sowa.zagrodowa
22.01.19, 21:14
Na spacerek sobie wyszłam, kolejny raz w ciągu ostatniej godziny, bo i czworonogów mam kilka, ale nie wszystkie mogą wychodzić "w kupie"- najmniejsze z reguły wychodzą ostanie. Zaczęłam spacer od największego.
Pod osiedlowym sklepikiem, jak zawsze, stała ekipa obserwatorów, powitała mnie niezmiennym- "szacuneczek, królowo". Przed kwadransem wyprowadziłam najmniejszego z moich podopiecznych, na co mój jeden z "poddanych" zareagował żywiołowym -ja pierd...! Więcej nie piję! Przecież niemożliwe, żeby ten owczarek tak nagle zmalał!