A co tam, małe katharsis jeszcze nikomu nie zaszkodziło..... Samotna bywam, raz mniej, raz więcej, teraz akurat więcej to wam opowiem o mojej ścieżce kariery...
Na jesieni stuknie dwa lata, jak powiedziałam dość, zabrałam dziecia i zaczęłam życie samotnej. Z racji obciążenia, korzystałam przede wszystkim z internetu jako formy rozrywki. Panów poznałam wielu, grubą książkę można by spisać, ale tak na szybko rachunek sumienia:
1) pan nr 1: sentymentalna jestem, pierwszy po ciąży, już przez net się przyznał że ma malego... no faktycznie. Do tego preferował jeden styl, klepał po mymłonie bo dalej się brzydził..Do dziś mamy kontakt na czacie, nie zdzierżyłam bliższej formy
2) pan nr 2: z daleka. Ująl mnie, bo juz przy powitaniu gorąco pocałował. Po trzech wizytach wiem, że choćbym się starala nie wiem jak, pan był slabowity, odradzam kawalerów po 40-tce, na bank mają cos nie tak
3) pan nr 3: samotny ojciec. Ujał mnie tym, że sąd mu przyznał dziecko. Po randce w piątek pisał mi, że się zakochał, w niedzielę wieczorem, że jednak nic z tego nie będzie bo ja wciąż kocham mojego exa

4) pan nr 4: Frodo wielka stopa. Niby nie powinnam się czepiać, bo wzrostem nie grzeszę, ale panu dużo brakowało do 170cm (a tyle sobie wpisał). Próbowałam się przekonać, naprawdę. Dzieci w tym samym wieku, fajne podejście, bystry i ogarnięty. Tylko te stopy.... Wybrednam...
5) pan nr 5: wytrzymałam 9 miesięcy. Dwa razy zwymiotowałam: 27 grudnia, gdy poczułam ogromną dziurę w brzuchu, zjedzona wcześniej pizza nie utrzymała się, drugi raz: 14 sierpnia, gdy się dowiedziałam, że mi dorobił rogi ze starszą o 8 lat - bo go kręcą takie co na twarzy widać, że są styrane życiem
Czy wy też macie takie przygody? Odpuścić sobie internetowe znajomości? Jak widać im dalej w las, tym gorzej...