Aloha
Nie ma to jak strategiczna koszulka na wakacjach.
Celem asymilacji z lokalnym folklorem, nawiedziłem miejscową mordownię o
rozszerzającej dziewczęce źrenice nazwie - Hollywood. Ilość zaparkowanych
przed nią socreal harleyów AD 1968 (w tym ciągnik siodłowy szt 1 i coś co
na moją znajomość tematu mogło być kiedyś snopowiązałką) dobitnie
świadczyła, gdzie mieści się centrum lokalnego mikrokosmosu.
Po krótkim rozpoznaniu bojem, udało mi się znaleźć zaciszną miejscówkę
między dwiema konkurującymi o wpływy frakcjami : kwiatem aktywistów
miejscowego ZBOWiDu i ich przybranymi w galowe drechy wnusiami.
Koiłem więc Harnasiem zszargane 3-ma dniami wypoczynku nerwy, gdy zaszło
mnie od zakrystii dwu, na oko 10-letnich brzdąców.
- Pan ma taką koszulkę jak mój modem
Na pagonach drobne rączki chińskich dzieci wyhaftowały mi 'Linksys/Cisco'
- To pozdrów go ode mnie - wypadało coś dzieciom odpowiedzieć, a nic
mądrzejszego nie przyszło mi do głowy
- Ale on nie działa !
Intonacja 'nie działa' nie pozostawiała złudzeń, co do winowajcy tego
stanu rzeczy
- Pewnie się spocił - spróbowałem wyłgać się od odpowiedzialności
Zuchy na chwilę znikli, po czym, z zaplecza wyłonił się - ośmielę się
domniemać - Tata
- Dobry. Pan to się zna coś na tych modemach, bo tepsa mówi, że to moja
wina ? Skrzywił się z niesmakiem, nie przestając drapać po odcinku
lędźwiowym
No i się zaczęło, choć wrodzony refleks kobry już po kwadransie podszepnął
mi, że w przypadku sukcesu, może da się tu podhaczać do neta.
Zastałem równanie z 2-ma niewiadomymi i zero jakichkolwiek papierów od
tepsy, ale widocznie właściciel nie skąpił na tacę, bo szczęście dopisało
i już 4-ty edziukejtedges sprawił, że zaintonowałem hejnał mariacki.
- Hehe, a mówiłem złodziejom, że u mnie wszystko działa, tylko źle mnie
podłączyli, barany. Czekaj Pan. Pietreeeeek, leć przynieś tam dwie z
piwnicy dla pana inżyniera !
- Jedną, wozem jestem
W ramach konstruktywnego kompromisu, po chwili na ławę wjechały więc 3, bo
okazało się że cała wieś wisi na neostradzie pana Taty. Kolejna godzina
upłynęła nam na degustacji śliwkówki w towarzystwie elity sotni ZBOWiDu.
Śliwkówka okazała się trunkiem tyleż mocnym, co w swej konstrukcji dość
eklektycznym. Pobrzękiwały w niej nuty agrestu, jabłek, wiśni, porzeczek,
gruszek, malin i czereśni. Być może czegoś jeszcze, ale tym czymś na pewno
nie były śliwki.
Na frapujące mnie pytanie dlaczego na chrzcie dały jej ojce 'śliwkówka' -
nie dostałem satysfakcjonującej odpowiedzi.
Przelecieliśmy kolejno problematykę społeczno-polityczną, mistrzostwa w
piłce kopanej, zreferowaliśmy pokrótce uwarunkowania rodzinno-karno-
skarbowe kobiecej przewrotności i wnet sinusoidalną trajektorią trza było
wracać na działkę.
Za to dziś, nie zdążyłem jeszcze klepnąć drzwiami, jak usłyszałem gdzieś
ze środka :
- Pan inżynier ! Pan inżynier przyjechał
Poczułem się jak Doktor Piotr, Przedwiośnie i Ludzie bezdomni razem
wzięci. Czekałem tylko, kiedy dzieciuchi złapią się moich kolan a Babcia
Pimpusiowa wręczając mi gęś, słój miodu i kosz jaj zacznie do mnie mówić
'dobrodzieju'.
Szczęśliwie rozczarowałem się i teraz sobie do Was skrobię spod parasola.
Ogólna buźka

********* dla Was - Skarby i hi5 dla Was, Huzary