potrzebuję porady. Dziecię w LO, klasa humanistyczna, rozszerzenia językowe. No bez kozery nie zdecydował się na tą klasę - czytaj: mózgu matematycznego brak. A nauczyciel od matematyki cały czas im zapodaje zadania z rozszerzonego zakresu. Całą klasa na korkach, ja ogarniam mojego (inżynier, najlepsza byłam z matematyki na roku, pochwalę się, a co

). No ale już mnie szlag trafia, bo zadania są naprawdę trudne, a w ten sposób to on ich niczego nie nauczy. Zamiast skupić się na podstawowym zakresie, żeby trochę tym humanistom wcisnąć tej matematyki do matury, to on im każe z motyką na słońce się porywać ... No i sama nie wiem. Co myślicie? Bo mam chęć porozmawiać sobie z tym "panem od matematyki", ale nie chcę im jeszcze utrudniać życia (im - dzieciakom w klasie). Hę???