zastanawiam się kiedy zgodzę się z rzeczywistością.. (czy zdążę

bo tak myślę, że większość życia to jakby nie godzenie się na rzeczywistość..
i pewnie stąd kopy i samotność. Ale nie chodzi o bycie ofiarą.. raczej o refleksję na temat faktów.
Ciągle mnie wkurza jakaś niesprawiedliwość, karierowicze, tacy hurra do przodu, których nigdy nie dogonię, tacy wyszczekani, wygadani (aż uszy bolą), tacy mądralińscy (teraz mi się tak wydaje, bo może mi się już gadać i myśleć (też) nie chce).
jeszcze jestem ciekawa muzyki. Ale coraz częściej cisza mi odpowiada. Hm.