Dodaj do ulubionych

Jak sie bawiliscie...

21.04.20, 15:36
W dzicinstwie? Choc.. Moze niekoniecznie w dziecinstwie. Mysle ze w kazdym nadal siedzi dzieciak i mialby ochote na rozne zabawy.
Dzisiaj w pracy przypomniala mi sie pewna zabawa. Jak z kuzynostwem zamykalismy oczy i malowalismy, gl balwana smile no i namalowalam w pracy big_grin kolezanka tez. U mojego rece pojawily sie w dziwnym miejscu. Wygladaja jak nogi. Jedna kolezanka mowi ze to musi byc facet. Nie zrozumialam dlaczego. Przeciez te nogi pasuja mi brdziej do kobitki. Jednak pewna noga wyglada jak.... Nie noga big_grin kolezanki powiedzialy ze jedno mi w glowie tongue_out hehe pomyslalam sobie... Niezle dziala moja wyobraznia big_grin
Zeby wiecej zrozumiec dodam zdjecie smile

To byla jedna z zabaw. Inne? Wiadomo, panstwa i miasta, pilkarzyki na papierze (rysowalo sie linie po kratkach, badz skosie az sie trafilo do bramki. Bardzo to lubilam. Mozna sie bylo odbic od przeciwnika i chyba od lini bocznej), statki. A jesli chodzi o gry na zewnatrz. Oczywscie 2 ognie!! Uwielbialam....podchody. Cos Wam jeszcze przychodzi do glowy?
Czas na balwana smile
Obserwuj wątek
    • mavika_88 Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 15:49
      Ciuciu babka w domu.
      Chowanego w domu i na zewnatrz
      Cieplo zimno.
      Zakopywanie/ chowanie "skarbow" i rysowanie do tego mapki smile
      • samysliciel Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 21:07
        mavika_88 napisała:


        > Zakopywanie/ chowanie "skarbow" i rysowanie do tego mapki smile

        wyduźdanie mapki i przypalenie krawędzi by wyglądała staro
    • silencjariusz Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 16:11
      W dzieciństwie? Od zawsze byłem stary i ten no... nobliwy.wink
      • mavika_88 Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 16:29
        No wez Sil... Nie badz taki... tongue_out
    • obrotowy klasycznie. 21.04.20, 16:21
      klasycznie: - pilka na podworku + proca + luk.
      • mavika_88 Re: klasycznie. 21.04.20, 16:28
        Luk tez byl big_grin
        A co do strzelanek.... Nie wiem jak to roslina sie nazywa. Miala taka lodyke rurkowata. Hmm chyba niecierpek himalajski (fioletowe kwiaty). Zrywalo sie lodyge, bralo sie naboje czyli jarzebine i sie dmuchalo smile
        • obrotowy Re: klasycznie. 21.04.20, 17:06
          mavika_88 napisała:

          > Luk tez byl big_grin
          . Zrywalo sie lodyge bralo sie naboje czyli jarzebine i sie dmuchalo smile


          To tez bylo - ale jak mialem z 7 lat...

          gdy mialem 10 - to juz wolalem luk - bo tym sie dawalo wybic szyby na klatce schodowej smile))
          - za co ojciec musial potem bulic... sad
          • mavika_88 Re: klasycznie. 21.04.20, 21:00
            Jeszcze jedna mi sie przypomniala bron. Mozna powiedziec ze najprostsza w zbudowaniu. Wystarczyla gumka recepturka i papier. Gumka byla jak proca O matko ile sie tym ostrzelo w szkole big_grin wbrew pozorom gdy sie dostanie takim papierowym nabojem to boli. Nie wiem czy wiece o co chodzi.
            Znalazlam cos podobnego na necie.

            m.youtube.com/watch?v=uSKns5I5meM
            • obrotowy ta Twoja to byla wersja soft... 23.04.20, 14:47
              taka dla grzecznych dziewczynek.

              ta moja to byla wersja hard - i strzelalismy kulkami z plasteliny zmieszanej z ziemia

              z tej to mozna bylo juz niezle oberwac...
              .
              etnomuzeum.eu/zbiory/proca-z-glinianymi-kulkami
            • stasi1 Re: klasycznie. 26.04.20, 10:50
              Pewnie że wiemy o co chodzi. Z rurki i plasteliny też się strzelało.. Mi w pierwszej klasie podstawówki tata zrobił łuk. Taki wypasiony i strzałę która wbijała się w drzewo. Oczywiście od razu pożyczyłem to koledze. On nie oddał stwierdził że łuk się złamał a strzała wpadła do otworu w ziemi i tak głęboko że nie dało jej się wyjąć. Ogólnie to był cwaniak, opowiadał jakie to go spotkały niestworzone przygody w co wierzyliśmy mu. Dopiero później dotarło do mnie że bujdy na resorach. A nawet dzięki mnie w zawodówce dostał piątkę. Na jakiejś lekcji nauczyciel się pytał ich w jakiej galaktyce jesteśmy nikt nie wiedział. Ode mnie dowiedział się w jakiej i później tą ocenę dostał
        • prawda_we_mgle Re: klasycznie. 21.04.20, 17:29
          my robiliśmy dmuchanki i strzelanki z takich białych kuleczek, które podobno były trujące wink tongue_out

          i się jadło główki koniczyny i takie zielone serduszka jednego chwasta nie pamiętam nazwy...

          i się plotło wianki z koniczyny i trawy

          i się grało trawą w dłoniach (dmuchaniem)

          i leżeliśmy na trawniku i każdy mówił jaki kształt mu przypomina chmurka

          a najwspanialsze to było jak odkryliśmy drogę na dach mojego 10-piętrowca... winda na ostatnie piętro, potem trzeba było się podnosić wzajemnie do takich schodków pożarowych (które kończyły się jakieś 1,3 nad ziemią) i przeleźć takim małym włazem na dach... kawałek na nogach, a potem kładliśmy się i czołgaliśmy jak najbliżej krawędzi dachu … ja miałam lęk wysokości... zawsze mi jakiś metr zostawał, dalej to cała się trzęsłam wink

          jeeesu, gdyby mama wiedziała! big_grin big_grin
          • prawda_we_mgle Re: klasycznie. 21.04.20, 17:36
            hmm… teraz to myślę że te schodki pożarowe to wyżej się kończyły, bo tylko jeden chłopak od nas umiał do nich doskoczyć na wyciągniętych rękach i je złapać... dlatego zawsze trzeba było czekać, żeby mógł wyjść...
            • kevinjohnmalcolm Re: klasycznie. 21.04.20, 20:12
              Mój kumpel wejście na dach załatwił w sposób profesjonalny. Kiedyś przyuważył serwisanta od windy i po cichu, gdy ten nie patrzył zwinął mu klucz, pojechał na dół szybko dorobić kopię w pobliskim zakładzie, a następnie ostrożnie odłożył oryginał na miejsce.

              Potem było luksusowo - mieliśmy własny klucz na dach http://emots.yetihehe.com/1/zacieszacz.gif
              • prawda_we_mgle Re: klasycznie. 22.04.20, 16:26
                łale fajnie! smile
                U mnie to była kłódka na tym włazie... i nagle nie było... jak mnie tam dzieciaki zaciągnęły to już nie było, podejrzewam że jakiś kolega wcześniej ją załatwił wink
                Potem bardzo długo trwało, zanim dorośli się kapnęli i założyli nową...
                Dobrze nie pamiętam, ale wydaje mi się, że jak założyli, to my już "na podwórku" byliśmy na etapie łączenia się w pary i wszyscy zapomnieliśmy o tym dachu, na korzyść spacerowania parami i chodzenia "na dyskotekę" tongue_out smile
              • prawda_we_mgle Re: klasycznie. 22.04.20, 16:27
                kevinjohnmalcolm napisał:

                > Mój kumpel wejście na dach załatwił w sposób profesjonalny. Kiedyś przyuważył
                > serwisanta od windy i po cichu, gdy ten nie patrzył zwinął mu klucz, pojechał n
                > a dół szybko dorobić kopię w pobliskim zakładzie, a następnie ostrożnie odłożył
                > oryginał na miejsce.
                > Potem było luksusowo - mieliśmy własny klucz na dach...

                Wow, ale akcja! smile Musiał zaimponować wtedy dziewczynom! smile
                • kevinjohnmalcolm Re: klasycznie. 22.04.20, 20:35
                  prawda_we_mgle napisała:
                  > Wow, ale akcja! smile Musiał zaimponować wtedy dziewczynom! smile

                  Żadne dziewczyny o akcji nie miały bladozielonego pojęcia.
                  Zresztą to było jeszcze w podstawówce.

                  Klucz jednak służył długimi latami (mam go zresztą do dzisiaj), nikt nie miał pojęcia że ktokolwiek tam wchodził, nie zostawialiśmy żadnych śladów, zbytnio się nie afiszowaliśmy na dachu, łaziliśmy głównie wieczorem lub w nocy żeby nikt nas nie zauważył. Fajnie się skakało nad przepaścią z jednej części dachu na drugą smile
                  • prawda_we_mgle Re: klasycznie. 23.04.20, 09:56
                    kevinjohnmalcolm napisał:


                    > ...Fajnie się skakało nad przepaścią z jednej części dachu na d
                    > rugą smile

                    Żartujesz!!!!!! Nie no, to rzeczywiście szaleni byliście... Wszyscy z ekipy przeżyli? big_grin
                    • kevinjohnmalcolm Re: klasycznie. 23.04.20, 19:45
                      prawda_we_mgle napisała:

                      > Żartujesz!!!!!! Nie no, to rzeczywiście szaleni byliście... Wszyscy z ekipy przeżyli? big_grin

                      Tylko ja skakałem, reszta się bała podejść do krawędzi.
                      Pisałem już kiedyś, że zajmuję się sportami bardzo ekstremalnymi. Zaczynałem w podstawówce.
          • mavika_88 Re: klasycznie. 21.04.20, 21:08
            Do tej pory jem koniczyne czyli szczawik zajeczy big_grin dobry jest.... Cos jak kwasnica ale duzo lepszy smile
            Gralo sie trawa w dloniach? Mowisz o tym ze wkladalo sie zdzblo trawy miedzy kciuki i sie dmuchalo? Taka piszczalka smile oooo albo z lodyki zboza robilo sie piszczalke!! Nadal to robie smile albo z lisci sie strzelalo. Kladlo sie jeden na dlon i droga dlonia w ten lisc. Piekny dawal "huk" big_grin kiedys tez potrafilam zrobic gwizek z galezi. Chyba leszczyny ale juz nie pamietam jak to bylo.
            Wianki tez oczywiscie byly smile
            Wyjscie na dach... Ech... Narobilas mi ochoty... Ale bym polezala.... Pare razy, na pewno 3 bylam na dachu galerii bo jest tam parking. Swietne miejsce. Nigdy nie wychodzilam na dach nielegalnie. Ale bym sobie wyszla!! smile w tym roku na pewno gdzies wyjde tongue_out
            • prawda_we_mgle Re: klasycznie. 22.04.20, 16:35
              mavika_88 napisała:

              > Gralo sie trawa w dloniach? Mowisz o tym ze wkladalo sie zdzblo trawy miedzy kc
              > iuki i sie dmuchalo? Taka piszczalka smile oooo albo z lodyki zboza robilo sie pis
              > zczalke!! Nadal to robie smile

              tak! smile

              albo z lisci sie strzelalo. Kladlo sie jeden na dlo
              > n i droga dlonia w ten lisc. Piekny dawal "huk" big_grin

              pamiętam! nigdy jakoś mi to nie wychodziło smile


              > Wyjscie na dach... Ech... Narobilas mi ochoty... Ale bym polezala.... Pare razy
              > , na pewno 3 bylam na dachu galerii bo jest tam parking. Swietne miejsce. Nigdy
              > nie wychodzilam na dach nielegalnie. Ale bym sobie wyszla!! smile w tym roku na p
              > ewno gdzies wyjde tongue_out

              dach galerii to nie to samo! Są barierki i wysokość inna.. Koniecznie choć raz w życiu na dach wieżowca Mawi, stąpasz ostrożnie po tej papie, omijając takie małe dziwne kominki (wywietrzniki?), wiatr Ci hula między uszami i nieuchronnie zbliżasz się do końcówki... nie dałam rady psychicznie stać tam przy krawędzi (serce waliło mi jak młotem i lekko kręciło mi się w głowie), dlatego kładliśmy się na brzuchu i czołgaliśmy, a i tak się trzęsłam big_grin
              Teraz są skoki na bungie... a kiedyś to był sport ekstremalnybig_grin
              • mavika_88 Re: klasycznie. 23.04.20, 21:24
                Mi sie zawsze udawalo strzelac z liscia smile
                Dach.... Hmm. Na pewno bede musiala tego sprobowac. Tego dachu na wiezowcu, na bloku. Zeby bylo zabawniej... Dzisiaj kolega z pracy (ten z lasu) wyslal mi zdjecia z dachu smile wlasnie z pracy. Milo bylo zobaczyc. Az mi sie zachcialo tam byc...
                • prawda_we_mgle Re: klasycznie. 23.04.20, 22:52
                  mavika_88 napisała:

                  > Mi sie zawsze udawalo strzelac z liscia smile
                  > Dach.... Hmm. Na pewno bede musiala tego sprobowac. Tego dachu na wiezowcu, na
                  > bloku. Zeby bylo zabawniej... Dzisiaj kolega z pracy (ten z lasu) wyslal mi zdj
                  > ecia z dachu smile wlasnie z pracy. Milo bylo zobaczyc. Az mi sie zachcialo tam byc...

                  No to już masz i dach i towarzystwo w razie czego! smile
                  Ale nie namawiam, żeby nie było... wink wink
                  • mavika_88 Re: klasycznie. 23.04.20, 22:56
                    Dachu raczej nie mam..... Choc... Ale jeszcze z pracy mnie wywala tongue_out choc jemu wolno. On bylby na legalu. Mnie najwyzej by gdzies tam przemycil. Niestety przeciwne zmiany wiec nie uda sie byc razem na tym dachu. Tak wiec dachu jeszcze nie ma. Towarzystwo jest smile tylko jeszcze znalezc odpowiedni dach. Dzisiaj gdy przed 6 szlam do pracy to obmyslilam sobie tekst, co bym powiedziala gdyby nas ktos przylapal. Dobry byl tekst big_grin on jest od.... Ja od..... Nooo fachowcy. Tylko bym wymyslila ze nam zlecono pewne zadanie. Reszta bylaby prawda smile
                    Zabawne.... Dzisiaj patrzylam na sufit. Patrzylam na dach. A pozniej on napisal mi ze tam byl juz na swojej zmianie. Nakierowalam go tam myslami tongue_out
                    • prawda_we_mgle Re: klasycznie. 23.04.20, 23:06
                      mavika_88 napisała:

                      > Zabawne.... Dzisiaj patrzylam na sufit. Patrzylam na dach. A pozniej on napisal
                      > mi ze tam byl juz na swojej zmianie. Nakierowalam go tam myslami tongue_out

                      O, ja ostatnio też coraz częściej ściągam coś/kogoś myślami...
                      rezonans schumanna szaleje... jak ktoś energetycznie wrażliwszy, to różne są reakcje... bóle głowy, bezsenność, albo w drugą stronę: pobudzenie i wewnętrzna radość, wibracje się podwyższają smile

            • stasi1 Re: klasycznie. 27.04.20, 09:06
              Kiedyś byłem służbowo na dachu Galaxy, wracam a tam przez lufcik wychyla się laseczka i pali papierosa. Zapraszam ją na dach ale nie chciała. Za to ostatnio dwoje Ukraińców chciało zobaczyć co widać z dachu Złotych Tarasów. Umożliwiłem im to . Ale kobieta nie chciała wejść na najwyższy poziom, bała się
    • prawda_we_mgle Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 17:17
      Ja na dworze grałam w:
      - gumę
      - kapsle
      - noże
      - uczyliśmy się akrobacji na trzepaku (wiszenie głową w dół i fikołki)
      - moje ulubione skakanie przez siatkę: brało się rozbieg, wskakiwało na siatkowe ogrodzenie łapiąc od góry rękami, nogę przekładało górą i bokiem za nogą całe ciało... im płynniej i z gracją, tym lepiej... bosz, jaka ja byłam dumna i jaka się czułam piękna, jak się tego nauczyłam... smile
      - a we wcześniejszym dzieciństwie uwielbiałam robić "widoczki" - robiło się taką malutką kompozycję z byle czego (kwiatek, sreberko, jakiś owad zdechły i nakrywało szkiełkiem i zakopywało... potem się innym pokazywało swoje "widoczki" smile
      • prawda_we_mgle Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 17:19
        Dużo się grało w zbijaka... moja zmora - bałam się piłki i bólu...
        Ale uwielbiałam (jak to się nazywało?) - odbijanie piłki o ścianę i przeskakiwanie przez nią w momencie odbicia o ziemię.
        • mavika_88 Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 21:22
          Zbijak czyli dwa ognie? Bardzo lubilam....
          O sciane nigdy nie gralam. Ze sciana kojarzy mi sie jedna zabawa. Glownie w szkole. Jedna osoba stoi pod sciana odwrocona plecami i jest babajaga. Reszta dzieciakow jest muchami i bzykaja big_grin ruszajac skrzydelkami rekami. Nagle osoba spod sciany mowi... "babajaga patrzy" i wtedy wszystkie muszki zamieraja. Kto sie poruszy ten przegrywa, odpada. Nastepnie babajaga znowu sie odwraca i mowi "muchy bzykaja" Zabawa polega na tym zeby jakas muszka dotknela babajagi smile wiec muszki poczatkowo sa w pewnej odleglosci i sie zblizaja.
          • prawda_we_mgle Re: Jak sie bawiliscie... 22.04.20, 16:39
            mavika_88 napisała:

            > Zbijak czyli dwa ognie? Bardzo lubilam....

            tak, nie znosiłam big_grin


            > babajaga.
            "raz, dwa, trzy, babajaga patrzy" smile
            tak, pamiętam! Bardzo lubiłam... tylko u nas się nie bzykało, tylko po cichu zbliżało smile …
            Najtrudniej było długo wytrzymać, jak cię dopadło jak stałaś na jednej nodze smile … teraz mi się to na jodze przypomina... big_grin
            • mavika_88 Re: Jak sie bawiliscie... 23.04.20, 21:35
              Hehe no widzisz co miasto to inny obyczaj. U nas sie bzykalo tongue_out i byl tekst od babajagi. "Muchy bzykaja" A ruszalyscie skrzydelkami? big_grin teraz sobie przypomnialam ze drugim zwrotem bylo faktycznie "raz dwa trzy, baba jaga patrzy" wczesniej nie dodalam raz dwa trzy smile
              Fakt. Ciezko bylo wytrzymac w nieruchomej pozycji. W szczegolnosci gdy byla ona jakas dziwna big_grin trudniej jednak bylo tez powstrzymac sie od smiechu.
      • mavika_88 Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 21:17
        A gra w pieniazka?
        Kladlo sie piesc na stole. Palcami do dolu. I druga osoba rzucala moneta przy uzyciu kciuka. Tzn sunela tego pieniazka. Najlepszy byla taka gruba moneta. Oj bolalo.... Zdarzalo sie miec nawet zdarta piesc, lekko zakrawiona. Zabawy bywaly brutalne big_grin
        Trzepak tez byl smile
        Ciezko mi sobie wyobrazic to skakanie przez siatke. I nie wiem jaka siatke.
        Widoczku nigdy nie robilam smile
        • prawda_we_mgle Re: Jak sie bawiliscie... 22.04.20, 16:45
          mavika_88 napisała:

          > Ciezko mi sobie wyobrazic to skakanie przez siatke. I nie wiem jaka siatke.
          > Widoczku nigdy nie robilam smile


          U nas były standardem ogrodzenia, które wyglądały tak: metalowe obramowanie wypełnione siatką... Wysokości człowieka. Takim czymś były ogradzane szkoły, zakłady pracy, przedszkola... Ja miałam przy bloku przedszkole tak ogrodzone i przez to skakaliśmy smile
          o coś takiego...
          • mavika_88 Re: Jak sie bawiliscie... 23.04.20, 21:28
            To teraz juz widze jak skaczecie smile wczesniej wyobrazilam sobie tylko plastikowa siatke i mialam myslibze na taka to bylo latwo sie nadziac.
    • szarlotka_ja Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 17:33
      Dobrze.
      • mavika_88 Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 21:27
        Jak dobrze i w co dobrze smile albo w co najlepiej.
    • sza.aliczek Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 17:46
      guma!
      guma to było największe marzenie mojego ówczesnego życia.
      • mavika_88 Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 21:26
        Oj guma.... Cudowne wspomnienia..... Ile sie czlowiek oskakal... W szkole na przerwach i po szkole ze znajonymi. Fajne wspomnienia smile a to tylko zwykla guma byla...
    • witrood Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 21:19
      Powiem jak dziś.
      6-7 biedra zakupy
      7-15 zdalna robota
      15-19 malowanie ogrodzenia (czymś trzeba zabić czas). Jeszcze duuużo zostało (działam od trzech dni)
      19-21 nadgodziny w zdalnej robocie.
      21 fajrant tongue_out
      • mavika_88 Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 21:25
        Niezle sie bawiles big_grin
        Ogrodzenie malowales swoje? W dobrym celu, czy komus na zlosc, bo to zmienia postac zabawy tongue_out moze to byc zabawne badz mniej. Zalezy dla kogo tongue_out
        • witrood Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 21:28
          Swoje (po 5 latach nie wygląda za świeżo) i zwykłe malowanie, żadnych artystycznych murali. Chociaż gdybym umiał i chciał artystyczne murale to mam ze 30 metrów cudzego płota. Po mojej stronie mógłbym. wink
          • mavika_88 Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 21:42
            Kiedys malowalam plot. Ogromny.... Tzn bardzo dlugo. Malowalam go kilka dni. Zawsze bylam dosc mocno cala pobrudzona. Do drewnianego plotu uzywa sie dosc rzadkiej farby.
            Czyli masz gdzie malowac big_grin
        • witrood Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 21:29
          W sumie... jestem cały czas na świeżym powietrzu. Więc ma to plusy.
          • mavika_88 Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 21:43
            Teraz w danej chwili jestes na swiezym powietrzu? Czy ogolnie czesto przebywasz? Skoro masz ogrodzenie to masz tez ogrod. Zazdroszcze. . Tego mi w miescie brakuje... I psa tongue_out czyli masz tez dom?
            • witrood Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 21:59
              Mam dom, psa i parę drzew i krzaków. Magnolie mi cholera częściowo zmarzły. wink
              • prawda_we_mgle Re: Jak sie bawiliscie... 23.04.20, 22:56
                witrood napisał:

                > Mam dom, psa i parę drzew i krzaków. Magnolie mi cholera częściowo zmarzły. wink

                kurde, wszystko ma! … a już miałam chytry plan, że zrobimy deala i jak się podzielisz domem, to ja się podzielę psem tongue_out smile
    • sowa.zagrodowa Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 21:32
      Podchody, penetrowanie pozostałości piwnic fortecznych na Królikarni i łażenie po drzewach. To tylko jako skromne uzupełnienie Waszych wpisów, bo wszystkie te zabawy były "grane" smile
      • prawda_we_mgle Re: Jak sie bawiliscie... 22.04.20, 16:51
        sowa.zagrodowa napisała:

        > penetrowanie pozostałości piwnic fortecznych na Królikarni i...

        Ooooo! Zawsze marzyłam jako dziecko, ale mało możliwości było w mieście... pozostawało eksplorowanie piwnic, suszarni i innych "pomieszczeń gospodarczych" w blokach... A potem jak już byłam duża i dużo jeździłam po fortecach, to już nie było to... smile. Ale do tej pory, chociażem już stara, jak można coś poeksplorować, to włażę... Ostatnio bunkry nad narwią i opuszczony ośrodek wczasowy w Egipcie... smile
        • sowa.zagrodowa Re: Jak sie bawiliscie... 24.04.20, 21:55
          smile Byłam chłopczycą z ułańską fantazją. I...lubiłam się bać smile Zaczęło się od łażenia po piwnicach. A to były prawie "atomowe" fortyfikacje- co kilka metrów masywne drzwi, podobne do tych na statkach podwodnych. W tych piekielnych czeluściach "zaliczyłam" pierwszy pocałunek- przez wiele lat nie wiedziałam komu go zawdzięczam smile Z czasem szukałam mocniejszych wrażeń, niż łażenie po piwnicach, dachach i drzewach. Ale jedna z wypraw w "prawdziwe lochy" niemal skończyła się dramatycznie. Za długo by o tym pisać smile W każdym razie nie nauczyło mnie to rozsądku. I czasem nadal pakuję się w kłopoty wink
          • kevinjohnmalcolm Re: Jak sie bawiliscie... 25.04.20, 00:21
            sowa.zagrodowa napisała:

            > Z czasem szukałam mocniejszych wrażeń, niż łażenie po piwnicach,
            > dachach i drzewach. Ale jedna z wypraw w "prawdziwe lochy" niemal skończyła się
            > dramatycznie.

            Już Cię lubię smile
            • sowa.zagrodowa Re: Jak sie bawiliscie... 25.04.20, 19:38
              I z wzajemnością- od dawna smile
    • samysliciel Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 21:38
      Pierwszą kreatywną zabawą jaką pamiętam, a raczej którą mi przypomniano było darcie gazet w nocy w łóżeczku, nie dawałem spać w nocy, a że gazet nie żarłem to mi dawano, rano łóżeczko było pełne "trocin".
      W późniejszym okresie, na dworze były rozmaite zabawy lupą, robienie smakołyków z roślin (kanapki z łopianu), chowanego, w krowę, w klasy, jako że dziadkowie ze wsi, było szukanie czterolistnej koniczynki na polach, było wyprowadzanie krów (tak, to też było jak zabawa), ganianie kogutów z kijem i ganianie przez koguty gdy się takiego kija nie miało wink, szukanie skarbów, szukanie jajek, bo kury z prawdziwie wolnego chowu.
      W domu było rysowanie, cale zeszyty i bloki zabazgrane, plastelina, modelina, wycinanki, gry planszowe, w które się grało, później samemu rysowało, komiksy, czytanie, rysowanie, śpiewanie piosenek, kalambury, rebusy no i klocki lego, całe wiadra i niezliczone stworzone z nich modele, resoraki, zjeżdżalnie do nich, kupione i zrobione samemu. Długo by wymieniać.
      Ze współczesnych zabawek jest gamingowy laptop MSI GL73 z ogromną kolekcją gier na steamie, są dwie konsole nintendo 2DS kompletem gier pokemon, jest konsola nintendo switch i stary gameboy color, obie konsole limitowane pokemon edition. Spełniłem też marzenie z dzieciństwa i zakupiłem całą kolekcję mangi dragon ball, mam też zestaw oryginalnych płyt niezapomnianych kaczych opowieści. Z ostatnich zabaw było też pokemon go, oczywiście.
      Te wszystkie kolekcje chciałbym kiedyś przekazać mym dzieciom, a że takowych nie będzie, zostaną z czasem jako eksponaty. W ogóle jak teraz pomyślę, robienie prezentów dzieciakom daje wielką frajdę, porównywalną z tym, gdy samemu się dostawało prezenty...
      • sza.aliczek Re: Jak sie bawiliscie... 21.04.20, 21:46
        wiejskie wakacje ; )
        ja pochodzę ze wsi i dla mnie ogromną radością było chodzić z kanką po mleko, do gospodarzy posiadających CUDA. Obora, stodoła, kurnik, a za tym wszystkim duży drabiniasty wóz, na którego dyszlu można było się huśtać smile (miałam do dyspozycji normalne huśtawki, ale to nie było to smile
        Z panem K. sprzątałam oborę, karmiłam zwierzaki, czasem nawet czesałam konia, próbowałam doić krowę, kury im karmiłam. Chyba mi dziadkowali : )Potem pani K. zarabiała pączki - wołała mnie na konsumpcję smile
        Na koniec smętnie brałam kankę (smętnie, bo zasiedziałam się znów 2 godziny) i wlokłam się do domu. Odprowadzał mnie pies tych ludzi, więc aby nie robić mu smutku odganianiem na ostro, wylewałam z kanki trochę mleka na asfalt - on zlizywał, darował sobie w ten sposób dalszy spacer za mną. I wracałam : )
        Matka ręce załamywała ... : )
        A potem rodzice zmienili gospodarza i tam już były dojarki elektryczne : (
        • prawda_we_mgle Re: Jak sie bawiliscie... 22.04.20, 17:04
          Zawsze o czymś takim marzyłam... byłam dzieciakiem z miasta, ale jak widziałam na filmach wieś to serce mi się tam bardzo wyrywało...
          mama woziła mnie czasem na wakacje "na letnisko" i tam niekiedy byli tacy bardziej "wiejscy" gospodarze ... Jak się mama pytała, gdzie chcę jechać na wakacje, to było że "do krówek i koników"wink … to są moje najmilsze wspomnienia...
      • prawda_we_mgle Re: Jak sie bawiliscie... 22.04.20, 16:58
        Rozumiem Cię. Ja trzymałam dla mojego syna komiksy Kajko i kokosz, Asterix i Obelix, Tytus Romek i Atomek i Thorgale. Nadal mam i jednak mu nie oddałam jak się wyprowadzał, bo nie pokochał ich tak jak ja. Mam taką tradycję, że jak jestem chora, to sobie leze w łóżku i czytam stare komiksy.
        Poza tym trzymam (dla wnuków tongue_out) Falcona Millenium SW z lego. Kupiłam synowi, ale prawda jest taka, że robiąc to spełniałam SWOJE marzeniewink
      • prawda_we_mgle Re: Jak sie bawiliscie... 23.04.20, 10:04
        samysliciel napisał:

        > Pierwszą kreatywną zabawą jaką pamiętam, a raczej którą mi przypomniano było da
        > rcie gazet w nocy w łóżeczku, nie dawałem spać w nocy, a że gazet nie żarłem to
        > mi dawano, rano łóżeczko było pełne "trocin".

        Ulubiona zabawa mojego brata z dzieciństwa... ciocia dawała mu gazetę do łóżeczka i był spokój... Teraz to by się ludzie przejmowali, że tam przecież farba drukarska, to może zaszkodzić... smile
        A dziś to jest ulubiona zabawa także mojego psa... Sama na to wpadła bo ukradła gazetę i rozłożyła na "paseczki" na swoim posłaniu, a teraz to od czasu do czasu przynoszę jej z pracy (oni prenumerują, ja nie kupuję) i jak wyciągam z torby to ona już się cieszy, ze to dla niejwink

        • apersona Re: Jak sie bawiliscie... 23.04.20, 22:04
          prawda_we_mgle napisała:

          > Ulubiona zabawa mojego brata z dzieciństwa... ciocia dawała mu gazetę do łóżecz
          > ka i był spokój... Teraz to by się ludzie przejmowali, że tam przecież farba dr

          Z bratankiem się bawiłam w targanie chusteczek higienicznych na paski a potem dmuchanie ich z dłoni. Mówię wam szaleństwo.
    • to_ja_pisze Re: Jak sie bawiliscie... 22.04.20, 16:47
      Jak każdy normalny dzieciak w czasach, w których nie królował internet.
      Guma, kapsle, trzepak, podchody, proce.
    • m.a.l.a_syrenka Re: Jak sie bawiliscie... 22.04.20, 21:52
      Oprócz standardowych wymienionych zabaw pamiętam jeszcze parę innych z dzieciństwa.

      Wyścig samochodów w zeszycie od polskiego, taki sposób na odreagowanie wredoty nauczycielskiej - jak paaani to wypatrzyła, od razu wszystkie zawały łapała, a na następną lekcję - nowy zeszyt i tak zeszło ze trzy lata. Uratowało mnie uczestnictwo w olimpiadzie smile))
      Chodzenie po ogrodzeniu z paneli siatkowych dookoła niedużego stadionu (parę razy się spadło podczas wyścigów).
      Wagary i podróże pociągiem na bilecie kolejowym - czy to się liczy jako zabawa? wink
      Towarzyszyłam starszym ode mnie w na krótkofalówce, w klubie tanecznym...
      Miałam tony różnych klocków, gier planszowych i kilka spacyfikowanych przez brata lalek, które do niczego się nie nadawały.
      Trzepak nieczęsto, gra w klasy mnie nudziła, w gumę grało się do upadłego, była jeszcze gra w nóż - fajna gra.
      Podczas wakacji u babci uczyłam kury jak się lata, albo sama latałam z dachu na siano.
      Bardzo lubiłam przemeblowania, rozbieranie mebli, przerabianie po swojemu.
      W międzyczasie namiętnie chorowałam i parę razy kiwałam się nad grobem - wszelkie gry karciane, to był sposób na zabicie czasu na różnych oddziałach szpitalnych.
      • prawda_we_mgle Re: Jak sie bawiliscie... 22.04.20, 23:41
        m.a.l.a_syrenka napisała:

        > Wagary i podróże pociągiem na bilecie kolejowym - czy to się liczy jako zabawa?
        > wink

        To też miałaś dużo atrakcji, pomimo chorowitości smile smile
        Apropos pociągu to mi się przypomniało, że w lasku na Kole powoli przejeżdżały pociągi towarowe... chodziliśmy tam i chłopaki się rozpędzali i w biegu wsiadali na trochę... ja też chciałam, ale ostatecznie nigdy się nie odważyłam... to chyba dobrze, nogi mi się ogólnie przydają tongue_out smile
        No i jeszcze takie wspomnienie, że w tym samym lasku stała na bocznicy stara ciuchcia zardzewiała. uwielbialiśmy się tam bawić... w tej ciuchci mój pierwszy ukochany "poprosił mnie o chodzenie" (tak się wtedy mówiło) i tam też po raz pierwszy się całowałam (nie w tym samym czasie ofkorsbig_grin) smile smile

        • m.a.l.a_syrenka Re: Jak sie bawiliscie... 23.04.20, 15:53
          Ooo... wskakiwanie na wagon... dobrze, że nie pomyślałam o takiej możliwości i nie miałam tak kreatywnych kolegów. Na pewno narobiłoby się głupstw.
          • prawda_we_mgle Re: Jak sie bawiliscie... 23.04.20, 23:02
            m.a.l.a_syrenka napisała:

            > Ooo... wskakiwanie na wagon... dobrze, że nie pomyślałam o takiej możliwości i
            > nie miałam tak kreatywnych kolegów. Na pewno narobiłoby się głupstw.

            u nas wszyscy przeżyli big_grin big_grin big_grin
            ale nigdy się nie przyznałam nikomu dorosłemu do tego, co tam się działo smile
            • kevinjohnmalcolm Re: Jak sie bawiliscie... 23.04.20, 23:14
              prawda_we_mgle napisała:

              > ale nigdy się nie przyznałam nikomu dorosłemu do tego, co tam się działo smile


              To jest zadziwiające - dzieci potajemnie robią różne niebezpieczne rzeczy, a 20-30 lat później zabraniają tego własnym dzieciom, które potajemnie robią różne niebezpieczne rzeczy, a 20-30 lat później...
              • prawda_we_mgle Re: Jak sie bawiliscie... 24.04.20, 09:59
                Mandala życia, drogi Kevie wink smile
                • kevinjohnmalcolm Re: Jak sie bawiliscie... 25.04.20, 12:28
                  Nikomu nie przychodzi do głowy, żeby NAUCZYĆ dzieci robić niebezpiecznie wyglądające rzeczy w sposób bezpieczny, oceniać ryzyko, przygotowywać plany B, C i D na wypadek każdej możliwej pomyłki, itd. Kaskaderzy robią skrajnie niebezpieczne rzeczy, a wypadki zdarzają się rzadko, bo oni się do każdego wyczynu w sposób profesjonalny przygotowują.
                  Dzieci będą robiły różne rzeczy niezależnie od tego czy ich rodzice na to pozwalają, czy nie. Nie lepiej więc nauczyć je to robić w sposób całkowicie gwarantujący bezpieczeństwo, albo przynajmniej zapewniający jego wysoki poziom?
                  • sowa.zagrodowa Re: Jak sie bawiliscie... 25.04.20, 19:51
                    kevinjohnmalcolm napisał:

                    > Nikomu nie przychodzi do głowy, żeby NAUCZYĆ dzieci robić niebezpiecznie wygląd
                    > ające rzeczy w sposób bezpieczny, oceniać ryzyko, przygotowywać plany B, C i D
                    > na wypadek każdej możliwej pomyłki, itd.

                    Przychodzi, ale niezmiernie rzadko. Ja miałam to szczęście, że mój Tata uczył mnie od najmłodszych lat wielu rzeczy, które nie były wtedy zbyt popularne, szczególnie w wychowaniu dziewczynki. To zaowocowało, bo...wciąż jestem wink Starałam się podobnie wychować syna- były wskazówki, dzielnie się doświadczeniem i duża doza swobody, choć często okupiona zwykłym matczynym lękiem.

                    >Dzieci będą robiły różne rzeczy niezależnie od tego czy ich rodzice na to pozwa
                    > lają, czy nie.

                    Dokładnie tak. Robiłam różne szalone rzeczy, ale podejmowałam ryzyko, znając (przynajmniej trochę) swoje możliwości.
    • searam Re: Jak sie bawiliscie... 22.04.20, 22:34
      Bawiliśmy się w doktora i za każdym razem grono ciekawych się powiększało... Really..!
    • m.a.l.a_syrenka Re: Jak sie bawiliscie... 23.04.20, 18:06
      A teraz współczesne zabawy w kwarantannie: sąsiad wyprowadza dwojkę maluchów na trawnik pod balkonami, wcześnie rano i wieczorem pieski wyprowadzają tam swoich właścicieli ze sztywnymi pleckami - kupki zostają i nawożą... po drugiej stronie chodnika, ze cztery metry dalej stoi sobie mini placyk zabaw... nie wolno. Po drugiej stronie ulicy, w parku jest tor do nauki jazdy na rowerze i plac zabaw z huśtawkami... nie wolno. Upstrzony trawnik to jedyny wybieg, ale dzieciom wszystko jedno - krzyczą ze szczęścia, że mogą pobiegać na słońcu.
      • prawda_we_mgle Re: Jak sie bawiliscie... 23.04.20, 23:08
        to jakąś kartkę/tabliczkę powieście żeby zbierali, czy coś...
        • m.a.l.a_syrenka Re: Jak sie bawiliscie... 25.04.20, 09:35
          Przecież wiszą, do tego trzeba mieć skłonność do myślenia, albo osobistego policjanta ze spluwą przy głowie. Przy mentalności typu jak ja trafiam na g..., to źle, a jak szybciutko zostawiam maleńkie g... po swoim piesuniu to dobrze, nie da rady...
    • apersona Re: Jak sie bawiliscie... 23.04.20, 22:13
      Piach, błoto i glina to też były świetne zabawy.
      • mavika_88 Re: Jak sie bawiliscie... 23.04.20, 22:58
        Ooo glina. Ile ja sie bawilam w glinie big_grin tworzylam dziela. Rozne filizanki i naczynia ktorej pozniej schly na sloncu. Utrwalaly sie.
    • prawda_we_mgle Re: Jak sie bawiliscie... 23.04.20, 22:59
      gwen75 napisał:

      > Ooo tak, pamiętam jak w pobliskim parku, gdzie płynęła rzeczka, robiliśmy z kol
      > egami koryta nowych odnóg rzeczki, tamy i takie tam różne wink Była to mega zaba
      > wa na wiele dni. Człowiek się angażował na całego, zapominał o całym bożym świe
      > cie, a wieczorem do domu przychodził niemożliwie uwalony błotem wink

      O, też to pamiętam. Jak nas (mnie i ciotecznego brata) wywozili w góry, to na takich płyciutkich kamienistych potokach budowaliśmy tamy... smile
      • mavika_88 Re: Jak sie bawiliscie... 23.04.20, 23:06
        Tama!! Przypomnialo mi sie jak za dzieciaka kapalismy sie w rzece. Byl tam rowniez wodospad. Kiedys bylam po drugiej stronie i bylam w szoku ze panuje tam taka cisza....
        Na swojej rzece budowaliamy tame zeby miec wiekszy i glebszy basen. Budowalismy ja z piachu, blota, kamieni i traw. Mocno byla big_grin mozna bylo po niej chodzic. Jednak gdy zbudowalismy to ekipa dziecikaow z nastepnego mostu przychodzila do nas i nam rozwalala bo mieli mniej wody tongue_out
    • mavika_88 Re: Jak sie bawiliscie... 23.04.20, 23:33
      Balwan.... Zima...
      Kiedys zrobilismy balwana ktory mial ze 3 metry. Zeby ustawic mu glowe potrzebna byla drabina big_grin kiedys to byla zima....
      Robilo sie iglo. Swietne bylo.
      No i wiadomo zjezdzanie z gorki na worku siana!! Uwielbialam. Jezdzilismy tez na takich zielonycb drewnianych nartach smile
      Albo chodzilo sie rowami gdzie byly zaspy i wpadalo sie w snieg po pas badz po szyje
      Milo sobie tak poprzypominac dziecinstwo.... Fajne czasy. Fajne zabawy smile
      • prawda_we_mgle Re: Jak sie bawiliscie... 24.04.20, 10:10
        Wyślizgiwaliśmy sobie ślizgawkę na chodniku i było jeżdżenie na butach (czasem niestety na twarzywink)… no i z rozbiegu wskakiwaliśmy w zaspy... oczywiście, jak i teraz - czasem w zaspie trafiała się psia kupa big_grin
        Zawsze chciałam nauczyć się jeździć na łyżwach, i parę razy próbowałam - ale jakoś zawsze z lodowiska praktycznie się wyczołgiwałam... chyba nie mam zmysłu równowagi...
        W ogóle jak tak teraz podsumowuję, to w dzieciństwie dużo się czołgałam : / smile
        • mavika_88 Re: Jak sie bawiliscie... 24.04.20, 23:14
          Przypomniala mi sie pewna jazda na lyzwach. Ostatnia moja jazda.... Byla ona na..... Ogrodzie big_grin i nie bylo to za dzieciaka. Jakies 5 lat temu pojawila sie gololedz. Caly ogrod pokryl sie lodem, wyciagnelam lyzwy i zaczelam jezdzic big_grin no jak dziecko.
          Za mlodszych lat jezdzilam po jezierku smile
          Nigdy nie jezdzilam w publicznym miejscu, nigdy w budynku. Zawsze w otoczeniu przyrody. Nie jezdzilam duzo. Nie umiem dobrze. Ale w zezlym roku zakupilam rolki i w planie jest zeby lepiej opanowac slizg wink
    • mavika_88 Re: Jak sie bawiliscie... 24.04.20, 23:48
      Nie nie. Najpierw zwykla jazda big_grin by czuc sie pewniej i dobrze czuc sama jazde. Wiadomo, praktyka.
      A Ty jak tam na rolkach? Jezdzisz.? Kiedy zaczales?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka