropnie smetnym nastroju, a dzisaj zona
              zauwazyla ze placze przed wyjsciem do pracy, to nie jest jej wina ale widze ze
              byla zaalarmowany moim zachowaniem... i szykuje sie rozmowa.

              > Waldek nie zastanawiałeś sie nad tym,że wspomnienia koloryzują całą sytuacje?
              > Może tak bardzo jesteś oczarowany swoimi myślami, że kochasz te wspomnienia a
              > nie prawdziwą osobe?. P

              To nie tylko wspomnienia, to jest zal straconej szansy z mojej strony, bo gdy
              czytalem stare listy to okazalo sie ze moglo byc wspaniale, ale ja nie
              poczekalem byc moze pol roku wieciej. Ale wtedy gdy wpadlem w apatie po 1.5
              czekania na nia bylem na nia wsciekly ze na moje listy pelne milosci
              odpowiadala opowiesciami, 2/3 lisu o jej kursie scuba-diving (nurkowania) i o
              tym, ze nie powinienem sie martwic bo spotkamy sie gdy przujedzie studiowac
              kolo Seatle, a ja wtedy bylem w Polnocnej Karolinie. Wtedy nie wiedzialem czy
              traktuje mnie powaznie, i czy tylko chce mnie widziec przy okazji studiow.
    • Gość: Porcupine Re: Serce mi peka! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 30.03.06, 15:01
      Myślę, że przede wszystkim jest to nieuczciwe wobec Twojej żony. Jeśli jest się
      w związku z jedna osobą, a cały czas myśli się o innej osobie, to taki związek
      nie ma szans przetrwania. Uczciwiej było by rozstać się z żoną i pozostać
      samemu (do czasu, póki nie pokocha się na prawdę). Sam fakt, że wracają do
      Ciebie wspomnienia o Junko lub innych kobietach świadczy o tym, że nie kochasz
      żony całym sobą (duszą, sercem i ciałem). W prawdziwej miłości nie ma miejsca
      na takie wspomnienia, czy tez zauroczenia innymi osobami. Jeśli kochasz kogoś
      całym sobą, to w każdej swojej mysli i uczynku jesteś oddany tylko tej osobie,
      nikt inny dla ciebie nie istnieje.

      To, że myślisz o innej, świadczy o tym, że "kochająca, oddana żona" nie jest
      jednak odpowiednią osobą dla Ciebie, a Ty oszukujesz i siebie i ją. Zasłanianie
      się "romantycznością" i "cierpietnictwem" jest conajmniej żałosne. Jest takie
      określenie "passive agressive", które idealnie pasuje do takiej osoby jak Ty.
      Wolisz pasywnie tkwić w związku, który tak naprawde nie jest dla Ciebie w pełni
      satysfakcjonujący. Wolisz oszukiwać niż zostać sam. Boisz sie podjąć
      jakąkolwiek decyzje, myślisz, że życie samo jakoś rozwiąże Twój dylemat. W
      międzyczasie krzywdzisz swoją biernością i tchórzostwem swoją żonę i siebie
      samego. Chcesz tkwić w takim układzie przez wiele lat, ciągle zastanawiając
      się, jak by było z Junko (czy inną kobietą), żałując czegoś, teskniąc za
      czymś, "cierpiąc"? Nie lepiej uczciwie powiedzieć żonie, że tak na prawdę nie
      jesteś do końca szczęśliwy w tym związku, że musisz odnaleźć siebie i to, co
      naprawdę czyni Ciebie szczęśliwym? Bo jeśli nie znasz siebie i nie wiesz co tak
      naprawde czyni ćiebie szczęśliwym, to nie będziesz w stanie obdarzyć inną osobę
      miłością i szczęściem.

      Wygląda na to, że nie wiesz, czego tak naprawde pragniesz... Być może nawet nie
      wiesz, czym jest Miłość... Być może jeszcze jej nie doświadczyłeś W PEŁNI...

      Życzę odwagi!
      • waldek1610 Czuje ze zbyt wiele zainwestowalem w Junko..na nic 31.03.06, 00:48
        Gość portalu: Porcupine napisał(a):

        > Jest takieokreślenie "passive agressive", które idealnie pasuje do takiej
        > osoby jak Ty. Wolisz pasywnie tkwić w związku, który tak naprawde nie jest
        > dla Ciebie w pełnisatysfakcjonujący. Wolisz oszukiwać niż zostać sam.

        A co powiesz jesli powiem Ci ze to wlasnie ja przestalem odpowiadac na listy
        Junko, bo wlasnie sadzilem ze nie jestem szczesliwy w "zwiazku z nia". Jak
        moglbym byc szeczesliwy gdy, bylismy ze soba tak ktotko, byl seks i fascynacja
        moja osoba z jej strony, ja tez bylem w niej zauroczony, myslalem ze ja kocham.
        Ale ona pisala przez 1.5 roku zebym sie nie martwil bo spotkamy sie jeszcze, a
        ja potrzebowalem wiecej milosci nawet w slowach...Nie dotrwalem do konca,
        mialem 27 lat i potrzebowalem w koncu miec kogos obok mnie. Ona wtedy to
        ignorowala, myslala ze moge czekac latami, moze dlatego ze miala 20 lat i
        jeszcze nie gotowa byla na malzenstwo..

        Ale z drugiej strony gdy ja spotkalem w Japoni mowila mi ze w tym kraju czuje
        sie w depresji, jest jej ciezko, pozatym miala problemy ze akceptacja siebie
        samej, mysla ze nie zasluguje na milosc bo nie jest typem modelki, a przeciez
        byla piekna, madra dziewczyna. Niby od razu wiedzielismy ze do siebie pasujemy,
        ale ona jednak nigdy nie powiedziala mi;"Kocham Ciebie".

        Cz wedlug ciebie jej slowa; "Chce zebysmy byli kochankami" "chce byc Twoja
        dziewczyna" i "czy bedziesz na mnie czekal?" swiadczyly o jej uczuciu milosci,
        czy tylko po prostu potrzebowala mnie z innych wzgledow?


        Boisz
        >sie podjąć jakąkolwiek decyzje, myślisz, że życie samo jakoś rozwiąże Twój
        >dylemat. W międzyczasie krzywdzisz swoją biernością i tchórzostwem swoją żonę
        >i siebie samego. Chcesz tkwić w takim układzie przez wiele lat, ciągle
        >zastanawiając się, jak by było z Junko (czy inną kobietą), żałując czegoś,
        teskniąc za
        > czymś, "cierpiąc"? Nie lepiej uczciwie powiedzieć żonie, że tak na prawdę nie
        > jesteś do końca szczęśliwy w tym związku, że musisz odnaleźć siebie i to, co
        > naprawdę czyni Ciebie szczęśliwym?

        Junko uczynila by mnie szczesliwym jesli okazala by wiecej czulosci do mnie, a
        nie tylko deklaracji o tym ze "nie martw sie, spotkamy sie jeszcze kiedys?" Czy
        twoim zdaniem to powinno wystarczyc 27 letniemu facetowi zeby czekac 2 lata na
        kobiete, ktora nie wiadomo nawet czy kocha?

        • fredrus Re: Serce mi peka! 31.03.06, 15:59
          Nie czytalem wszystkiego. Przedewszyskim musisz odpowiedziec sobie na pytanie -
          czego ty chcesz, czy chcesz byc ze swoja zona czy z ta Japonka? Jesli zalezy
          ci na malzenstwie, to zapomnij o tej Japonce. Naucz sie kochac swoja zone,
          dostrzegac pozytywne jej cechy i nigdy, przenigdy nie wspominaj swojej zonie co
          czujesz wzgledem tej Japonki. Wiem ze chcesz byc szczery ze swoja zona, ale sa
          pewne rzeczy, ktorych sie nie mowi nikomu. Czy powidzialbys czlowiekowi ze
          zdeformowana poparzeniem twarza, ze jego widok przyprawia cie o wymioty, tylko
          dlatego zeby byc z nim szczerym? Albo pomysl tak - jak ty bys sie czul gdybys
          to ty byl zakochany w swojej zonie, a ona mialby podobny dylemat do twojego?
          Pamietaj,ze kobiety sa bardziej sklonne wybaczyc zdrade sexualna , ale zdrady
          uczuciowej nigdy! Jesli nie planujesz rozwodu z zona, to nigdy jej o tym nie
          wspominaj. Ona ci tego nie wybaczy i poczuje sie zawiedziona i zdradzona. Jesli
          spodziewasz sie wdziecznosci za swoja szczerosc, to jestes w wielkim bledzie,
          kobiety mysla inaczej niz mazczyzni.
          Don't do it!, she will feel down, and betrayed ,it may be begining of the end
          of your mariage.
          • stokrotka101 Re: Serce mi peka! 31.03.06, 17:00
            Ty miałeś 27 lat a ona 20? To była jeszcze smarkula. I dla wspommnień o
            niedojrzałej dziewczynie chcesz poswiecic małżeństwo?
            twoje uczucie pewnie byłó dojrzale ale jej spewnoscia nie.
            Zastanów sie czy warto poswięcić realne życie dla wspomnień z przed paru lat?
            A nie jest tak, ze wspominasz ją bo bawiła się twoją miłością i przez to
            uraziła twoje meskie ego?
            • Gość: Porcupine Re: Serce mi peka! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 31.03.06, 19:03
              Tak naprawde to nie wiesz sam, czego pragniesz... To, że żony nie kochasz jest
              oczywiste. Bo gdybyś kochał, to myśli o innej nie zjawiały by się z taką siłą w
              Twoim umyśle. Ale czy kochałeś Junke? Nie wiem. Został Ci żal, ale czy to jest
              to samo co miłość? Ciągle wypominasz jej słowa, że nie mówiła "kocham", etc.
              Ciągle rozczulasz się nad tym jak dawałeś jej 1000% swojej miłości. Jak gdyby
              miłość można było zmierzyć w ten sposób.

              Jesteś osobą niezmiernie egoistyczną w najbardziej negatywnym znaczeniu tego
              słowa. Nie powinieneś być z żadną kobietą póki nie zrozumiesz siebie samego i
              swoich potrzeb. Inaczej będziesz tylko krzywdzić kolejne kobiety. Myślę, że
              Junko tez skrzywdziłeś. A teraz krzywdzisz swoją kochającą żonę. Powinieneś
              przez jakiś czas zostać sam. And straighten your priorities.
              • waldek1610 bylem "egoista".... ktory mial serce a nie kamien 01.04.06, 08:10
                Gość portalu: Porcupine napisał(a):

                > Tak naprawde to nie wiesz sam, czego pragniesz... To, że żony nie kochasz
                > jest oczywiste. Bo gdybyś kochał, to myśli o innej nie zjawiały by się z taką
                > siłą w Twoim umyśle. Ale czy kochałeś Junke? Nie wiem. Został Ci żal, ale czy
                > to jest to samo co miłość? Ciągle wypominasz jej słowa, że nie
                > mówiła "kocham", etc. Ciągle rozczulasz się nad tym jak dawałeś jej 1000%
                > swojej miłości. Jak gdyby miłość można było zmierzyć w ten sposób.

                Nie mozna mierzyc milosci, ale wiem ze zrobilem dla niej wiele. Niestety milosc
                nigdy nie jest bezinteresowna, w koncu nie wystarcza Ci tylko dawac, chcesz tez
                byc kochanym.

                > Jesteś osobą niezmiernie egoistyczną w najbardziej negatywnym znaczeniu tego
                > słowa. Nie powinieneś być z żadną kobietą póki nie zrozumiesz siebie samego i
                > swoich potrzeb. Inaczej będziesz tylko krzywdzić kolejne kobiety. Myślę, że
                > Junko tez skrzywdziłeś. A teraz krzywdzisz swoją kochającą żonę. Powinieneś
                > przez jakiś czas zostać sam. And straighten your priorities.

                Sluchaj, gdybym powiedzial moim w wiekszosci mlodszym kolegom z Marines (ktorzy
                prawie wszyscy mieli zony przy boku).. jak wyglada moja znajomosc z Junko to
                chyba powiedzieliby; "Yeap, you're an idiot Wally!" Trudno w wieku 27 lat
                plakac, i pisac listy do kobiety ktora jest 14 tys mil od Ciebie i do tego nie
                potrafi zdopingowac swojego kochanka do czekania, zdecydowana deklaracja
                milosci.

                Gdyby byla blisko to wcale nie oczekiwalbym od niej takich zdecywowanych
                deklaracji, bo wystarczyla by mi jej bliskosc. Masz racje bylem egoista, ale
                egoista ktory badz co badz mial plynaca krew w zylach...i nie byl z kamienia.
                Nie jest w moim stylu zdradzac kobiete, wiec wlasnie tylko od niej oczekiwalem
                milosci cielesnej, a dlatego ze jej nie bylo, 1.5 roku bez seksu, doprowadzilo
                mnie do stanu apati...mialem dosc czekania na kogos kto mnie nie kocha.

                Zaluje ze nie mielismy mozliwosci widywania sie przez dluzszy okres na
                poczatku, wtedy moze moglbym czekac nawet dluzej.


            • waldek1610 zamiast straconej milosci,boje sie ze ja zawiodlem 01.04.06, 07:48
              stokrotka101 napisała:

              > Ty miałeś 27 lat a ona 20? To była jeszcze smarkula. I dla wspommnień o
              > niedojrzałej dziewczynie chcesz poswiecic małżeństwo?
              > twoje uczucie pewnie byłó dojrzale ale jej spewnoscia nie.

              Stokrotka, dziekuje Ci za pomoc..naprawde! Zawsze obawialem sie ze wlasnie
              spotkalem ja w nieodpowiednim czasie (miejscu tez...), i chyba nie powinienem
              zalowac, bo to nie moja wina ze Ona nie byla gotowa na moja milosc..mam tylko
              nadzieje ze ona wlasnie teraz majac 27, doceni moje oddanie i moja milosc i nie
              bedzie miala do mnie zalu, bo wlasnie dla niej poswiecilem wiecej niz dla
              jakiejkolwiek innej kobiety. Wlasnie dlatego teraz mnie tak to boli.


              > Zastanów sie czy warto poswięcić realne życie dla wspomnień z przed paru lat?
              > A nie jest tak, ze wspominasz ją bo bawiła się twoją miłością i przez to
              > uraziła twoje meskie ego?


              Nie, Ona byla zupelnie innym typem dziewczyny.... byla skromna, madra, byla
              bardzo dojrzala (psychicznie) jak na jej wiek, wiem ze chciala zebysmy byli
              razem i zebym na nia "poczekal" ale widocznie nie byla gotowa na to zeby kochac.

              Nie sadze ze sie bawila, kiedy ja spotkalem miala 19 lat, a ja prawie 26. Wiem
              ze zamierzala na mnie czekac. Bo powiedziala mi; "Czy mozesz na mnie poczekac",
              i "chce zebysmy byli kochankami", "Chce byc twoja dziewczyna"..To prawda
              kochalismy sie fizycznie, ale potem podczas tak dlugiej rozlaki nawet tego nie
              bylo, a ja potrzebowalem wieciej czulosci w jej listach, potrzebowalem zeby
              powiedziala; "Kocham Cie" zamiast tego byly tylko zapewnienia zebym sie nie
              martwil bo sie spotkamy i zebym na nia czekal...

              Ale ja nie moglem zdusic w sobie nie tylko potrzeby kochania i bycia kochanym,
              po prostu potrzebowalem kobiety, potrzebowalem bliskosci, dotyku, slow otuchy,
              potrzebowalem byc potrzebny...i to wtedy, nie "pozniej". Wlasnie dlatego po
              1.5 roku czekania wpadlem w apatie, i pewnego dnia obudzilem sie, zamiast
              milosci do niej czulem apatie. Nie mialem juz nawet sily zeby czuc do niej zal
              i nienawisc. Zaczalem szukac innych kobiet, i bo bylo ich pelno wokolo, ale
              teraz zaluje bo nadal czuje do niej sympatie.
              • Gość: Porcupine Re: zamiast straconej milosci,boje sie ze ja zawi IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 01.04.06, 14:37
                > Nie sadze ze sie bawila, kiedy ja spotkalem miala 19 lat, a ja prawie 26.
                Wiem
                > ze zamierzala na mnie czekac. Bo powiedziala mi; "Czy mozesz na mnie
                poczekac",
                >
                > i "chce zebysmy byli kochankami", "Chce byc twoja dziewczyna"..To prawda
                > kochalismy sie fizycznie, ale potem podczas tak dlugiej rozlaki nawet tego
                nie
                > bylo, a ja potrzebowalem wieciej czulosci w jej listach, potrzebowalem zeby
                > powiedziala; "Kocham Cie" zamiast tego byly tylko zapewnienia zebym sie nie
                > martwil bo sie spotkamy i zebym na nia czekal...
                >
                > Ale ja nie moglem zdusic w sobie nie tylko potrzeby kochania i bycia
                kochanym,
                > po prostu potrzebowalem kobiety, potrzebowalem bliskosci, dotyku, slow
                otuchy,
                > potrzebowalem byc potrzebny...i to wtedy, nie "pozniej". Wlasnie dlatego po
                > 1.5 roku czekania wpadlem w apatie, i pewnego dnia obudzilem sie, zamiast
                > milosci do niej czulem apatie. Nie mialem juz nawet sily zeby czuc do niej
                zal
                > i nienawisc. Zaczalem szukac innych kobiet, i bo bylo ich pelno wokolo, ale
                > teraz zaluje bo nadal czuje do niej sympatie.


                To trzeba było WTEDY powiedzieć Junko o swoich uczuciach i potrzebach, a nie
                czekać. Jeśli WTEDY brakowało Ci takiej pewności z jej strony, słów, etc., to
                właśnie WTEDY trzeba było o tym mówic. I mówić WTEDY o tym do NIEJ, a nie TERAZ
                i do zupełnie obcych ludzi. Dojrzałość emocjonalna miedzy innymi na tym polega,
                że dwie dorosłe osoby mówią sobie o wszystkim odrazu, a nie czekają aż minie
                lika lat i żale się pogłębią.

                Wygląda na to, że chciałeś na siłe wymusić wyznanie miłości od Junke. Tak nie
                może być. Dziewczyna była wobec Ciebie uczciwa. Nie była pewna swoich uczuć,
                więc nie śpieszyła się z wylewnymi (i pustymi) wyznaniami i obietnicami. Takie
                pochopne obietnicy są domeną właśnie takich "romantyków". A czlowiek uczciwy,
                jeśli nie jest na 100% pewny swoich uczuć, to nie powie Ci "kocham Cię" tylko
                po to by połechtać Twoje ego. Ale widocznie cenisz tylko słowa, nawet jeśli są
                kłamstwem, skoro cały czas wypominasz, że ona Ci tych słów nie powiedziała.
                Ważniejsze były słowa, a nie osobowość Junko, nie jej uczucia. Mogłeś
                ją "kochać" tylko pod warunkiem, że ona odwzajemni (natychmiast) Twoje uczucie
                dokładnie tak jak Ty sobie to wyobrażałeś. Ponieważ tego nie zrobiła,
                poczułeś "apatie", no bo ja można czekac na kogoś tyle lat nie mając pewności,
                że ona odwzajemnia uczucie?! Uwierz mi, jeśli sie naprawde KOCHA, to można i
                całe życie czekac na te jedną jedyna osobę. I można żyć beż seksu przez wiele
                lat. Trzeba mieć WOLĘ i wiedzieć czego sie naprawdę pragnie. I nie rozdrabniać
                sie na inne drobne i krótkotrwałe związki tylko po to by się nie czuć samotnie.

                Ale nie każdy ma czas i ochotę by poznać i zrozumieć siebie samego. Nie każdy
                ma ochotę zrozumieć co jes naprawde ważne dla niego. Ty jeszcze nie poznałeś
                siebie. Więc nie będziesz w stanie kochac i być szczęśliwym z ŻADNĄ kobietą.

                I jeszcze jedno. NIe możesz na siłe zmusić inną osobę do pokochania Ciebie. Ona
                albo kocha z własnej niewymuszonej woli i WIE o tym, albo nie kocha i wtedy
                żadne Twoje starania nie pomogą. Jeśli ktoś nie jest "gotowy", to znaczy , że
                nie jest gotowy i musisz uszanować tę osobę i jej uczucia. Ty nie miałeś
                szacunku ani do Junko ani do własnej żony. Chodziło tylko o zaspokojenie
                Twojego małostkowego ego. I nadal chodzi tylko o to...

                Żałosne...
                • waldek1610 Re: zamiast straconej milosci,boje sie ze ja zawi 02.04.06, 08:08
                  Gość portalu: Porcupine napisał(a):


                  > To trzeba było WTEDY powiedzieć Junko o swoich uczuciach i potrzebach, a nie
                  > czekać. Jeśli WTEDY brakowało Ci takiej pewności z jej strony, słów, etc., to
                  > właśnie WTEDY trzeba było o tym mówic. I mówić WTEDY o tym do NIEJ, a nie
                  > TERAZ i do zupełnie obcych ludzi. Dojrzałość emocjonalna miedzy innymi na tym
                  > polega,że dwie dorosłe osoby mówią sobie o wszystkim odrazu, a nie czekają aż
                  > minie lika lat i żale się pogłębią.

                  Mowilem jej w listach o wszystkim co mialem na sercu, wlasnie to byl problem bo
                  ja bylem zbyt szczery i uczuciowy i mowilem jej absolutnie wszystko co czuje,
                  ale trafialo to w guche ucho.

                  Kiedys napisalem jej ze kiedy o niej mysle to mam lzy w oczach. Co Ona na to?
                  Napisala ze myslala ze zartuje, i napisala ze powinienem; " See other people
                  and have a good time every day" (Idz spotykaj innych ludzi i miej dobry czas
                  codziennie) Nie wydaje Ci sie to troche nieczule, nawet w stosunku do
                  przyjaciela...


                  > Wygląda na to, że chciałeś na siłe wymusić wyznanie miłości od Junke. Tak nie
                  > może być. Dziewczyna była wobec Ciebie uczciwa. Nie była pewna swoich uczuć,
                  > więc nie śpieszyła się z wylewnymi (i pustymi) wyznaniami i obietnicami.


                  Wlasnie dlatego po 1.5 roku zrozumialem ze wymagam od niej czegos na co Ona nie
                  jest gotowa mi dac, myslalem ze moja uparta adoracja tej dziewczyny wyglada
                  zalosnie i byc moze Ona traktuje mnie tylko jak przyjaciela.

                  Doskonale zrozumialem ja gdy powiedzialem jej "Kocham Cie" gdy jeszcze bylismy
                  blisko, te slowa wywarly na niej odwrotny efekt, ale powiedzialem to zaraz
                  przez wyjazdem z Japoni, niedlugo po tym jak kochalismy sie i ona powiedziala
                  mi ze "chce zebysmy byli kochankami" i zebym na nia czekal....Widocznie dla
                  niej to byly dwa rozne pojecia. Dlatego potem w listach nigdy nie uzywalem
                  slowa; "I Love you" za zamiast tego "tesknie za toba" i caluje..itd.


                  > Takie pochopne obietnicy są domeną właśnie takich "romantyków". A czlowiek
                  > uczciwy, jeśli nie jest na 100% pewny swoich uczuć, to nie powie Ci "kocham
                  > Cię" tylkopo to by połechtać Twoje ego. Ale widocznie cenisz tylko słowa,
                  > nawet jeśli są kłamstwem, skoro cały czas wypominasz, że ona Ci tych słów nie
                  > powiedziała. Ważniejsze były słowa, a nie osobowość Junko, nie jej uczucia.

                  Skad moglem wiedziec jakie sa jej uczucia, zrozumialem ze dla niej fakt
                  posiadania chlopaka (kochanka) jeszcze z zachodu, poprawial jej poczucie
                  wartosci i tyle, wiem bo mowila mi ze jest w depresji, i nie czuje sie piekna i
                  atrakcyjna, bo "nie jest typem modelki" choc dla mnie byla naprawde atrakcyjna.

                  Porcupine,
                  Gdybys wiedziala ze dla Japonki seks nie znaczy tyle co w naszej kulturze, to
                  zrozumialabys ze dla niej to byl sport, z facetem ktory wydaje sie jej
                  atrakcyjny. Sama pytala sie; "Did you have fun"? Po tym jak kochalismy sie...


                  > Mogłeś ją "kochać" tylko pod warunkiem, że ona odwzajemni (natychmiast)
                  > Twoje uczucie dokładnie tak jak Ty sobie to wyobrażałeś. Ponieważ tego nie
                  > zrobiła, poczułeś "apatie", no bo ja można czekac na kogoś tyle lat nie mając
                  > pewności, że ona odwzajemnia uczucie?! Uwierz mi, jeśli sie naprawde KOCHA,
                  > to można i całe życie czekac na te jedną jedyna osobę. I można żyć beż seksu
                  > przez wiele lat. Trzeba mieć WOLĘ i wiedzieć czego sie naprawdę pragnie. I
                  > nie rozdrabniać sie na inne drobne i krótkotrwałe związki tylko po to by się
                  > nie czuć samotnie.

                  Ale ja zaczalem rozumiec po 1.5 roku ze nie znacze dla niej tyle co ona dla
                  mnie, wiec sadzilem ze zrobie jej przysluge gdy zostawie ja w spokoju. Poza tym
                  gdybysmy mogli sie widywac to bylaby inna sprawa, pozatym nie rozumiesz chyba
                  jak wymagajace przychicznie jest US Marines, dlatego wlasnie mowi sie ze "The
                  most dificult job in Marine Corp is; Marine wife"..nic dziwnego ze prawie nawet
                  prawie wszyscy 18-20 latkowie mieli zony albo dziewczyny na miejscu.

                  Nawet sugerowala w jej listach zebym mial seks z innymi kobietami to nie bede
                  tak sie meczyl, a Ona i tak przyjedzie. Po pierwsze nie bylo latwo znalezc
                  dziewczyny w malym miescie gdzie sa sami wojskowi i ich zony. Po drugie, ja nie
                  potrafilbym kochac z inna myslac o Junko.


                  > Ale nie każdy ma czas i ochotę by poznać i zrozumieć siebie samego. Nie każdy
                  > ma ochotę zrozumieć co jes naprawde ważne dla niego. Ty jeszcze nie poznałeś
                  > siebie. Więc nie będziesz w stanie kochac i być szczęśliwym z ŻADNĄ kobietą.
                  > I jeszcze jedno. NIe możesz na siłe zmusić inną osobę do pokochania Ciebie.


                  Wlasnie dlatego odszedlem od Junko, nie chcialem ja latami ponaglac gdy
                  dziewczyna jest mloda i naprawde nie potrzebowala wtedy jeszcze powaznego
                  zwiazku. Gdybym byl 5 lat mlodszy to moglbym na nia czekac, a tak to czulem sie
                  jakbym ja byl zmuszal do czegos. Po prostu ona miala 19 lat a ja 26 jak
                  spotkalismy sie, mysle ze choc pasowalismy do siebie charakterem, to
                  nadawalismy na innych falach, a ja potrzebowalem nie tylko kochanki, ale i
                  kogos bliskego...

                  > Ona albo kocha z własnej niewymuszonej woli i WIE o tym, albo nie kocha i
                  > wtedy żadne Twoje starania nie pomogą. Jeśli ktoś nie jest "gotowy", to
                  > znaczy , że nie jest gotowy i musisz uszanować tę osobę i jej uczucia. Ty
                  > nie miałeś szacunku ani do Junko ani do własnej żony. Chodziło tylko o
                  > zaspokojenie Twojego małostkowego ego. I nadal chodzi tylko o to...Żałosne...

                  Masz racje, Ona nie mogla zmuszac sie i mowic mi ze mnie kocha. Ale nawet jako
                  przyjaciel ona tez byla samolubna bo glownie pisala o sobie, jej pracy ,szkole,
                  planach kariery. Pisala tylko; "look toward seeing me again"...ale ja nie
                  wiedzialem czy ona mnie potrzebuje czy tylko wygodnie jej jest miec kogos w
                  Stanach, zebym czekal na nia, pomagal jej i moze po latach zdecyduje sie wyjsc
                  za mnie dlatego ze ona chce zielona karte, bo mowila ze w Japoni zycie kobiety
                  jest ciezkie, pelne depresji.
          • waldek1610 What did she mean by; "Can you wait for me?" ??? 01.04.06, 07:02
            Fredrus,
            Bardzo madrze piszesz, dziekuje za potraktowanie mojego problemu powaznie.
            Chyba znasz kobiety, wtakim razie powiedz mi z drugiej strony czy moje ex,
            Junko gdyby jeszcze byla wolna...bylaby w stanie przyjac mnie spowrotem? To ja
            ja zawiodlem, ale okolicznosci byly bardzo ciezkie (2 lata rozlaki, po
            niedlugiej znajomosci) on chciala zebym na nia czekal, ale trudno to
            wytlumaczyc, z powodow kulturowych, naprawde nigdy nie dowiedzialem sie czy
            mnie kochala, bo deklarowala jedynie; "I want us to be lovers", " I wanna be
            your girlfriend", "Can you wait for me". Wlasnie dlatego nie moge o niej
            zapomniec, bo powiedziala rowniez; "do you need g/f now?" bo wiadoma bylo ze ja
            musze wracac do USA, a ona nie przyjedzie szybko do mnie. Poza tym do USA miala
            przyjechac na studja, wiec nie wiem co mam myslec, kochala mnie, zalezalo jej
            na mnie czy nie. Bo nie pisala zbyt duzo, i raczej trudno to nazwac listami
            milosnymi, bardziej sumpatycznymi...

            CZyje sie oszukany przez los.
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 01.04.06, 08:21
        Nie potrzebuje litosci od nikogo. Zawsze polegalem na sobie, wyjechalem do USA
        gdy mialem 19 lat, po 4 latach bylem w US Marines a rok potem w Japoni...choc
        tak naprawde nie bylem zupelnie zamerykanizowany, moj angielski byl taki sobie,
        ale sobie radzilem. Nie mialem wsparcia od rodziny, a moi amerykanscy koledzy
        nie do konca rozumieli niepotrawnego romantyka.

        Wogole nie potrafisz wyobrazic sobie moich okolicznosci, ale masz racje bylem
        egoista, tylko szkoda ze nie mialem serca z kamienia wtedy byloby mi o wiele
        latwiej z moja sfera uczuciowa.


        • Gość: Porcupine Re: Serce mi peka! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 01.04.06, 15:06
          Właśnie taka licytacja Twoich rzekomych zalet i osiągnięć oraz ciągłe
          przypominanie o "romantyczności" i złym losie jest błaganiem o litość.
          Popatrzcie na mnie, ja byłem taki romantyczny, tak kochałem, a mnie tak
          skrzywdził los... łaaaaaa... Ja dałem jej 1000%, a ona nawet nie mogła
          powiedzieć, że mnie kocha... łaaaaaa...

          Zbyt dobrze potrafię sobie wyobrazić Twoje "okoliczności". Znam WIELE podobnych
          żałosnych kreatur, cała Polska roi się od takich słabiutkich, malutkich,
          pasywnych facecików, "romantyków", skrzywdzonych przez "los". Co tam Polska,
          pełno ich na całym świecie. Nie wiedzą czego chcą od siebie i od innych,
          trwaja, ale nie żyją pełnią życia. Bo człowiek żyjący pełnia życia to nie ten,
          który ma bogate życie seksualne, sporo kasy, karierę i super-duper wóz.
          Człowiek żyjący pełnią życia, to ten, który samodzielnie podejmuje życiowe
          decyzje, wiedząc o ich konsekwencjach. A później nie stara się obwiniać za
          niepowodzenia los czy innych, tylko podnosi się i idzie dalej i podejmuje
          kolejne decyzje. I ŻYJE! Aktywnie, świadomie, a nie biernie...

          I nie ma to nic wspólnego z "sercem z kamienia", lecz z WOLĄ i ŚWIADOMIŚCIĄ.
          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 02.04.06, 09:33
            Wlasnie sie troche pozbieralem, i nigdy nie myslalem o podjetej raz decyzji o
            rozstaniu z Junko bo wiem ze mialem ku temu powody. Jesli wracam dzis do tego
            to jest pod wplywem snu, nie zal mi siebie samego ale wlasnie niej, bo ostatnio
            snila mi sie ze przyjechala do mnie po latach. Bardziej niz straconej milosci
            (ktorej moze nawet nie bylo) obawiam sie ze ona zle o mnie mysli, wcale nie
            jestem samolubny.
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 01.04.06, 08:33
        Gość portalu: Kasia napisał(a):

        > To po co poslubileś swoją żonę?
        > Ty nie kochasz Juko, tylko wspomnienie o niej,
        > a to coś zupełnie innego.
        > Zrozum teraz każde z was jest już zupełnie inną osobą,
        > więc przestań się łudzić.

        Latwo powiedziec, bo nie czekalas na kogos przez 1.5 roku.. bez slowa "kocham
        cie" ze strony tej drugiej osoby. Ja nadal jestem wewnatrz taki sam choc
        zmienily sie okolicznosci.

        Sam nie wiem czy kocham ja czy tylko zaluje ze oszukal nas los, bo okolicznosci
        byly trudne do zniesienia, i wymagaly duzego zaangazowania obudwu stron zeby ta
        znajomosc przetrwala przez 2 lata rozlaki. To prawda ze to ja niewytrzymalem,
        ale przez 1.5 roku to ja o wiele bardziej bylem zaangarzowany, nie wiedzialem
        czy tak naprawde jest po co czekac. Oczywiscie Junko byla cudowna dziewczyna
        ale przejmowala sie zbytnio tym ze ja cierpie. Teraz wiem ze spotkalismy sie w
        nieodpowiednim czasie, ona choc nie miala nic przeciewko bycia kochana, to nie
        byla gotowa na to zeby kochac.


        • Gość: Porcupine Re: Serce mi peka! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 01.04.06, 16:01
          waldek1610 napisał:

          > Latwo powiedziec, bo nie czekalas na kogos przez 1.5 roku.. bez slowa "kocham
          > cie" ze strony tej drugiej osoby.

          I to jest właśnie użalanie się nad sobą... Naprawde myślisz, że jesteś taki
          wyjątkowy? Uwierz mi, są osoby bardziej wyjątkowe, osoby, które czekały na
          siebie na różnych krańcach świata o wiele dłużej niż jakieś 1.5 roku. Wytrwały,
          nie pisząc i nie mówiąc sobie ani razu "kocham cie", nie dając żadnych
          pochopnych obietnic. Wytrwały i teraz są razem. I są szczęśliwi. A
          pierwsze "kocham" powiedzieli sobie dopiero na żywo, w pełni świadomie, zdając
          sobie sprawę z zobowiązań płynących z wypowiedzenia tego słowa...

          Więc można przetrwać, można doczekać się, można być ogromnie szczęśliwym.
          Trzeba tylko wiedzieć, co jest ważne i czego się pragnie. I trzeba mieć WOLĘ i
          nie bać się podejmować decyzji, a nie słuchać tego, co mówią inni i nie
          poddawać się "peer pressure". Ale nie każdy ma tyle cierpliwości by być
          szczęśliwym. Większość pragnie mieć wszystko odrazu (cytując "Queen": "I want
          is ALL, I want it NOW"). A później obwinia się los...

          Gdybyś nie ożenił się tylko po to by czuć czyjąś bliskość, bo Twoja fizjologia
          domagała sie swojego, gdybyś słuchał głosu serca, a nie innej części ciała,
          gdybyś wiedział, czego pragniesz i dążył do tego konsekwentnie, to nie był byś
          teraz w takiej "rozterce". Chciałeś miec wszystko, a nie masz nic...
          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 02.04.06, 10:36
            Gość portalu: Porcupine napisał(a):


            > Gdybyś nie ożenił się tylko po to by czuć czyjąś bliskość, bo Twoja
            > fizjologia domagała sie swojego, gdybyś słuchał głosu serca, a nie innej
            > części ciała, gdybyś wiedział, czego pragniesz i dążył do tego
            > konsekwentnie, to nie był byś teraz w takiej "rozterce". Chciałeś miec
            > wszystko, a nie masz nic...


            Mam moja zone i ja bardzo kocham i nigdy jej nie zdradzilem. A taki kryzys to
            kazdemu moze sie zdarzyc, zycie czasami jest bardzo zagmatwane, a Tobie latwo
            jest krytykowac. Wcale nie sluchalem "innej czesci ciala", moglem wytrzymac
            duzej, ale znowu na milosc trzeba sobie zasluzyc, i ja nie moglem dawac jej
            komus bezinteresownie przez 2 lata. Zreszta Ona majac 20 lat chyba doskonale
            wiedziala ze 27 letni facet potrzebuje wiecej niz listow, bo jej starsza
            siostra wyszla za maz gdy miala 24 lat a jej szwagier mial tylko 22 lata.

            Z ta Junko bylo bardzo roznie, nawet nie wiem czy bylbym z nia szczesliwy bo
            choc byla mila to rowniez byla bardzo uparta w innych sferach tez, nie dlatego
            ze czegos od niej nie uslyszalem, po prostu byla fajna dziewczyna ale na milosc
            rowniez trzeba zapracowac.

            A to ze nie jestesmy razem to chyba jest testamentem tego ze nie bylo milosci
            odwzajemnionej. Bylem bardzo cierpliwy, a ona znala moje uczucia, gdyby byla
            uczciwa tak naprawde to nie powiedziala by ze ja na twoja milosc nie zasluguje,
            nie teraz, albo powiedzialaby ze nie chce mnie ranic. A tak to brala a nic nie
            dawala w zamian, to jest nie fair.

            Choc masz racje bylem egoista, ale ona rowniez bo gdyby byla uczciwa to
            powiedziala by tylko ze moze byc moja przyjaciolka, a Ona powiedziala ze chce
            byc moja kochanka... A ledwo 10 listow na 1.5 roku to chyba zamalo jak nawet na
            kochanke.

            Zreszta milosc kosztuje, ona zawsze potrafila powiedziec mi gdy zrobilem cos
            nie tak, wymagala duzo, a sama niedojrzala na milosc.
    • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 31.03.06, 21:20
      nowe wcielenie Waldemara - romatyczny kochanek, dramatycznie rozdarty miedzy
      miłośc a przysiege, niczym Konrad Wallenrod albo Werter.. i tak cierpi
      biedaczek....

      ktos w to wierzy? bo ja nie... hehehe

      jeszcze tydzien temu gadal tylko o obszczanych ci.pach i nieswiezych gaciach
      oraz o zapodawaniu sie na stole... a teraz to, nowe wcielenie...
      nie wierze i nie uwierze...

      chyba, ze on czeka na to, zeby ktos mu powiedzial " jedz do Junko, bzyknij ją i
      przekonaj sie, ktora baba ci lepiej dogadza"

      no i wtedy melodramat kiepskiej podróby romatycznego kochasia skonczylaby sie!

      wiec Waldi, mówimy ci pieknie "jedź, bzyknij i nie marudź!!! bo jestes
      żałosny!!!" (i nie tylko ja twierdze, ze twoje melodramatyczne wyznania są
      żałosne i pasujące raczej do pryszczatego nastolatka, a nie do powaznego męża w
      średnim wieku)
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 01.04.06, 08:53
        Agatka,
        Jestes niedojrzala, tu nie chodzi o "bzykanie" tylko o milosc, o glebokie
        uczucia. Kochalem sie z obydwiema wiec mam skale porownawcza, ale to sa sprawy
        drugorzedne, dla mnie liczy sie pasja, i fakt ze milosc do Junko o wiele wiecej
        mnie kosztowala, tutaj znowu nie chodzi wcale o pieniadze tylko moje uczucia i
        wklad emocjonalny.

        32 lat to nie jest jeszcze sredni wiek...
        • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 02.04.06, 18:21
          WLasnie dchodzi o to, ze JESTEM DOJRZAŁA!!!!!!
          BO nie rozważam "co by bylo gdyby..." :
          co by bylo gdybym poszla do technikum, a nie do liceum?
          co by bylo gdybym poszlam na kierunek techniczny a nie na filologie?
          co by bylo gdybym pokochała R., a nie W.?
          co by bylo gdybym tego dnia poszla w lewo, a nie w prawo?

          nie mozna rozwazac "co by bylo ..." bo to bzdura!
          nie da sie cofnac czasu!
          trzeba zyc dniem dzisiejszym, a nie roztlkiwiac sie nad przeszloscia...
            • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 02.04.06, 19:37
              Porcupine, zgadzam sie z kazdym slowem, ktore piszesz o Waldku...
              Facet jest baznadziejny...wszystko pasuje do ukladanki: jeszcze niedawno
              zastanawial sie, po co istnieje cos takiego jak wiernosc malzenska, bo on kocha
              zone, pragnie jej, ale rownoczesnie chcialby pobzykac inne panny... bo jak to
              mowil "po to sa rozne restauracje, zeby w nich tez jadac.. nikt przy zdrowych
              zmyslach nie je ciagle tego samego"
              Moim zdaniem Waldi szuka pretekstu, zeby wrocic do swojej Japoneczki, a
              przynajmniej pretekstu do tego, ze nie jest warty swojej zony no i moze ją
              zostawi?
              W koncu Waldi to nasz etatowy erotoman - gawedziarz na forum.Znamy jego
              wcielenia pt"marines-światowiec", "wszystkie miały ze mna orgazmy", "jestem
              krolem seksu", "wy Polacy jestescie seksualnie zacofani", "kobieto nie rob
              facetowi kolacji tylko poloz sie na stole i rozloz nogi" oraz
              wcielenie "najbardziej lubie obszczane niemyte kobiece genitalia"
              I w jego wcielenie "romantyka" KOMPLETNIE NIE WIERZĘ !!!!!!!!!!!!!!
              • waldek1610 Re: Serce mi peka! 03.04.06, 06:22
                Agatka,

                Posiadasz bardzo proste podejscie do zycia. Dzielisz wszystko na czarne albo
                biale, kategoryzyjesz ludzi na dobrych i zlych, podczas gdy nie ma osob ktore
                nikogo nigdy nie zranily, nie ma tez osob stuprocentowo zlych.

                Dobry facet to jest taki ktory kocha swoja partnerke ale rowniez daje jej
                orgazm i nie brzydzi sie zapachem jej "obsikanych majtek". Zly facet to jest
                taki ktory tylko siedzi bezmyslnie z baba, pracuje i chce ja kontrolowac, bo
                wydaje mu sie ze to jest po katolicku.

                Agatka,
                Nie jestem "Swiatowcem" moje zycie choc jest dosc urozmaicone to wcale sie tym
                nie szczyce, bo nie ma czym, ale nie zamiezam zmieniac nazw miejsc i imion
                tylko dlatego ze Ciebie to irytuje.
                • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 03.04.06, 08:25
                  po katolicku jest kontrolowac kobiete? co ty gadasz? co to za bzdury?
                  ja nie dziele nikogo! Potrafie rozroznic dobro od zla i widze rowniez szarosci
                  w otaczajacym swiecie
                  a twoje "serce mi placze po Junko" jest dla mnie smieszne. Rozumiem, ze mozna
                  miec zal, ze mozna wspominac.. ale wylewac żale na forum? roztkliwiac sie
                  nad "dawną miłośćą" i reklamowac sie jako romantyk-marines? ŻENADA!

                  Żal nosi sie w sercu, a nie wylewa na forum!
                  • waldek1610 Re: Serce mi peka! 03.04.06, 09:04
                    Agatka,
                    Kazdy tutaj przychodzi z jamims problemem, po to jest to forum zeby sie
                    wygadac,i byc moze znalezc odpowiedzi na pytania. Zyj i daj zyc innym, uwierz
                    mi mozna byc krytycznym i objektywnym bez uciekania sie do publicznego
                    besztania innych.

                    Dlaczego irytyje Ciebie jakis "romantyk-marines", moze dlatego ze nie jestes
                    tolerancyjna, i oceniasz innych poprzez pryzmat mitow i stereopypow
                    zaslyszanych w mediach? Jesli bylbym "nieczulym- zolniezem WP" to
                    zaakceptowalabys mnie latwiej?

                    Widzisz Agatka, gdy sie rozmawia o swoim problemie to jest duza szansa ze
                    znajdziemy jakies rozwiazanie, pomoc, albo dobra rade. Tak robia ludzie
                    cywilizowani niezaleznie jak blache lub nudne moga Ci sie wydawac ich problemy.

                    Lepiej jest dyskutowac niz nosic zal w zercu...i nabawic sie choroby nerwowej,
                    depresji albo gorzej...popelnic samobojstwo. Dojrzali ludzie rozmwaiaja o
                    swoich problemach, zyje sie raz i warto jest sie nad nim zastanawiac.


          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 03.04.06, 06:06
            agatka_to_ja napisała:

            > nie mozna rozwazac "co by bylo ..." bo to bzdura!
            > nie da sie cofnac czasu!
            > trzeba zyc dniem dzisiejszym, a nie roztlkiwiac sie nad przeszloscia...

            W tym przypadku masz racje Agatka, potrzebuje objektywnej krytyki i odpowiedzi
            na moje problemy zamiast agresji i zbesztania. Zrozumiec kogos jest bardzo
            trudno, wiem ze pare osob jak Stokrotka i inne zrozumialy moja trudno pozycje z
            Junko.

            Ja rowniez zrozumialem jak mogla czuc sie moja byla dziewczyna, jakie miala
            wtedy potrzeby. Wiedzac ze nie byla gotowa na "emocjonalna" milosc wzgledem
            mnie, latwiej mi jest pogodzic sie z tym ze nasze drogi rozeszly sie. Znajac ja
            na tyle wiem ze ona tez mnie rozumie...

            Pomimo tego nadal chce mi sie plakac, tylko ludzie bez serca potrafia zapomniec
            kogos ot tak.
    • misscraft Re: Serce mi peka! 31.03.06, 22:23
      szkoda mi Ciebie, a jeszcze bardziej Twojej żony, bo żyje w zakłamanym związku i
      pewnie nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, lepiej dla niej żebyś jej powiedział
      i może żebyście się rozstali wtedy ma większe szanse, ze znajdzie kogoś dla kogo
      będzie jedyna, kto do ceni ją jej miłość.
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 01.04.06, 09:12
        misscraft napisała:

        > szkoda mi Ciebie, a jeszcze bardziej Twojej żony, bo żyje w zakłamanym
        > związku ipewnie nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, lepiej dla niej żebyś
        > jej powiedział i może żebyście się rozstali wtedy ma większe szanse, ze
        > znajdzie kogoś dla kogo będzie jedyna, kto do ceni ją jej miłość.


        Widzisz jak latwo generalizowac i chybic z przedwczesna ocena innych. Kochalem
        moja zone, nadal ja kocham i przez caly nasz zwiazek 4 lata wiem ze czyla sie
        kochana, bo naprawde moja zone kochalem, teraz niewiem kogo kocham.

        Czuje sie oszukany przez los. Zadzroszcze mojej zonie ze ona sama zdecywowala
        kiedy rzucila swojego bylego chlopaka, a ja nie mialem takiego komfortu.

        Mysle ze w okolicnosciach jakich spotkalem Junko prawie nikt nawet nie bral by
        takiego zwiazku zgory narazonego na rozne proby niezalezne od Nas. Mysle ze to
        jest moja wina bo jestem niepoprawnym romantykiem i myslalem ze wytrzymam taka
        karkolomna probe, ale i ja mam krew plynaca w zylach, w koncu i ja
        potrzebowalem kogos blisko a nie tylko obietnicy wspolnej przyszlosci.
        • Gość: Porcupine Re: Serce mi peka! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 01.04.06, 14:53
          Jesteś typowym okazem typu Passive Agressive. Zazdrościsz żonie, że potrafi
          podejmować własne decyzje, bo sam panicznie boisz sie jakich kolwiek decyzji.
          To dla tego cały czas powtarzasz jak mantrę "Czuje sie oszukany przez los". Los
          nie ma nic wspólnego z "oszukiwaniem" Ciebie, to TY SAM siebie oszukujesz. A
          najgorsze jest to, że oszukujesz też innych. "Los" tylko stwarza sytuacje,
          które my wykorzystujemy lub nie. Stąd później żal i frusracja. Albo spełnienie.
          Jeśli siedzisz pasywnie i boisz sie podjąć jaka kolwiek decyzję i tylko się
          tłumaczysz "romantyzmem", to nie dziw się, że będziesz w takiej rozterce jak
          teraz. Gdybyś żył ŚWIADOMIE, gdybyś świadomie podejmował decyzje, słuchał
          własnej woli, to nie miałbyś uczucia zmarnowanych szans, etc. Ale Ty wolisz
          narzekać na "los", na swoją "romantyczną duszę", na Junko która czegoś tam
          niedopowiedziała, na żone, która za mocno kocha i umie decydować...

          Jesteś słabą, bezwolną osóbką, która, zamiast popatrzeć wgłąb siebie, palęta
          się po różnych forach i źlamda o swojej "romantyczności" i winie losu... Nie
          zasługujesz na miłość i szacunek innych osób, bo nie masz tych uczuć wobec
          siebie samego...
          • waldek1610 Re: Serce mi peka! 02.04.06, 09:23
            Porcupine,
            Dzieki tej dyskusji, moglem sie przekonac ze sam podjalem decyzje zeby nie
            oszukiwac sie i nie czekac na kobiete, ktorej nie bardzo na mnie zalezy. Teraz
            jest mi lzej na sercu.

            Jesli zapytal(a)bys sie o opinie mojej zony o mnie to bys byla w szoku, bo
            naprawde nie mysli zle o mnie jak ty, wrecz przeciwnie, i ma ku temu powod, bo
            naprawde caly czas bylem jej wierny i poswiecalem sie dla niej tak samo jak
            wczesniej dla Junko. A moje rozterki dopiero zaczely sie 2 tygodnie temu pod
            wplywem snu o Junko, co zmusilo mnie do spojrzenia wstecz.

            Nie jestem typem "passive agressive" bo gdy kocham jedno to o drugiej nie
            mysle, a to ze teraz wrocily mysli o Junko to wynik snow jakie mialem. Chodzi o
            to ze gdy Junko miala 19 lat i spotkalismy sie to powiedziala ze chce zebysmy
            byli kochankami i ze chce wujsc za maz w wieku 27 lat, wlasnie w tym roku, w
            lutym skonczyla 27 lat...i snila mi sie dwa tygodnie temu ze przyjechala do
            mnie po latach tak jakby nic sie nie zmienilo, to wlasnie nie daje mi spac. To
            prawda ze przez nia nie mialem latwego zycia i troche mnie zranila w
            przeszlosci, ale teraz wydaje sie ze ja tez ja zranilem.

            • misscraft Re: Serce mi peka! 13.04.06, 11:36
              Wydaje mi się, że to minie, skoro piszesz, że kochasz żone tylko teraz masz
              wątpliwoście, bo Ci się tamta przyśniła, może minąć równie szybko jak przyszło.
              Zawsze są jakieś wątpliwości i zastanawianie się co by było gdyby, może w Twoim
              związku zaczęło Ci czegoś brakować stąd ten sen, Twoja podświadomość daje ci
              znać.Zawsze jesteśmy ciekawi tego czego nie mamy, ale nawet gdybyś był z Junko
              mógłbyś mieć takie same wątpliwości. To co już mamy nas nudzi, a nęci to co
              moglibyśmy mieć. Normalka. Ale to tylko fantazje, podejrzewam, że tymczasowe, o
              ile nie zaczniesz ich w sobie pielągnować. Skąd wiesz jaka ona teraz jest czy
              wogóle o Tobie myśli i czy nie ma już męża i dzieci nie ma co gdybać i wracać do
              przyszłość tym bardziej jeśli to by miało coś zepsuć w Twoim małżaństwie.
              Pisałeś na innym forum, że już rozmawiałeś o tym z żoną. Musiało to ją zranić. A
              co teraz Ty czujesz, dalej marzysz o tamtej?
              • waldek1610 Re: Serce mi peka! 13.04.06, 12:33
                Mysle dalej o niej, ale pojawiaja sie we mnie objawy zmeczenia ta sytuacja. Po
                pierwsze chce sie z nia zkontaktowac, i zapytac czy wszystko w porzadku, jak
                jej sie powodzi, no i dlaczego stalo sie co sie stalo, mam pytania i odpowiedzi.

                Po pierwsze nie rozmawialem z nia 7 lat wiec zmienily sie adresy numery
                telefonow, nie jest tak latwo sie zkontaktowac z kims kto mieszka w ...Japoni
                pomysl sobie 120 milionow ludzi a osob z tym samym imieniem i nazwiskiem w
                Japoni musi byc co najmiej kilkadziesiat...

                Napisalem list do niej na adres jej rodzicow, bo co sluszalem Japonczycy w
                starszym wieku tak czesto sie nie przeprowadzaja, mam nadzieje ze dostanie list
                i czekam na jej odpowiedz. Rowniez znalazlem Japonke na internecie ktora jest
                tez z Osaki i ona obiecala ze pomoze mi ja znalezc. Po prostu chce z Junko
                porozmawiac, moze zobaczyc sie. Nic nie wiadomo, Junko to dziewczyna ktora
                zawsze mnie intrygowala bo byla taka mocna psychicznie, i wywarzona ale z
                wdziekiem, a ja bylem zbyt romantyczny.

                Mysle ze meczy mnie to ze ja zerwalem z Junko, wiec powinienem ja przeprosic,
                nie za to ze zerwalem bo mialem powodu, tylko ze sie z nia nie porzegnalem jak
                przyjaciel, po prostu zerwalem z nia kontakt bo wydawala mi sie ze powinna
                wiecej do mnie pisac, bo list nie jest trudno wyslac, nawet jak pisala to nie
                czulem zadnych znakow milosci od niej, moze sympati.

                Co prawda gdy bylismy blisko, kochalismy sie i ona powiedziala ze chce byc moja
                kochanka, dziewczyna i pytala sie czy moge na nia czekac, ale potem w listach
                tylko pisala "oczekuj ponownego spotkania ze mna"...ale ani slowa takiego
                jak "tesknie za toba", nie mowiac o "kocham"

                Jak moglem czekac 2 lata na dziewczyne ktora nigdy nie powiedziala mi ze mnie
                kocha?
                • misscraft Re: Serce mi peka! 13.04.06, 22:36
                  są osoby ktorym wyznania nie przychodzą łatwo, nie chcą szastać słowami zbyt
                  lekko, żeby nie zatarło się ich znaczenie. Wolałaby pewnie być ostrośna, w razie
                  jakby od ciebie tego samego miała nie usłyszeć. Może jak z nią wyjaśnisz
                  wszystko,choć to pewnie wyda się jej dziwne po tylu latach, faktycznie może Ci
                  przejść ten stan, chyba,że okaże się, że ona jest wolna i chciałaby się z Tobą
                  spotkać, co wtedy? Odejdziesz od żony?
                  • waldek1610 Re: Serce mi peka! 14.04.06, 00:21
                    misscraft napisała:

                    > są osoby ktorym wyznania nie przychodzą łatwo, nie chcą szastać słowami zbyt
                    > lekko, żeby nie zatarło się ich znaczenie. Wolałaby pewnie być ostrośna, w
                    > razie jakby od ciebie tego samego miała nie usłyszeć.

                    Ja powiedzialem jej ze ja kocham, tylko raz dlatego ze nie wydaje mi sie ze
                    przyjela maja deklaracje z radoscia, raczej byla zaskoczonam niewiedziala co
                    powiedziec, ale to bylo gdy jeszcze bylismy blisko przed moim wyjazdem z Japoni.
                    Ale nie trzeba mowic "Kocham" zeby wyrazic to sami, wiec pisalem ze za nia
                    tesknie i mysle o niej zawsze, ze jest piekna i wogole cudowna...Ale skoro ona
                    sama powiedzala mi ze jestesmy kochankami, i ona jest moja dziewczyna i
                    zapytala sie czy moge na nia czekac, i ona przyjedzie do mnie...to chyba cos
                    znaczy i jesli nie jest to rownoznaczne z uczuciem to z czym? Checia
                    posiadania "chlopaka", wiem ze mlode dziewczyny w ten sposob sie
                    odwartosciowoja szczegulnie w Japoni bo tamtejsi mezczyzni nie traktuja kobieta
                    zbyt dobrze, bylem wiedzialem, wiec fakt posiadania chlopaka do tego jeszcze z
                    zachodu jest swoista nobilitacja w Jaoni, w krau w ktorym nie ma imigrantow
                    jako takich.

                    A moze ona po prostu chciala miec kogos w USA, bo gdy ja poznalem to plakala ze
                    czuje sie "depressed" w Japoni, bo zycie kobiet nie jest tam latwe?

                    > Może jak z nią wyjaśnisz
                    > wszystko,choć to pewnie wyda się jej dziwne po tylu latach,

                    Mysle ze poprostu spotkalem ja zawczesnie (dla niej) bo ja majac prawie 26 lat
                    gotowy bylem znalezc stala dziewczyne i nawet ozenic sie z nia, a ona majac 19
                    lat potrzebowala chlopaka ktory "jest" ale tylko wtedy gdy ona go porzebuje,
                    wiem ze spragniona byla seksu nawet majac 19 lat bo w Japoni dziewczyny nie
                    traktuja seksu tak sakramentalnie jak np w Polsce, dla nich seks to
                    przyjemnosc, sport, sposob na dobre soamopoczucie, i nie maja zadnego wstydu,
                    wcale nie wsydzila sie mi mowic czego ona potrzebuje w tej materi...natomiast
                    jej uczucia to byl prawie temat tabu. Co prawda powiedziala mi ze chce zebysmy
                    byli kochankami, i chce byc moja dziewczyna i zebym na ni czekal, ale nigdy nie
                    powiedzala mi "Kocham Cie" ani nawet "Tesknie za Toba" w
                    listach...tylko "oczekuj ponownego spotkania ze mna" "Take care Wally" itd.
                    Wlasnie dlatego zerwalem kontakt po 1.5 roku bo sadzilem ze nie moge czekac na
                    kogos tak dlugo kto nawet wstydzi sie lub nie czuje czegos glebszego do mnie.


                    >faktycznie może Ci
                    > przejść ten stan, chyba,że okaże się, że ona jest wolna i chciałaby się z Tobą
                    > spotkać, co wtedy? Odejdziesz od żony?

                    Nic nie wiadomo bo gdy ja spotkalem, miala 19 lat i powiedzala mi ze najpierw
                    chce zrobic kariere, jak wiekszosc kobiet w Japoni a wyjsc za maz dopiero w
                    wieku 27 lat, i wlasnie teraz ona ma ...27 lat. Pozatym wiem ze jest
                    wymagajaca, i trudno jej dogodzic jesli chodzi o uczucia, natomiast w innych
                    kwestiach byla jak dziecko wszystko ja cieszylo.

                    Mysle ze po prostu byla za mloda zeby sie mi oddac zupelnie, i chciala zebym
                    czekal...a ja mialem prawie 26 lat i czas lecial, zmienialy sie okolicznosci,
                    trzeba bylo podjac decyzje a jej jak nie bylo tak nie bylo, dopiero po 1.5 roku
                    napisala ze przyjezdza do Seattle WA na studia i byc moze spotkamy sie za
                    nastepne pol roku w czasie feri, ale ja mieszkalem na drugim wybrzerzu USA w
                    stanie North Carolina, 3.5 tysiaca mil od niej. Dlaczego nie zdecydowal sie
                    przyjechac do West Virginia skoro jest tam duzo college z Internatioal students
                    i Japonczykami, ona zdecydowala ze pojedzie do Seattle bo to jest blizej
                    Japoni, na zachodnim wybrzerzu i mieszka tam wielu azjatow, a uczelnie
                    temtejsze oblegane sa przez studentow z Japoni.

                    Wiec ona zdecywowala ze college jest waznejszy odemnie, a to znaczyla ze
                    przyunajmniej nastepne 2-3 lata dalej bedziemy miec znajomosc na odleglosc. Nie
                    wiem czy gdybym ja spotkal w Seattle to czy wkoncu powiedziala by mi ze mnie
                    kocha, bo ja wtedy tego potrzebowalem zeby przetrwac zeby moc na nia czekac, a
                    tak to myslalem ze jestem przeciez sam...

                    Mysle ze Junko teraz majac 27 lat zrozumiala co ja wtedy czulem i moze jest jej
                    zal ze mnie stracila, zreszta ja ja tez stracilem. Dlatego wciaz nie moge o
                    niej zapomnac, ale przynajmniej chce z nia porozmawiac. Zobacze czy i kiedy uda
                    mi sie z nia skontaktowac.

                    Wiesz, nie jest latwo zapomniec o kims kogo kochalem i zainwestowalem w to
                    uczucie duzo cierpliwosci, nerwow i cierpienia z racji ze byla to znajomosc na
                    odleglosc. Mysle ze bylbym wstanie zostawic zone, skoro i tak mysle o Junko i
                    niedaje mi ta mysl spac, ale mam nadzieje ze sie przekonam gdy odezwie sie
                    Junko.



    • elamodela Re: Serce mi peka! 01.04.06, 18:22
      Ty Walduś, a co się stało, że dopiero teraz sobie o tej Junce przypmniałeś? No
      bo o ile mnie pamięć nie myli, to już koło jakichś dziesięciu lat minęło, skoro
      masz teraz ponad 30.. Wiesz jakie jest moje skromne zdanie? Tam ci dobrze,
      gdzie cię nie ma. Teraz ni z gruszki ni z pietruszki rozpaczasz za Junko, bo z
      nią nie jesteś. To jest chyba normalne, że idealizuje sie miłości, które się
      nie spełniły. Ja sama się ostatnio nad tym zastanawiałam. Ale zanim zaczniesz
      sobie wkręcać, że wasze życia to dwie bajki i okrutny los coś tam coś tam, to
      pomyśl przez chwilę dlaczego tak właśnie się stało. Może tak właśnie miało być?
      Może z Junko wcale nie byłbyś taki szczęśliwy? I może wreszcie wcale jej tak
      nie kochałeś? Najpiekniejsze są miłości niespełnione. Tylko, że one są
      niebardzo prawdziwe..
      • elamodela Re: Serce mi peka! 01.04.06, 18:31
        O i jeszcze mam jeden pomysł. Skoro potrzeba ci trochę dramatyzmu do
        spełnienia, to może olej teraz żonkę, spróbuj ją stracić np. opowiadając o tym,
        że pewna japońska studentka była jedyną prawdziwą miłością twego życia, potem
        przemierzaj lądy i oceany w poszukiwaniu Junko i jak się już okaże, że twoja
        prawdziwa miłość jednak nie jest twoim przeznaczeniem, będziesz mógł wrócić i
        powalczyć o żonę. Tylko niewiadomo czy ona drugi raz ci zaufa. Zresztą skoro
        jest takim skarbem jak piszesz, wątpię żeby długo była sama..
        • waldek1610 Re: Serce mi peka! 02.04.06, 11:07
          Biore to pod uwage, tylko ze nie jest tak ze nie kocham mojej zony, jedynie zal
          mi tego ze ta trudna i pelna dramatyzmu milosc do Junko sie nie zakonczyla
          szczesliwie, wkoncu poznalem ja wczesniej od zony.

          W USA mowi sie ze; "Co Ciebie nie zlamie, to tylko uczyni Ciebie silniejszym",
          przez ostatnie 2 tygodnie ramiona mi odadaly i nie bylem w stanie zrobic nic,
          ale teraz wlasnie czuje nowa energie, i wiem ze niespelniona milosc, jest we
          mnie wulkan energi ktory musze skierowac w moja kariere...Wiem ze moge osiagnac
          wiele i jesli dokonam to co sobie postanowilem to dedukuje to Junko!

          Wiem ze kiedys chce jej podziekowac w sposob bezinteresowny za wszystko co bylo
          pomiedzy nami!
      • waldek1610 Re: Serce mi peka! 02.04.06, 10:56
        elamodela napisała:

        > Ty Walduś, a co się stało, że dopiero teraz sobie o tej Junce przypmniałeś?
        > No bo o ile mnie pamięć nie myli, to już koło jakichś dziesięciu lat minęło,
        > skoro masz teraz ponad 30.. Wiesz jakie jest moje skromne zdanie? Tam ci
        > dobrze,gdzie cię nie ma. Teraz ni z gruszki ni z pietruszki rozpaczasz za
        > Junko, bo z nią nie jesteś. To jest chyba normalne, że idealizuje sie
        > miłości, które się nie spełniły. Ja sama się ostatnio nad tym zastanawiałam.
        > Ale zanim zaczniesz sobie wkręcać, że wasze życia to dwie bajki i okrutny los
        > coś tam coś tam, to pomyśl przez chwilę dlaczego tak właśnie się stało. Może
        > tak właśnie miało być?

        Moze wlasnie potrzeba mi zeby ktos powiedzial mi, ze to nie jest moja ani jej
        wina. Teraz zaczynam rozumiec ze moze przecenilem moja milosc, moze ona tego
        nie doceniala, moze wtedy nie potrzebowala jej. Ale to nie jest jej wina, mam
        tylko nadzieje ze mysli o mnie dobrze, bo staralem sie byc dla niej rycerzem,
        ale przecenilem moje mozliwosci, moja milosc do niej nie byla bezinteresowna.

        > Może z Junko wcale nie byłbyś taki szczęśliwy? I może wreszcie wcale jej tak
        > nie kochałeś? Najpiekniejsze są miłości niespełnione. Tylko, że one są
        > niebardzo prawdziwe..

        Mysle ze ona nie byla prawdziwa, oczywiscie moglo wiecej sie wydarzyc, ale
        jesli zdecydowalem sie wycofac to chyba mialem powody. Mialem poczucie ze ja
        ponaglam, i obsypuje ja miloscia do ktorej taka mloda srajda jeszcze nie
        dorosla. Bylem kierowany zaslepiona egoistyczna potrzeba bycia kochanym. Jesli
        czegos zaluje to tylko tego ze nie rozstalismy sie w sposob cywilizowany, a tak
        to obrazilem sie na nia smiertelnie. I wolalem nie miec nic niz nadzieje nie
        poparta bardzo slabymi obietnicami.


    • fredrus waldek1610 napisał: 01.04.06, 19:55
      waldek1610 napisał:

      >Fredrus,
      >Bardzo madrze piszesz, dziekuje za potraktowanie mojego problemu powaznie.

      To dlatego ze zal mi twojej zony.

      >Chyba znasz kobiety,

      Na kobietach sie znam jak kazdy mezczyzna, ktory ich doswadczyl.

      >wtakim razie powiedz mi z drugiej strony czy moje ex, Junko gdyby jeszcze byla
      >wolna...bylaby w stanie przyjac mnie spowrotem?

      Chyba mnie przeceniasz. Ja nie potrafie czytac w ludzkich myslach, tym bardziej
      ludzi, ktorych nigdy w zyciu nie spotkalem. Jedyna skutaczna metoda, jaka mi
      przychodzi do glowy, to sie JEJ o to zapytac. (Pozostaje jeszce wrozka, albo
      jasnowidz :) )
      Tylko pamietaj, jesli twoja zona sie dowie o twoich kontaktach z twoja ex-g/f,
      to bedzie dla niej ogromny cios.

      >To ja ja zawiodlem, ale okolicznosci byly bardzo ciezkie (2 lata rozlaki, po
      >niedlugiej znajomosci) on chciala zebym na nia czekal, ale trudno to
      >wytlumaczyc, z powodow kulturowych, naprawde nigdy nie dowiedzialem sie czy
      >mnie kochala,

      Mysle, ze ona jeszcze wtedy nie dojzala do milosci. Jak sie jest zakochanym, to
      sie chce wykrzyczec to calemu swiatu, a przedewszystkim kochanej osobie.

      >bo deklarowala jedynie; "I want us to be lovers", " I wanna be
      >your girlfriend", "Can you wait for me". Wlasnie dlatego nie moge o niej
      >zapomniec, bo powiedziala rowniez; "do you need g/f now?"
      >bo wiadoma bylo ze jamusze wracac do USA, a ona nie przyjedzie szybko do ?
      >mnie. Poza tym do USA ?> mialaprzyjechac na studja, wiec nie wiem co mam
      >myslec, kochala mnie,zalezalo jejna mnie czy nie.

      Moze chodzilo jej oto. aby miec kogos "bliskiego" w obcym kraju.

      >Bo nie pisala zbyt duzo, i raczej trudno to nazwac listami
      >milosnymi, bardziej sumpatycznymi...

      Nie znam sie na Japonkach, ale mysle, ze gdyby cie kochala to by ci o tym
      powiedziala
      Powiedz jeszce czy ona w koncu przyjechala do US? Czy ja powiadomiles o swoim
      slubie?


      >CZyje sie oszukany przez los.

      Oszukany? Los podeslal ci kochajaca zone, powinienes byc wdzieczny. Wielu
      facetow meczy sie z babami, ktore zatrowaja im zycie. A ty narzekasz?

      A tak na marginesie, to kim jest twoja zona? Chodzi mi o narodowosc. Jest
      Polka, Amerykanka poskiego poch. czy Amerykanka. ?
      I jeszcze napisz, czy twoja zona ci sie podoba, jakie cechy charakteru cenisz u
      swojej zony, a co u niej ci nie pasuje?
      • stokrotka101 Re: waldek1610 napisał: 01.04.06, 20:35
        Waldek, przeczytaj dokładnie wszystkie wpisy. Każdy ci dobrze życzy, wiec weź
        sobie nasze rady do serca.
        Zapomnij o swojej byłej ,zapanuj nad swoim urażonym ego, przeszłość trzeba
        zamknąć i pomysl o teraźniejszości.
        Nie gramy w love story tylko w realnym prawdziwym życiu i w może byc tak, że
        eks jest mężatką ma dwójke ślicznych dzieci a twoja zona dowie sie o tym co
        dzieje sie w twojej glowie i zostawi cie. efekt? Zostaniesz sam.
        • waldek1610 Re: waldek1610 napisał: 02.04.06, 11:13
          Stokrotka,
          Doceniam Twoje i innych rady, wlasnie tego potrzebowalem. Wiem ze Junko nie ma
          jeszcze dzieci, bo gdy ja poznalem mowila mi ze chce wyjsc za maz po zrobieniu
          kariery, gdy bedzie miala 27 lat...i wlasnie dwa miesiace temu skonczyla 27
          lat.

          Mam tylko nadzieje, ze wspominajac mnie potrafi docenic to co jej dalem,
          zwlaszcza to na co wtedy jeszcze nie byla gotowa. Nie chce zeby ktos o mnie
          myslal zle.
      • waldek1610 Re: waldek1610 napisał: 02.04.06, 09:02
        fredrus napisał:

        > Mysle, ze ona jeszcze wtedy nie dojzala do milosci. Jak sie jest zakochanym,
        > to sie chce wykrzyczec to calemu swiatu, a przedewszystkim kochanej osobie.

        Otoz to, a mnie zabralo to duzo czasu zeby to zrozumiec, pozatym gdybysmy znali
        sie dluzej przed moim powrotem do USA, to moze nie czyl bym sie taki
        nienasycony nia, nie chodzilo jedynie o to zeby zadeklarowala szybko milosc do
        mnie. Chodzilo o to ze czulem sie samotny i jak kazdy facet potrzebowalem
        kobiecej uwagi, bliskosci, dotyku.


        > >mnie. Poza tym do USA ?> mialaprzyjechac na studja, wiec nie wiem co
        > >mam myslec, kochala mnie,zalezalo jej na mnie czy nie.

        > Moze chodzilo jej oto. aby miec kogos "bliskiego" w obcym kraju.
        > Nie znam sie na Japonkach, ale mysle, ze gdyby cie kochala to by ci o tym
        > powiedziala. Powiedz jeszce czy ona w koncu przyjechala do US? Czy ja
        > powiadomiles o swoim slubie?

        Wlasnie dlatego po 1.5 roku wkoncu wpadlem w apatie i mialem dosc i zaczalem
        rozgladac sie za innymi lokalnymi dziewczynami, co bylo latwe, umowilem sie z
        jedna prawie natychmiastowo.

        Na ironie losu pare dni pozniej przyszedl list od Junko (po pol roku
        przerwy...) co prawda napisala; "Wreszczie przyjezdzam do USA, bede studjowac w
        Seattle w Stanie Washinghton, zimowe i wiosenne ferie sa tylko 7-9 dni ale chce
        sie z Toba zobaczyc"

        Ale ja mieszkalem w stanie Polnocna Karolina na drugim koncu USA, poza tym ona
        zapisala sie na college w Seattle, gdzie bylo wielu studentow z Japoni, co
        prawda moglem , kupic bilet i poleciec zobaczyc ja, ale wakacje miala za
        nastepne pol roku, a ja w czasie gdy otrzymalem jej list nie tylko ja z powodu
        jej chlodnych i zadkich listow nienawidzilem ale bylem w stanie apatii i od
        paru miesiecy szukalem antydotum w postaci innych kobiet.

        Bo ten list potwierdzil ze przyjezdza na studja do USA, a nie do mnie... Nawet
        nie odpisalem, nie czekalem, i gdy zmienil sie moj adres nawet nie podalem jej
        nowego, myslalem po co; przeciez nie pisala do mnie przez pol roku, po co nawet
        sie wysilac.

        Potem zapomnialem o niej zupelnie bo z druga kobieta z jaka sie umowielm, bylem
        przez nastepne 2 lata...nie myslalem o Junko bo mialem kobiete ktora czesciej
        widywalem. Potem wyszedlem z wojska wrocilem do rodziny pod Chicago, moja
        dziewczyna Chanieng (Thaika) tez mieszkala pod Chicago, wprowadzilem sie do
        niej. Ale wkoncu i z nia sie rostalem po dwoch latach, i wcale tego nie zaluje
        bo miala zly charakter.


        > >CZyje sie oszukany przez los.

        > Oszukany? Los podeslal ci kochajaca zone, powinienes byc wdzieczny. Wielu
        > facetow meczy sie z babami, ktore zatrowaja im zycie. A ty narzekasz?

        Wiem, powinienem byc szczesliwy, ale moj charakter nie pozwala mi docenic co
        przyszlo latwo, a moja zona pojawila sie natychmiastowo po moim rozstaniu z
        Taika i jest za dobra dla mnie...

        > A tak na marginesie, to kim jest twoja zona? Chodzi mi o narodowosc. Jest
        > Polka, Amerykanka poskiego poch. czy Amerykanka. ?

        Moja zona jest Polka poznala mnie prawie zaraz po przyjezdzie do USA, co
        ciekawe ma tyle samo lat co ta Japonka Junko- 27 ale ona od razu zaangazowala
        sie we mnie, a Junko nawet gdy ja poznalem powiedziala ze co prawda chce byc
        moja kochanka ale wyjsc za maz chce dopiero w wlasnie w wieku 27 lat bo
        najpierw chce zrobic kariere, czyli czekalbym do tej chwili. A z zona jestem
        malzenstwem od ponad 3 lat.

        > I jeszcze napisz, czy twoja zona ci sie podoba, jakie cechy charakteru cenisz
        > u swojej zony, a co u niej ci nie pasuje?

        Tak, moja zona podoba mi sie to ze jest bardzo kobieca, ma dobre maniery ale
        zarazem jest calkiem na luzie, jest wrazliwa ale i mocna wewnatrz. Znowu co
        ciekawe ma tyle samo lat co Junko i jest bardzo podobnej budowy, ciemne wlosy i
        delikatny kobiecy glos. Ale wcale nie szukalem kogos zeby wygladal jak tamta,
        po prostu tak wyszlo.

        Chyba wszystko mi pasuje, u zony oprocz tego ze zdobylem ja z wielka latwoscia,
        i to wlasnie sprawia ze czuje ze nie walczylem o ta kobiete, bo zbyt latwo mi
        przyszla. I dlatego ze choc jest tak samo uparta jak Junko to od razu sie we
        mnie zakochala. Mysle ze faceci wola kobiety ktore sa trudne do zdobycia...
        • Gość: Porcupine Re: waldek1610 napisał: IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 02.04.06, 18:51
          Myślę, że żadnej ze "swoich" kobiet tak na prawde nie kochałeś...

          Na żonę patrzysz poprzez pryzmat Junko, niby nie porównujesz, a jednak
          porównujesz. A w Twoim jej opisie nie czuć ciepła i miłości do niej. Junko też
          bardziej Ciebie drażni teraz (bo nie powiedziała wtedy "kocham") niż wzbudza
          uczucie miłości.

          Nie oszukuj się, zastanów się i podejmij decyzję, która sprawi, że nie będziesz
          czuł takiego "rozdarcia". Uświadom sobie samemu, że popełniłeś błąd i zacznij
          od nowa. Trwanie w związku z żoną tylko z litości dla niej (bo przecież ona Cię
          tak kocha, blah, blah, blah) jest nie fair w stosunku do niej. Jest oszustwem.
          Jeśli nie potrafisz ją kochać namiętnie, bezgranicznie, bezwarunkowo, jeśli
          powracaja mysli i gdybania o innej, to znaczy, że nie powinieneś być z żoną, bo
          tylko ją krzywdzisz swoją nieszczerością. Zrozum, że w spełnionym, szczęśliwym,
          kochającym się małżeństwie nie może być miejsca na takie gdybania i wspomnienia
          z przeszłości, i żaden sen nie może w taki sposób wejść pomiędzy dwojga
          kochających się małżonków. Nie może na tak długo zakłócić spokoju. Bo jeśli
          zakłóca, to znaczy, że nie jesteś spełniony w tym związku. A jeśli nie jesteś
          spełniony (i od samego początku o tym wiedziałeś!), to tylko krzywdzisz tę
          drugą osobę swoją hipokryzją...

          Zresztą... hipokryzja jest cechą narodową polaków-katolików, nawet tych,
          mieszkających w innych krajach...
          • elamodela Re: waldek1610 napisał: 02.04.06, 19:31
            Porcupine ciekawe to co piszesz, ale ja bym się z tobą do końca nie zgodziła.
            Albo jesteś idealistką, która wierzy w prawdziwą doskonałą miłość, albo
            chodzisz mocno po ziemi i nie tracisz czasu na gdybanie. Odpowiedz mi tylko na
            pytanie: czy ty jesteś szczęśliwą mężatką, bądź w długoletnim związku, ciągle
            zakochaną w partnerze i absolutnie pewną, że to ten jedyny, zupełnie obojetną
            na resztę świata, czy może tylko masz taką wizję miłości i myślisz, ze tak
            właśnie powinno być? Bo ja wątpię, że takie rzeczy, tzn. związki się zdarzają.
            Nie wierzę, że można być ślepo wpatrzonym tylko w jedną osobę, a już na pewno
            nie przez dłuugi długi czas. Co nie znaczy oczywiście, że polecam myślenie co
            by było gdyby, czyli w twoim mniemaniu hipokryzję.
              • waldek1610 Pytanie do Porcupine! 03.04.06, 07:53
                Porcupine,
                Nie chce ingerowac w Twoje zycie, ale skoro Elamodela poruszyla temat to prosze
                odpowiec mi na nastepujace pytania?

                1. Ile tysiecy kilometrow dzielilo Ciebie od twojego partnera?
                2. Ile lat musieliscie znosic rozlake?
                3. Ile lat musialas czekac od randki numer 5 na randke.... numer 6?
                4. Ile listow oczekiwalabys od partnera w ciagu 1 roku zeby przetrwac?
                5. Czy czekalabys 2 lata na to zeby kontynuowac randki i dowiedziec sie czy
                wogole jest warto czekac?
                6. Czy czekalabys 2 lata zeby dowiedziec sie czy jest tylko zauroczenie czy
                milosc?
                7. Czy wierzysz w to ze kobieta moze zakochac sie w facecie 3 lata pozniej
                jesli nie kocha po 1.5 roku?



                Gość portalu: Porcupine napisał(a):

                > elamodela napisała:
                > > Odpowiedz mi tylko na pytanie: czy ty jesteś szczęśliwą mężatką, bądź w
                > > długoletnim związku, ciągle zakochaną w partnerze i absolutnie pewną, że to
                > > ten jedyny, zupełnie obojetną na resztę świata


                > TAK i dodam jeszcze, że to jest OBUSTONNE w naszym związku


                • Gość: Porcupine Re: Pytanie do Porcupine! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 03.04.06, 15:39
                  waldek1610 napisał:

                  > Nie chce ingerowac w Twoje zycie, ale skoro Elamodela poruszyla temat to
                  prosze
                  >
                  > odpowiec mi na nastepujace pytania?

                  A cóż to, przesłuchanie?

                  Czy Ty jesteś na tyle słabą osobą, że musisz porównywać każdy swój krok do tego
                  co robią inni? Musisz wiedzieć, jak to robią/czują/przeżywają inni, by móc
                  podejmować własne decyzje? Musisz pytać innych, bo Twoje własne serce i
                  rozsądek niczego Ci już nie podpowiadają? Bo własnej WOLI pewnie nie masz...

                  Cóż Ci przyjdzie z moich odpowiedzi i mojego doświadczenia? Mam się z Tobą
                  zabawić w licytację pt. "kto bardziej cierpiał/kochał/czekał"? Przepraszam, ale
                  są o wiele ważniejsze dla mnie sprawy - TU I TERAZ - aniżeli rożnego rodzaju
                  gdybania i wyliczania.

                  Człowiek szczęśliwy żyje teraźniejszością, a nie wspomnieniami!
          • waldek1610 Mozna pokazac ze zalezy nam bez slowa; "Kocham" 03.04.06, 07:30
            Gość portalu: Porcupine napisał(a):

            > Myślę, że żadnej ze "swoich" kobiet tak na prawde nie kochałeś...

            Kochalem obie z calego serca, ale ta pierwsza sie zawiodlem, na druga nie
            zasluzylem. Nigdy nie zdradzalem zadnej, i w tym problem ze gdy zakocham sie w
            kobiecie to poswiecam sie jej calkowicie i oczekuje tego samego.


            > Na żonę patrzysz poprzez pryzmat Junko, niby nie porównujesz, a jednak
            > porównujesz. A w Twoim jej opisie nie czuć ciepła i miłości do niej. Junko
            > też bardziej Ciebie drażni teraz (bo nie powiedziała wtedy "kocham") niż
            > wzbudza uczucie miłości.


            Teraz wiem ze gdybym nie szalal tak za Junko, to w koncu by przyjechala, i moze
            nawet wyszla za mnie wkoncu...moze przez wygode, moze ona potrzebowala kogos
            ktory jest "always available".. ale duzo nie wymaga od niej samej. Ale czy to
            jest milosc czy tylko utrzymywanie kontaktow, wygodnictwo z jej strony?

            Pozatym Ona wiedziala ze potrzebuje prawdziwej milosci, pomimo tego utrzymywala
            znajomosc ze mna wiedzac ze ona nie jest gotowa ta milosc odwzajemnic. I po co
            mowila ze "chce byc moja kochanka, dziewczyna" "i chce zebym na nia czekal",
            jesli nie potrafila powiedziec "kocham Cie".

            Pozatym dziewczyna nie musi od razu mowic facetowi "I love you" zeby pokazac ze
            jej na nim zalezy i byc moze w przyszlosci zakocha sie w nim doglebi...Wazne sa
            czyny, dlugie listy, po prostu kultywowanie glebokiej przyjazni, a z
            perspektywy czasu, czytajac stare listy widze ze glebokiej przyjazni nawet nie
            bylo, bo pisala glownie o sobie, swoiej pracy, studiach, nawet hobby niz o
            mnie. Jesli pisala o mnie to bardzo okreznie i wymijajaco, zebym na nia czekal,
            ale ja nie bylem jej priorytetem tylko jej kariera.

            Potrzebowala faceta, adoratora, ktory jest pod reka ale nie wymaga wiele od
            niej samej. Wiesz co? Niz zaluje ze sie wycofalem, bo nie wierze w to moge
            czekac latami i "odgrzac" moja milosc do niej, kiedy ona bedzie gotowa moja
            milosc odwzajemnic.


            > Zrozum, że w spełnionym, szczęśliwym, kochającym się małżeństwie nie może być
            > miejsca na takie gdybania i wspomnienia z przeszłości, i żaden sen nie może w
            > taki sposób wejść pomiędzy dwojga kochających się małżonków. Nie może na tak
            > długo zakłócić spokoju. Bo jeśli zakłóca, to znaczy, że nie jesteś spełniony
            > w tym związku.

            Nie wydaje mi sie ze nadal kocham Junko, po prostu wypalilem sie w zwiazku na
            odleglosc z wlasnie z nia, moja walka o kobiete, tesknota za kobieta zawsze
            miala imie; "Junko". Czuje sie tak jakby nagrode za moje starania o Junko
            otrzymalem od innej kobiety; mojej zony...Chcialbym potrafic ja kochac tak jak
            tamta.



            > Zresztą... hipokryzja jest cechą narodową polaków-katolików, nawet tych,
            > mieszkających w innych krajach...

            Gdybym byl hipoktytom to nawet nie kwestionowal bym moich czynow, a tak to nie
            boje sie spojrzec poddac krytyce.
            • Gość: Porcupine Re: Mozna pokazac ze zalezy nam bez slowa; "Kocha IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 03.04.06, 15:24
              waldek1610 napisał:

              > Chcialbym potrafic ja kochac tak jak tamta.

              I właśnie na podstawie takich zdań jak to, śmiem twierdzić, że nie kochasz
              żony. Znów je porównujesz, znów miłość według Ciebie ma "odcienie", tamta do
              Junko była taka, ta do żony jest inna. Ale miłość to miłość i albo jest albo
              jej nie ma. Albo szaleńczo Ciebie absorbuje, tak, że żadna inna osoba poza ta
              Jedną Jedyną nie istnieje, albo tej miłości nie czujesz wcale. A takie
              różne "miłostki", to tylko rozdrabnianie się, to nie jest Miłość!

              Wygląda na to, że żonę chcesz pokochać na siłę, tylko za to, że ona Cię kocha i
              poświęca się dla Ciebie. Tak się nie da. Tego jest za mało. To jest
              takie "litościwe" i jakżesz upokarzające dla Twojej żony (nawet jeśli ona sama
              o tym nie wie). Jesteś z nią nie dla tego, że jest całym Twoim światem, że
              olśniewa Ciebie swoją osobowością, że chcesz tylko z nią spędzić całe swoje
              życie, że chcesz dla niej poświęcić wszystko by czuła się szczęśliwa; ale
              jesteś z nią dla tego, że szkoda Ci jej, bo kocha tak mocno takiego nie wartego
              jej uczucia osobnika... Czujesz winę, że ona daje Ci tak wiele, a Ty nie
              potrafisz tego odwzajemnić, nie potrafisz "ją kochać tak jak tamtą".
              I to ma być "miłość"? I to małżeństwo ma przetrwać pół wieku lub dłużej? Z
              poczucia winy i zobowiązania? Gdzie w tym wszystkim szczęście, zachwyt,
              namiętność, miłość?

              Ale można i tak... Można trwać przez wiele lat w związku, bojąc się cokolwiek
              odmienić. Można wmawiać sobie, że to taki los, że szlachetnie jest cierpieć, że
              może coś się samo zmieni (na przykład, po urodzeniu dziecka), można nie robić
              absolutnie nic, by czuć się spełnionym w związku. Bo nie każdy wie, na czym to
              spełnienie ma polegać. Nie każdy pragnie być spełnionym w miłości. Niektórym
              wystarcza spełnienia zawodowego lub materialnego, lub też "artystycznego" i
              miłości szczęśliwej, spełnionej, spokojnej nie potrzebują...

              Czy Ty wiesz, czego pragniesz? Odnaleźć Junko? Na siłe pokochać własną żonę?
              Znaleźć zupełnie inną kobietę, którą trzeba będzie długo zdobywać? Zapomnij na
              chwilę o użalaniu się i trąbieniu o swoim "pękającym sercu" i "romantycznośći"
              na forum, popatrz na swoje wartości (jeśli je masz), zważ swoje priorytety i
              zacznij wreszcie ŻYĆ tu i teraz, a nie w gdybanej przeszłości czy przyszłości!

              Chyba, że brak Ci odwagi by żyć... i kochać...
              • waldek1610 Re: Mozna pokazac ze zalezy nam bez slowa; "Kocha 03.04.06, 23:39
                Porcupine napisal(a):

                > Wygląda na to, że żonę chcesz pokochać na siłę, tylko za to, że ona Cię
                > kocha i poświęca się dla Ciebie. Tak się nie da. Tego jest za mało. To jest
                > takie "litościwe" i jakżesz upokarzające dla Twojej żony (nawet jeśli ona
                > sama o tym nie wie).

                Raczej wydaje mi sie ze zrobilem dobrze ma mialem czas 1.5 roku zeby
                zorientowac sie ze moja uporczywa adoracja i uganianie sie za Junko jest
                naiwne, gdybym dotrwal to moze okazalo by sie ze to ja Ona nauczyla sie mnie
                kochac na sile. A wlasnie tego nie chcialem, nie chcialem zmuszac Junko i
                ponaglac ja do kochania mnie, jesli tego nie potrzebowala...To nie jest dobra
                perspektywa zeby byc kochanym z litosci.

                Chyba nie wierzysz w to ze w standardowym zwiazku jedna strona moze czekac
                latami na odwzajemnienie milosci? Nie wydaje mi sie ze ktos moze pokochac po 2
                latach ...jesli nie kocha po 1.5 roku.

                Zreszta rozejzyj sie dookola, jest wiecej zwiazkow w ktorych milosc obustronna
                pojawila po miesiacu spotkan. Nie wyobrazam sobie sytuacji w ktorej spotyka sie
                kobieta i mezczyzna przez 2 lata, spi ze soba i nigdy nie mowi "Kocham"...




    • Gość: Porcupine Re: Serce mi peka! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 03.04.06, 20:52
      W innym wątku przyznałeś, że byłeś z Junko zaledwie 5 dni. To jest stanowczo za
      mało, żeby w pełni świadomie móc wyznać komuś miłość, ze wszystkimi płynącymi z
      tego wyznania konsekwencjami. Dla tego doskonale rozumiem Junko oraz dla czego
      nigdy nie powiedziała, że kocha Ciebie. Niektórzy bardzo cenią te dwa słowa i
      nie wypowiadają je pochopnie, byle kiedy, byle komu. Niektórzy WIEDZĄ czym jest
      Miłość i jeśli ją deklarują to raz i na zawsze, do tej Jednej Jedynej osoby. A
      nie do każdej, z którą się spało.

      Dla czego więc 19-letnia dziewczyna miała by wyznawać Ci miłość po 5 dniach
      znajomości, skoro nie zdążyła poznać Ciebie na tyle, by móc pokochać całą sobą?
      Ty, w swoim egoistycznym zaślepieniu, nie mogłeś zrozumieć uczuć innej osoby,
      jej niepewności i odmienności. Tak, jak i nadal nie rozumiesz...
      • waldek1610 chce byc "kochanka"..a nie pisze przez pol roku??? 03.04.06, 23:56
        Gość portalu: Porcupine napisał(a):

        > W innym wątku przyznałeś, że byłeś z Junko zaledwie 5 dni. To jest stanowczo
        > za mało, żeby w pełni świadomie móc wyznać komuś miłość, ze wszystkimi
        > płynącymi ztego wyznania konsekwencjami. Dla tego doskonale rozumiem Junko
        > oraz dla czego nigdy nie powiedziała, że kocha Ciebie. Niektórzy bardzo
        > cenią te dwa słowa i nie wypowiadają je pochopnie, byle kiedy, byle komu.

        Wiem ze powiedzialem jej to zawczesnie, i wlasnie dlatego byla zaskoczona, i
        zareagowala raczej tak jakbym powiedzial jej "Nienawidze Ciebie" a nie "Kocham
        Ciebie". Dlatego nigdy juz nie wypowiedzialem, ani nie napisalem tego slowa.
        Pisalem tylko ze za nia tesknie itd.

        Ale ja nie wymaglalem od niej wcale zeby po 5 dniach bycia razem wyznala mi
        milosc, wcale nie!!!


        > Niektórzy WIEDZĄ czym jest Miłość i jeśli ją deklarują to raz i na zawsze,
        > do tej Jednej Jedynej osoby. A nie do każdej, z którą się spało.
        > Dla czego więc 19-letnia dziewczyna miała by wyznawać Ci miłość po 5 dniach
        > znajomości, skoro nie zdążyła poznać Ciebie na tyle, by móc pokochać całą
        > sobą?
        > Ty, w swoim egoistycznym zaślepieniu, nie mogłeś zrozumieć uczuć innej osoby,
        > jej niepewności i odmienności. Tak, jak i nadal nie rozumiesz...


        Zgoda, ala nie wydaje Ci sie ze ledwo 10 listow w ciagu 1.5 roku nawet do
        sympati, do kogos kogo sie lubi i kaze czekac to zdecydowanie za malo?

        Co ja mialem myslec gdy dziewczyna mowi mi ze chce byc moja i zebym na nia
        czekal ...a nie pisze wogole przez pol roku? Albo pisze dziekuje za mily list,
        za prezent i reszte listu poswieca pisaniu o jej Scuba diving, kursie
        nurkowania. I konczy list "Take Care of yourself Wally"

        To chyba nie jest list do chlopaka, raczej do starego znajomego.
    • agatka_to_ja Re: Serce mi peka! 04.04.06, 00:04
      Porcupie, nie odpowiadaj mu, pliz.... bo bedzie dalej i dalej i dalej meczyl
      forum swoimi zenującymi skomleniami.
      A czy my mozemy oceniac jego uczucia? jego popedy? jego mysli i postepowanie?
      NIE.. niech sobie przezywa dalej, niech sie roztkliwia.. szkoda, ze nie widzi,
      jaki jest żałosny i żenujący w tej pozycji...
      szkoda czasu i palców do pisania.
      a poza tym - za madre rzeczy piszesz, zeby Waldi byl w stanie to swoim malym
      hamerykanskim móżdżkiem pojąć...

      pozdrawiam Cie Porcupine
      A do Waldiego - SKOŃCZ WAŚĆ, WSTYDU OSZCZĘDŹ!
      • waldek1610 Dzieki Bogu sa osoby ktore sluza rada.... 04.04.06, 00:24
        Dojrzala osoba nie wstydzi sie prawdy, nawet jesli nie jest to powodem do dumy.
        Biore odpowiedzialnosc za moje czyny.

        Niezdajesz sobie sprawy ze niektore osoby na tym forum pomogly mi zrozumiec, co
        zrobilem zle i co zrobilem dobrze. Moze Ty preferujesz tlamsic problemy w sobie
        i nabawic sie choroby, ale dzieki Bogu jest wiele zyczliwych ludzi ktorzy
        zawsze sa w stanie sluzyc rada, a nie tylko zbesztac i wysmiac innych.
        • agatka_to_ja Re: Dzieki Bogu sa osoby ktore sluza rada.... 04.04.06, 00:32
          Waldi, oczywiscie, ja tez czesto sluze radą!
          Ale osobom, ktore czytaja to, co inne piszą oraz w jakis sposob na to reagują...
          a ty po ponad 100 odpowiedziech dalej nawijasz to samo co na poczatku!
          inne ososby tez to widzą - oni ci radzą, a ty swoje.... ktos cos stwierdza - a
          ty swoje..

          to po co pisac, skoro ty i tak swoje wiesz i tak naprawde chcesz sie wyzalic wy
          wyskomplec, a nie szukasz rady. Bo piszesz caly czas to samo. Caly czas! Po co
          produkowac sie, pisac dla osoby, ktora ma gdzies nasze zdanie i argumenty?
            • agatka_to_ja Re: Dzieki Bogu sa osoby ktore sluza rada.... 04.04.06, 00:47
              Waldi, sluzylam ci rada.. ale do czasu.. ile razy mozna radzic, skoro nic do
              ciebie nie trafia?
              ty tez czasami wobec mnie stosujesz roznego rodzaju okreslenia, czesto
              niemile.. wiec nie rob teraz z siebie niewiniatka i biednego pokrzywdzonego
              czlowieczka... znow skamlenie i uzalanie sie nad sobą? żenada...
          • Gość: Porcupine Masz rację, Agatko! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 04.04.06, 11:51
            agatka_to_ja napisała:

            > to po co pisac, skoro ty i tak swoje wiesz i tak naprawde chcesz sie wyzalic
            wy
            >
            > wyskomplec, a nie szukasz rady. Bo piszesz caly czas to samo. Caly czas! Po
            co
            > produkowac sie, pisac dla osoby, ktora ma gdzies nasze zdanie i argumenty?

            Masz rację, Agatko, nie ma sensu pisać do osoby, której wcale nie zależy na
            tym, by zrozumieć siebie i swój problem, by coś zmienić w swoim życiu, by
            wreszcie zacząć godnie ŻYĆ. Nie ma sensu pisać do osoby, która nie szuka
            zrozumienia, lecz ma na celu tylko i wyłącznie PROWOKOWAĆ - prowokować innych
            do odpisywania i tracenia bezcennego czasu. Przecież nawet nie wiemy, czy cała
            ta "historia" nie została z nudów wymyslona.

            Waldkowi nie zależy na ZROZUMIENIU, lecz na zabawie, prowokacji i zwykłej
            grafomanii. Stąd to jego wałkowanie tematu w nieskończoność, choć już nie ma
            nawet o czym pisać. Człowiek, który chce zrozumieć, przede wszystkim słucha w
            ciszy własnego serca, własnych myśli. Jak widać, Waldi nie ma na to ani czasu
            ani ochoty. Cała ta "historia" jest tylko desperacką próbą zwrócenia na siebie
            uwagi, żeby jak najwięcej osób połechtało jego ego, odpisując w tym wątku.
            Tylko tyle. Bo nie chodzi tu ani o pomoc, ani o radę, ani o zrozumienie... Więc
            niech dalej kisi się w tym wątku... sam!

            Pozdrawiam!
            Porcupine
            • waldek1610 Re: Masz rację, Agatko! 05.04.06, 03:38
              Uwierz mi nie tracil bym czasu jesli nie byloby to dla mnie wazne, zreszta nie
              moglem wytrzymac i powiedzialem zonie co mnie trapi.

              Powiedzialem jej ze nie kocham Junko tylko mam zal, i byc moze ja zranilem, i
              nadal mnie to boli..byc moze stad wziely sie te sny, moze to jak kots
              powiedzial byla telepatia, moze Ona wspominala mnie?

              Moja zona mnie zrozumiala, (choc zabralo to cala noc zeby ja do tego przekonac)
              bo sama zdecydowala sie zanim spotkala mnie odejsc od swojego chlopaka..
              • agatka_to_ja Re: Masz rację, Agatko! 05.04.06, 07:45
                waldek1610 napisał:
                powiedzialem zonie co mnie trapi.
                >
                > Powiedzialem jej ze nie kocham Junko....

                hahahaha... a w innym watku piszesz"Mam jednak niepochamowana chec spotkania z
                Junko choc jeszcze raz zeby jej powiedziec, ze ja naprawde kochalem, ze
                przepraszam, i moje serce nadal bije dla niej..."

                SAM SOBIE ZAPRZECZASZ!!!!!!!!!!!!
                nie kochasz jej, ale twoje serce nadal bije dla niej?????????/

                no, WAldi, zdrcyduj sie - albo bije dla niej albo dla żony!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                • Gość: Porcupine Re: Masz rację, Agatko! IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 05.04.06, 11:01
                  agatka_to_ja napisała:

                  > no, WAldi, zdrcyduj sie - albo bije dla niej albo dla żony!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                  A nie wydaje Ci się, że jego serce nie bije ani do jednej, ani do drugiej?

                  Znam pewnego osobnika, który dość mocno przypomina naszego "romantycznego"
                  Waldi. Otóż ten osobnik też nie potrafił zapanować nad własną "romantyczną",
                  wrażliwą duszą, i ulegał uniesieniom i wspomnieniom. I chociaż miał kochającą
                  go bezgranicznie żonę (którą, twierdził, że też kocha), to raz na kilka lat
                  szaleńczo kochał się w innych kobietach i też wyznawał im miłość. Później
                  uświadamiał sobie swój "grzech", cierpiał, czuł się rozdarty
                  pomiędzy "miłością" do jednej i drugiej, aż w końcu opowiadał żonie o
                  swoich "grzechach", i w ramach "przeprosin" majstrował jej kolejnego dzieciaka!
                  Wiesz, ile dzieci się w tej rodzinie powstało w ramach tej jego "pokuty"?
                  CZWÓRKA!!! Ochyda! Z tego co wiem, facet nadal jest z kochającą żoną i nadal
                  wzdycha do innej, z którą nie może być...

                  Brzydzę się takimi tchórzliwymi, "rozdartymi", "cierpiącymi", "romantycznymi"
                  facecikami, którzy sami nie wiedzą czego chcą, kogo kochają i jak mają żyć...
                  • Gość: ~pestka Moje przemyślenia... IP: *.range86-130.btcentralplus.com 05.04.06, 13:21
                    Drogi Waldku.Przeczytałam z niezwykłą uwagą wszystko to co pisaleś na temat
                    swojej wspaniałej miłości.Wiem,że pewnie po tym co teraz napiszę,wiele osób
                    zacznie mnie krytykować,ale pragnę jedynie wyrazić na ten temat WŁASNE
                    zdanie,bo przecież każdy ma do niego prawo,czyż nie?
                    Zacznę od tego,ze każdy z nas przechodzi w swoim życiu różne etapy i wiele razy
                    wydaje sie nam,ze właśnie teraz osiągneliśmy pełną dojrzałość..Jesteśmy więcej
                    niż pewni,że wiemy dokładnie czego w życiu pragniemy..,co chcemy robić i z kim
                    chcemy być..
                    Życie jest jednak przewrotne,pisze swoje własne scenariusze,na które nie mamy
                    często wielkiego wpływu..
                    Tak więc wracam do dojrzałości..Podejmujemy wtedy pewne decyzje,które w chwili
                    obecnej wydają sie nam być najlepszymi.Są to często decyzje wiążące człowieka
                    na całe życie..Zapominamy o tym co było..Po pewnym czasie(to mogą być
                    lata),człowiek zmienia się-to nieuniknione.Osiąga prawdziwą dojrzałość i
                    okazuje się,że z perspektywy czasu zaczyna inaczej oceniać to co
                    było..Inaczej..-mam tu na myśli-"mądrzej".Bo przecież nie ma w tym już emocji
                    sprzed lat,nie ma ucieczki przed niespełnioną miłością...Jest natomiast pełna
                    dojrzałość i dystans do wszystkiego co było..Dystans,dzięki któremu potrafimy
                    dużo trafniej ocenić przeszłośc.Potrafimy spojrzeć na wszystko z odpowiedniej
                    perspektywy..Ale na to trzeba czasu i...skali porównawczej(wiem że to okrutne
                    ale jest nią w tym przypadku Twoja żona).Bo przecież dzięki temu,że poznaleś
                    żonę,że jesteś z nią parę lat,potrafisz ocenić..porównać..te uczucia.Przez
                    jakiś czas,wnioski do których dochodzisz,tłamsisz w sobie,nie chcesz ich
                    przyjąć do wiadomości,nie chcesz przyznać się sam przed sobą,że być może
                    przegapiłeś coś bardzo cennego,coś czego doświadczają prawdziwi wybrańcy losu..-
                    prawdziwej,jedynej,cudownej miłości..,za którą przemierzyłeś pół świata i która
                    jak się okazuje spotkałeś być może zbyt wcześnie..Zbyt wcześnie by ocenić jej
                    wartość,by móc spojrzeć na wszystko z odpowiednią dojrzałością i takimże
                    bagażem doświadczeń..
                    Po jakimś czasie jednak, uświadamiasz sobie gorzką prawdę..przestajesz się
                    oszukiwać bo nie masz już na to siły..zresztą oszukiwanie samego siebie nie
                    trwa nigdy długo.Przychodzi moment poważnej refleksji i konkretnych wniosków-
                    jakże bolesnych i prawdziwych.Stajesz wtedy przed poważnym dylematem:czy
                    postawić wszystko na jedną szalę i walczyć?Czy może nie ryzykować i cieszyć sie
                    tym co jest??Mówisz sobie:to chwilowe..zapomnę..przecież mam cudowne życie..-
                    wspaniałą żonę,która bardzo mnie kocha,dom,dobrą pracę,wszystko czego pragnie
                    każdy normalny człowiek..Oszukujesz w ten sposób siebie samego i
                    żyjesz..Starasz sie normalnie egzystować..,zająć pracą,karierą,domem..-
                    wszystkim aby stłamsić narastające uczucie pustki,niespełnienia..Tylko czasem
                    przychodzi obawa,że NIGDY-do końca życia,nie poznasz już prawdy i nie dowiesz
                    sie co by było gdyby...I to uczucie zżera Cię od środka..ta obawa..-że masz
                    tylko jedno życie-że już nigdy tu nie wrócisz i że być może przegrywasz je..Ze
                    przegrałeś prawdziwą miłość,która przecież jest sensem ludzkiego istnienia.

                    Zrób wszystko mój drogi aby spotkać się ze swoją ukochaną-powiedz jej o
                    wszystkim co czułeś przez te wszystkie lata i zapytaj ją wprost czy czuła to
                    samo i czy jest gotowa oddać Ci swoje życie i być z Tobą.Musisz to wyjaśnić.
                    Może okaże się że była tylko cudnym wspomnieniem i wrócisz do żony,dochodząc do
                    wniosku,że to ona jest tą jedyną, a może przekonasz się że to Junko jest Tobie
                    przeznaczona i wygrasz swoją walkę o szczęście:)Co by się nie zdarzyło to wierz
                    mi-będzie to lepsze niż udręka ciekawości i niespełnienia przez całe zycie..
                    Bo jeśli przekonasz się że nie kochałeś JEJ(Jonko)-a jedynie wspomnienie o niej
                    to i tak osiągniesz spokój psychiczny a co najwazniejsze docenisz swoją żonę-
                    uszczęśliwiając tym samym i siebie i ją.
                    Jeśli natomiast zostaniesz z Jonko-być może bedziesz już na zawsze
                    najszczęśliwszym z ludzi..,wygrasz swoją walkę o szczęście i prawdziwą miłość..
                    Wiem,że zraniłbyś tym bardzo żonę ale i ona po pewnym czasie doceniłaby to, że
                    odszedłeś od niej bo kochaleś inną kobietę a nie tkwiłeś z nią w nieszczerości
                    całe życie...
                    Przemyśl to co napisałam mój drogi i podejmij jakąś decyzję, bo w przeciwnym
                    razie nigdy nie osiągniesz spokoju i spełnienia.
                    Pozdrawiam cieplutko i życzę dużo odwagi w działaniu:)
                    • Gość: Zdzichu Re: Moje przemyślenia... IP: *.aster.pl 05.04.06, 22:26
                      Gość portalu: ~pestka napisał(a):

                      > Wiem,że zraniłbyś tym bardzo żonę ale i ona po pewnym czasie doceniłaby to,
                      > że odszedłeś od niej bo kochaleś inną kobietę a nie tkwiłeś z nią w
                      > nieszczerości całe życie...

                      Tu się raczej mylisz droga Pestko. Żona by go po prostu zjadła na surowo i
                      rozszarpała żywcem po takim numerze.
                      • Gość: ~peska Do Zdzicha IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 00:02
                        Wiesz...myślę że to zależy od kobiety.Oczywiście zawsze na początku pojawia się
                        ból,rozgoryczenie,a moze nawet nienawiść...Ale po jakimś czasie przychodzi
                        moment i na refleksję.Wierz mi-nikt nie chce być niczyim substytutem,a tym
                        bardziaj substytutem w miłości.Bo przecież ona też(jak każdy
                        człowiek),zasłużyła na kogoś kto pokocha ją całym sercem,a nie będzie wciąż
                        myślał o innej.
                        Nie jest przecież wykluczone,że po jakimś czasie i ona znalazłaby kogoś kto
                        doceniłby jej miłość w 100% i byłaby z nim naprawdę szczęśliwa.
                        Jeśli jest taką kobietą jak twierdzi jej mąż,to szybko znajdzie się ktoś kto
                        będzie potrafił to docenić.A wtedy ona doceni to,że jej mąż(dzięki swojej
                        szczerości<wiem,że to brzmi okrutnie>),dał jej możliwość bycia naprawdę
                        kochaną...
                        • Gość: Zdzichu Re: Do Zdzicha IP: *.aster.pl 06.04.06, 00:40
                          Wiesz, logicznie i "na zimno" to wszystko jest bez zarzutu. Tylko, że życie
                          jest szalone i nie bardzo trzyma się jakichkolwiek reguł. W kontaktach męsko-
                          damskich główną rolę odgrywają emocje. W przypadku nagłego końca związku z winy
                          jednej strony, u drugiej pojawia się poczucie odrzucenia, strach przed
                          samotnością, zachwianie bezpieczeństwa, wreszcie bomba zawiedzionych uczuć. To
                          zwykle piorunująca mieszanka...
                          • Gość: ~`pestka Re: Do Zdzicha IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 01:22
                            Zgadzam się ze wszystkim co piszesz ale powiedz:czy czas nie lecz takich ran i
                            nie pozwala spojrzeć trzeźwo(lub jak napisałeś"na zimno")na taką sytuację?
                            Wiem,że na początku byłoby to dla niej bardzo bolesne ale czy nie lepsze od
                            nieszczerości?
                            Masz rację mówiąc,że pewnie znienawidziłaby go(nie piszesz tego dosłownie,ale
                            wnioski nasuwają sie same),ale po jakimś czasie-w generalnym rozrachunku
                            wyszłoby to obojgu na dobre.Wiem,że wszystko co piszę jest chłodne i
                            okrutne,ale czyż nie takie właśnie jest życie?
                              • Gość: ~pestka Re: Do Zdzicha IP: *.range86-130.btcentralplus.com 10.04.06, 11:21
                                No cóż..proza życia.Wszystko jednak zależy od człowieka i sytuacji.Są
                                oczywiście sytuacje,których tak łatwo wybaczyć się nie da(wielokrotne
                                zdrady,sypianie np. z przyjacielem partnera<i takie przypadki znam>).Takich
                                numerów nie wybacza się czasem całe życie.
                                Odejście nigdy nie jest łatwe(dla obu stron),ale jeśli jest nieuniknione to
                                ważne jest aby zrobić to najdelikatniej jak to tylko możliwe..
                          • waldek1610 Re: Do Zdzicha 07.04.06, 01:22
                            Gość portalu: Zdzichu napisał(a):

                            > Wiesz, logicznie i "na zimno" to wszystko jest bez zarzutu. Tylko, że życie
                            > jest szalone i nie bardzo trzyma się jakichkolwiek reguł. W kontaktach męsko-
                            > damskich główną rolę odgrywają emocje. W przypadku nagłego końca związku z
                            > winy jednej strony, u drugiej pojawia się poczucie odrzucenia, strach przed
                            > samotnością, zachwianie bezpieczeństwa, wreszcie bomba zawiedzionych uczuć.
                            > To zwykle piorunująca mieszanka...

                            Tak tylko niestety, jesli jest sie z kims z przymusu i poczucia winy, to po
                            prostu to widac, najgorsze jest to ze bardzo lubie i szanuje moja zone, ale
                            pozostaje niedosyt i przekonanie ze jestem z nie ta kobieta, ktorej byc moze
                            nie kocham, bo nadal kocham inna, i popelnilem blad w przeszlosci.

                    • waldek1610 Re: Moje przemyślenia...Do Pestki 06.04.06, 06:47
                      Pestka napisala;

                      Zrób wszystko mój drogi aby spotkać się ze swoją ukochaną-powiedz jej o
                      wszystkim co czułeś przez te wszystkie lata i zapytaj ją wprost czy czuła to
                      samo i czy jest gotowa oddać Ci swoje życie i być z Tobą.Musisz to wyjaśnić.
                      Może okaże się że była tylko cudnym wspomnieniem i wrócisz do żony,dochodząc do
                      wniosku,że to ona jest tą jedyną, a może przekonasz się że to Junko jest Tobie
                      przeznaczona i wygrasz swoją walkę o szczęście:)Co by się nie zdarzyło to wierz
                      mi-będzie to lepsze niż udręka ciekawości i niespełnienia przez całe zycie..
                      Bo jeśli przekonasz się że nie kochałeś JEJ(Jonko)-a jedynie wspomnienie o niej
                      to i tak osiągniesz spokój psychiczny a co najwazniejsze docenisz swoją żonę-
                      uszczęśliwiając tym samym i siebie i ją.


                      Swieta prawda Pestka!!!,
                      Czytajac twoje slowa... a doslownie czytasz w moich myslach, postanowilem dzis,
                      nawet przed przeczytaniem twojej odopwiedzi...skontaktowac sie z Junko. Chce
                      jej powiedziec co teraz czuje, bo to co czulem do niej wtedy to ona doskonale
                      wie.

                      Bardziej niz utraty milosci obwaiam sie ze ja zranilem a to dreczy mnie jeszcze
                      bardziej. Wole slyszec to ze mnie juz nie chce lub nigdy nie chciala, niz nie
                      slyszec nic. Jesli powie mi tylko ze jest szczesliwa,to sie uciesze. Ale nadal
                      moje serce dla niej bije i nie moge oszukiwac zony cale zycie nawet jesli
                      wydawalo mi sie do tej pory ze ja kocham, a wychodzi na to moze kocham inna...






                      Jeśli natomiast zostaniesz z Jonko-być może bedziesz już na zawsze
                      najszczęśliwszym z ludzi..,wygrasz swoją walkę o szczęście i prawdziwą miłość..
                      Wiem,że zraniłbyś tym bardzo żonę ale i ona po pewnym czasie doceniłaby to, że
                      odszedłeś od niej bo kochaleś inną kobietę a nie tkwiłeś z nią w nieszczerości
                      całe życie...
                      Przemyśl to co napisałam mój drogi i podejmij jakąś decyzję, bo w przeciwnym
                      razie nigdy nie osiągniesz spokoju i spełnienia.
                      Pozdrawiam cieplutko i życzę dużo odwagi w działaniu:)

                      Dziekuje, za szczera rade.
                      Pozdrawiam!


                          • Gość: ~pestka Re: Moje przemyślenia...Do Pestki IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 15:57
                            Wiesz..Nie jestem psychologiem,ale po pierwsze uczucie empatii nie jest mi obce
                            a po drugie..hmm..wydaje mi się,że pod wieloma względami jesteśmy bardzo
                            podobnymi ludźmi.Wierz mi-moje życie też jest dość zagmatwane i podobnie jak Ty
                            nie umiem docenić tego co dał mi los..Stąd moje zrozumienie dla całej sytuacji.
                            Czytałam to co pisałeś i to co odpisywali Ci na to inni ludzie.Myślałam o tym
                            wiele i często nie mogłam zrozumieć ludzkiej głupoty i niezrozumienia sytuacji.
                            Większość z odpowiadających bardzo wszystko upraszczała i spłycała.Sądzę,że Ci
                            ludzie są jeszcze albo bardzo młodzi i nie wiedzą zbyt wiele o życiu, albo
                            prości jak budowa cepa..
                            Nie chcę się tu wymądrzać,ale czasem ludzka prostota i głupota mnie przeraża..
                            Chociaż muszę przyznać,że takim osobom jest w życiu pewnie dużo łatwiej(ich
                            życie uboższe jest zwykle w emocje ale z drugiej strony nie mają tylu dylematów-
                            przyjmują życie jakim jest,nie zastanawiając się ciągle nad wszystkim:)
                            Tak więc zdecydowałam się napisać bo podświadomie czułam,że wiem dokładnie co
                            przeżywasz i wiesz..czułam się tak jakbym znała wszystkie Twoje mysli..(nie
                            wiem skąd to wynika,ale to chyba telepatia:)<napisałeś,że czytam w Twoich
                            myślach-i masz rację...-tak właśnie jest,choć nie potrafię wytłumaczyc tego
                            racjonalnie...>)Więc chciałam Ci pomóc..tzn.utwierdzić Cię w słuszności decyzji-
                            bo wiem że ze mną czy beze mnie,w końcu dokonałbyś właściwego wyboru.A skąd to
                            wiem?
                            Nie wiem-po prostu to czuję:)
                            Pozdrawiam serdecznie i czekam na wiadomości.
                            • Gość: ~pestka Sprostowanie IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 16:19
                              Chciałabym coś sprostować.W poprzednim poście napisałam,ze ludzie wypisywali tu
                              bzdury-i jest to prawdą.Pojawiały się jednak bardzo rzeczowe i mądre
                              komentarze,tak więc przepraszam z góry wszystkie osoby,które poczuły się tym
                              dotknięte-nie było to absolutnie moim celem:)
                              W szczególności pozdrawiam Fredrusa i Zbycha:)
                              • Gość: ~pestka Do Sceptyka IP: *.range86-130.btcentralplus.com 06.04.06, 22:47
                                Zakochac to sie mozna w wieku 15-tu lat na szkolnej dyskotece.W dojrzalym wieku
                                natomiast,mozna kogos pokochac..I zwykle nie nastepuje to po wymianie kilku
                                zdan na forum internetowym:)
                                P.S.Przepraszam ze brak polskich liter,ale chwilowo mam problemy z polska
                                wersja Windowsa i musze korzystac z angielskiej.
                            • waldek1610 Re: Moje przemyślenia...Do Pestki 07.04.06, 01:15
                              Dzisaj wyslalem list na adress, jej rodzicow, dom rodzinny, bo racze mam
                              pewnosc ze tradycyjni Japonczycy nie bardzo lubia sie przeprowadzac, choc z
                              uwagi na prace...zreszta Junko powiedziala mi ze jej ojciec od 28 lat pracuje
                              dla tej samej korporacji..A Junko wiele razy sie przeprowdzala.

                              Aha, i otwarlem personalna strytke pocztowa, bo nie chce denerwowac mojej zony,
                              jesli sie okaze ze Junko mnie nie chce, albo zwyzywa...Wiem ze to moze brzmi
                              samolubnie, ale chce zdecydowac z kim chce byc raz na zawsze.

                              Mam nadzieje ze Ona zobaczy ten list i odpisze, zreszta nie chce od niej wiele,
                              napisalem jej ze nie zachowalem sie jak cywilizowany czlowiek po prostu
                              zrywajac kontakt bez rozmowy, wiec przynajmniej teraz chce to naprawic, pozatym
                              nawet jesli ona mnie nie kocha, to chyba tez chce wiedziec co sie stalo. Mam
                              nadzieje ze nadal darzy mnie sympatia, bo wydawala sie jak delikatna dziewczyna
                              o mocnym charakterze, a to ja bylem slaby, tylko na zewnatrz wygladalem jak
                              mocny facet.

                              Co za ironia losu, najpierw ja na nia czekam, potem ona na mnie, najpierw ja ja
                              potrzebuje a nie mam ...potem calkiem mozliwe ze ona mnie potrzebuje a mnie nie
                              ma.

                              Chyba nie jestem naiwniakiem i byc moze jesli jest tak trudno, to chyba musi
                              byc warto... Mam nadzieje ze bedzie madrzejsza odemnie i sie odezwie.

                              Jesli nie to juz kontaktowalem sie z ambasadami Polski w Japoni i Japoni w
                              Polsce, takze amb. USA w Japoni. Co ciekawe Japonczycy odpowiedzieli do jakiego
                              dzialu mam sie zwrocic.

                              • Gość: Porcupine Re: Moje przemyślenia...Do Pestki IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 10:45
                                waldek1610 napisał:

                                > Aha, i otwarlem personalna strytke pocztowa, bo nie chce denerwowac mojej
                                zony,
                                >
                                > jesli sie okaze ze Junko mnie nie chce, albo zwyzywa...Wiem ze to moze brzmi
                                > samolubnie, ale chce zdecydowac z kim chce byc raz na zawsze.

                                No nieźle, nieźle! Personalna skrytka pocztowa w tajemnicy od żony, bo nie
                                chcesz jej "denerwować". List do Junko, założę się, że też w tajemnicy od żony
                                (bo po co ja dodatkowo "denerwować"). Planowanie ewentualnego spotkania z Junko
                                i tego, co jej wtedy powiesz...

                                I w 100% hipokrytyczne "chcę zdecydować z kim chcę być raz na zawsze"! Ale to
                                nie Ty decydujesz, bo Ty nadal boisz się i nadal zostawiasz to "losowi" do
                                rozstrzygnięcia, żeby móc później go obwiniać w razie kolejnej porażki.
                                Przecież Ty w 100% uzależniasz swoją "decyzję" od odpowiedzi (lub jej braku) od
                                Junko. Jeśli przyjdzie pozytywna odpowiedź od Junko, dająca Ci jakąś szansę, to
                                natychmiast rzucasz żone i pędzisz do Junko. Jeśli przyjdzie negatywna
                                odpowiedź (lub brak odpowiedzi), to przepraszasz żonę i usiłujesz ją pokochać,
                                albo pogodzić się z tym, że skoro nici z romansu z Junko, to lepiej spokojnie
                                tkwić sobie u boku kochającej żony, może nawet płodząc jakiegoś dzieciaka, żeby
                                sie całkiem nie znudzić).

                                I takie właśnie zachowanie jest Passive Agressive. To nie Ty podejmujesz w tej
                                chwili decyzję, Ty ją zwalasz na Junko. Twoj następny krok nie zależy od Ciebie
                                czy od Twoich pragnień, lecz od odpowiedzi Junko. I właśnie dla tego twierdzę,
                                że nie znasz siebie, nie chcesz nawet poznać, i nie znasz swoich prawdziwych
                                potrzeb i wartości. I właśnie dla tego twierdzę, że jesteś żałosnym hipokrytą,
                                bo nie umiesz uczciwie pokierować własnym życiem.

                                Współczuję naiwnej żonie, która pewnie nawet nie domyśla się, jak okrutnie ją
                                krzywdzisz swoim niezdecydowaniem i niedojrzałością uczuciową...
                                • waldek1610 Ja podjalem decyzje, czekam na decyzje Junko.... 07.04.06, 11:12
                                  Porcupine napisal(a):

                                  > I takie właśnie zachowanie jest Passive Agressive. To nie Ty podejmujesz w
                                  > tej chwili decyzję, Ty ją zwalasz na Junko. Twoj następny krok nie zależy od
                                  > Ciebie czy od Twoich pragnień, lecz od odpowiedzi Junko.


                                  Trudno jest podejmowac decyzje o zwiazku z kobieta, nie pytajac ja o
                                  zdanie...Wiec chyba jest rzecza naturalna, ze nie spoczne dopluki nie dowiem
                                  sie od Junko co ona postanowila. Ja postanowilem ze ja Kocham, potrzebuje tylko
                                  jej odpowiedzi czy Ona tez chce ze mna byc.

                                  Widzisz, problem w tym ze Junko znalem wczesniej niz moja zone i nigdy nie
                                  zerwalismy ze soba, co powoduje uczucie bolesne uczucie braku wiedzy czy ktos
                                  kogo tak bardzo kochalismy tez nas kocha...Jesli dowiem sie ze Junko mnie nie
                                  kocha, lub nie jest wcale tej milosci warta to bede mial swiety spokoj na
                                  zawsze.

                                  Uciekac od problemu, to jest nie meskie, i mezczyna powinien skonczyc co
                                  zaczal, a nie poddawac sie bo to jest trudne.

                                  Oczywiscie okolicznosci mojej znajomosci z Junko byly arcy-trudne, wiele osob
                                  by sie wycofalo o wiele wczesniej, i ja tez okazalem sie byc tylko
                                  czlowiekiem...Co nie znaczy ze z perspektywy czasu czlowiek nie zmieni zdania.


                                  > I właśnie dla tego twierdzę, że nie znasz siebie, nie chcesz nawet poznać, i
                                  > nie znasz swoich prawdziwych potrzeb i wartości.

                                  Problem w tym ze kocham obie kobiety, a dlatego ze niezalatwilem biznesu z
                                  Junko do konca, to nie daje mi spac spokojnie. Wiec musze to zalatwic. I tak
                                  wieksze szanse sa ze znajomosc z Junko to przeszlosc, ale zachowalbym sie jak
                                  facet bez charakteru, oszukujac siebie i zone cale zycie.

                                  Wole teraz to zalatwic. Samo to ze wydaje sie calkiem realne ze zkonfrontuje
                                  sie z Junko, bo poczynilem pierwsze kroki ku temu...Pozwala mi oddychac
                                  swobodniej.

                                  Jesli ty sadzisz ze lepiej byc z zona (mezem) nawet jesli okazalo sie ze tej
                                  osoby nie kochasz...to taki zwiazek na pewno nie biedzie szczesliwy...



                                  • Gość: Porcupine Re: Ja podjalem decyzje, czekam na decyzje Junko. IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 11:24
                                    waldek1610 napisał:

                                    > Jesli ty sadzisz ze lepiej byc z zona (mezem) nawet jesli okazalo sie ze tej
                                    > osoby nie kochasz...to taki zwiazek na pewno nie biedzie szczesliwy...

                                    Od początku dało się zauważyć, że nie czytasz wszystkiego ze zrozumieniem.
                                    Właśnie NIE sądzę, że "lepiej byc z zona (mezem) nawet jesli okazalo sie ze tej
                                    osoby nie kochasz". Od samego początku tej "dyskusji" mówię, że powinieneś
                                    przestać oszukiwać siebie i innych (żonę, przede wszystkim).

                                    Różnica polega tylko na tym, że Ty nadal planujesz świadomie oszukiwać żonę,
                                    trwając z nią ("kochając" ją?) aż do momentu otrzymania odpowiedzi od Junko. A
                                    ja nazywam takie zachowanie za hipokryzją i "passive agressive". I nie uznaję
                                    takiej nieszczerości.
                                    • waldek1610 spelnienie zony jestwazniejsze od mego spelnienia? 07.04.06, 11:41
                                      mozna kochac dwie kobiety naraz, nie jest powiedziane ze mozna kochac tylko
                                      jedna.

                                      Oszukiwal bym zone gdybym z nia byl kochajac inna. Ja sadzilem do tej pory ze
                                      kocham zone, ale milosc z przeszlosci upomniala sie o swoje, pojawiajac sie z
                                      niesamowita moca dobiero niedawno.

                                      To prawda ze zona starala sie o mnie, i mnie ma! Ale ja sie staralem bardziej o
                                      Junko i jej nie mam. Wiec to ja jestem przegrany w tej chwili..bo jestem z kims
                                      z moze przez przypadek, ale jej nie oszukiwalem, bo ze kocham inna dowiedizalem
                                      sie dopiero pare tygodni temu pod wplywem snu...a taki sen moze miec potezne
                                      konsenkwencje i sile...

                                      Tak na marginesie jestes kobieta czy facetem? Dlaczego uczucia mojej zony
                                      stawiaz bezdyskusyjnie ponad moimi uczuciami?
                                  • Gość: Porcupine Re: Ja podjalem decyzje, czekam na decyzje Junko. IP: *.proton.net.pl / *.proton.net.pl 07.04.06, 11:32
                                    waldek1610 napisał:

                                    > Trudno jest podejmowac decyzje o zwiazku z kobieta, nie pytajac ja o
                                    > zdanie...Wiec chyba jest rzecza naturalna, ze nie spoczne dopluki nie dowiem
                                    > sie od Junko co ona postanowila. Ja postanowilem ze ja Kocham, potrzebuje
                                    tylko
                                    >
                                    > jej odpowiedzi czy Ona tez chce ze mna byc.

                                    ... a do tego czasu pomieszkam sobie jeszcze z kochającą żoneczką, będę nawet z
                                    nią zaspakajać swoje potrzeby łóżkowe (w końcu od tego też jest żona!), będę
                                    się do niej uśmiechał, bo przecież ją TEŻ kocham... Bo jeśli Junko nie odpisze,
                                    to po co miałbym rezygnować z ciepłego łóżeczka u boku kochającej żoneczki?
                                    Jakoś się postaram wtedy zapomnieć o tej japoneczcę, niech już tak będzie...
                                    Może docenię wtedy wreszcie żoneczkę...

                                    • waldek1610 Re: Ja podjalem decyzje, czekam na decyzje Junko. 07.04.06, 11:57
                                      Gość portalu: Porcupine napisał(a):

                                      > ... a do tego czasu pomieszkam sobie jeszcze z kochającą żoneczką, będę nawet
                                      > z nią zaspakajać swoje potrzeby łóżkowe (w końcu od tego też jest żona!),
                                      > będę się do niej uśmiechał, bo przecież ją TEŻ kocham... Bo jeśli Junko nie
                                      > odpisze, to po co miałbym rezygnować z ciepłego łóżeczka u boku kochającej
                                      >żoneczki? Jakoś się postaram wtedy zapomnieć o tej japoneczcę, niech już tak
                                      >będzie... Może docenię wtedy wreszcie żoneczkę...

                                      Wiesz co jestes niesamowitym prymitywem, (sorry ale to zasluzone) myslisz ze
                                      czlowiek to malpa ktora nigdy nie ma watpliwosci, myslisz ze czlowiek nie moze
                                      zmienic zdania?

                                      Ja chce jak najwszesniej pozbyc sie watpliwosci, a trudno zeby zostawiac zone
                                      gdy ja tak naprawde zastanawiam sie nad tym kogo kocham bardziej zone czy
                                      Junko. Nie robie tego jej na zlosc poprostu slucham mojego serca, a serce nie
                                      sluga i nawet slub nie jest w stanie zaprogramowac jego na kochanie tylko i
                                      wylocznie zony.

                                      Jesli bylbys/bylabys dojrzalym czlowiekiem wiedziala bys ze milosc jest
                                      okrutna...bo nie kieruje sie racjonalnoscia tylko uczuciami...