Na wstepie sory za litery i za swoja niepoprawnosc. Majac do wyboru lapka ze spacja 1 cm -rowa lub tel (zyje, laduje, zobaczymy kiedy zlapie znowu faze na nieladowanie

) wybralam oczywiscie tel. Tytaj mysli szybciej plyna, na tamtym lapku, przy kazdwj spacji zwalniam, przycinam.sie. Tutaj swobidnie "mowie"

Skad ten watek? Przypomnialam sobie wczorajszej slowa w obcym mi kosciele (na witraze sie pogapilam), na ktore zareagowalam. Na slowa "tym co sprawiaja nam przykrosci, odpusc dla Twej milosci" (chyba tak one brzmialy) na te slwa zmieklam. Samo cos z mnie wyszlo... A wczorajszego dnia, od samego ranka bylam dosc reaktywna. Ale nie okazywalam tego na zew. Zaczelam bol odczuwac tuz po przebudzeniu. Chcac sie wyciagnac, gwaltowniej paluchy od prawej stopy naciagnelam i zlapal mnie skurcz w lydce

poznij pare lez polecialo, nie z bolu fizycznego... Chyba zbyt wiele dobra widzialam w tamtym miejscu. A bylam w 88, tak zegnajac sie dostrzeglam gdzie spedzilam te dwa dni

milo bylo popatrzec ze ludzie w normalny sposob ze soba rozmawiaja. Ze rozmawiaja.... Rano gdy skurczu w lydce dostalam to slyszalam jak jej rodzice na dole rozmawiaja, mile to bylo. Widzialam jak sie brat mlodszy garna. Jak w ogole potrafili nawiazac jakas bliskosc, chocby taka by dac sobie pstryczka

kolezanka wspominala ze nie jest u nich zbyt fajnje, ze nie potrafi okazac swojego uczucia. A gdzie. Wlasnie to jest ta prawdziwosc naturalnosc. Mimo ze nie potrafi powiedziec slowa "kocham" to widac ze wszyscy o tym wiedza, ze sie to dookola czuje. Ja czulam

tam. Szkoda ze nnie mialysmy okazji porozmawiac z kokezanka wiecej na osobnosci. Podczas spaceru jedynie chwilke, z godzinke ale w pewnym momencie okazalam swoje emocje. Kiedys tego nie potrafilam. Pokazalam.swoja potrzebe - pytajac czy moge sie przytulic. Nigdy praktycznie takiej nie mialam. Nie wiedzialam ze mam...
Wspominalam ze wracajac mialam nawet ochote przytulic sie do jej mamy. Nie mam tak ze swoja a znia mam nalepsze uklady... Nawet do jego ojca cis sie garnelam. Kurde ale to zabrzmialo

tzn. Nie unikalam go... Tzn. Patrzylam mu w oczy i byl jakas chec nawiazania kontaktu. U mnie tego brak i wole byc sama...
Wrocilam do siebie. Tylko pies mnie przywital. Wrocilam i cieszylam.sie z pustki ktora zastalam. Chcialam by byka jak najdluzej. Bym pobyla sama i mogla za brzegi swojego oczka, pare kropel wody wylac. Tak tez zrobilam. Nke wiem jak nazwac tamten moj wieczorny stan. Nie jest mi on znany. W srodku az mnie rozdzieralo. Mowie ze wtedy pale swoje smiecie i wychodzi co tam siedzi pod spodem. A pod spodem jest osoba nieco wrazliwa (nigdyvsie za taka nie uwazalam) ktora cos czuje (rzadko odczuwam), ktora obserwuje a jednoczesnie chcialaby cos zmienic, najgorsze ze ni moze...
Dobrze ze wczoraj z dwie godzinki pobylam sama. Moze takie palenie smieci jest mi potrzebne. Mimo ze z poczatku nie jest tak milo, nawet moze boli od srodka, wczoraj w pewnym momencie nawet zaczelam sie trzesc.... Mimo tego z nie jest to jakies mile To ja lubie czuc

lubie poznawac co mam w sobie, czego mi brakuje. Dobrze wiedziec ze ma sie w sobie braki i nie uznawac "swojej normalnosci" za normalnosc. Wtedy mozna cos zmienic, probowac gdy sie dostrzeze swoje potrzeby, te swoje braki. Moi wrocili po pewnym czasie z rocznicowej uroczystosci. 55 lat razem - niesamowite, tym bardziej ze sa ze soba a nie obok. Ze im sie uklada. Do dziadkow zaraz zadzwonie. Tam wczoraj milo bylo. Zawsze jest z dalsza rodzinka. Moi wrocila a ja z lozka nie chcialam wstawac. Nie chcialam sie odzywac. Tak wolalam. Uslyszalam dosc szybko jakies epietety.
Kurde. Bedac w 88 - mce, emoj. Nr domu tez mi sie bardzo podoba ale tylko numerek.... Bylo inaczej. Tam sie mowi po imieniu, lub sie normalnie zwraca. Sa tez docinki ale i one sa mile. . Brat ciagle mowil do siostry.... "siostra" ej siostra. Milo sie slychalo, milo sie patrzylo
Hmmmm dziejszy dzien jest inny. W poludnie slonce wyszlo. Jest cieplej, na duszy rowbiez

Rano mialam sen o Kudlatym

(ten weselny) a wczesniej sen o ptaku. O samczyku zieby. Lezalam w lozku i on do mnie zalecial. Nie zdawal sobie sprawy ze jestem ludziem, chodzil przy mnie, przy samej glowie. Ja tylko oczy zamknelam a nawet mruzylam, bojac sie by nie zaczal mnie tam dziubac

co on zrobil? Zaplatal sie w moje wlosy. Wzielam go wyciagnelam i zaczelam mu robic foty. I wiecie co? Rano. Podeszlam do okna w samych majtolach, by sprawdzic jakie to mpode sa w poblizu karmione.co chwike o pokarm zebraly. Myslalam ze to sikory, eee nie, to szpaki zalozyly drugi leg naprzeciwko mojego okna. W pewnej chwili na dachu siadl samczyk zieby, ten z mojego snu. No to patrze przez lornetke a on mi spiewa. Kilka minut byl dosc blisko mnie. Max 10 m.
Odeszlam od okna. Juz sie chcialam ubierac a nagke usiadl na nim jakis ptak, jakis szaraczej, chyba byl to wroblak .. Usiadl na moim skosnym oknie

Uchylone ono byli. No i jak mozna sie smucic gdy ptaki mi zyc nie daja, gdy mnie uszczesliwauaj. W ogole przyroda jest taka otulina, gdzie czlowiek, przy niej czuje sie dobrze
Troche pojechalam emocjonalnie. Tak na prawde i ja sie swoich emocji ucze. Nieraz bywaly mi one obce...
Mysle ze ciezka bede do przeczytania ale teraz tak mialam, chcialam sie wypisac...
Milego