to sens życia?
Popularne stwierdzenie, nie tylko na profilach panów.
Tzn., że jeśli ktoś nie ma nikogo do kochania, jego życie jest bez sensu?
A miłość do psiora się liczy?

Całkiem poważnie zapytuję. Bo na moje, jak bywałam zakochana, to owszem, motylki latały, mniej jadłam i spałam, ale jakoś nie odczuwałam tego, że nagle nadało to sens mojemu życiu, które wcześniej go nie miało.