luna178
03.04.12, 19:41
Mam wrażenie, że wraz z moim partnerem coraz bardziej się od siebie oddalamy ... Choć ja staram się na bieżąco wymyślać co jeszcze mogłabym zrobić dla niego dla nas by było między nami ciepło, bezpiecznie. W całej tej karuzeli "pomysłów" nie wzięłam pod uwagę najważniejszego SIEBIE. Podczas gdy ja rezygnuję ze swoich potrzeb i skupiam na Jego On żyje swoim życiem nie zastanawiając się nawet czego mogłabym potrzebować. Tak, mam to na co zasłużyłam ... Chciałam skraść dla niego niebo jednocześnie dla siebie wybierając piekło. Nie umiem z Nim rozmawiać, mam wrażenie że nie umiem do niego trafić. Jest agresywny, oziębły, wiecznie rozdrażniony, zapatrzony na to czego on potrzebuje ... to się chyba nazywa egoizm. A to wszystko ja kładę na karb Jego choroby i tym Go usprawiedliwiam (jest bardzo poważnie chory). Czuję się w tym wszystkim bardzo samotna. Ja naprawdę staram się zrozumieć jego położenie jego stan teraz w trakcie leczenia wiem, że nie jest mu łatwo ... ale mnie też nie. Objawy nerwicy powróciły kiedy byliśmy w związku, na początku miałam od niego wsparcie, teraz tego nie czuję. Mam wrażenie, że żyjemy obok siebie, ale ja cały czas mam nadzieję, że się ułoży, że damy radę... Tylko ja muszę nauczyć się wylewać swoje emocje bez względu na to jak on zareaguje... a reaguje ostro, bez zrozumienia, agresywnie. Tak, boję się z Nim rozmawiać, pewnie dlatego, że reaguje w taki sposób ... Kiedyś jednak trzeba się przemóc, pomyśleć w końcu o sobie.
Nie chcę, żeby czytający ten tekst myśleli, że napadam na swojego partnera a siebie kreślę jako ofiarę. Opisuję jedynie swoje emocje i uczucia jakie we mnie teraz siedzą w związku z moją relacją.
Chciałabym tylko żeby osoby z podobnym problemem mogły się wypowiedzieć na ten temat, może dzięki temu spojrzę na tą sytuację inaczej i łatwiej będzie mi przez to przejść.