Dodaj do ulubionych

Poparzenie

15.02.10, 19:10
Ludzie drodzy, uratowałam dziś dziecko - lat 2,5 - przed poparzeniem
wrzącą herbatą. Ratunek przeprowadziłam jednak w sposób głupi,
mianowicie podetknęłam moją rękę między kubek a malca. No, i jestem
poparzona na przedramieniu. Ma ktoś pojęcie czy taka pianka na
poparzenia słoneczne pomoże?
Obserwuj wątek
    • wilowka Re: Poparzenie 15.02.10, 19:14
      jeśli a pianka to Panthenol to tak
      • liisa.valo Re: Poparzenie 15.02.10, 19:16
        Tak, to ta :)
    • cafem Re: Poparzenie 15.02.10, 19:15
      Pomoze;)
    • cafem Re: Poparzenie 15.02.10, 19:27
      A Ty nie na nartach???
    • liisa.valo Re: Poparzenie 15.02.10, 19:28
      Wiesz, nie wygląda w sumie teraz tak źle. Miałam czerwone całe
      przedramię, teraz większośc zlazła, tak 1/3 przedramienia jest
      czerwona i skóra się na tym zmarszczyła. Ale nawet bardzo nie boli
      już. Ale siedziałam 2 godziny z lodem na ręce.
      • liisa.valo Re: Poparzenie 15.02.10, 19:30
        A, i dziecko chyba doceniło, bo zaczęło do mnie mówic po tej
        akcji "ciocia", a nie "pani" :D
      • wilowka Re: Poparzenie 15.02.10, 19:31
        To dobrze, ze miałaś lód. Jak Ci się już znudzi to ładuj Panthenolem do oporu
        ile skóra wchłonie
        • cafem Re: Poparzenie 15.02.10, 19:59
          Wilowka dobrze prawisz.
          Ja bym jeszcze czesto ta reke lodem traktowala.
      • justysialek Re: Poparzenie 15.02.10, 23:53
        Może przejdź się z tym do lekarza, żebyś blizn nie miała...
    • cafem Re: Poparzenie 15.02.10, 19:55
      Nurkowanie jest ponoc ekstra. Ale ja nie probowalam, za duzy tchorz
      ze mnie;)
      Za to ja poznalam fajnego instruktora narciarstwa;P
    • cookie_monsterzyca Re: Poparzenie 15.02.10, 20:28
      Powinna.
      Ja jak sobie ramię na słońcu zjarałam tak, że rana była jak po polaniu
      wrzątkiem, smarowałam maścią od lekarza, acesulfan jakiś czy coś i było świetne,
      pomogło, rozmiękczało tą skorupę więc nie bolało aż tak i ładnie się goiło pod
      spodem, nie mam blizny nawet.
    • niski.oktan Wo-da 15.02.10, 23:46
      Duuużo wody: klik :)

      I jakie znowu "szybko się topi"? Sekundy to to nie są.
    • mason_i_cyklista Re: Poparzenie 16.02.10, 04:20
      a jak ja będąc bomblem na siebie czajnik z wodą zrzuciłem to nikogo pod ręką nie
      było, co by się rejtanowsko rzucił:(

      ale za to mam pamiątkę na nodze:)
      • cookie_monsterzyca Re: Poparzenie 16.02.10, 07:00
        Heh, u mnie takie przypadki widać rodzinne, ja jak miałam 4 lata to w wigilię
        złapałam ręką za rozgrzaną lokówkę i cały wieczór spędziłam z łapą w misce ze
        starkowanym ziemniakami.
        A mój brat jak miał 3 lata to otwartą dłoń przyłożył do gorącego żelazka, ale to
        się u chirurga skończyło ...
        • maple_syrup Re: Poparzenie 16.02.10, 08:29
          Też miałam w dzieciństwie akcje z gorącym żelazkiem, lokówką, palnikiem na
          kuchence, na którym coś się chwilę wcześniej gotowało, zsiadaniem z motocykla
          ojca na złą stronę i parzeniem się o rurę. Jednak najciekawiej było jak mając 17
          lat włożyłam palec do wrzącego karmelu żeby zobaczyć czy smaczny (nie wiem co mi
          strzeliło do głowy, bo to nie był pierwszy raz kiedy karmel robiłam i
          wiedziałam, że był straszliwie gorący). Do tej pory nie mam czucia w koniuszku
          palca.
    • maple_syrup Re: Poparzenie 16.02.10, 08:32
      Powinna pomóc też maść Alantan (bez recepty, ok. 7zł). Działa natłuszczająco,
      przez co łagodzi ewentualne pieczenie i pomaga w gojeniu się. I dobrze by było
      gdybyś tego oparzenia nie zaklejała niczym, żeby mogło "oddychać".
      • liisa.valo Re: Poparzenie 17.02.10, 22:25
        No, właśnie ten Alantan mi babka sprzedała w aptece. Alantan plus konkretnie.
        • maple_syrup Re: Poparzenie 18.02.10, 21:48
          Wiedziała co robi :)
    • niski.oktan Re: Wo-da 16.02.10, 19:23
      "Szybko" to pojęcie względne; zależy, po której stronie drzwi WC akurat jesteś.
      :D Tak czy inaczej minuta albo i półtorej (bo przynajmniej tyle czasu upływa do
      pass out'u u nierozpływanego delikwenta) to nie są pojedyncze sekundy.
      Z walką o życie jest tak, że jeżeli masz przegrać, to lepiej za bardzo nie
      walczyć, bo większe będą później szanse na powrót do grona żywych. O ile, ma się
      rozumieć, zostaniesz wyciągnięta na powierzchnię w rozsądnym czasie i ktoś
      fachowo się tobą zajmie. Palenie też minimalnie pomaga - mózg palacza jest nieco
      bardziej odporny na hipoksję (niedotlenienie).
      A komputer wcale nie jest niezbędny do nurkowania. Jeżeli tylko nie połkniesz
      modułu II stopnia redukcji (solidny kawał stali nierdzewnej) albo nie
      przegryziesz prowadzącego do niego "węża" (co nie jest łatwe, bo "zdrowy" jest -
      podaje powietrze o ciśnieniu 10-15 atmosfer), to już da radę. :D

      Ja raczej nurkowałem, niż nurkuję. Wciąż jeszcze "trochę umiem", ale korzystam
      już tylko od okazji do okazji.
      Z wrakami statków będziesz miała problem - uwielbiają je ryby. Żywe, nie takie
      na talerzu. :D
      A w jeziorach (nizinnych, w naszej strefie klimatycznej) jest zimno, ciemno i
      nudno. W naprawdę nielicznych woda jest dość przejrzysta, żeby cokolwiek
      oglądać. A nawet w takich coś ciekawego jest do max. 5-6 metrów, czyli w
      praktyce na głębokościach "bezdechowych". Z kolei w górskich jest jaśniej, ale
      jeszcze zimniej i jeszcze puściej, poza tym z zasady nie wolno w nich nurkować.
      No a w ciepłych klimatach do zbiorników wody "słodkiej" lepiej w ogóle się nie
      zbliżać, z oczywistych względów.
      Prawda jest brutalna: morze. Jeżeli na względnym luzie, to wyłącznie ciepłe
      morze, czyli w praktyce - rafa.
      Gdzie indziej albo nie za bardzo jest po co się pchać, albo do każdego zejścia
      trzeba się przygotowywać jak do wyjścia w kosmos. Albo jedno i drugie.
      No i przy tej robocie to wypić też nie za zbytnio. :D

      Ale pokursować się warto.
      Choćby po to, żeby nauczyć się nurkować na bezdechu, co rzeczywiście przydaje
      się w życiu, np. w okolicznościach żeglarskich. No i dowiedzieć się czegoś o
      specyfice otwartej wody, co jest szczególnie wskazane dla tzw. pływaków
      basenowych. Takich, co bez trudu młócą kilometry od ściany do ściany, ale w
      przejrzystej i ciepłej wodzie o znanej głębokości. I z tej racji oczywiście
      uważają, że w wodzie nie ma na nich bata, i na tę okoliczność np. wpław oraz w
      poprzek atakują jezioro. I bywa, że kończy się to - mówiąc delikatnie - różnie.

      Co tu dużo gadać - napieraj, młoda, pókiś młoda. :)
    • niski.oktan Re: Wo-da 16.02.10, 20:46
      No, na pewno nie zasypia się grzecznie i bezstresowo jak w swoim łóżeczku. :D

      A co to jest wg ciebie własny sprzęt?
      "Abecaka" (płetwy, maskę, fajkę) wręcz należy mieć swojego, jeżeli w ogóle chce się nurkować.
      Ale co do reszty - to zależy przede wszystkim od tego, czy zabawa ci się spodoba. Problem ogólnie jest taki, że te bety nie nadają się do czegokolwiek innego. A nawet gorzej - np. pianka, która da ci komfort w naszej strefie klimatycznej, na ciepłe morze będzie już zbyt ciepła. Poza tym jest pokaźna objętościowo i wagowo (samolot!).
      Ogólnie w sprzęt należy inwestować, kiedy już będziesz wiedzieć, co jest dla ciebie, a co nie. Są wypady do Austrii, i do Norwegii też są, spróbować warto. Ale czy od razu, jeszcze przed debiutem kupować na tę okoliczność polarne szpeje?

      A w naszych jeziorach jest nie tylko zimno, ale też - powtarzam - ciemno i pusto. A to, co można spotkać pod wodą, albo jest rybą (częściej rybką), albo wygląda na coś oślizłego, o ile nieruchomo siedzi na dnie. I jest oślizłe! :D
      Poza tym - powtarzam - w stosunkowo mało przejrzystej wodzie oraz przy stosunkowo niewielkiej ilości światła pod wodą to, co jest ciekawe, jest łatwo osiągalne z powierzchni na bezdechu. A takie klasyczne wodorosty (moczarki, rogatki) są akurat fajne i robią gili gili, jak pływa się zaraz nad łączkami na golasa. Bez kitu, to jest naprawdę przyjemne. :)
      No i topielców nikt nie będzie kazał ci szukać. Teraz to już jest sprofesjonalizowane, nie to, co za moich czasów. :D


      Kolejność "najpierw kurs nurkowy, żagle na morzu później" jest jak najbardziej wskazana i nie należy jej zmieniać.
      ABC oczywiście zabrać na łódkę. Zresztą zawsze zabiera się ABC nad wodę, jeżeli tylko okoliczności nie wykluczają kąpieli.
      • niski.oktan Re: Wo-da 16.02.10, 20:47
        Zaraz, zaraz. Dziecko, a ty przypadkiem zatok nie masz chorych?
    • niski.oktan Re: Wo-da 16.02.10, 22:28
      W nos? Aż chrupnęło? I nawet się nie pochwaliłaś? Na rybach jesteś, czy jak? :D
    • niski.oktan Re: Wo-da 16.02.10, 23:11
      Nos pokochałaś? Własny? Ciebie to już się nie da wypaczyć. :D
    • niski.oktan Re: Wo-da 16.02.10, 23:14
      Jakoś tak sprawiasz wrażenie łatwo nakręcalnej, zasadniczo. :D
    • niski.oktan Re: Wo-da 16.02.10, 23:49
      Kobiety to nie wiem, jak robią, może i muszą wyjść na brzeg. Ale niekobiety... :D

      Latarka? Jeżeli światło słoneczne nie przenika na pińć metrów, to znaczy, że latarka oświetli może 30 centymetrów.

      Nad wodorostami będziesz musiała popracować, taka fobia to poważna sprawa. Nie musisz ich kochać, ale nie wolno się bać. W ogóle jeżeli czegoś pod wodą nie wolno, to ulegać panice.
      A może się zdarzyć, że trzeba po tym twarzą jeździć, a sałata przesuwa się po szybie maski, zaczepia o automat, łaskocze w usta i policzki.
      Ja bym ci na zaliczenia rzucał fanty do wyszukania na jakiejś podwodnej łączce, takiej odrośniętej od dna na 30-50 cm. A na koniec - twoją własną maskę: znaleźć, wyczyścić, przedmuchać. :D

      I tą kąpielą to głośno się nie chwal. To nie Krasnaja Armia, tego rodzaju feat of endurance chwały nie przynosi.
      Jeżeli się nie zapala czerwone światełko pod deklem, to lepiej próbować je naprawić. >:(
    • niski.oktan Re: Wo-da 17.02.10, 00:08
      Ja też się cieszę. Może niekoniecznie tym, co ty, ale zasadniczo to byle czym. klik :D :D :D
    • niski.oktan Re: Wo-da 17.02.10, 01:59
      Jeziora? klik :D


      Ja wcale nie próbuję cię zniechęcić, sam spędziłem naprawdę niemało czasu pod powierzchnią naszych jezior. Ale też nie warto liczyć na cuda pod wodą, bo można się rozczarować (szczególne jak kto łatwo nakręcalny :D). Jeziora są, jakie są, raczej średnie.
      To po co się pchają różni? Bo wielu wystarczy samo przebywanie pod wodą, bo nawet na parę godzin można wyskoczyć, bo trzeba gdzieś trenować, żeby nie tracić nawyków, bo jest się u siebie, bo u nas nad jeziorem (chociaż niekoniecznie pod wodą) może się komuś bardziej podobać, niż gdzieś daleko na jakiejś rozprażonej patelni.
      A akurat Hańcza słynie w kraju z przejrzystości. W ogóle te moje gadki o zaletach bezdechu odnoszą się do tych bardziej przejrzystych jezior. Inne są po prostu nienurkowe, dla przyjemności nikt się do nich nie ładuje.

      Chodzi mi głównie o to, że założenie aparatu w polskim jeziorze nie przynosi istotnej wartości dodanej pod względem widokowym. Ponieważ to, co jest do obejrzenia, jest płytko i jest osiągalne na bezdechu. Rozpływany człowiek bez problemu osiąga bezdechy rzędu 90 sekund, a to daje naprawdę dużo czasu na buszowanie po dnie na niewielkiej głębokości. A gdzieś poniżej tych 6 metrów stoi termoklina, pod którą jest już tylko toń, pustka. I piździawica jak w zimie.

      Co innego w ciepłym morzu - tam ciekawe rzeczy zaczynają się na ok. 20 m, warto posiedzieć na dnie dłużej niż minutę.
      Chociaż nawet te dwie dychy to też jest głębokość osiągalna z powierzchni, i to wcale nie tylko dla cyborgów. Przejrzysta woda i widoczne dno czynią cuda - zupełnie przeciętni ludzie, którym w Polsce nie przyszłoby nawet do głowy pchać się tak głęboko na bezdechu, po tygodniu pływania w ciepłym morzu wizytowali z powierzchni grupy siedzące na dnie i nawet odmawiali powietrza z aparatów, którym byli częstowani.
      Ale to tylko podróż w tę i z powrotem, bez aparatu zbyt wiele na dwudziestce się nie zwojuje.

      Pod lodem też co innego - aparat wnosi jednak wartość dodaną. :D

      Ale musisz umieć wkładać rękę w zielsko i musisz umieć z zalanymi oczami odplątywać zielsko z maski, która np. w tym zielsku w jakiś sposób oderwała ci się od twarzy. To jest poza dyskusją.

      I to ty źle mnie zrozumiałaś - nie chodziło mi o brawurę skutkującą bezpośrednim zagrożeniem życia.
      Ale jeżeli po kąpieli ląduje się w łóżku na miesiąc, naprawdę nie można mówić o jakiejś podwyższonej tolerancji na zimno. Jesteś już duża i powinnaś o tym pamiętać.
      A tu nie zapala się pod sufitem czerwone światełko, i cześć. >:(
    • sru_karka Re: Poparzenie 17.02.10, 13:01
      Jak ręka?
      • liisa.valo Re: Poparzenie 17.02.10, 22:22
        powiem Ci, że za ciekawie to nie wygląda. ciągle jest czerwone i miejscami takie
        pociemniałe, jakby się blizna zamierzała robić. ale sprzedali mi dziś na to w
        aptece jakąś maść, babka mówi, że powinno pomóc.
    • liisa.valo Re: Poparzenie 17.02.10, 22:35
      Skóra nie zlazła, a bąbli jest dosłownie kilka w jednym miejscu.
    • niski.oktan Re: Wo-da 17.02.10, 23:25
      Nie wiem, dlaczego tak boisz się Hańczy, przecież to jedno z najlepszych jezior w Polsce. Na większych głębokościach przejrzystość wody przekracza 10 metrów, to znakomity wynik. Dopiero w takiej wodzie jest sens nurkować z latarką. :cool:
      A wraki to już dość poważna sprawa, nie zaczyna się od nich zabawy w nurkowanie. Ale trochę nietypowe jest to twoje parcie na wraki w połączeniu z obawą przed podlodówką i jaskinią. :)

      Jeżeli chcesz być pewna czasu bezdechu, łap go zanurzając nos i usta w misce z wodą. Oczu nie musisz zanurzać, możesz podczas próby motywacyjnie gapić się na sekundnik. :D
      Na dwie dychy w abecaku naprawdę się da, i ty też to potrafisz. Tylko jeszcze o tym nie wiesz. Ale jeżeli zamierzasz unikać ciepłego morza, możesz nie dowiedzieć się nigdy.

      Odnośnie wodorostów - oczywiście powinnaś powiedzieć, ale dobry instruktor powinien też sam to zauważyć w trakcie kursu. Zadaniem instruktora jest przede wszystkim ustalenie, czy kursant się nadaje. A nadaje się nie ten, kto zdoła jakoś od biedy wypełnić wszystkie normy, ale ten, kto wypełnia je spokojnie (chciałoby się powiedzieć - ze śpiewem na ustach, ale akurat w środowisku wodnym to zbyt wysoko postawiona poprzeczka :D) Jeżeli nie ma pod wodą luzu (nie mylić z nonszalancją!!!), lepiej zająć się czymś innym.

      Pogrzebałem też w szambie i znalazłem przepisy, pod rządami których robiłem kiedyś swoje papiery. W załączniku do zarządzenia są szczegółowo opisane normy egzaminacyjne na poszczególne stopnie. Jak chcesz, to ściągnij pdf-a i poczytaj. klik
      Nawet nie wiem, jak te moje jaruzelskie kwity mają się do dzisiejszych certyfikatów wydawanych przez rozliczne organizacje działające w branży. Ale pewne jest, że ówczesny sposób organizowania kursów już se ne vrati.

      A ty, jeśli nie chcesz się starzeć, masz tylko jedno wyjście - umrzeć młodo.
    • niski.oktan Re: Wo-da 19.02.10, 16:02
      > I po zanurkowaniu w Hańczy wszystko inne będzie już lepsze.

      Ale dlaczego tak uważasz??? Dlaczego zakładasz, że zanurzenie w Hańczy ma być takie najgorsze z najgorszych? Jeżeli rzeczywiście nastawiasz się na jeziora strefy umiarkowanej, zapewniam cię - przeciętne warunki są zdecydowanie gorsze niż w Hańczy.


      > chcę zagrac bratu na nosie, że byłam i widziałam, a on nawet pływac nie umie.

      Akurat taką motywację można byłoby uznać za przeciwwskazanie psychologiczne. :D


      > A powiedz mi - ta minuta i 32 sekundy to niezły czas jak na lajkonika? I palacza?

      Bardzo niezły. :cool: :)


      > jestem pewna, że gdy zobaczę coś ciekawego to będę chciała coś powiedziec. Co wtedy?

      Jak to co? Możesz nawet arię Królowej Nocy pod wodą odśpiewać! :D Nauka przetrwania pod wodą z wyjętym ustnikiem to podstawa szkolenia. :) Musisz tylko pamiętać śpiewając, żeby wdechy brać z automatu, a nie z otoczenia. :D
      A do samego zwracania uwagi partnera i przekazywania mu prostych komunikatów służy system sygnałów, którego też nauczą cię na kursie. :)


      > Wydaje mi się, że teraz jest łatwiej zrobic kurs? Ba, jestem tego pewna.

      Teraz ja też jestem pewny - pogrzebałem w temacie i wychodzi na to, że można przyjść z ulicy jako fullajkonik i w pięć dni nad jeziorem zrobić podstawowy kurs. Kiedyś było to pół roku basenu plus wykłady z teorii, a wszystko zwieńczone jeszcze dwoma tygodniami obozu nad wodą.
      Ludzie potrafili więcej i z pewnością to nie przeszkadzało, ale też faktem jest, że do płytkiego zanurzenia w optymalnych warunkach i pod nadzorem wcale nie trzeba kończyć AWF-u.


      > Nie mogę się doczekac, tak dawno nie trzymałam broni. :)

      =O Akurat za tym nie tęskniłem nigdy. :|


      > Potem - cytując klasyka - "ochlaj i wyżerka". :)

      Za moich czasów Klasyk mawiał: jak zwykle - handel i kopulacja. :D


      > tak się zaraziłam tym nurkowaniem, że modlę się, aby mnie było na nie bezustannie stac. :D

      Najpierw spróbuj! Bo na razie zaraziłaś się nie nurkowaniem, ale wizją nurkowania. I tylko wydaje ci się, że to lubisz. :P
      A jeżeli nie chcesz modlić się jeszcze więcej, trzymaj się jak najdalej od sportowych/turystycznych samolotów!!! :D
    • niski.oktan Re: Wo-da 20.02.10, 01:41
      A wracając do tych 20 metrów na bezdechu - opcja, którą opisywałem gdzieś wyżej (możliwość zaczerpnięcia powietrza z aparatu kogoś, kto siedzi na dole) tylko częściowo rozwiązuje problem. Po takim sztachu już nie zabraknie powietrza, ale za to trzeba się ostrożnie i powoli (około minuty) wynurzać.
      Przy szybszym tempie i/lub zatrzymywaniu powietrza w płucach podczas wynurzania grozi zmora nurków - barotrauma.
    • niski.oktan Re: Wo-da 20.02.10, 19:12
      Ważne jest nie tylko, aby było raźniej na początku - bawiąc się w te klocki trzeba mieć jakichś kumpli. Nurkuje się przynajmniej parami, a przy ambitniejszych zejściach powinno się też mieć asystę/asekurację na powierzchni (na łódce/pontonie).
      Ale takie rzeczy to później, jak już będziesz experienced. No i będziesz mieć własny sprzęt. :)

      A do tego czasu, jeżeli będziesz zadowolona ze swojego szkolenia, możesz zostać pod skrzydłami tej firmy; na pewno zajmują się też organizacją nurkowań rekreacyjnych, bez szkolenia. Poza tym możesz - ba, powinnaś! - szkolić się dalej. :>
      A jeżeli nie podejdą ci ci (powtórzenie zamierzone! :D), u których zrobisz OWD, najlepiej poszukaj jakiegoś klubu. Czegoś, co działa nie tylko w oparciu o zasady komercyjne (bo klub nie klub, ale musi się jakoś bilansować), ale też towarzyskie. I prawdę mówiąc, dopiero taki układ - klub, w którym towarzysko też byś się dobrze czuła - byłby optymalny i trwały, jeżeli chciałabyś głębiej wchodzić w temat. :cool:
    • niski.oktan Najgorsza rzecz ze wszystkich rzeczy, jakie są! 21.02.10, 02:07
      Elegancko i wytwornie se garujesz na asyście w pontonie na środku jeziora, nie znasz pary, która siedzi pod wodą. Wynurzają się obok burty, zadowoleni z życia, i zsuwają maski na czoła. Mówisz: Spłucz twarz. I jeden grzecznie pochyla głowę do przodu, zanurzając twarz w wodzie, za to drugi pyta: A po co?
      I właściwie to ten drugi ma rację - przecież przez pół godziny był całkowicie zanurzony i wciąż siedzi w wodzie po szyję. Praktycznie nie można już być bardziej mokrym, niż on jest teraz. To po kiego miałby jeszcze bardziej się moczyć?

      Ale ty, w oparciu o tę jedną różnice w zachowaniu, natychmiast wiesz jedno - ten dociekliwy młody jest. I życia nie zna. Jeszcze nie pamięta, że niezbywalną, nieusuwalną, immanentną oraz konstytutywną cechą nurkowania są

      Gluty! Gile! Kozy z nosa!

      Malowniczo objawiające się w takiej ilości i takich rozmiarach, że nienawykłego obserwatora wprawiają w osłupienie. Zmiany ciśnienia, głównie przy wynurzaniu (rozprężanie się powietrza i szybka ucieczka dużych jego ilości) z niebywałą wręcz sprawnością czyszczą drogi oddechowe. I pomimo tego, że z katarem się nie nurkuje, zasadniczo (zatyka zatoki!), proces wynurzania wydobywa na zewnątrz ciała niesamowite ilości niesłychanie malowniczych glutów.

      Dlatego ten "grzeczny" gościu bez szemrania robi, co trzeba. Najwyraźniej już tyle razy widział twarze różnych ludzi w chwilę po wynurzeniu, że po prostu wie. :cool:


      Wszystko to zapodaje się w imię dostępu do informacji publicznej oraz w trosce o wyobraźnię, żeby się nie nudziła. :D
      W nawiązaniu do tego, że

      thank_you napisała:

      > Za to w basenie wyobrażam sobie pływającą ślinę i naskórek, która oblepia moje ciało.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka